Przestań być dla siebie taka surowa!

Piątek godzina 14sta, wjechaliśmy z Matem na hotelowy taras by zrobić wakacyjne zdjęcia w stroju kąpielowym. Widoki z tego miejsca są naprawdę niezwykle, nie mogliśmy przejść obok nich obojętnie. Wcisnęłam się w czarny, jednoczęściowy strój, na głowę założyłam słomkowy kapelusz, a na nos duże czarne okulary. Usta pomalowałam soczyście czerwoną szminką by uzyskać nieco przerysowany efekt. Wiecie, taki klimat Monako albo Monte Carlo. Chciałam zobaczyć się w innej odsłonie, a okoliczności dawały mi spore pole do manewru.

DSC_3118

DSC_3198-2

DSC_3272

Błędne koło

W ogóle fakt, że pozowałam w stroju kąpielowym był dla mnie wielką sprawą. Jeszcze trzy lata temu nie byłoby o tym mowy. Nie lubiłam swojego ciała, nie akceptowałam go, widziałam w nim mnóstwo wad. Odkąd pamiętam patrzyłam na siebie przez pryzmat tego ile ważę i tego jak wygląda moje ciało. Kiedy tyłam, moja samoocena spadała na dno, kiedy chudłam byłam najszczęśliwsza na świecie. To był chory schemat, w którym tkwiłam tak naprawdę od nastoletnich lat! Byłam albo na szczycie albo na dnie. Nie potrafiłam zachować złotego środka, nie radziłam sobie z tym kompletnie. Nie ważne czy miałam rozm 34 czy 40. Nigdy w pełni nie akceptowałam swojej sylwetki. Dziś wiem, że takie rzeczy trzeba przepracować na terapii. To jedyna rozsądna opcja! Gdybym wybrała się do specjalisty, zapanowałabym nad tym wszystkim dużo, dużo wcześniej. Co prawda nigdy nie doprowadziłam do zaburzeń odżywiania. Nie miałam anoreksji czy bulimii, ale wiem, że balansowałam na granicy, to było cholernie niebezpieczne.

Przełom

Ostatnie trzy lata były dla mnie przełomowe. Stoczyłam walkę ze swoją psychiką, ze słabościami, schematami, oczekiwaniami i (wytworzonymi) ideałami. Na nowo ustaliłam sobie priorytety. Na pierwszym miejscu uplasowała się wiara w Boga, na drugim moje zdrowie. Mając te dwie rzeczy, jestem spokojna o całą resztę. Bez nich wszystko traci dla mnie sens.

Wróćmy jednak do naszej sesji, bo chcę Wam pokazać schemat myślenia, w którym większość z nas siedzi… Po przyjściu do pokoju zabrałam się za sortowanie zdjęć i zaczęłam obrabiać je w Lightroomie. Po obróbce wybrałam zdjęcie, które chciałam od razu wrzucić na instagram. Było takie prawdziwe, pełne pozytywnej energii i szczęścia. Przed publikacją szybko spojrzałam jak wygląda moje ciało i moje oczy skupiły się na miejscu, które kiedyś spędzało mi sen z powiek i było źródłem wielu kompleksów.

„Mogłam wciągnąć brzuch!” – pomyślałam. „Byłoby idealnie”

DSC_3316
Uwielbiam absolutnie każdą fałdkę na tym zdjęciu 🙂

Nie jestem idealna!

Szybko się za takie myślenie skarciłam i naprawdę chciałam dać sobie po łapach. Cholera, nie jestem idealna i nigdy nie będę. Mam brzuch, tak samo jak mam uda, nogi i ręce. Nie będę upiększać rzeczywistości i kłamać. Bo okłamałabym przede wszystkim siebie. Nie mam idealnie płaskiego brzucha ani kaloryfera, ale co z tego?! Nie muszę go mieć! Dlaczego zabieramy sobie prawo do bycia sobą. Taka jestem, tak właśnie wyglądam. Nie obchodzą mnie oczekiwania innych, nie obchodzą mnie instagramowe ideały i kanony piękna. Nie obchodzą mnie ludzie, którym to nie odpowiada.

DSC_3201

Strój kąpielowy – Zara

DSC_3132-2

Przede wszystkim zdrowie!

Moim priorytetem jest moje zdrowie. Chcę po prostu zdrowo żyć. Efektem ubocznym jest zdrowo wyglądające ciało. Tak, moje ciało wygląda zdrowo i dziś jestem z tego cholernie dumna, bo wiem ile pracy stoi za takim podejściem.

Wrzuciłam to zdjęcie na instagram, napisałam w tekście mniej więcej to co wyżej i po chwili rozpoczęła się dyskusja na ponad 300 komentarzy. Dziewczyny pisały

„Ej o co Ci chodzi, jaki brzuch?”

„Gdybyś nie napisała, nawet nie zwróciłabym na to uwagi”

„O co Ci chodzi, masz piękną figurę, chciałabym mieć taką”

Okazało się, że gdybym nie zwróciła uwagi ludzi na mój brzuch, większość by nawet na niego nie spojrzała. I tu zobaczyłam kolejny destrykcyjny schemat, w którym każdy z nas po części tkwi! To my jesteśmy dla siebie najsurowszymi cenzorami. Widzimy mankamenty tam, gdzie ich nie ma, wymyślamy sobie kompleksy, wymagamy od siebie niemożliwego. Wkręcamy coś sobie i bierzemy to za pewnik! Taki schemat bardzo trudno potem z głowy wyrzucić. To bardzo destrukcyjne dla naszej psychiki, samooceny i pewności siebie.

DSC_3314
Na ustach – Semilac Matt Lips w kolorze Sexy Red

DSC_3278

Kompleks

Jeśli mamy jakiś kompleks i on naprawdę spędza nam sen z powiek, to inni od razu to zauważą. Wiecie dlaczego? Bo my o tym kompleksie wszem i wobec krzyczymy, to niemy krzyk, ale bardzo wyraźny i czytelny w obiorze. To się wyraża w sposobie w jakim o sobie mówimy, w naszych gestach, w mowie ciała, w spojrzeniu, w braku pewności siebie. To naprawdę widać i nie trzeba być psychologiem by to dostrzec.

Ta sytuacja pokazała mi, że ciągle mam jeszcze sporo do przepracowania w tym temacie. Fakt, wykonałam kawał dobrej roboty, ale to nie wystarczy. To było zbyt głęboko zakorzenione. Ciągle muszę się pilnować i stawiać do pionu. Muszę przypominać sobie o swoich priorytetach, mocno w nie wierzyć i nie pozwolić sobie na to by się w tym wszystkim zatracić. Ta akcja na instagramie była dla mnie świetną próbą i testem. To ważna i potrzebna lekcja. Wyciągam wnioski i idę dalej!

