W tłumie raźniej! Czyżby?

Wyobraźcie sobie dwie sytuacje.

Sytuacja pierwsza
Jest wieczór, a Ty wracasz od koleżanki. Masz do przejścia ok. kilometra, ale zamiast zadzwonić po taksówkę postanawiasz się przespacerować. Idziesz dosyć wąską i ciemną uliczką. Nagle dostrzegasz dwóch mężczyzn. Jeden spokojnym krokiem idzie przed Tobą, a drugi wybiega z bocznej uliczki, rzuca się na Ciebie i próbuje zabrać Ci torebkę…

Sytuacja druga
Jest niedziela. Biegniesz główną uliczką w miejskim parku. Masz na sobie strój do biegania i niewielką przepasaną torebkę, w której trzymasz portfel i telefon. Jest słonecznie, wokół mnóstwo ludzi. Nagle podbiega do Ciebie nastolatek, rzuca się na Ciebie i próbuje wyrwać Ci torebkę…

Jak myślicie w której z tych sytuacji istnieje większa szansa, że uzyskacie od kogoś pomoc? Jeśli zareagowaliście typowo i zdroworozsądkowo to wybraliście drugą sytuacje. W końcu “w grupie raźniej”, prawda? No właśnie nie bardzo…

Zdrowy rozsądek podpowiada, że im więcej świadków nagłego wypadku, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś zareaguje, pomoże. Niestety, zdrowy rozsądek nie jest dobrym przewodnikiem po świecie psychologii. Duża większość wyników badań przemawia za tym, ze bezpieczniejsi bylibyśmy w przypadku pierwszej sytuacji. Wychodzi na to, że grupie jest niebezpieczniej! Jak to możliwe?

Psychologowie Darley i Latane na podstawie badań i obserwacji stwierdzili, że przyczyną dla której zachowujemy się tak, a nie inaczej jest zjawisko zwane rozproszeniem odpowiedzialności. Chodzi o to, że im większa jest liczba świadków sytuacji krytycznej, tym większe przekonanie, że “ktoś inny pomoże, więc ja nie muszę”. Przypomnijcie sobie w ilu sytuacjach tak właśnie pomyśleliście. “Oj dobra tyle samochodów, na pewno ktoś się zatrzyma”, albo “dobra chodźmy, tu jest tyle ludzi, że ktoś na pewno im pomoże”. Mijając miejsce zdarzenia (błędnie) założyliśmy, że ktoś już na pewno wezwał policje, pogotowie ratunkowe albo, że pośród tłumu jest jakiś lekarz. Nie czuliśmy się osobiście odpowiedzialni aby udzieilć pomocy. Ulegliśmy efektowi widza.

Im większa grupa tym bardziej odpowiedzialność się rozprasza i tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś udzieli nam pomocy

A teraz wyobraźcie sobie, wypadek na opustoszałej wiejskiej drodze, gdy w pobliżu (prócz Was) nie ma nikogo. Jesteście jedynymi świadkami wypadki i jedynymi osobami na które spada odpowiedzialność. Już nie tak łatwo się wywinąć, życie drugiego człowieka zalezy tylko i wyłącznie od Was.

Pamiętam szereg dyskusji w mediach, gdzie rozmawiano o tym, jak  ważna jest nauka pierwszej pomocy i jak mocno trzeba tę wiedzę szerzyć. Nawet Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy kładzie ogromny nacisk i finansuje szkolenia młodzieży w zakresie pierwszej pomocy. Tymczasem okazuje się, że sama wiedza nie wystarczy.

