Nie ma czegoś takiego jak słomiany zapał

Kiedyś postanowiłam sobie, że spróbuje w swoim życiu tak wielu rzeczy na ile tylko starczy mi czasu. Nie chcę się ograniczać tylko do jednego zajęcia, jednej pracy, jednego sportu czy jednego miejsca. Chcę poznawać świat tak dogłębnie jak tylko się da. Chcę sprawdzić się w różnych rolach i zdecydować czy to moja bajka czy nie.

Eliza masz słomiany zapał i brak Ci konsekwencji!

To na blogu pierwszy raz przeczytałam, że mam słomiany zapał i że brak mi konsekwencji w działaniu. Zarzucano mi, że zaczynam dużo rzeczy i potem ich nie kończę, że bez wytrwałości nic w życiu nie osiągnę. Część czytelników była oburzona, kiedy rozpoczynam jakiś cykl, a po pięciu wpisach go kończę. Nie rozumieli po co wróciłam do vlogowania skoro po dwóch miesiącach rzucałam to w kąt.

DSC_3454

Samoświadomość

To było trudne. Nie rozumiałam tego. Dziś wiem, że to bzdura, przecież jestem konsekwentna i wytrwała. Jestem też samoświadoma, więc jeśli jeśli widzę, że skończyła mi się na coś zajawka, że nie czuję tego tak jak kiedyś, to nie zmuszam się do robienia tego i po prostu z tym kończę.

Zawsze działałam zgodnie z intuicją i sumieniem. Byłam maksymalnie ze sobą szczera. Jeśli coś w środku mówiło mi, że szkoda mojego czasu, że to nie moja bajka, to ja się tego słuchałam i szłam dalej.

Dostawało mi się za to wielokrotnie, ale dzisiaj już to rozumiem. Z boku faktycznie mogło to wyglądać inaczej.

W ciągu 9 lat blogowania miałam mnóstwo różnych pomysłów na siebie. Próbowałam wielu rzeczy i sprawdzałam, czy się w tym odnajdę czy zupełnie nie. Gdybym miała wypisać Wam te wszystkie pomysły, nie uwierzylibyście w ich ilość.

Mimo wielu pomysłów nie mogłam się odnaleźć w innych obszarach niż blogowanie. W blogowaniu zawsze byłam na maksa wytrwała, konsekwentna i dawałam z siebie wszystko. Chciałam jednak mieć coś dodatkowego.

Podziwiałam Monikę Kamińską i jej genialną markę modową, z zachwytem patrzyłam na Asię Glogazę, która napisała dwie książki, ebooka i stworzyła swoją markę. Zazdrościłam twórcom, którzy znaleźli coś oprócz bloga czy youtube. Ja tego kompletnie nie miałam, ale jednocześnie wiedziałam, że nie chcę robić niczego wbrew sobie.

Elizo mamy dla Ciebie propozycję. Chcemy wydać Twoją książkę! Temat dowolny.

Odmawiałam więc wszystkim wydawnictwom, które chciały bym wydała u nich książkę, dziękowałam wszystkim markom, które chciały bym zaprojektowała kolekcję ubrań czy linię kosmetyków. Wiedziałam, że to nie jest moja bajka, że muszę mieć coś totalnie swojego w czym się odnajdę i co pokocham.

DSC_3360

Pomysł i motywacyjny kop

Po pojawieniu się jakiegoś pomysłu zawsze mamy ogromnego kopa do działania. Widzimy wszystko w różowych barwach, dostrzegamy same pozytywy i przymykamy oko na przesłanki, które mogą temu pomysłowi zagrażać. Nie myślimy o konsekwencjach i o potencjalnych zagrożeniach. Nie jesteśmy w tym ani racjonalni, ani opanowani. Mamy ogromny zapał i chęci do pracy. Ten zapał i chęci maleją z każdym kolejnym dniem, bo zdajemy sobie sprawę jak bardzo temat jest skomplikowany i jak brakuje temu wszystkiemu sensu. Wiecie jaki cytat z filmu Madagaskar przychodzi mi tutaj na myśl?

 „A teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu” – Król Julian

No właśnie… to bez sensu. Pomysł sam w sobie może być genialny, ale jeśli nie poczujemy go w 100%, jeśli nie uwierzymy w niego każdym fragmentem naszego ciała to wszystko na nic. I właśnie takie coś ludzie nazywają słomianym zapałem.