A teraz mówcie jak jest z Wami. Jesteście dla siebie surowe? Walczycie z kompleksami czy one totalnie Wami zawładnęły?

I najważniejsze pytanie czy w ogóle pozwalacie sobie na bycie nieidealną?

94 komentarze

Dodaj komentarz

Adres email nie zostanie upubliczniony.

  1. ze wszystkim się zgadzam. zauważam jednak też że do takich wniosków i podejścia podchodzą właśnie już zgrabne, odchudzone osoby… wtedy chyba łatwiej tak myśleć prawda?

    1. Marta zobacz na komentarz jaki właśnie dostałam “Nie obraź się za to co napiszę, ale kiedy byłaś szczuplejsza, wyglądałaś milion razy lepiej”. Widzisz jaki mindfuck? Rozmiar nie ma tu w ogóle znaczenia. Dla kogoś mogę być niezgrabna a nawet gruba. Nie ważne co ludzie o nas myśla, ważne jak my patrzymy na samych siebie. I powtórzę, rozmiar i waga nie ma znaczenia. Znaczenie ma to co jest w naszej głowie, to jak się postrzegamy i jak bardzo jesteśmy dla siebie surowe. Ja już nie jestem. Zmieniłam priorytety. Kilogramy zaczęły spadać nawet nie wiem kiedy. To był efekt uboczny. Bardzo miły, ale to naprawdę nie było moim celem.

  2. Hmm to raczej nie brzuch jest problemem, a nogi i ramiona. Nie obraź się za to co napiszę, ale kiedy byłaś szczuplejsza, wyglądałaś milion razy lepiej.

    1. Anka, absolutnie się nie obrażam. W moich oczach to właśnie dziś wyglądam milion razy lepiej. Nie dlatego, że schudłam, tylko dlatego, że w końcu polubiłam się taką jaka jestem. Tobie też to polecam.

      Jesteś anonimowa, więc myślisz, że możesz napisać wszystko co tylko chcesz. Musisz wiedzieć że pisanie takich komentarzy może być bardzo krzywdzące. Ja jestem na to odporna, od 9 lat dostaje takie komentarze i naprawdę one nie robią już na mnie wrażenia. Są jednak tacy, którzy takimi komentarzami bardzo się przejmują. Twoje spostrzeżenie może być źródlem czyichś kompleksów. Ciekawa jestem czy to jest Twoim celem? Czy po prostu rzucasz bezmyślnie takimi uwagami na lewo i prawo.

      Piszesz, że moim problemem są nogi i ramiona. Dziękuję za wskazówkę. Pozwól, że dam Ci swoją. Twoim problemem jest brak taktu i wyczucia. To bardzo złe co robisz. Mam nadzieje, że dziś napisałaś taki komentarz tylko mnie. Zastanów się 5 razy zanim coś takiego napiszesz, bo możesz kogoś bardzo skrzywdzić.

    2. Zgadzam sie z Eliza. Ja przez takie słowa po urodzeniu dziecka, z burzą hormonów, przeplakałam 2 dni. Po co w ogóle to mówić?

    3. Niektórzy mają w sobie tyle goryczy i frustracji, że czerpią z tego satysfakcje. To nic innego jak werbalne znęcanie się nad drugim człowiekiem. Obrzydliwa postawa.

      M4ndy, ja jestem pewna, że byłaś najpiękniejszą i najbardziej kochającą mamą na caaałym oddziale! Sciskam mocno!

    4. Nie mogę przejść obojętnie obok takiego komentarza… Zdecydowanie zgadzam się z Elizą, że tego typu komentarze to brak taktu i wyczucia. Ja sama przez takie “osoby” wpadłam w ogromne kompleksy, a co za tym idzie… w depresję. Na szczęście z tej okropnej choroby się wyleczyłam, dzięki bliskim osobom i terapii u psychoterapeuty.
      Naprawdę komentowanie czyjejś sylwetki czy urody jest BARDZO NIE NA MIEJSCU, nigdy nie wiesz jak taka osoba zareaguje na negatywną opinię na temat jej wyglądu. Można tym bardzo skrzywdzić kogoś psychicznie 🙁

    5. Tak, to mega nie na miejscu i trzeba takie komentarze piętnować. Specjalnie go tu zostawiłam by swoim komentarzem, dać przykład innym. Dzięki, że też się tu udzielacie i wyrażacie swój sprzeciw.

    6. Faktycznie, problemem są ręce i nogi. Z 5g tłuszczu za dużo. Powiedz to komuś kto ich NIE MA. Mam wrażenie, że Świat czasem zmierza w złą stronę. Mam trzyletnią córkę i powtarzam jej jak mantrę- ważne żeby być zdrowym (w domyśle dla siebie- nie szczupłym, pięknym itp.) pozdrawiam Cię Eliza, widać, że jesteś szczęśliwa, a to najważniejsze.

    7. Mnie natomiast spostrzeżenie dawno niewidzianej znajomej, że “jestem pełniejsza” zmotywowało do pracy nad swoją sylwetką i odżywianiem. Właściwie jestem jej wdzięczna za ten komentarz.

    8. Problemem są nogi i ramiona ? A co ma powiedzieć młoda osoba, która straciła nogi ? Albo uległa wypadkowi i zawsze będzie jeździć na wózku ? Albo kobieta, której amputowano piersi z powodu choroby ? Myślisz, że one by się przejmowały czy były wdzięczne za każdy centymetr swojego ciała, który jest zdrowy ? Eliza, bardzo Ci dziękuję za to co robisz !!!!! Społeczeństwo zapędziło się w jakąś absurdalną i chorą sytuację ! Musimy coś z tym zrobić bo dojdzie do tego, że staniemy się populacją chorych psychicznie osób, skupionych tylko na wyglądzie zewnętrznym, które jeśli nie wyglądają jak klony instagramowe to nie wyjdą z domu ! No ludzie !