Psychologia to nauka, która czasem mówi o nas rzeczy, których byśmy wiedzieć nie chcieli. Większość z Was pewnie sobie teraz myśli, że to bzdura, że na pewno nie patrzylibyście w sposób bierny na krzywdę ludzką. Niech inni stoją i patrzą, ale wy pomożecie!
tłum
Zobaczcie jakie procesy muszą zajść w naszej głowie żebyśmy faktycznie udzielili pomocy (model stworzony przez Darley i Latene)

1. Najpierw musimy zauważyć, że doszło do zdarzenia. Wiecie jak jest, idziemy przez miasto śpieszymy się, albo jesteśmy zajęci czymś co rozprasza naszą uwagę, łatwo nam coś wtedy przeoczyć.
2. Następnie musimy zinterpretować sytuacje jako taką, w której pomoc jest naprawdę potrzebna.
3. Musimy przyjąć osobistą odpowiedzialność. Gdy jesteśmy jedynymi świadkami zdarzenia staje się to niemal natychmiast, ale jeśli świadków jest wiele, odpowiedzialność zostaje rozproszona.
4. Kiedy już przyjmiemy osobistą odpowiedzialność, musimy zdecydować jakie zadania podejmiemy. Jeśli nie wiemy co robić, albo sytuacja nas przerasta i panikujemy, prawdopodobieństwo udzielenia przez nas pomocy jest niewielkie.
5. Ostatnim punktem jest oszacowanie kosztów zysków i strat. Jeśli już chcemy pomóc, musimy się zastanowić czy interweniować osobiście czy zadzwonić po policje. Czy poradzimy sobie z grupką nastolatków czy może któryś z nich ma przy sobie nóż i może nas zranić. Co jeśli my zrobimy komuś krzywdę i zostaniemy podani do sądu?
Niesamowite ile zadań umysłowych musimy wykonać by w końcu zdecydować się na jakiś krok.

Co więc mamy zrobić, gdy znajdziemy się w niebezpiecznej sytuacji, a żaden z przechodniów nie będzie kwapił się by nam pomóc? Wystarczy wybrać KONKRETNĄ osobę i krzyknąć do niej. Jeśli to możliwe wskażcie ją palcem albo dodajcie jej opis. To bardzo ważne! I nawet jeśli teraz wydaje się śmieszne i absurdalne (jak mam wybrać konkretnego przechodnia, kiedy ktoś się na mnie rzuca i próbuje wyrwać torebkę, albo mnie krzywdzić?!) może uratować Wasze życie.

[Głosów:0    Ocena: 0/5]
67 komentarzy
  1. Z dużym zainteresowaniem czytam twoje artykuły z psychologii i jak dla mnie jest to jedna z mocniejszych pozycji na Twoim blogu. Od razu widać, że znasz się na rzeczy, że potrafisz w jasny i przystępny oraz ciekawy sposób przekazać nabytą podczas studiów wiedzę. Czekam na więcej:)

    1. Bardzo się cieszę! Psychologia to mój konik. Po studiach poszła trochę na bok i zaniedbałam zgłębianie wiedzy, ale dzięki tej kategorii mogę na nowo się w niej zatopić 🙂

  2. Czyli jak zawołamy konkretną osobę, np. panią w zielonym płaszczu z czarną torebką to ta osoba poczuje się odpowiedzialna za naszą sytuację, czy jak to dokładnie zadziała?;]

  3. Oooo, nawet Tomek się załapał dzisiaj na zdjęcie we wpisie 😉
    Dokładnie im więcej ludzi tym mniejsza szansa na pomoc… Niestety…
    Ile razy zdarzało się, że ktoś leżał na chodniku w uczęszczanym miejscu i dopiero któraś z kolei osoba zdecydowała się pomóc…

  4. Bardzo lubię wpisy z tej kategorii, bo przypominają mi o rzeczach, których uczyłam się na studiach 🙂 Nie kończyłam psychologii, ale przez kilka semestrów miałam m.in. psychologię zarządzania, perswazji, kliniczną i parę innych, więc fajnie jest wrócić do tych informacji, przekazanych w przystępny sposób 🙂

  5. Dokładnie to usłyszałam na szkoleniu z pierwszej pomocy i jest to dość logiczne – jeżeli chcesz komuś udzielić pomocy, a potrzebujesz do tego jeszcze jednej osoby, należy się personalnie zwrócić do kogoś z tłumu gapiów, wskazać, zapytać o imię i potem po imieniu się zwracać, aby osoba poczuła taką “współodpowiedzialność”.

