here

Kolekcjonuję przeżycia, nie rzeczy  

Jeszcze trzy lata temu kolekcjonowałam markowe torebki. Posiadanie ich było dla mnie ważne. Uszczęśliwiało mnie.  Regularnie tworzyłam na blogu listę wymarzonych torebek (np. taką), wydawałam dziesiątki tysięcy złotych rocznie na dobra luksusowe i spędzałam mnóstwo czasu na śledzeniu trendów.  

Moim najbardziej absurdalnym zakupem była torebka od Jil Sander. Plastikowa, pomarańczowa „reklamówka”. Do dziś nie jestem w stanie tego zakupu zrozumieć. 500 zł wydane na to „dzieło” mogłam spożytkować o niebo lepiej. Zwłaszcza, że wcale jej nie używałam.  

Przez moją garderobę przewinęły się chyba wszystkie modele torebek od Michaela Korsa, ale kiedy moda na nie zrobiła się tak duża, że nie mogłam na nie patrzeć, przerzuciłam się na wyższą półkę cenową.

Pamiętam torebkę Alexanda Wanga z ćwikami przytwierdzonymi do spodu, była tak cholernie ciężka, że urywało mi ramię! Poza tym dość szybko popruły się nitki, a skóra się powycierała. Naprawdę doceniłam fakt, że kupiłam Mini Rocco Duffle w outletowej cenie.

Najmniej praktyczna była Falabella od Stelli McCartney. W środku zawsze musiałam mieć grubą gazetę by materiał się nie rolował. Bez usztywnienia Falabella totalnie traciła swój kształt i wyglądała jak flak. 

Ile bym tych torebek nie miała, zawsze było mi mało. Doskonale wiedziałam, którą IT bag chcę kupić i z czym będę ją nosić. To zdawało się nie mieć końca, bo lista była ogromna, a ja cieszyłam się z każdego nowego „dzieciątka” obiecując, że wychowam jak swoje. Prawda była taka, że zakupem cieszyłam się chwilę, po czym kładłam nowy nabytek na półce i rozglądałam się za kolejnym.

  Prawie trzy lata temu weszłam do swojej garderoby, rozejrzałam się po wszystkich torebkach i pomyślałam „po cholerę Ci to wszystko?!” Jedno banalne pytanie było moim olśnieniem.  

W psychologii olśnienie albo błysk, to moment w którym człowiek doznaje metamorfozy myślowej. Uświadamia sobie oczywisty fakt, którego wcześniej nie dostrzegał.   

Sprzedałam wtedy większość moich torebek (na szczęście z zyskiem!) i zostawiłam pięć, które noszę regularnie. To klasyki na lata.

Zdystansowałam się do tego tematu. Nie oceniam decyzji zakupowych innych osób. Każdy ma prawo wydawać pieniądze na co tylko mu się podoba. Każdy ma prawo iść swoją drogą, rozwijać się i dojrzewać w swoim tempie. Na różnym etapie życia mamy inne potrzeby czy priorytety. To jest jak najbardziej ok!

Przeżycia. Dziś wolę kolekcjonować przeżycia. 

O niebo cenniejsze od rzeczy są dziś dla mnie wspomnienia, niezapomniane widoki, podróże, doświadczenia, nowe umiejętności i wiedza. To jest coś na co nigdy nie szkoda mi pieniędzy. To też coś czego nikt nigdy mi nie zabierze.

Doświadczenia

Nic mnie tak nie ubogaca, nie uszczęśliwia i nie rozwija jak poznawanie świata, ludzi, kultury, kuchni. Kiedy patrzę wstecz nie widzę dóbr luksusowych, one zdają się nie mieć żadnego znaczenia. Widzę te wszystkie cudowne momenty, które przeżyłam i które mnie ukształtowały.

Kolekcjonuję przeżycia. Niektóre są piękne, iście instagramowe i fotogeniczne (Santorini, Positano, Paryż), a niektóre chwytające za serce , wyciskające łzy i frustrujące (bieda na Zanzibarze, wykorzystywanie zwierząt w Tajlandii, kontrasty w Marrakeszu). 