    9. hmm Ja akurat pozazdrościłam ramion no i nogi elizy sa proporcjonalne (filigramowe osoby nie beda mialy 2metrowych nog bo to by bylo wunatorzenie 😛 )…ale ramiona to ma idealne. Dlatego o gustach sie nierozmawia 🙂 bo to nietaktowne. Eliza Duzyy plus za nie retuszowanie zdjec figure wg mnie masz bardzo szczupla ale rzexzywiscie zdrowa.
      Zgadzam sie co do artykulu bo Haha ja dla siebie naprawde jestem chyba najgorsza kompletnie nic nie mam w sobie ładnego i niestety zle dziala to na moja samoocenę. Głowna zasada stylistek to zakryc mankamenty odslonić to co ładne ..tlyko ze ja nie mam nic mega złego ani ładnego..wiec wybieram szaroczarne rzeczy o prostokontnych ksztaltach :/

  3. Ale trafiłaś z tym tekstem! Akurat dzisiaj, po prawie 10 latach (serio!) pierwszy raz wyszłam w sukience i pokazałam swoje nogi. Od tylu lat żyłam z ciągłym kompleksem i w każde lato kisilam się w jeansach. Dzisiaj powiedziałam sobie: DOŚĆ! I wiesz co?? Poczułam się wolna!! A i nogi jakoś wcale źle nie wyglądały;) Ściskam;*

    1. Brawo E ! Jestem pewna, że znacznie lepiej wyglądałaś, czując się swobodnie w sukience, niż kiedy na siłę ukrywałaś się w niewygodnych spodniach ! Dziewczyny, odsłaniajmy nasze ciała takie jakie są ! Ja mam mnóstwo popękanych naczynek na nogach. ale czy to oznacza, że mam się zawinąć w worek i pójśc spacerem na cmentarz ??? No way ! 🙂

  4. Pierwszy Twój post, który zmienił mojej życie to był wpis o dobrze zrobionych zdjęciach. Pokazałaś wtedy źle zrobione zdjęcia – na własnym przykładzie – i te publikowane. Pomyślałam – serio!? Ta piękna blogerka, która pokazuje te idealne ujęcia miała nieudane fotki?! Podziwiam Cię za dystans. Kolejny WAZNY wpis. Byłam jedną z osób, która była zdziwiona Twoim nie wciągniętym brzuchem. Kompleksu są w naszej głowie. Dziękuję, bo ten post wiele dla mnie znaczy.

    1. Monika, dziękuję za Twój komentarz. Naprawdę dla mnie to jest najlepsza gratyfikacja. Piszę prosto z serducha i wiem, że sporo z Was z się w tym odnajdzie. Bo tak naprawdę niewiele się od siebie różnimy. Mamy te same problemy i kompleksy. Grunt to znaleźć balans i w porę się opamiętać. Bo w życiu naprawdę są ważniejsze rzeczy! <3

  5. Kilka lat temu schudlam 15 kg,teraz mam wage w górnej normie.Łapie się na tym,że czesto pytam męża czy jestem grubsza,chudsza od mijanych dziewczyn.Zazdroszcze wszystkim szczuplym,chudym dziewczynom,wiem jakie to głupie,ale to silniejsze ode mnie.

  6. Jaki brzuch?! Każdy ma fałdki jakiekolwiek, gdy siedzi. Co tam brzuch, wybacz, że to napiszę- za to te piersi ;-). Swoją drogą- jesteś szczupła i wyglądasz jak powinna wyglądać kobieta. Czasem trzeba być dla siebie surowym, żeby lepiej wyglądać. Nie znaczy, że idealnie czy od razu mieć kaloryfer.
    Oczywiście są ważniejsze rzeczy, niż zgrabna sylwetka. Zwłaszcza w pewnym wieku to przychodzi. Ale jednak szczupłość jest dobra też dla zdrowia.
    Trochę też śmiać mi się chce jak niektóre moje znajome, a jesteśmy już dobrze po 30-tce, mówią: “Najlepiej wyglądałam jak ważyłam 57 kg” itp. Skąd one wiedzą, jak wyglądałyby w naszym wieku z taką wagą? Przecież ciało się zmienia i w tym wieku już lepiej mieć kilka kg do przodu, granica się przesuwa. Po za tym hormony i tak dalej. Już nigdy nie będziemy małolatami z prostymi, płaskimi kształtami, więc i waga będzie inna.
    Pozdrawiam Cię.

  7. Akurat wiara w boga w dzisiejszych czasach nie jest powodem do dumy, raczej do wstydu. W XXI wieku, niby taka oczytana, oswiecona i wyksztalcona wierzysz w bozie na chmurce, niepokalane poczecie? To nie XV wiek, kiedy ludzie byli ograniczeni przez swoje umysly, potrzebowali bata nad glowa

    1. Wstydem to jest wypisywać takie głupie komentarze.Mozesz obrażać kogoś i go wyśmiewać tylko dlatego że masz inne postrzeganie świata?Moze ktoś jest oczytany i mądry i stąd pochodzi jego wiara.Pomyśl

    2. To smutne co piszesz. Też jestem niewierząca, mimo że wśród moich bliskich i znajomych dużo osób jest wierzących, ale się nawzajem szanujemy. To podstawa! To co piszesz pokazuje za to Twoje kompleksy i problemy, nad którymi warto popracować.

  8. Dlatego strasznie nie znoszę tej tony blogerek, które przerabiają każde zdjęcie i na każdym są mega idealne… Pamiętam jak na insta w sponsorowanych pojawiło mi się zdjęcie jakiejś tam blogerki, która leżała w łóżku z pełnym makijażem, świetną fryzurą, strategiczne miejsca odsłonięte. W tonie zartobliwym zwróciłam uwagę, że chyba mało kto tak wygląda po przebudzeniu. Zostałam zjechana przez innego blogera żeby było fajniej, że nikt nie chce oglądać zdjęć jak ktoś brzydko wygląda. Wdałam się w dyskusję. Bo jak można mieć spojrzenie, że prawda jest brzydka. Że jak bez makijażu, tony przeróbek itd zdjęcie jest brzydkie… Masakra!!!

    1. To przykre. Na instagtamie pełno idealnych kadrów i idealnie wyglądających dziewczyn. Sporo tam retuszu, powiększania ust, biustu czy tylka. To kłamstwo, ale te osoby okłamują przede wszystkim siebie. Miejmy nadzieje ze kiedyś pojmą co jest tak naprawdę wazne.