  6. Eliza! Świetny pomysł z ta kategoria! Bardzo lubię czytać te posty. Fajnie, ze piszesz o rzeczach, w których sie ksztalcilas przez kilka lat! Świetna robota!!!

    A co bys robiła, gdyby nagle Twój blog nie przynosił zysków i juz blogosfera nie przynosilaby żadnych korzyści, pracowalabys jako psycholog np, czy co? 🙂

  7. Z rozproszoną odpowiedzialnością miała związek sytuacja, kiedy chyba w Wielkiej Brytanii dziewczyna została zgwałcona i zabita pod swoim blokiem. Sąsiedzi słyszeli jej wrzaski i płacz, ale każdy myślał, że ktoś inny z sąsiadów na pewno poszedł jej pomóc…

    1. Sytuacja o której mówisz miała miejsce w Nowym Yorku w dzielnicy Queens z tego co pamiętam i właśnie to szokujące zdarzenie skłoniło psychologów do przyjrzeniu się tematowi.

      Było nawet tak, że jeden sąsiad krzyknął do oprawcy by ten zostawił kobietę, oprawca odszedł ale po chwili wrócił by dokończyć mordu. Wtedy już nikt nie zareagował, a jak przyjechała policja było już za późno…

  8. Ja akurat mam to szczęście/nieszczęście, że mam w sobie zbyt dużo empatii i zawsze reaguję nawet jeśli moja pomoc nie jest niezbędna. Jak widzę małe dziecko w centrum handlowym to zawsze rozglądam się czy na pewno jest z nim rodzic. Wszyscy mówią o mnie, że jestem panikarą ale ja działam zawsze asekuracyjnie i dzięki temu nic mi się nigdy nie stało. Jak powtarzam bliskim “jedź wolniej”, “nie śmiej się jak przeżuwasz”, “nie wchodź na lód” to często słyszę, że wywołuję wilka z lasu. Może rzeczywiście przesadzam i starałam się z tym walczyć, ale nie potrafię. Czy taka postawa zbyt asekuracyjna jest zła? Może mi to zaszkodzić?

    1. Mam bardzo podobnie do Ciebie.
      Ja np na imprezach jestem tą dobrą duszą która nie dopuści to kataklizmu spowodowanego tym, że co niektorzy czują się niesmiertelni 🙂

  9. Model stworzony przez Darley i Latene jest zawsze powtarzany na kursach (a nawet nie na kursach, w wielu sytuacjach jak należy udzielać…) pierwszej pomocy. W tłumie nikt nie zadzwoni na pogotowie, jedna na milion zainteresuje się, przyjdzie i pomoże, reszcie łatwiej będzie odejść albo się gapić niestety.

  10. Świetny tekst! Robie wlasnie studia psychologiczne, i w poprzednim semestrze mialam duzo na ten temat, i bardzo zmnielo to moje poglądy, chociaz ze mna to jest tak ze nie wazne czy jest sto osob, czy jedna to jesli moge to pomogę, oczywiście nie zawsze sie da, bo jako kobieta nie pomogę w miejscu gdzie np grupa facetów okrada innego faceta, ale kiedys mialam taka sytuacje, ze młody gówniarz próbował wyrwać starszej kobiecie torebkę, w miejscu publicznym, mase ludzi dookoła i oczywiście reakcji brak. Ja z daleka zaczęłam do niego krzyczec, nie wiem czy tak sie powinno robic czy nie, ale rozproszylo to uwage ze starszej Pani na mnie, przez co tez ludzie dookola zwrocili uwage na to co sie dzieje, chlopak podszedl do mnie i powiedzial ze skoro taka chetna do pomocy jestem to mam mu oddac portfel, na co dostal gazem pieprzowym w oczy odemnie.

    1. heheheh jestes mistrzem! gratuluje i jednoczesnie zazdroszcze odwagi! oby wiecej takich ludzi jak ty!