Kiedyś hotel w jakim się zatrzymywałam nie miał dla mnie większego znaczenia. Dziś ma ogromne. Chyba najważniejszym  czynnikiem podczas wyboru hotelu jest dla mnie widok z okna. Zawsze staram się znaleźć coś co mnie zachwyci i co zapamiętam na długo.

W Wenecji znaleźliśmy przez Airbnb pokój w zamku z 1500roku. Z okna mielismy widok na kanał po którym pływały gondole. Jedliśmy typowe włoskie śniadanie i słuchaliśmy śpiewających Gondolierów. Coś niesamowitego! Na samo wspomnienie mam ciary!

To samo Paryż. Spaliśmy w apartamencie z widokiem na Wieżę Eiffla. Wstawałam rano i szybko biegłam do okna by przekonać się, że to nie jest sen. Nocą, kiedy wieża migotała setką tysięcy lampek, wpatrywałam się w nią rozmarzona i zachwycona do granic możliwości. 

Kolekcjonuję też doświadczenia. Czasem to wyjście ze strefy komfortu, a czasem strefa komfortu w czystej postaci. Z przyjemnością wspominam nurkowanie w Benidorm, lekcję gotowania w Tajlandii czy podziwianie zachodu słońca na Santorini. Na blogu skrupulatnie to wszystko zapisuję, dzięki czemu w każdej chwili mogę wrócić do tych emocji i do zdjęć.

Samorozwój

Uważam, że najlepiej wydane pieniądze to te zainwestowane w samorozwój. Uczenie się nowych rzeczy, nabywanie nowych umiejętności, to coś co mnie buduje i uszczęśliwia. Kursy, szkolenia, książki, warsztaty, webinary, artykuły etc. Wiedza jest dziś na wyciągnięcie ręki. 

W styczniu wzięłam udział w internetowym kursie pisania u wykładowcy uniwersytetu Cambridge. W tym miesiącu chce nauczyć się składania książek i chcę zrozumieć działanie facebookowego piksela. Tego wszystkiego nauczę się bez wychodzenia z domu.

Oglądam webinary ulubionych twórców, śledzę instastories moich mentorów i inspirujących osób. Ogrom wiedzy możemy dziś zdobyć zupełnie za darmo.  

Jest też wiedza i umiejętność, za których zdobycie jestem gotowa zapłacić wiele. I bardzo szanuje ludzi, którzy potrafią swoją wiedzę i doświadczenie wycenić i jestem wdzięczna, że chcą się tym dzielić.

Przeżycia, doświadczenia są dla Was cenniejsze niż rzeczy? Czy może jesteście zbieraczami i wolicie gromadzić?

Jestem też ciekawa na co nie szkoda Wam pieniędzy i za co możecie zapłacić wysoką cenę.

[Głosów:1    Średnia:5/5]
73 komentarze
  1. Witaj Eliza, jak zwykle cenny post. Do takich wniosków trzeba dojrzeć. Też w końcu dojrzewam. Nadal.
    A jeśli chodzi o przeżycia – od czadu, kiedy urodziła się nam córka każdy dzień jest nowym doświadczeniem. To jak szybko się rozwija, jak rośnie. To cudowne móc ją obserwować. Każdego dnia dziękuję za nią i mojego męża. Teraz poznajemy świat w trójkę. I da się podróżować z niemowlakiem. Póki co poznajemy Polskę, ale wszystko przed nami.
    Książki – to chyba jedyna rzecz, na którą jestem w stanie przepuścić sporo pieniędzy. Zarówno albumy, literatura, no i książki dla dzieci… Tu przepadłam totalnie.
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Monika, ale super! Dzięki za Twój komentarz

      a propos dziękowania. Znam takie piękne przysowie. “Gdybyś dziś obudziła się tylko z tym za co podziękowałaś wczoraj, to z czym byś się obudziła?”

  2. Zdecydowanie wspomnienia! Ale żeby się przekonać musiałam kupić jedna torebkę … zbyt drogą i teraz leży w płóciennym worku w szafie a ja jej nie nosze bo nie chce zniszczyć 😐 padaka co nie?

  3. Nie szkoda mi pieniędzy na dobre rzeczy, wolę mnie a dobrej jakości, lubię pomagać innym i nie szkoda mi poeniędzy gdy inni tego potrzebują. Teraz również chciałabym kolekcjonować wspomnienia a kupuję wszystkiego mniej.