      Ściskam Cię mocno i dziekuje za Twój komentarz

  9. Elizo, bardzo lubię Twojego bloga i często tu zaglądam, choć komentuję rzadko;-). Ale dziś Twój wpis mnie rozwalił, więc chcę Ci za niego bardzo podziękować!!:-* Jesteś nie tylko piękną, atrakcyjną Kobietą, ale też bardzo mądrą. Też od lat walczę z kompleksami. Zawsze byłam szczupła, kiedyś nawet zbyt szczupła i ciągle słyszałam uwagi na ten temat. Teraz chyba wyglądam lepiej, ale mam mnóstwo różnych niedoskonałości. Próbuję to zaakceptować. I też w moim życiu na pierwszym miejscu stawiam Pana Boga. To On nas uzdrawia. Ściskam Cię serdecznie w niedzielny poranek!:-* Ania

  10. Większość ludzi nie zwraca uwagi na drobne niedoskonałości swoich przyjaciół. Ważne że czujemy się z tymi ludźmi po prostu dobrze. Warto o siebie dbać ale bez przesady, bo można zatracić to co w życiu jest najważniejsze.

  11. Obserwuje na fb profil pewnej kobiety, która uprawia amatorsko sport dzień w dzień jakieś ćwiczenia godzinne itp. Nie dawno zrobiła transmisję na żywo, by pokazać jak wygląda jej brzuch gdy stoi i jak wygląda jak siedzi . Zrobiła to dlatego, że zarzucano jej Photoshopa na każdym zdjęciu,A babka koło 40stki , troje dzieci NIEMOZLIWE. A jednak . Eliza jesteś piękna kobieta o pięknych kształtach 🙂 zawsze tak sobie mówię mimo że noszę rozmiar 40. Jestem zdrowa,odżywiam się zdrowo, cieszę się życiem 🙂 polecam wszystkim 🙂

  12. To jest temat rzeka,niestety…My,kobiety jesteśmy dla siebie samych bardzo krytyczne i wymagające,to nam zależy na tym żeby wyglądać jak modelka z okładki,żeby podobać się mężczyznom a nie akceptujemy siebie,nie potrafimy wymienić swoich zalet,plusów w swoim wyglądzie raczej nie widzimy.Samoakceptacja jest bardzo ciężka i myśle ze bez odpowiedniego wsparcia rodziny/partnera,bez odpowiedniej sytuacji zyciowej(w senie spokoju psychicznego itp)nie dojdzie się do tego.
    P.s.Nie mogę ciebie obserwować na Instagramie,dlaczego???!😢

  13. Eliza, jestem dla Ciebie pełna podziwu! Wspaniale, że pokazujesz jak piękną jesteś kobietą- i zewnętrznie i, co najważniejsze wewnętrznie. To piękne, że otwarcie przyznajesz się do wiary- tym bardziej, że mamy XXI wiek! (a propos komentarza powyżej)
    Ja za miesiąc mam termin porodu- nie ukrywam, trudno jest zaakceptować nową siebie, ale najważniejsze, że nasze wyczekane dziecko jest zdrowe i już niedługo będziemy mogli z mężem tulić w ramionach naszą córeczkę.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na więcej takich budujących wpisów.
    Ps. Posty z dziedziny psychologii to mistrzostwo świata!

  14. Bardzo fajny wpis 🙂 ja nadal staram się zmienić swoje myślenie o wyglądzie i siebie zaakceptować . A Twoja figura jest cudna ! PS – ostatnio pisałaś na instastories ze masz 28 lat . Z Twoja mądrością i zdrowym rozsądkiem dałabym Ci 10 lat więcej.

    1. Tak, jeszcze mam 28 lat, ale faktycznie sporo osób myśli, że mam więcej i podkreślają, że nie chodzi o wygląd, tylko właśnie o to co mówie i jak mówie. Uznaję to za ogromny komplement! 🙂

      Dzięki!

  15. Dziękuję za ten wpis! Chyba czas najwyższy przestać przejmować się tym jedynym kilogramem w górę czy w dół i zacząć akceptować to co się ma – figurę klepsydry, duże zielone oczy i zgrabne nogi. A przede wszystkim przestać oglądać się na innych!
    Uwielbiam Cię czytać, słuchać i patrzeć na Ciebie mimo że jestem już dobrze po 30-stce. Fajnie byłoby Cię kiedyś spotkać “na żywo” 😘

  16. Bardzo wartościowy wpis , bardzooo! Ja akurat patrze z perspektywy osoby , ktora zawsze byla bardzo szczupła / chuda. I kiedy inni mi zazdrościli / zazdroszczą , to ja np chcialabym byc grubsza 🙂 jak widze dziewczyny z biustem, to im troche zazdroszczę … az sie dziwie, ze kilku facetow widziało mnie nawet nago i nie uciekli hehe Podobno sa kobiety, ktore do lozka chodzą w staniku / koszulce bo nie chcą, zeby mężczyzna oglądał je nago… Biust, pupa, okrągłe biodra to atrybuty kobiecości. Dlatego szczupłe dziewczyny czasem czuja sie malo kobiece.
    Staram sie akceptować siebie mimo wszystko. A przede wszystkim zdrowo odżywiać . Jak słyszę teksty “Ty to mozesz jesc wszystko i nie tyjesz”….otóż nie moge jesc wszystkiego, bo moj organizm zle toleruje niektore pożywienie , od innego dostaje wysyp krost a gdybym zjadła cos na noc, to bolałoby mnie wątroba i mialabym zgagę . Podsumowując : akceptacja siebie to klucz do sukcesu- i dla tych, co chcą schudnąć oraz dla tych, co chcą przytyć .

  17. Bardzo motywacyjny i odważny wpis. W tym wszystkim najbardziej mnie wkurza to, że najbardziej krytykują osoby, którym do ideału daleko. Nie ma ludzi idealnych, każdy ma swoje wady i zalety. Warto siebie pokochać! Sama po sobie zauważyłam, że kiedyś mimo fajnej i zgrabnej figury klepsydry byłam bardzo zakompleksiona i bardzo do siebie brałam krytykę innych. Teraz staję się kobietą pewniejszą siebie. Co prawda zrzuciłam zbędne kilogramy, ale to przede wszystkim dla siebie i swojego zdrowia. Warto stawiać sobie cele w życiu, bo dzięki temu stajemy się lepsi, ale warto pamiętać aby te cele nie były zbyt wygórowane, bo to może przynieść odwrotny efekt. Tylko niepotrzebnie się zdemotywujemy i jeszcze popadniemy w kompleksy. Dlatego stawianie sobie celów dla swojego rozwoju jak najbardziej TAK, ale dążenie do ideału NIE.