  11. POCO, mam tak samo, wszyscy znajomi smieja sie ze jestem jak nadopiekuncza Matka, zawsze o wszystkich sie martwie. Jak jestesmy np na imprezoe to zawsze wszystkich pilnuje, i jak wracamy to kazdy musi mi SMSA napisac ze jest juz w domu bo inaczej nie zasne

  12. Świetny post… Piszesz naprawdę coraz lepiej i mi jako facetowi coraz lepiej się czyta… zwłaszcza że w tym stylu widać Ciebie, nie blogera z z zbyt napompowanym ego… pozdrowienia i czekam na kolejne posty nie modowe 😉

  13. Nawet przez sekundę nie pomyślałam, że w tłumie mogłoby być bezpieczniej.

    1) jako 13 latka zostałam pobita w biały dzień. Nikt nie pomógł.
    2) 4 lata temu dwóch osiłków napadło na mnie z nożem i okradli- w biały dzień przy ruchliwej ulicy. Nikt nie zareagował
    3) Byłam z mężem świadkiem napadu na jubilera. Mąż odruchowo pobiegł za złodziejami (ja oczywiście za Nim żeby rzucać się na ratunek jakby co), a kilkoro ludzi stało jak słupy soli i nic.

    Ale z jednej strony to rozumiem. No bo tak- gdybym była w niebezpieczeństwie to chciałabym żeby ktoś mi pomógł, ja też myślę, że chciałabym pomóc. Jednak z drugiej strony czy ryzykowałabym własnym życiem dla obcej osoby? Takie rzeczy weryfikuje chyba tylko znajdowanie się w danych sytuacjach. Odpukać oczywiście…

    1. z tym ryzykowaniem życia trochę przesadzasz. takie napady na jubilera nie zdarzają się codziennie i jestem w stanie zrozumieć, że ktoś to oleje i nie pobiegnie za złodziejem, bo ten prawdopodobnie jest uzbrojony (bez ubrojenia jak by mu się udał napad z rabunkiem?). znacznie częściej zdarzają się wypadki, jakieś nawet omdlenia czy wspomniany tu w komentarzach atak padaczki… i wtedy podczas pomocy absolutnie nie narażasz swojego życia, a jeśli właściwie przeprowadzisz pierwszą pomoc, to i własnego zdrowia też nie (jest obecnie wskazanie, że gdy musisz kogoś reanimować, a nie znasz go i nie masz przy sobie maski, nie musisz robić sztucznego oddychania, najważniejszy jest masaż serca, podczas którego przecież niczym się nie zarazisz!). ale cóż, właśnie w ten sposób większość jednostek w tłumie się usprawiedliwia “nie pomogę, niech pomoże ktoś inny, ja się nie będę narażać”, taka psychologia tłumu.

    2. Szczerze mówiąc to obrona jubilera czy banku w przypadku napadu uchodzi za głupotę ludzką. Oni są od tego ubezpieczeni. Przede wszystkim trzeba dbać o swoje zdrowie i bezpieczeństwo, a nie martwić się o ukradzione pierścionki!

  14. Znajomy opowiadał mi o sytuacji, w której był świadkiem ataku padaczki u młodego chłopaka jadącego wraz z nim autobusem. Mimo, że sporo ludzi znało tego chorego człowieka, nikt nie pokwapił się o udzielenie pomocy. W przepełnionym autobusie zrobiło się natychmiast mnóstwo miejsca, wszyscy się odsunęli licząc na to, że ktoś inny zareaguje. Tylko kolega zdobył się na odwagę i natychmiast przystąpił do akcji. Wskazał osobę najlbliżej siebie i polecił jej, by zadzwoniła na pogotowie. Dzięki temu chłopakowi nic się nie stało, ale tylko jedna osoba postanowiła udzielić natychmiastowej pomocy, nikt nawet nie wpadł na pomysł zaalarmowania pogotowia. Faktycznie jest tak, że w tłumie przerzucamy odpowiedzialność na innych. Myślę, że często dzieje się tak z powodu obawy przed wyrządzeniem komuś przypadkowej krzywdy. Nie wszyscy też przeszli kurs pierwszej pomocy i nie mają o tym zielonego pojęcia. Przykre, ale niestety prawdziwe…

    1. Szkoda, że większość ludzi nie wie (albo nie chce wiedzieć), że karalne jest samo nieudzielenie pomocy, nie ma znaczenia jej skuteczność czy bezskuteczność.