    1. Mam to samo. Jeśli mam pewność, że dana rzecz jest warta swojej ceny, a mnie w dalszej perspektywie opłaci się ją miec. To płacę ile trzeba.

  4. Pamiętam ten a tak na Ciebie po zakupie tej reklamowki od Jil sander. Sama nie moglam zrozumiec jak za to co mozna w ogóle zaplacić, że już nie wspomne ile zaplacić 🙂

  5. Świetny wpis 🙂 z chęcią przeczytałbym na blogu tekst zawierający listę osób, stron, czy webinarów, które polecasz i z których sama korzystasz! 😆

    1. Przede wszystkim te, które najczęściej nosze i te których sprzedaż byłaby w tym momencie głupotą, bo bardzo dużo bym na nich straciła.

      Smieje sie, że te torebki to najlepsza pozostałość po “błędach” młodości 🙂

  6. A dla mnie hotel nie ma najmniejszego znaczenia oprocz tego zeby znajdowal sie w miare dobrej lokalizacji.. nigdy nie biegne do okna, nie siedze na parapecie i nie”upajam” sie widokiem. No poprostu nie. Posiadanie luksusowej torebki, ale takiej klasycznej, eleganckiej, nie plastikowej pomaranczowej torby, uwazam za okej. Miej nawet takich klasykow pare jesli Cie stac.. ale chcenie czegos tylko po to zeby miec jest błedne, no ale do tego trzeba dorosnac.
    Pozdrawiam

  7. W punkt! Też jestem w stanie wydać wiele na podróże i ciekawe doświadczenia, a potem na ich oprawę (bo gdy pamięć się nieco zaciera, zostają zdjęcia). No właśnie, na sprzęcie foto też nie oszczędzam – to takie moje “torebki”, z których nie mogę zrezygnować;) Ale pasja podróży pociąga za sobą inne wydatki – aparat i tym podobne gadżety, noclegi “z widokiem”, o których wspomniałaś. W czasach, gdy byłaś torebkomaniaczką, z 1 strony ci zazdrościłam i do tego dążyłam (1 “korsa” kupiłam, gdy wytargałam jakąś mega wyprzedaż plus kupony na zalando, nie patrzyłam na to, że to już dawno jest passe i podobny egzemplarz bez chwytliwego logo byłby połowę tańszy), z 2 strony (gdy już przeszłaś na marki premium) myślałam Łoooo matko, nic dziwnego że ją hejtują, za te pieniądze ja bym mogła rok podróżować;) I nie chcę, by wydźwięk tej wypowiedzi był w stylu “dobrze że zmądrzałaś” ;), raczej – w pełni rozumiem i utożsamiam się z twoją obecną filozofią!

  8. Drogie ubrania, gadżety to nigdy nie było dla mnie. Lubię wyglądać schludnie i nosić ubrania dobrej jakości, ale niekoniecznie drogie. Najwięcej pieniędzy wydałam na swoją edukację. Praktycznie od 16 r.z. pracuję. Studia, prawo jazdy, kursy językowe, kurs gotowania – zapłaciłam sama. I tak samo w przypadku mojego syna – najwięcej jestem zapłacić za jego edukację. Na 1 urodziny nie dostał basenu z kulkami czy grającej maskotki. Dostał dzwonki, tamburyn, dwujęzyczną książkę i kurs pływania. Coś co może go rozwijać. Pozdrawiam

    1. Ale super! Takie prezenty są najlepsze!!! Nie rzeczy, a coś co wesprze samorozwój

    2. Ech… dwujęzyczna ksiązka na 1 urodziny? To prezenty dla zaspokojenia potrzeb rocznego dziecka czy ambicji rodziców?

    3. Zgadzam się z Nomenomen… Dziecko w tym wieku rozwija masę umiejętności bawiąc się nawet zwykłymi drewnianymi klockami czy szalejąc w basenie z kulkami. Kolekcjonowanie przeżyć i samorozwój to jedno, ale pozwólmy dzieciom po prostu być dziećmi i świetnie się bawić. Czytałam ostatnio wywiad z dziecięcym psychologiem, który opisywał 6 letnie dzieci zasypiające ze zmęczenia w samochodzie w drodze z jednych dodatkowych zajęć na drugie – bo samorozwój jest przecież taki ważny…

  9. Wiesz,ja marzę o takiej drogiej torebce,torebkach.Zazdroszczę Ci ze masz to.za sobą.Spelnialas marzenia,teraz masz następne.Zauważyłam,że marzenia w życiu się zmieniają,priorytety,ale dopóki ich nie zrealizujesz to one są.Dopiero później można przejść na następny poziom.