  18. Jak miałam kilka lat, mama powiedziała, że jestem podobna do taty, więc będę gruba tak jak on i cała jego rodzina! Pewnie minęło nawet 20 lat od tych słów, a ja ciągle żyję z tym piętnem, mimo, że już ładnych kilka lat noszę rozmiar 34, a największy jaki miałam to 36. Podejrzewam, że ten jeden tekst zaważył na całym moim życiu, na to jak siebie postrzegam, jaki zawód wybrałam (jestem instruktorem fitness). Te słowa stały się z jednej strony moim błogosławieństwem, bo zdrowo się odżywiam, lubię aktywność fizyczną, ale też największym przekleństwem, które wpływa na moją psychikę, pewność siebie, a raczej jej brak, a nawet strach przed zajściem w ciąże, że nie będę w stanie wrócić do swojej formy. Są dni, że się sobie podobam, ale zdarza się to niewspółmiernie rzadko w porównaniu do tego, jak często sobą gardzę. I tak, chodzę na terapię do psychologa… a mama? Cóż, mówi, że nie pamięta, żeby coś takiego kiedykolwiek powiedziała. I nadal ocenia innych na zasadzie “bardzo sympatyczna osoba, ale zobacz, jaką ma okropną cerę”… mamy już nie zmienię, ważne, że mam świadomość, żeby nie przekazywać innym takiego g*wna.

  19. Ten post spadł mi z nieba. Sama nie mogę sobie z tym poradzić. Tak jak pisałaś… raz jestem na dnie raz na górze. Jak tylko schudnę lepiej się czuje, wtedy sobie folguje…. I tyje. I takie błędne koło. Pamiętam jak byłam mała dziewczynką I mojej mamy siostra powiedziała do mnie “masz nogi jak kołki, będziesz gruba”… ciągnie się to za mną już jakieś 15 lat. Słowa tak mocno zapadają w pamięci…

    1. Podpinam się do pytania.Czy terapię prowadzi psycholog,czy musi mieć jakas specjalizacje,jak wybrac,jsk przebiega?Wiem ze to wszystko indywidualne,ale jakies ogólne inf są bezcenne

    2. Najlepiej udać się do terapeuty, który jest psychologiem.

      Terapeuta to osoba która specjalizuje się w określonym rodzaju terapii. Najczęściej terapeutami są psycholodzy, lekarze, fizjoterapeuci, psychopedagodzy oraz pracownicy socjalni. Ja polecam by wybrać się do psychologa.

  20. Ja mam w rodzinie męża dziewczyne, która traktowała mnie na zasadzie “nie myśl sobie, że jesteś taka fajna”. I przy każdej nadarzajacej się okazji wytykała mi cos. Tu rozstępy, tam zbyt zieloną sukienke, innym razem babciowate buty! Jestem wystarczajaco pewna siebie i nie mam kompleksow ale nie znoszę jak ktoś tak ludzi traktuje. Leczy kompleksy kosztem innych! Próbowałam to puszczać mimo uszu, ale w końcu dalam wyraznie do zrozumienia, że ma się do mnie więcej nie odzywac. Na szczęście poskutkowało.

  21. Eliza! Wygladasz super, zdrowo, zgrabnie i kobieco. Nie rozumiem dlaczego to niby wszystkie muszą miec szesciopak na brzuchu zeby byc niby zgrabną. A mi to sie na przykład nie podoba. Zdrowe odzywianie, regularny ruch sa wazne i sama o to dbam, ale idealnie plaski, wyrzezbiony brzuch nie musi być priorytetem dla wszystkich. I podoba mi sie Twoja odpowiedz do anonimowej pani, ktora zarzuciła Ci pewne rzekome niedoskonalosci. Łatwo jest w obecnych czasach komentować bez sensu, bez wyczucia, bez taktu, anonimowo, bez twarzy tylko po to, zeby dopiec komuś. Jest to totalne tchorzostwo i tylko ludzie nieszczesliwi, ktorzy ciągle mają jakis kompleks są zdolni do tego. Ludzie piszą takie głupoty a niejedna nastolatka czytajac to pomyśli sobie, ze tez z nia cos nie tak i zaczyna się potem błędne koło odchudzania, depresji itp. Za dużo w nas, ludziach,hejtu i przyjemnosci w sprawianiu ludziom przykrości!

    1. Ohh piszą, piszą różne rzeczy. Zabawne, bo jak kiedyś schudłam to pisali, że przytyłam, a jak przytyłam to nagle, że jestem za chuda. To było naprawdę śmieszne. Człowiek bez kręgosłupa moralnego i jakiś wartości mógłby ześwirować

  22. Elizka o czym oni mówią? Lepiej wyglądałaś jak byłaś szczuplejsza? Dla mnie jesteś wciąż taka sama-PIĘKNA <3 jeśli chodzi o mnie to na terapii u psychologa dowiedziałam się, że jestem dla siebie zbyt surowa… tylko u mnie to jest bardziej pod względem psychicznym. Fizycznie uważam, że wciąż za mało od siebie wymagam. Nie byłam i nie jestem szczupła ale też nie uważam siebie za grubasa… kocham swoje ciało i staram się o nie dbać na ile tylko mogę aby czuć się w nim jak najlepiej…. chociaż przyznaje, niekiedy staram się ukryć niewielkie mankamenty. Pozdrawiam :*

    1. Supr, że poszłaś na terapię i dziękuję, ze o tym napisałas. Mam nadzieje, że to zachęci innych do pójścia. Takie problemy trzeba rozwiązywać ze specjalistą. Dzięki temu pójdzie szybciej i sprawniej.

  23. Praktycznie każdy Twój post idealnie trafia w moje życie. Jako nastolatka byłam bardzo szczupła. Byłam naturalnym chudzielcem który jadł normalnie. Każdy mi mówił, że jestem za chuda a ja naprawdę się lubiłam i żyłam zdrowo. Nauczycielki wmawiały mi, że mam anoreksje. Bardzo było to dla mnie przykre, straciłam poczucie kobiecości które jest tak bardzo ważne w wieku dojrzewania. I tak do około 23 roku życia słyszałam, że jestem za chuda. Nagle dojrzałam. Przytyłam przez ostatnie 3 lata, ale nie jakoś strasznie. Mam teraz 172 i ważę 64 kg. Ciągle słyszę, że się poprawiłam. Że jestem taka okrąglutka. Że piersi w końcu mam. Że kiedyś wyglądałam lepiej. Co przyjadę do rodzinnej miejscowości to słyszę czy waga poszła w dół czy w górę.