  15. Uczyłam się tych wszystkich zachowań na kursie pierwszej pomocy i byłam w sytuacji, w której musiałam poprosić konkretną osobę z tłumu o pomoc – podziałało.

  16. Niestety brak reakcji, gdy dzieje się coś złego, a naokoło jest tłum, jest dość powszechne, kilkanaście lat temu przeczytałam, że po prostu trzeba zaczepić konkretna osobę, wtedy poczuje się zobowiązana do udzielenia pomocy.
    Ale, gdy kiedyś zepsuł mi się samochód w drodze Hel – Władysławowo i po kolei prosiliśmy o linkę holowniczniczą to nikt nie chciał nam pomóc, ale cóż … sama warszawka jechała :p

  17. Teraz nawet na kursach pierwszej pomocy w ośrodkach szkolenia kierowców, punktach krwiodawstwa i szkołach uczą, że gdy udzielamy pierwszej pomocy, potrzebujemy drugiej osoby, która nam coś poda, potrzyma lub chociażby zadzwoni na pogotowie/policję. I zawsze uczą, by nie krzyczeć do tłumu gapiów “niech ktoś zadzwoni/niech ktoś podejdzie”, lecz wskazać ręką konkretną osobę i powiedzieć np. “pani w różowym sweterku…” itp. Po prostu głupio takiej osobie odmówić pomocy i jednocześnie nie zostać zlinczowanym przez resztę tłumu za znieczulicę 😉

  18. wow 🙁 jestem zszokowana. Nawet nie sądziłam, że istnieje aż taka znieczulica 🙁 masakra – mało pozytywna wiadomość – tak jak napisałaś zdroworozsądkowo wybieramy miejsca zatłoczone, a nie jakieś zakamarki. Przykre to 🙁

  19. Studiowałaś na UMCSie? Jestem aktualnie na V roku i jakoś Cię nie kojarzę na naszych pięknych korytarzach 😉 U kogo pisałaś pracę? 🙂

  20. Czy ja już wcześniej nie pisałem, że kontynuacja cyklu w tej kategorii będzie intrygująca?

    Psychologia tłumu – super zagadnienie. Bardzo udanie wybierasz kolejne tematy.
    No po prostu poproszę o utrzymanie tego trendu :).
    Wskazówki są bardzo istotne, w każdym bądź razie takie zakończenie działa na moja wyobraźnię.

  21. nie studiowałam psychologii, też jakoś się nią przesadnie nie interesuję, a jednak od razu po przeczytaniu dwóch opisanych sytuacji pomyślałam, że w drugiej nastąpi rozproszenie odpowiedzialności, dokładnie tymi słowy. kto chodził do liceum (obowiązkowe lekcje PO) czy był na jakimkolwiek kursie pierwszej pomocy czy nawet miał szkolenie bhp w pracy, wie takie rzeczy. wiadomo, że panuje znieczulica, nikt nie chce brać na siebie odpowiedzialności za zdrowie i życie drugiego człowieka (a w przypadku wypadków często przecież właśnie sekundy są decydujące), zwłaszcza obcego. skoro wokół jest tłum ludzi, to dlaczego właśnie ja mam się wybijać? – tak ludzie myślą i chyba każdy z nas sobie z tego zdaje sprawę, nawet jeśli się nie przyznaje. a niby dlaczego ustanowione są kary za nieudzielenie pierwszej pomocy? no właśnie dlatego! i na wszelkich szkoleniach z pierwszej pomocy to się właśnie ludziom tłucze do głowy – widzisz rannego, sprawdź czy reaguje, czy oddycha, sam mu pomóż i z otaczającego tłumu gapiów wybierz osobę, wskaż palcem i powiedz, żeby dzwoniła na pogotowie, bo jak nawet krzykniesz “niech ktoś zadzwoni na pogotowie” to każdy pomyśli “ktoś inny na pewno to zrobi, przecież tyle tu ludzi, ja się nie będę wychylać”