DSC_3426-2

Słomiany zapał?

Jestem zdania, że nie ma czegoś takiego jak słomiany zapał. To, że wpadasz na jakiś pomysł, jesteś nim podekscytowany, działasz, ale po jakimś czasie orientujesz się, że to bez sensu, nie jest niczym złym! Ja widzę w tym same pozytywy.

Wpadłeś na jakiś pomysł. To znaczy, że jesteś kreatywny i pomysłowy – super! Próbujesz różnych rzeczy, nie boisz się działać – ekstra! Większość pomysłów nie wypala? – życie! Z każdej takiej akcji czerpiesz jakąś wiedzę i doświadczenie. To wiedza o sobie, wiedza o biznesie, wiedza o ludziach i wiedza o temacie. To jest wielka rzecz, bezcenne doświadczenie! Nie traktujmy tego w charakterze błędu czy słomianego zapału. Uznajmy to za wartościowy czas zbierania doświadczenia i informacji.   Dlaczego z czegoś tak genialnego i pożytecznego zrobiono wadę i powód do wstydu? Dlaczego mamy przepraszać za brak konsekwencji w temacie, którego nie czujemy i który wydaje nam się być beznadziejny. Dlaczego boimy się stanąć przed lustrem i przyznać, że to nie to, że  czas ruszyć dalej? Przecież to dla naszego dobra!

Naprawdę chcemy robić przez resztę życia coś co nie sprawia nam frajdy, co nie jest naszą zajawką i pasją?! Niech nazywają mnie niekonsekwentną, niech mówią, że mam słomiany zapał, ale ja doskonale wiem, że to nie prawda.

DSC_3435
Torebka – Zoja Store

Wytrwałość

Jestem wytrwała kiedy w coś naprawdę wierzę. Jestem wytrwała w blogowaniu, robię to już dziewiąty rok. Jestem wytrwała w tworzeniu ebooka (niedługo finish!) bo to jest genialny pomysł i wierzę w niego całą sobą! Nie ma siły, która mnie zatrzyma, która mnie od tego pomysłu odwiedzie i która mi go obrzydzi. Jestem wytrwała w robieniu analiz i szkoleń, bo totalnie się w tym odnalazłam i pokochałam bycie mentorem.

Te wszystkie porzucone pomysły, ten cały „słomiany zapał”, który mi zarzucano tylko się do tego przyczynił. To właściwie dlatego jestem tu gdzie jestem.

Nie patrzcie na te wszystkie niezrealizowane pomysły i porzucone biznesy jak na słomiany zapał. Nie dołujcie się tym, że w czyichś oczach nie jesteście wytrwali. Widocznie nie trafiliście jeszcze na TO COŚ. Widocznie jeszcze sporo nauki i poszukiwań przed Wami. Gwarantuje, że jeśli będziecie gotowi znajdziecie SWÓJ pomysł. Pokochacie go wtedy całym sobą i będziecie wytrwale działać. Warto na to czekać choćby 9 lat. Czym jest 9 lat w perspektywie reszty życia!?

Temat jest Wam bliski? Zarzucano Wam kiedyś słomiany zapał?

I najważniejsze pytanie, zgadzacie się z moją tezą, że słomiany zapał to bzdura?

38 komentarzy

Dodaj komentarz

Adres email nie zostanie upubliczniony.

  1. Eliza,

    Pięknie ujmujesz moje myśli. Po co komuś coś udowadniać na siłę. Szukanie miejsca/ zajecia/ partnera jest ciężkie, ale dzięki temu zbieramy swoje doświadczenia i budujemy choćby na zgliszczach własne życie i własne zdanie.

    1. Kasia dzięki za komentarz! Dokładnie tak! to jest szukanie! Przecież nasze życie to jedno wielkie poszukiwanie. Dlaczego uczyniliśmy z tego coś negatywnego. Dlaczego porzucanie pomysłu, którego już nie czujemy jest złe? Przecież to cudowne!

    1. Ja na początku też miałam z tym problem! Czytałam te komentarze i widziałam w nich trochę prawdy. Można się zdołować! Na szczęście działałam zgodnie ze sobą i podejmowałam własne decyzje, bez względu na to co ktoś mi pisał. Sciskam!