    Doszło do tego, że zaczęłam się odchudzać. Od 2 tygodni się głodzę. Schudłam kilogram. Czuję się okropnie, że nabawiłam się kompleksów, bo ja bym pewnie nigdy nie zwróciła na to uwagi. Wniosek jest jeden. Ludziom nie dogodzisz. Zawsze znajdzie się ktoś kto cię skrytykuje. Najważniejsze żeby lubić siebie. Ludzie wrażliwi mają ciężko.

  24. Eliza, bardzo Ci dziękuję za tego posta. Musimy w końcu zmienić tą absurdalną sytuację ! Ta presja idelanego wyglądu jest chora i powoduje poważne problemy ! Ja nie mówię, że każdy z nas ma sie zaniedbać i wyglądac byle jak. Ale dla każdego dobry wygląd oznacza coś innego i szanujmy to. Dla mnie ważne jest moje zdrowie, to że widzę pięknę rzeczy, słyszę głos kochanych osób, mogę pójśc na własnych nogach gdzie chcę, mogę sobie przygotować posiłek własnymi rękoma i jestem samodzielna,

    Dziewczyny, same sobie wyrządzamy krzywdę. Musimy zrozumieć, że nikt za nas tej sytuacji nie naprawi – musimy się wspierać.

  25. Takt…najbardziej pożądana cecha. Ja również przywiązuje dużą wagę do komentarzy na temat swojego wyglądu i niestety nie potrafię tego zmienić. Teraz, kiedy jestem w 9 m-cu ciąży moim ulubionym jest – o…wcale nie wyglądasz brzydko. To jakaś reguła, że kobieta w ciąży ma być brzydka? Pozdrawiam i dziękuję za świetne wpisy 🙂 Twój blog jest najlepszy 🙂

  26. Tak szczerze, to wygladasz swietnie. Kobieco, naturalnie, wszystko ladnie podkreslone tym strojem, wszystko na swoim miejscu, bez poprawek…. zyciowo. Ja juz jestem “starszawa”, ale wbijaj do glowy mlodym dziewczynom, ze naturalne jest piekne a presja takeiego a nie innego wygladu unieszczesliwia.
    Pozdrawiam

  27. Wiecie … mam ogromny kompleks – jestem płaska jak deska. Moi partnerzy wogóle nie zwracali na to uwagi, więc zaczęłam sie zastanawiać nad samooceną, byłam dla siebie zbyt surowa, negatywne komentarze otrzymywałam tylko od kobiet i osiedlowych chamideł. Osoby na których opinii mi zależało, nigdy nie powiedzieli mi , że cos mogłabym zmienić, jednak ja brnęłam w to dalej – dobrze zarabiam, umówiłam operację plastyczną u jednego z najlepszych specjalistów w tym kraju… i co ? Rok oczekiwania na zabieg pozwolił mi zastanowić się , czy robię to dla siebie , czy żeby spełnić oczekiwania innych . Żeby wyglądać jak apetyczne aniołki VS – bardzo szczupłe z nieproporcjonalnie dużym biustem. Czy chcę pokroić się za nierealne zdjęcia z kolorowych magazynów, którymi jesteśmy karmione cały czas ? Długo biłam się z myślami i odwołałam zabieg – jestem ładna, wysportowana, zadbana, inteligentna , tymi minipiersiami 🙂 wykarmiłam dwójkę dzieci – nie chcę się zmieniać. Przecież to piękne, że jesteśmy różni – mali , wysocy, grubi , chudzi, z nosami jak klamki, z wąskimi ustami, z wielkim biustem , z malutkim…
    Kto wie, może kiedyś zmienię zdanie i przejdę operację ale jedno jest pewne – zrobię to dla siebie, bo będę tego bardzo chciała a nie po to żeby spełnić jakieś kanony piękna czy oczekiwania innych.
    PS. Rzeczywiście – aż wróciłam do tego zdjęcia i nie wiem o co Ci chodzi, nawet nie zwróciłam na ten niewciągnięty brzuch uwagi 🙂

  28. Kiedy kilka lat temu wychodziłam za mąż byłam w 7 miesiącu ciąży. 10 kilogramów tęższa, opuchnięta, podwójny podbródek, cienie pod oczami. Miałam możliwość żeby wyretuszować swoje zdjęcia ślubne ale właśnie wtedy do mnie dotarło, że to przecież bez sensu ( wspomnień nie wyretuszuję).Tak właśnie wtedy wyglądałam i tak będę siebie wspominać z tego dnia a nie jakąś szczupłą laskę. Ps. Kilkanaście lat temu przeszłam przeszczep nerki i początkowo przez duże dawki sterydów sporo przytyłam i usłyszałam wtedy od sąsiadki że wyglądam jak pączek w maśle – trochę mi to psychikę skrzywiło. Uwielbiem Cię czytać. Pozdrawiam

  29. Eliza czytam twój blog już od dłuższego czasu (głównie ze względu na teksty o psach i psychologiczne). Coraz częściej poruszasz poważne tematy. Idzie Ci to rewelacyjnie, wydaje mi się, że to coraz rzadsze w obecnych czasach robisz świetną robotę dziękuję. W tym tekście poruszyłaś odważny temat wiary stawiając Boga na pierwszym miejscu umiesz iść pod prąd, ale bez nachalności doskonałe wyczucie równowagi. Jak dla mnie jesteś mistrzynią słowa pisanego.

  30. Hej! Rany jak bardzo cieszę się, że w Polsce rozprzestrzenia się ruch przypominający, że to jedynie pewien obecny kanon piękna dyktuje społeczeństwu co jest najbardziej upragnione. Jeszcze trochę lat temu, przecież wszystkie chciały być krągłe, halo!
    Teraz dam prywatny przykład, w sumie nie wiem po co to pisze, ale jak wywołujesz uśmiech na twarzy to chyba dobrze się tym z Toba podzielić!
    W każdym razie, od zawsze było mi mówione jaka to nie jestem gruba, w domu do teraz, a mam 22 lata i z rodzicami nie mieszkam już od jakiegoś czasu. Szczerze to dopiero ponad tydzień temu, przypadkiem włączyłam sobie film,sprzed roku gdzie byłam szczuplejsza niż aktualnie ale wciąż miałam ogromne kompleksy, bo jednak nie byłam najmniejsza. Nagle zalałam się lzami bo uswiadomilam sobie że, cholera, ja wyglądałam naprawdę fajnie. A przez słowa które były kierowane w stosunku do mnie w domu od dziecka, nawet bałam się rozmawiać z klientami bo myślałam ze patrzą na mnie przez pryzmat tego jak wyglądam i nikt nie chce rozmawiać z kimś tak grubym (?!?!?) (mój rozmiar 36/38) Przez całe życie mówiono mi ze jestem gruba, ale taka już mam budowę i nawet gdy jak ty skrajnie się odżywiałam, wciąż „wiedziałam” ze jestem gruba. Aż teraz przy rozmiarze 38/40 czuje się naprawdę okej, bo po uświadomieniu sobie jak bardzo te komentarze od rodziców zepsuły relacje z otoczeniem przez moja psychikę… Jakoś tak mi lepiej, z ta świadomością ze wiele mi się tylko wydawało. A paradoksalnie czuje sie najpiękniejsza w całym swoim życiu. Nawet dziś gdy odwiedziłam rodziców, ojciec cisnął we mnie komentarzem „Musisz zacząć chodzić na siłownie bo masz takie grube uda jak nigdy”. Cieszę się, ze napisałaś ten wpis. Może powoli zaczniemy wychodzić z tego powszechnie panującego musu do bycia szczupłym jak dziewczęta z instagrama.