  10. Dla mnie też podróże to nr 1. Wybieram co prawda zupełnie inne rejony niż ty, ale bez tego moje życie byłoby smutne. Nic nie cieszy mnie tak jak planowanie kolejnego wyjazdu i odliczanie do niego 🙂 Poza tym ogromną przyjemność daje mi sport, a to coś, co można mieć prawie za darmo. Torebek nigdy nie kupowałam, ale wydałam ładnych kilka tysięcy na perfumy, bo swego czasu miałam prawdziwego hopla na tym punkcie. Mimo, że od kilku lat nie kupiłam żadnego flakonu, to nadal mam ich sporo. A tak naprawdę wystarczyłoby 5 ulubionych i do tego dążę.

    1. O! błędy młodości, którymi możesz psikać się przez kolejne lata 😀

  11. Chyba jesteś jedną z baaaaardzo nie licznej grupy blogerek, która tak dojrzale potrafi
    stwierdzić, że w tej kwestii ją poniosło i postanowiła to zmienić. Szczerze chyba to pierwsze
    takie wyznanie blogerki jakie czytam….z pozoru wydaje się to niemożliwe w “Waszym świecie 😉

    Mnie z kolei szkoda wydawać dużych kwot na torebki czy inne dodatki bo wiem, że szybko mi się
    nudzą, a i tak kończy się tak, że noszę 2 torebki na przemiennie swoje ulubione od lat.

    Jedynie na co mi nie szkoda pieniędzy to dobrej jakości żywność. To wynika gł. ze świadomości
    współczesnego rolnictwa oraz odżywiania. Jeśli wrzucasz słabej jakości żywność do swego
    organizmu to finalnie będzie nasze zdrowie mizerne. Co z tego, że będziemy jedli wiele owoców i
    warzyw skoro wszystkie pestycydy i inne chemiczne środki ochrony roślin będą gromadzić
    się w naszych tkankach i narządach dając nam różne dolegliwości oraz choroby. Dla tego też
    uważam, że w sklepach powinna być informacja czym pryskane są dane warzywa i owoce.
    Myślę, że wtedy ludzie mając obok siebie np. dwa rodzaje jabłek z inf. pryskane chlorkiem rtęci, a
    obok drugie z inf. pochodzą z ekologicznej uprawy hmmm myślę, że wtedy nastąpiła by znacząca
    zmiana w naszych wyborach.

  12. u mnie to samo! kiedyś stanęłam przed szafą i pomyślałam po co mi to wszystko!🙈 wyprzedalam wiekszośc torebek, ciuchy w których nie chodzilam już od dłuższego czasu! dzisiaj kolekcjonuję wspomnienia❤

  13. jeśli kolekcjonujesz przeżycia to może pora na dziecko? każdy rodzic powie, że wystarczy jeden uśmiech bobasa i wygradza on wszelkie niedogodności rodzicielstwa, niedospane noce itd. to są dopiero wyjątkowe momenty, a nie cykanie foteczek w pięknych miejscach.

  14. Twój blog się bardzo zmienił, ale to dlatego, że Ty się zmieniłaś. Jesteś dla mnie wzorem nie tylko bizneswoman ale też kobiety spełnionej