  22. Eliza wspominałaś że jak będziesz miała 10 vlogów utworzysz nowy blog specjalnie na nie. Funkcjonuje coś takiego czy korzystasz przede wszystkim z youtube? Nie wiem czy przeoczyłam ale nie kojarzę żebyś wspominała o utworzeniu takiej strony

  23. dlatego na każdym kursie pierwszej pomocy mówią, żeby nie mówić ‘ej niech ktoś zadzwoni po karetke’, tylko konkretnie – pan w czerwonej kurtce, pani w czapce

  24. Bardzo dobrze mi jest znany ten mechanizm i wcześniej, zanim o nim się dowiedziałam ulegałam temu. A teraz NIE! Już niejednokrotnie udzielałam pomocy, kiedy inni przechodzili zupełnie obojętnie. I do tego zauważyłam, ciekawą rzecz – otóż ludzie zdają sobie sprawę, że ludzie nie pomagają i w momencie, kiedy udzielałam im pomocy bardzo często na koniec słyszałam duży wyraz wdzięczności za zainteresowanie 🙂
    P.S. Eliza bardzo trafny wpis, myślę, że przez takie posty możesz wpłynąć na zachowanie innych ludzi!

  25. to o czym piszesz już wielokrotnie było przedstawiane w różnego rodzaju materiałach, programach tv, studenci zrobili nawet małą prowokację na przystanku autobusowym w dość dużym mieście, w środku dnia, gdzie było wielu przechodniów- mężczyzna zaczepia kobietę, szarpie ją, wyzywa, jest agresywny,stojący obok ludzie nie reagują, udają, że nie widzą, są zupełnie obojętni, dopiero kiedy zaatakowana kobieta zaczyna prosić konkretną osobę o pomoc, wtedy sytuacja diametralnie się zmienia i obojętni dotąd ludzie ochoczo stają w obronie napastowanej kobiety.
    Znieczulica społeczna jest druzgocąca, jednak zdarzają się naprawdę obcy ludzie, którzy bez zastanowienia staną w obronie drugiego człowieka, nie można wszystkich wrzucać do jednego worka i mówić, że w sytuacji zagrożenia pozostajemy sami.

  26. Od zawsze fascynowała mnie psychologia i wszystko co związane z zachowaniami ludzkimi. Twój tekst trafnie opisuje zachowania ludzki – wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że ludzie są obojętni na cudzą krzywdę (lepiej niech ktoś inny pomoże bo ja nie umiem, nie wiem jak, ten ktoś zrobi to lepiej). Wydaje mi się, że jak osoba w niebezpieczeństwie wskaże na nas bezpośrednio to też częściowo do pomocy skłania nas fakt “co pomyślą o mnie ludzie wokół, jeśli nie pomogę; jak później będę się z tym czuła”. Nie zawsze człowiek ma w sobie naturalny odruch niesienia pomocy.

  27. Efekt widza – hm bardzo ciekawe i – cóż, niestety muszę przyznać, że coś w tym jest. Tzn. jeśli nie musimy, to unikamy mieszania się w niewygodne sytuacje, tłumacząc sobie, że z pewnością znajdzie się ktoś, kto zrobi to za nas. Człowiek to jednak jest istota wielce niedoskonała. Skruszona człowieczyca;)

  28. Super,że zamieszczasz posty z dziedziny psychologii. A co jeszcze fajniejsze,widać,że studia rozwinęły Twoją wiedzę, pomogły spojrzeć na na pewne rzeczy z innego punktu. Mam pytanie,o ile nie jest ono tajemnicą. Jaki temat ma Twoja praca magisterska? Pozdrawiam,Kasia

  29. Byłam świadkiem odwrotnej sytuacji. Kierowca autobusu zasłabł, przeleciał przez pasy, ściął auto i zatrzymał się na barierkach obwodnicy. Zatrzymali się wszyscy kierowcy będący świadkami i zrobiło się lekkie zamieszanie, gdy wszyscy rzucili się do pomocy i do telefonów by wezwać karetkę.