  2. Swietny tekst,
    Masz rację, że często wpedzamy się w pewną pułapkę, bo przecież jak się czegoś podjęliśmy to w tym brniemy,, żeby ktoś nam nie zarzucił słomianego zapału właśnie.

  3. Bardzo dobry wpis! Oj, też słyszałam, że mam słomiany zapał i to nie raz! A co ja poradzę, że mam milion pomysłów na minutę. No może milion nie, ale baaaardzo dużo. Faktycznie, nie powinno się wmawiać komuś, że to, że próbuje realizować swoje plany czy marzenia, nawet jeśli mu to nie wyjdzie lub to porzuci, to słomiany zapał bo to równa się podcinaniu skrzydeł.

  4. Fajny tekst i zgadzam się z Tobą. Wiele razy słyszałam, że mam słomiany zapał a ja po prostu szukałam i szukam swojej drogi poznając masę fajnych rzeczy, ludzi, robiąc różne rzeczy, od produkcji stolików, blogowania, wprowadzania nowej marki na polski rynek, brania udziału w projektach różnych. To wszystko składa się na to kim jesteśmy, nasze przeżycia, doświadczenia. Super, że to napisałaś 🙂 pozdrawiam Kama

  5. Bardzo dobrze napisane! Mam podobnie – próbuję czegoś, okazuje się, że to nie do końca to, więc zostawiam to, nie będę przecież czegoś robić na siłę tylko dlatego, bo gdzieś zadeklarowałam, że spróbuję. Życie ma za mało czasu na takie sytuacje 🙂

  6. Zdecydowanie zgadzam się, w końcu nie ma sensu ciągnąć czegoś tylko dlatego, że powiedzieliśmy komuś, że zamierzamy spróbować. Ja mam to samo. Choć przyznam, że teraz troszkę tak mam z blogiem, tak bardzo chciałam ruszyć, a jednak czasowo ciężko mi poświęcić na to tyle czasu co warto by było, i przez to boję się bardzo chwalić znajomym. A z drugiej strony, pisać bloga i nikomu nie powiedzieć? 😉

  7. Eliza, dziękuję Ci za ten tekst. Nie słyszałam nigdy o takim podejściu do słomianego zapału, a rzeczywiście ma to sens co piszesz. Ja jestem osobą wiecznie poszukującą, ciągle probującą czegoś nowego, zmieniającą miejsca zamieszkania i prace jak rękawiczki. Jak odróżnić jednak brak wytrwałości od intuicji podpowiadającej , że to nie nasza bajka? Moim zdaniem tutaj zaczynają się schody. Masz na to jakieś sposoby?

    Teraz przyszła u mniepora na moją przygodę z blogowaniem. Narazie zajawka jest, ale co z tego pomysłu wyniknie – czas pokaże. Skupiam się i piszę o swoich pasjach : stylu i podróżach, także może i coś z tego będzie 🙂 pozdrawiam i zapraszam w wolnej chwili na moją stronkę https://www.polishszik.pl/

  8. Jak sie za coś biorę, bo mam pomysł na cykl na blogu bądź jakąś aktywność w życiu, to wyznaje zasadę że jak mi coś nie idzie , to znaczy że tak miało być. Wierzę w przeznaczenie. Wierzę że wszystko dzieje się po coś. Warto czasem odpuścić i zabrać się za nowa aktywność.

    Warto szukać siebie i spełniać swoje marzenia. Ale tak żeby one dodawały nam skrzydeł, a nie zmuszały do robienia czegoś na siłę.

    Możemy marzyć o czymś co wydaje nam się idealnym pomysłem, ale w zderzeniu z rzeczywistością może nie być już różowo.