  15. Też wolę kolekcjonować przeżycia, chociaż otaczanie się pięknymi rzeczami też jest ważne po to żeby codzienność spędzać przyjemnie. Ja stawiam na jakość i ograniczam przedmioty do najpotrzebniejszych, ale ładnych rzeczy i lubię starocie, bo maja duszę. Jeśli chodzi o przeżycia i podróże to uwielbiam podróże autem. I nocowanie w aucie. Wydaje mi się, że wtedy czerpię najwięcej z wyjazdu, bo mogę zatrzymać się gdzie chcę, nocować gdzie chcę i więcej czasu spędzać ciesząc się tym miejscem. Nigdy nie zapomnę tripu po USA autem i największym plusem było to, że nie rezerwowaliśmy hoteli, spaliśmy w aucie lub w przypadkowych miejscach, bo nigdy nie mieliśmy pewności czy po drodze nie spotkamy ciekawszego miejsca niż to, gdzie zarezerwowalibyśmy hotel i nie wolelibyśmy tam zostać. To dało nam ogromną niezależność i kilka prawdziwych przygód. Hotele też lubię, ale w miejscach typowego wypoczynku a nie spontanicznego zwiedzania i szaleństw. I zgadzam się z widokiem z okna. Czy auta czy hotelu. 🙂
    Tak, przeżycia są najważniejsze.

  16. swietny wpis! wow, czy moglabys podac te rozne linki…podac nazwiska osob, ktore Cie inspiruja?ktorych kursy ukonczylas lub chcesz ukonczyc?

  17. Każdy jest gotowy na dziecko w swoim czasie, może nawet nie chcieć go wcale. I czy zaliczyć dziecko do kolekcjonowania? To prywatna sprawa Elizki. Był u niej kiedyś artykuł o braku taktu..

  18. Dziewczyny gdyby w sklepach było info czym pryskane są warzywa i owoce to gwarantuje że nic byście nie zrozumiały😉

  19. Dużo osób powinno brać z Ciebie przykład teraz:). Ja kiedyś kupowałam sporo ubrań pod wpływem impulsu . Teraz tego nie robię . W tej chwili mam plan na ten rok taki by przebadać się dokładnie,tam gdzie coś szwankuje w zdrowiu naprawić to a jest kilka takich miejsc bo ciągle brak czasu na lekarzy:(.

  20. Cześć Elizo!

    Bardzo ciekawy i wartościowy wpis. Czy mogę liczyć, że podasz linki do hoteli w Wenecji i Paryżu? Urzekły mnie! 😊

  21. Jestes niesamowicie inspirujaca. I nie mowie tu jedynie o tym, ze nagle nabieram ochoty i bammm juz biegne na podboj swiata 🙂 isnpirujesz w codziennosci… chociazby tym, ze coraz czesciej rozmyslam o rzeczach, o ktorych slysze na Twoich stores na instagramie. Lape sie na tym, ze jedno Twoje zdania wpada mi do glowy, siedzi w niej i najodpowiedniejszych momentach w moim zyciu „odpala” sie i pomaga mi w rozwiazaniu problemu czy w podniesieniu glowy do gory w klopocie. Jestes bardzo wartosciowa osoba. Ciesze sie, ze masz tylu obserwatorow, bo to znaczy, ze oprocz glupoty ktora nas zalewa od gory, dolu i boku jest tez ogrom ludzi ceniacych taki przekaz jak Twoj! Wybacz przydlugawy wywod 🙂 pozdrawiam cieplo.

  22. Piękne słowa. Wspomnienia są naprawdę wiele warte, ale jeśli chodzi o pamiątki… na nie też warto wydawać pieniądze. Stąd u mnie dwa biżuteria z ostatnich dwóch lat. Patrzę na nie i pamiętam morze lub “dzikie Bieszczady”. Nie żałuję zakupu; są piękne, ozdobne i przypominają mi wspaniałe i rodzinne chwile. 🙂

  23. Ja … jestem troche hybrydą moze ktos powie… uwielbiam jak Ty – kolekcjonowac momenty i chwile oraz podrozowac (chwilowo zawieszone bo wychowuję nastepne pokolenie-to kolejna studnia bez dna doznan i poznawania siebie), ale lubie tez rzeczy.. mam taka jakas niepisana zasadę, ze jedno a mega dobre. Jedna torebka ale petarda (czytaj: CC-duhhh :)), jeden zegarek ale jeden z najlepszych, lubie bizuterie ale mam jej tyle ze jedną ręką policzysz i kazdy piece ma swoje znaczenie, itd itd… Uwielbiam Twoją zmianę ktorą przeszlas przez lata i wiele sie od Ciebie uczę, czasami pomagasz mi wyluzowac w tym naszym zyciu, i nawet o tym nie wiesz. Dzieki za codzienna dawke inspiracji.
    Pozdrawiam
    Karolina