  30. Uwielbiam wpisy z tej kategorii! Tak fajnie to wszystko przedstawiasz, bardzo lekko, że ja, jako osoba nie mająca za wiele wspólnego z psychologią i tak świetnie wszystko rozumiem 🙂 I powiem Ci, że przez Ciebie mam teraz ogromne wahania, czy aby wybrałam właściwy kierunek studiów! 😀 (studiuję prawo). Te wpisy są tak ciekawe, że naprawdę zainteresowałam się tą dziedziną nauki i pojawiły się wątpliwości co do dalszej drogi życiowej 😉 Ale jak się domyślam, w praktyce wcale nie jest to takie proste i przyjemne, pewnie musiałaś się postarać o to, aby przedstawić nam to w taki przejrzysty sposób 🙂 Pozdrawiam i czekam na więcej <3

    1. Fakt są przedmioty, których nienawidziłam m.in biologiczne podstawy zachowania, psychometria, metodologia czy psychologia kliniczna, ale za to zagadnienia dot psychologii społecznej uwielbiałam!

  31. Zgadzam się w 100% z tekstem, niejednokrotnie przekonałam się o jego prawdziwości w swoim własnym życiu. 😉

    Fajny pomysł na wpis – niby o takich rzeczach coraz głośniej, tworzy się nawet specjalne warsztaty uświadamiające dla młodzieży, ale wiadomo, jak to działa: jeśli przeczytają o tym u kogoś, kogo znają i cenią, to bardziej do nich trafi. Dlatego fajnie, że blogerzy też uświadamiają. 🙂

  32. Byłam w kilku sytuacjach,kiedy trzeba było zareagować.Jakiś czas temu szłam z synkiem,minęliśmy jakiegoś faceta,do którego zdecydowanie podszedł drugi i mocnym uderzeniem powalił go na ziemię.Byłam w lekkim szoku,jednak po kilku krokach zawróciłam i spytałam czy w czymś pomóc,zadzwonić po pogotowie/znajoma cuciła leżącego.Nie krzyknęłam w stronę atakującego,nic,chyba z obawy bardziej o swoje dziecko.Jestem strasznym cykorem i nie mam za dużej odwagi by stanąć w czyjejś obronie.Mimo to,byłam w sytuacji,kiedy chłopak źle traktował dziewczynę,wyzywał,odezwałam się i oberwałam w policzek,ale chłopak dał spokój dziewczynie.Mnie odszukał i chciał przeprosić,osób nie znałam-dyskoteka.Mój partner z kolega zareagowali,kiedy chłopak kłócił się z dziewczyna,szarpał.Koniec końców zostali oskarżenie o kradzież kurtki gościa,bo ten miał ojca policjanta i wymyślił historię na własna potrzebę.Nie ma co się dziwić,ze teraz maja w nosie takie sytuacje i nie chcą pomagać innym.Kolega z tego co pamiętam,długo odkręcał nieprzyjemności po tym incydencie.
    Miałam jeszcze kilka sytuacji z dziećmi,dokładnie mam na myśli krztuszenie.Mam świadomość,że mój partner sobie lepiej z tym radzi i podczas takich sytuacji,to wzywam jego,zamiast osobiście się skupić na pomocy.Jeśli komuś coś się dzieje złego,zazwyczaj nie przejdę dalej ,jeśli się nie upewnię,że jest wszystko w porządku,ale przyznać muszę,że w sytuacjach,kiedy są jakieś bójki to nie należę do zbyt odważnych,choć zadzwonić po odpowiednie służby nie mam skrupułów.
    To straszne,co napisała jedna z czytelniczek,że została napadnięta i okradziona pośród innych ludzi.Nie mieści mi się w głowie,że reszta była zajęta sobą,zamiast coś uczynić,cokolwiek,bo może wystarczyło się wydrzeć.

  33. Ja miałam szczęście, bo jak miałam wypadek podczas jednego z festiwali, w tłumie dostałam butelką w głowę i upadłam, to ludzie z tłumu mi pomogli i donieśli do punktu medycznego, a na większości imprez masowych tacy ludzie giną w tłumie i zazwyczaj zostają zadeptani. Miałam szczęście.