    Warto słuchać głosu rozsądku i kierować się przeczuciem 😘❤😍

  9. To kwestia charakteru. Są ludzie tacy jak Ty, ale są też ludzie na drugim biegunie – tacy jak ja. Nie zaczynam nowego projektu jeśli nie przemyślę wszystkich scenariuszy. Nie rzucam się na głęboką wodę jeśli nie sprawdzę wcześniej każdego szczegółu. Nie jest więc tak, że każdy kto poczuje zajawkę od razu podejmuje wyzwanie. Jesteśmy różni i może właśnie dlatego trudno nam siebie nawzajem zrozumieć? Może planista nigdy nie zrozumie gorącej głowy i odwrotnie. Mi wiele pomogły szkolenia dotyczące typów osobowości. Kiedyś myślałam, że albo ja jestem kompletnym czubem, który wszystko musi mieć przemyślane do 10 lat wprzódy, albo to świat wokół mnie zwariował. Teraz wiem, że wszyscy jesteśmy trochę czubami ale warto siebie lubić właśnie za tą różnorodność. Pozdrawiam wszystkie gorące głowy. Zimna ryba 😉

  10. Ten wpis chwycił mnie za serce. Ty, podziwiana przez tak wiele innych swoich koleżanek i kolegów z branży, szczerze wyznająca swoje kompleksy przed tym samym gronem osób. Twoja niesamowicie szczera i, podejrzewam, niezamierzona skromność sprawia, że coś porusza się mi w środku klatki piersiowej. Jesteś niesamowita, dziewczyno. Polska branża powinna cieszyć się, że jest w niej ktoś taki, jak Ty 🙂
    Trzymaj się, przesyłam całą moc moich pozdrowień 🙂

  11. Zgadzam się. Konsekwencja bywa potrzebna, ale warto wiedzieć, kiedy odpuścić, bo coś naprawdę nie jest z naszej bajki.

    Ja z powodu głupiego przekonania, że nie mogę zmienić zdania co do kierunku studiów, które zaczęłam, studiowałam coś, czego nie tylko nie robię, ale nawet nie lubię. Oczywiście ponieważ już po 2 latach tego nie czułam, zajęło mi to masę czasu i było wielce frustrujące. Aż trudno mi uwierzyć, że po części w obawie przed tym, co inni powiedzą, ciągnęłam cos wbrew sobie. Teraz jestem mądrzejsza i wiem, że mogę, a nawet powinnam umieć zrezygnować.

    Wszystko zależy też od kalibru sprawy. Czasem warto się przełamać i choć na początku się nie klei i nie wychodzi, potem robi się całkiem fajnie. Ale kiedy wszystkie znaki na ziemi i niebie mówią Ci, że coś nue jest dla Ciebie, warto mieć odwagę poszukać nowej, fajniejszej drogi.

    Pozdrawiam i dzięki za dobry tekst.

    1. Ja tak miałam z graniem na pianinie. Przez pierwsze 3 lata kochałam to, po tem była masakra. PRzestałam to lubić, ale mam szeptała mi do ucha, że zestały dwa lata, żebym to pociągnęła, że to mi kiedyś zaprocentuje. I miała rację, cieszę się, że skonczyłam ognisko muzyczne bo dzięki temu dziś, po kilkunastu latach wróciłam do tego i gram! I kocham to na maksa! 🙂

  12. Elizka, częściowo się zgodzę, że dobrze jest szukać swojej drogi w życiu. Jednak tylko jeżeli mowa o hobby. Byłam kiedyś z facetem, który był wiecznym studentem i co pół roku miał nowy pomysł na siebie. Dla Ciebie to pewnie będzie oznaczalo, że inwestował w swój rozwój. Łatwo tak mówić, gdy nie trzeba się martwić o utrzymanie. Ja pracowałam i studiowałam, w zasadzie nas utrzymywałam, bo on przecież każdy nowy zawód musiał zacząć od stażu za 1200 zł na umowie zlecenie. Przestałam wyobrażać sobie życie z tym czlowiekiem. Po 3 latach od rozstania wiem, że on nadal szuka swojej drogi i wynajmuje pokój z 2 współlokatorami i zarabia grosze. Ma prawie 30 na karku i używa wciąż tych samych argumentów – szukam swojej drogi, chce robić to, co lubię. Fajnie, ale trzeba myśleć też trochę rozsądkowo.

    1. Al, totalnie Cię rozumiem i tez nie wyobrażam sobie życia z takim facetem, ale z drugiej strony, rozumiem też jego. On naprawdę szuka swojej drogi. Fakt, jest nieżyciowy, pewnie ciągle brakuje mu kasy i ma milion pomysłów, ale taka jest jego droga. On ma prawo tak żyć, to jego wybór. Z naszej strony to może wyglądać negatywnie, ale nie wiemy co dzieje się w jego głowie, może on w tym szukaniu jest szczęśliwy? Współczuje jego partnerkom bo mogą się w tym nie odnaleźć, ale to już inna kwestia.