  24. Witam.
    Bardzo mądry post.Osobiscie wydaję mnóstwo kasy na książki,które uwielbiam ❤I z utęsknieniem czekam na post o toksykach 😉

  25. Bardzo podziwiam Cię za to jaka jesteś! 🙂 Zarabiasz z pewnością duże kwoty, ale nie chwalisz się tym, nie podkreślasz tego. Widać, że masz szacunek do pieniądzy, że nie wywalasz ich na cokolwiek “bo przecież mnie stać”. Ludziom odwala jeśli zaczynają zarabiać spore sumy, potrafią zmienić się nie do poznania, traktować wszystkich z góry a Ty jesteś tak po prostu… normalna! 🙂 że aż miło się czyta Twojego bloga. Co do wpisu to ja zarabiając minimalną krajową i będąc z niezbyt bogatej rodziny jestem raczej na etapie chęci posiadania tego i tamtego, bo na niewiele mogłam (i mogę) sobie pozwolić. Ale to Twoje zdanie gdzie podkreślasz, że we wspomnieniach nie widzisz dóbr luksusowych dało mi do myślenia – rzeczywiście moje najlepsze wspomnienia dotyczą osób i relacji jakie z nimi miałam, oraz miejsc w których byliśmy. A to że wtedy mieliśmy fajny apartament, dobre jedzenie to oczywiście extra, ale bardziej na drugim planie jednak 😉 Bardzo mądry wpis i bardzo mądra osoba z Ciebie! Pozdrawiam :*

  26. A ja zrobiłam tak, że… wyprzedałam praktycznie całą kolekcję “zwykłych” torebek do 100, 200 zł i zainwestowałam w jedną, porządną od Michaela Korsa. (na przecenie+kod rabatowy, więc wyszła całkiem korzystnie) Nie wyobrażam sobie jednak kupowania coraz to torebek od MK, a wiem, że takie “maniaczki” istnieją i wydają na te torebki majątek… Po co? e

  27. Z jednej strony doskonale cie rozumiem. Z drugiej mam wrażenie, że czasem często jest oddzielić przeżycia od rzeczy. Dla przykładu, kolekcjonuję pewne rzeczy, które nieodzownie kojarzą mi sie z czasami dzieciństwa – zarówno tego, którego doświadczylam, jak i tego na które nie było mnie sta,ć i oglądałam je tylko oczyma wyobraźni albo w gazetach i telewizji. Jak rozgraniczyć tutaj czy funduję sobie przeżycia czy rzeczy? W przypadku doświadczeń z dziecinstwa łatwo mówić o przeżyciach, ale w przypadku tego czego nie doswiadczyłam? Oczywiscie mozna tu powiedziec, ze przeżycie polegające na nadrobieniu braków też jest przezyciem, ale moim zdaniem granica jest tu mocno nieostra 😉

  28. Ja również kolekcjonuję przeżycia, a nie rzeczy 🙂 To samo polecam moim bliskim i zamiast materialnego prezentu na urodziny itp. wolę komuś zorganizować wycieczkę, wyjście do fajnej knajpy, odkrywanie nowych miejsc itp. 🙂

  29. Wolę kolekcjonować przeżycia, ale równocześnie lubię sobie pozwolić na odrobinę przyjemności, związaną z rzeczami materialnymi. Ważne, żeby umieć znaleźć złoty środek i nie popadać w skrajności. 😉