  34. Lubię czytać wpisy z tej kategorii – miłe przypomnienie zagadnień ze studiów 😉 Najlepiej jest wykształcić w sobie niezależne myślenie, wtedy w grupie osób nie będziemy patrzeć na to, co inni robią, tylko indywidualnie podejdziemy do potrzebującego pomocy 🙂

  35. To nie jest kwestia znieczulicy tylko i wyłącznie, ale mechanizmów brania odpowiedzialności. Czasem w sytuacjach niekoniecznie granicznych. Polecam profesora Zimbardo i jego Heroic Imagination Project. Bardzo fajna idea.

  36. Większości rozsądnie myślących osób przyglądających sie rzeczywistości społecznej to co piszesz nie zszokuje. Dla absolwentów i studentów psychologii i kierunków pokrewnych to oczywiste, wrecz banalne. Ale dla czytelników bloga, którzy nigdy nie myślieli o psychologicznych kwestaich na pewno ciekawy temat.

  37. Z tego co pamiętam (mogę się mylić, bo interesowałam się psychologią społeczną kilka lat temu, teraz bardziej ciekawi mnie psychologia ewolucyjna), to w badaniach wypłynęła jeszcze jedna kwestia. Otóż ludzie są bardziej skłonni do pomocy (czy też przyjmowania odpowiedzialności), jeśli są w warunkach ograniczonej przestrzeni: np. w pociągach, autobusach, niż kiedy są świadkami zdarzenia na przestrzeni otwartej (na ulicy, w parku etc.).

  38. Ja zgadłam 🙂
    Obstawiałam pierwszą opcje 🙂
    Jeszcze ze szkoły z zajęć pierwszej pomocy pamiętam, że w czasie np wypadku i tłumu gapiów nie powinno się krzyczeć by ktoś pomógł, tylko zwrócić się do konkretnej osoby z prośbą o np. wezwanie pogotowia, a samemu udzielić pierwszej pomocy poszkodowanemu. Ludzie sami nie wiedzą co mają zrobić, czekają aż ktoś to zrobi za nich, albo udają żę niczego nie widzą.
    Ale sama osobiście bym pomogła zarówno w pierwszej jak i w drugiej sytuacji. Mam pewność swojego zachowania, bo byłam już kilka razy w podobnych sytuacjach. Raz było nawet niebezpiecznie i mogło się to źle dla mnie skończyć -> szłam do mojego (jeszcze) narzeczonego do domu , po drodze usłyszałam krzyki kobiety “Co wy mu robicie!? Zostawcie go! Pomocy! Ratunku! ” . Gdy doszłam na miejsce zauważyłam dwa samochody, przy jednym z nich szarpie się 3 mężczyzn (dwóch na jednego) , przy drugim samochodzie stoi kobieta , której krzyki usłyszałam a obok niej około 20 letni chłopak. Cała sytuacja działa się na ulicy za zaparkowanymi samochodami , ja byłam przed parkingiem, obok mnie stała inna kobieta , zapytałam się czy wezwałą policję , ona na to że się boi , już chciałam sama zadzwonić na Policję ale bezmyślnie zrobiłam krok w stronę szarpiąch się mężczyzn i podwyższonym głosem zapytałam” Ej, panowie ! Czemu szarpiecie tego Pana ?” I nagle jeden z nich się podnosi , pręży pierś , a lewą ręką podnosi odznakę wiszącą mu na szyji mówiąc ” Policja ” … Byli nieoznakowanym wozem, bez munduru, niby skąd mogłam wiedzieć , przecież gdyby to nie byłaby policja to może bym naprawdę komuś pomogła (chociaż ryzykowałam bo gdyby to byli bandziory to mogłabym też dostać w nos) , ale zrobiło mi się głupio , bo przeszkodziłam w akcji , odpowiedziałam tylko z zawstydzonym uśmieszkiem “Aha, to w porządku” i poszłam do narzeczonego zestresowana , że zrobiłam z siebie głupka nieświadomie 😛

Okno komenatrzy

Email nie bedzie widoczny.