  31. Eliza, mi w oko na tym zdjeciu wpadlo przede wszystkim to jakie masz wciecie w tali. Wygladasz pieknie i motywujesz tym do zdrowego trybu zycia. Pozdrawiam

  32. Na tych zdjęciach widzę piękną, zgrabną dziewczynę z super figurą. Cudownym dekoltem, wcięciem w taki i nogami, które są boskie i które sama bym chciała mieć 😍
    Masz rację, że same się nakręcamy, myśląc tylko o swoich kompleksach. Do tego dochodzi ta cała społeczna presja i opinia bliskich osób. Kiedy byłam trochę pulchniejsza, co rusz słyszałam “tu ci się wylewa”, “jak byłaś chudsza, wyglądałaś lepiej”, “mogłabyś trochę schudnąć”. Niby nic, ale bardzo to wpływa na nasze postrzeganie siebie. Dzisiaj albo słyszę, że wyglądam dobrze albo, że jestem za chuda. Prawda jest taka, że nigdy (NIGDY!!!) nie uszczęśliwimy innych. Dla obcych zawsze będziemy za bardzo jakieś albo za mało jakieś. Najważniejsze to pogodzić się same ze sobą i kochać się za to, jakie dzisiaj jesteśmy.

  33. Ten wpis przypomniał mi o pewnej sytuacji, w zasadzie o pewnych słowach, które usłyszałam 4 lata temu 2 dni po porodzie… Urodziłam w 36 tygodniu poprzez cc na skutek komplikacji. To co się wtedy dla mnie liczyło to zdrowie mojego dziecka.. Tego dnia w szpitalu odwiedziła mnie ciocia, w dodatku moja matka chrzestna i jak tylko mnie zobaczyła to powiedziała “brzuch masz większy niż przed porodem”! WTF? Dodam jeszcze że w ciąży przytyłam 7 kg, które to od razu po porodzie zniknęły, miałam maleńki brzuch, który kilka dni wcześniej do sesji zdjęciowej celowo wypinałam, żeby był większy.. a tu takie słowa wsparcia!! 😊 Słowa te mnie nie zraniły bo miałam inne zdanie na temat swojego ciała, ale zapisały się w mojej pamięci. Milczenie jest złotem!

    1. Mandarynka miałam podobną sytuację, też porod cc z komplikacjami, przychodzi teściowa i mówi, ale brzuch Ci jeszcze nie zleciał… pozdrawiam:) też miałam mały brzuch w ciąży:)

  34. Trochę późno ale napiszę kilka słów od siebie. Noszę rozmiar 34 od zawsze, tylko raz udało mi się wbić w 36 (po ciąży). Nie mam zaburzeń odżywiania, takie geny jak pół mojej rodziny. Wiele osób powie, że tak by chciało itp. ..

    A teraz najlepsze, wiesz ilu przytyków i przykrych słów przyszło mi wysłuchać z powodu mojej figury? Wspomnę o tych najbardziej standardowych: “ojej ale TY chuda jesteś – nie masz w ogóle tyłka! ” albo “mój mąż/chlopak/kolega mówi, że mężczyźni nie lubią chudzielców wolą dziewczyny, które mają trochę ciałka” i to nie są anonimowe komentarze. Ludzie mówią mi takie rzeczy prosto w twarz z uśmiechem na ustach albo na forum publicznym i nie widzą w tym absolutnie nic złego. Skrytykowanie publiczne osoby “przy kości” uchodzi za nietakt ale dowalenie chudzielcowi już nie.

    Ja jestem już zahartowana, nie rusza mnie to. Takie komentarze słyszę od podstawówki i uważam że ludzie moim kosztem próbują leczyć swoje kompleksy.

    A teraz to co chciałam całą tą historią wyrazić: nieważne jaki nosisz rozmiar i jak wyglądasz i tak zawsze znajdzie się ktoś “uczynny” aby Ci dokopać. Ważne to czuć się dobrze we własnym ciele niezależnie od rozmiaru, a tych wszystkich życzliwych po prostu olać 😉

  35. ano ludzie sa zawistni, macie rację. Zawsze trzeba być soba i iśc dumnie przed siebie, nieważne co mówią nam za plecami inni. a mnie tam sie podoba to jak wyglądasz w tym stroju, lepiej niż te wieszaki z wybiegów…zwróciłam uwage na czerwień na ustach …też mam juz Semilaca pomadkę, super maty, polecam ci też Burgund Wine…

  36. Wyglądasz świetnie. Niestety media społecznościowe, mam wrażenie, wpędzają nas w wir kompleksów, serwując wyidealizowane obrazki, podrasowane sylwetki, a to wszystko okraszone pytaniami ” a ty już przed czy po treningu?” Naoglądamy się tego i potem faktycznie widzimy jakieś wyimaginowane problemy z udami, brzuchem, ramionami. Same siebie wpędzamy w kompleksy, zamiast uwierzyć w to, że każdy ma prawo wyglądać jak chce ( oczywiście z wyłączeniem chorego ciała w wyniku anoreksji czy otyłości uniemożliwiającej normalne funkcjonowanie). I mam wrażenie, że w necie brakuje właśnie takich zdjęć normalnych sylwetek, bo albo mamy fit modelki, które atakują nas obrazem sześciopaka na brzuchu, albo chorobliwie otyłe panie, które wmawiają nam z kolei, że można mieć 30- 40- 50 kg nadwagi i czuć się sexy. Swego czasu miałam konto na Vitalii i tam na forum jest temat ” ocena wyglądu” czy jakoś tak. Dziewczyny prezentowały swoje ciała, bardzo często po prostu normalne, i czytały o sobie, że są skinny fat, że powinny zrzucić z ud, że za mało mięśni, że sflaczałe uda… Koszmar.