  13. Eliza, ze słomianym zapałem jest jak z czytaniem książek. Czytam dużo, ale i tak uważam, że za mało. Kiedyś w czasie wakacji ogromnie męczyłam się nad jedną książką (a należałam wtedy do osób, które uważały, że każdy rozpoczęty tytuł trzeba dokończyć), w końcu mój mąż mnie oświecił- po co się tak męczyć i tracić czas na coś co ma być przyjemne, a nie jest. Wtedy nauczyłam się, że jeśli jest coś, co nie daje nam satysfakcji, radości i spełnienia, należy odpuścić. Teraz bez wyrzutów sumienia odłożę książkę, która mi się nie podoba, zarzucę sport, którego nie czuję. Ale nadal jest wiele spraw, których nie zamieniłabym na nic innego, np. swojej pracy- uwielbiam ją, ale też ciągle uczę się odnajdywać w innej rzeczywistości. Kiedy zaszłam w ciążę lekarz od razu wysłał mnie na zwolnienie… nie powiem- było ciężko- jak to ja?! Jak dam radę bez pracy tyle miesięcy?! Okazuje się, że są ważniejsze sprawy- zdrowie mojego dziecka i moje. Owszem tęsknię za pracą i cieszę się, bo jest to swego rodzaju konsekwencja w wyborze takiej drogi zawodowej. A z drugiej strony nie potrafię doczekać się chwili, kiedy malutka przyjdzie na świat i będziemy mogli ją wziąć w ramiona. Jestem ogromnie ciekawa tych emocji, bo to będzie dla nas totalna nowość. Czekam z uręsknieniem na te chwile. Pozdrawiam Cię serdecznie Eliza!

  14. Wszystkich pomysłów zwyczajnie nie da się zrealizować. W życiu próbujemy wielu rzeczy, nie wszystkie się muszą Sprawdzić. Czasem zwyczajnie waro odpuścić niż zużywać energię na coś co nie do końca nam leży.

  15. U mnie sie konczy zwykle na fantastycznych pomyslach, ktore pojawiaja sie, ale zanim zakielkuja to przestaje sie nimi zajmowac.

    Piekny kombinezon – chcialabym wiedziec, gdzie kupilas.

  16. Ja nie lubię rzucania słów na wiatr i niekonsekwencji, dlatego też nie zgodzę się z tym, że nie ma czegoś takiego jak słomiany zapał. Zaznaczę, że nie przeszkadza mi to, że ktoś jest kreatywny i ma dużo pomysłów, przeszkadza mi natmiast to jak ktoś co chwilę ogłasza wszem i wobec swoje pomysły, szuka akceptacji i zachwytow, a potem i tak je rzuca w kąt. Strasznie mnie to irytuje.

    1. Dorka, może Ci to przeszkadzac, ale tak naprawdę to jest tylko Twój problem. Osoba, która Cię tak irytuje ma swoje życie i ma prawo podejmować różne decyzje. Ma prawo się ogłaszać i potem ten temat zamykać, ma prawo robić dużo i miec mnóstwo pomysłów. Dlaczego nie dajemy ludziom żyć tak jak chcą. Ci ludzie szukają swojej drogi, czasem szukają jej kilkanaście-kilkadziesiat lat. Ja jestem wyrozuzmiala i trzymam kciuki. Każda taka ich zajawka to jakaś nowa nauka i doświadczenie.

  17. Zgadzam się z Tobą w 100%!!! Ja to u siebie nazywam multipotencjałem… 😉 Z tego też powodu zmieniałam pracę “milion” razy, największe pasje czy tryb życia… Nie raz również słyszałam, ze to niedojrzałe – i nawet kilka razy dałam sobie to wmówić! Dziś opinia innych zupełnie mi nie przeszkadza – robię to co kocham, jak lubię i z kim chcę! 😉 Nie ograniczam siebie i zaraz nie oszukuję na siłę jeśli coś nie daje m satysfakcji. Grunt to żyć w zgodzie z samą sobą <3