  30. Super podejście.Też zakochałam się w podróżach, kiedyś myślalam że zwiedzanie Polski mi wystarczy,ale ruszyłam tyłek gdzieś dalej i już nie potrafię przestać. Na ciuchy w sięciowka nigdy nie wydawałam kasy,bo to nie mój styl i nie ta jakość.Lubie lumpeksy za oryginalność i dobrej jakości ciuchy. Ostatnio pospacerowalam po popularnych sieciowkach w celu kupienia może czegoś sztampowego ,bo mój facet takie rzeczy lubi i ogrom tego plastiku mnie przeraził.Czy naprawdę nie ma innych tanich tworzyw tylko viscoza i inne plastiki. Może ominęło mnie coś i ktoś wymyślił coś żeby ciało jednak w tym plastiku oddychało. 😛
    W zeszłym roku na podróże wydałam 7tys zł .na ciuchy i buty chyba w ciągu 5 lat tyle nie wydałam.Jezdze z biurami podróży z prozaicznego powodu ,nie znam języków obcych. Pojechałam kiedyś na wycieczkę na 4 dni zorganizowana przez znajoma ,w sumie wydałam około 800 zł ,bez szaleństw i drogich pamiątek. Śpiąc w wieloosobowym pokoju z łazienką na 5 osób. A kilka miesięcy wcześniej byłam z biurem turystycznym w Rumunii za 1350 zł miałam własny pokój i tyle miejsc zwiedzionych że aż dech zapiera .teraz już zabieram druga kartę do aparatu bo miejsca brakuje.
    Więc jak ty uważam że wspomnienia z ciekawych miejsc są super.no i cudne jest aby usiąść na piasku i wpatrywać się w ocean czy morze uderzające o brzeg,niby nic takiego a piękno nie do opisania.
    Piszesz o samorealizacji i samodoskonaleniu ja nie mam do tego zacięcia ani motywacji żeby to robić,ale fajnie jak robi się coś dla siebie bez powodu. Ja uczę się francuskiego ,tak dla siebie bo podoba mi się język i często mnie ktoś pyta poco to robię ,czy chce do Francji jechać. Jakby nie można robić czegoś od tak dla przyjemności.A do Francji się nie wybieram ,wolę byłe kolonie francuskie. Pozdrawiam i życzę wielu podróży .A co do zbieractwa to zbieram magnesy na lodówkę ,mam ich ok 25 z różnych krajów.ale to koszt 1-2euro więc w sumie chyba mniej kosztowały niż jedną torebka mk.

  31. Eliza, jeśli chodzi o blogerki modowe, to jesteś dla mnie najbardziej autentyczna ever and ever ze wszystkich. Śledzę Cię od czasów pingera, inspirujesz mnie i ciągle zaskakujesz w jak prosty sposób można osiągnąć genialny look 🙂 Jakiś czas temu doszłam do podobnych wniosków. W związku z przeprowadzką na swoje pierwsze mieszkanie zmierzyłam się z zawartością garderoby i zadalam sobie dokładnie to samo pytanie. Część rzeczy sprzedałam, inne rozdałam i poczułam na swój sposób ulgę. Te wszystkie przedmioty nie dawały mi radości, albo tylko na chwilę. Zbieram kasę na podróże. OK moją jedyną słabością jest koronkowa bielizna i tą kupuję na okrągło, ale i tak wyhamowałam. Stawiam na klasyki i dobrą jakość.

  32. Ależ Ty potrafisz trafić w sedno! Pewnego dnia patrząc na swoją garderobę też doszłam do takich wniosków. Potem pojechałam na dłuższy urlop z chłopakiem, z którym wiecznie nie mieliśmy dla siebie czasu. Zmieniłam sposób patrzenia na życie. Oczywiście nie odmówię sobie porządnej torebki, płaszcza, pięknej koronkowej bielizny czy wygodnych solidnych butów, ale nie zasypuję swojej szafy wszystkim co pojawiło się w gazecie modowej. Lepiej się żyje, kiedy jest się tu i teraz i cieszy się tą chwilą. Choćby to było picie kawy w najbardziej ponury i deszczowy poranek.

  33. Zdecydowanie PRZEŻYCIA! Obejrzałam dziś rano Twoje instastories o tym, żeby nie brać śmiertelnie poważnie porad “jak żyli wielcy wybitni”… i myślę, że jedno z drugim ma wiele wspólnego. Czasami trudno sobie odpuścić i pozwolić sobie ŻYĆ, bo przecież kolekcjonować przeżycia można…bez ruszania się z domu. Slow life to nie tylko modne hasło, ale faktyczny styl życia, z nauką odpuszczania sobie i po prostu doświadczania codzienności. Bo z tych małych kawałeczków przecież składa się największa całość.

Leave a Reply

Your email address will not be published.