  37. Dziewczyny. W Polsce potrzebna jest jakas akcja, ktora uzdrowi nasze umysly.
    Sama mam bardzo duzo kompleksow, chociaz wiem ze sa nieco wyimaginowane. Ciagle mam wachania: jednego dnia czuje sie jak super gwiazda ale niestety przez wiekszosc niczym kupa slonia. Nie cierpie patrzec na swoje zdjecia. To widze wielki brzuch, to szerokie ramiona, to podbrodek. Karce sie za to bardzo czesto, bo sama spotykam sie z wieloma kobietami ktore sa piekne, a co raz to doszukuja sie w swoim wygladzie kolejnych mankamentow. Patrzac na nie – zwyczajnie tego nie widze. To straszne, ze tak wiele z nas nie akceptuje siebie ☹

  38. Elizo dziękuję za taki wpis. Od zawsze mam kompleksy – mam okropne nogi – krzywe, i do tego grube, pełno cellulitu na udach, nie znoszę tych moich nóg, najgorsze jest to , że w talii jestem szczupła, nie mam biustu – nie widuję takich osób jak ja – do góry chude a nogi grube, wiem , że muszę się zaakceptować taka jaka jest ale na chwilę obecną nie potrafię polubić nóg

  39. Świetny wpis. Ale jakie to smutne, jak mało dziewczyn w siebie wierzy. Powiem tak, mam 29 lat, dwoje małych dzieci, męża, mam fajną pracę, dużo wyjeżdżam. Zawsze uważałam się za brzydką (jako nastolatka miałam straszny trądzik, ubierałam się beznadziejnie), i ogólnie nie jestem jakoś specjalnie urodziwa. W okresie buntu szukałam swojej drogi, dużo się uczyłam. Przestałam szukać akceptacji u rówieśników, wyoutowałam się i było mi z tym dobrze. Miałam swoje pasje, podczas których poznałam różnych fajnych facetów, którzy lubili się spotykać z “lalkami”. Tam nauczyłam się już w ogóle bycia takim “pancernikiem”. Ale do czego zmierzam- moja mama nigdy nie przykładała wagi do mojego wyglądu, nie ubierała mnie w markowe ciuchy, nie chodziła ze mną do dermatologa, bo nie miała na to czasu i pieniędzy. Uroda to było coś zupełnie pobocznego. Miałam się uczyć. Rozwijała moje pasje. Była bardzo wymagająca. Poznałam mojego męża 9 lat temu, w zasadzie połączyły nas zbieżne zainteresowania. Nie byłam w jego typie (to powiedziała mi później nasza wspólna koleżanka). Ale byłam “inna” i to mu się chyba spodobało… Lubiłam ryzykować, lubiłam sporty ekstremalne, można mnie było zabrać w góry, na imieniny do ciotki, na rajd pieszy w Bieszczady, wszędzie… do dzisiaj mam dużo zainteresowań, znam dużo różnych ludzi, z każdym, potrafię znaleźć temat do rozmowy. Jestem błyskotliwa, obyta, znam języki obce. Myślę logicznie. Mam cięty dowcip. Po urodzeniu dzieci zostało mi 4 kg nadwagi i nie mam kompleksów dotyczących brzucha, nóg, piersi, na plaży rozbieram się do stroju, a to dlatego, że okręg moich zainteresowań skupia się na czym innym- dużo spędzam aktywnie czasu z dziećmi. To czym mam pryszcza, czy zmarszczkę, czy co- mam to gdzieś. Wyjeżdżam z pracy kilka razy do roku na bankiety i tam robię się na milion dolarów- bo na spotkaniach biznesowych kobiety przykuwają najwięcej uwagi. To jest wartość dodana do mojej pracy. Jestem pewna siebie i lubię siebie i swoje ciało. Nie wynika to tylko z wychowania z domu- ale wynika to z tego, że mam w rodzinie bohaterkę, która walczy o to, aby przeżyć jeszcze jeden dzień, bo toczy walkę z ciężką chorobą. W obliczu walki o życie, zdrowie- dbanie czy kreowanie idealnego wyglądu to miałkie zajęcie. Fajnie być ładną, ale każdy człowiek jest inny i w tym jesteśmy ciekawi. Lubię kobiety, które się czymś wyróżniają. Nie takie, które wyglądają tak samo (a na instagramie jest ich pełno), ale takie właśnie “inne”, dlatego, że sama kiedyś taka byłam i potrafię sobie wyobrazić, co one mają ciekawego w głowie. Co w sobie kryją. Bardzo podoba mi się Serena Williams- mój mąż się śmieje z tego, ale właśnie jest coś takiego innego w niej- i jest mistrzynią. Ostatnio byłam na OWF i uświadomiłam sobie upływający czas, tam było tyle młodych, świeżych dziewczyn, i zdałam sobie sprawę z tego, że to już nie moja liga. Ale życie płynie dalej. Trzeba mieć swoje priorytety, swoje zasady, kochającą rodzinę wokół siebie, wiernych przyjaciół. Mój mąż nie jest idealny, ale kocham go i on mi się podoba. Tak jest też w drugą stronę. Życie jest krótkie, trzeba z niego czerpać, a nie przejmować się komentarzami, wytykami, krytyką, a jakimis wymyślonymi kompleksami tym bardziej. Zdrowie jest najważniejsze. Tym się należy cieszyć i o to dbać.

  40. Chyba jeszcze nigdy nie zostawiłam tutaj komentarza, ale ten tekst i ta szczerość bardzo mnie poruszyła. Wiem, jaka ciężka jest walka przeciwko samemu sobie a jeszcze cięższa o siebie. I ona nie trwa chwilę, bardzo długo uczymy się akceptacji i miłości do siebie, uczymy się nie bycia swoim największym krytykiem. Szczerze; zauważyłam te fałdki, ale nie ze złośliwości w stylu: “mogłaby schudnąć”, tylko dlatego, że jednak odbiegały od tego instagramowego – idealnie wygładzonego światka. I jednocześnie pomyślałam sobie: fajnie! Kurcze, odważna i szczera, prawdziwa. Dziękuję za głos rozsądku w tym plastikowym świecie, oby okazał się jak najgłośniejszy!