Po jedenaste: NIE OCZEKUJ

Założę się, często spotykacie się z oczekiwaniami względem Was. Ludzie potrafią być bardzo roszczeniowi. Niektórzy są wręcz przekonani, że coś im się należy, że mają prawo czegoś od nas żądać. Jeśli nie dostają tego, czego chcą, są oburzeni, zawiedzeni i nawet się z tym nie kryją.

„Niczego nie oczekuj, wszystkiego się spodziewaj”

“Oczekiwania są źródłem rozczarowań”

To niewiarygodne, jak te dwie życiowe maksymy pomagają mi w życiu. Jak wiele tłumaczą, jak pozytywnie wpływają na moje myślenie i jak skutecznie powstrzymują mnie przed wytwarzaniem oczekiwań.

“Jestem fizjoterapeutką i moi znajomi nie mają żadnych skrupułów żeby do mnie przyjść po pomoc. Z jednej strony to miłe, ale z drugiej… z trójki znajomych ani jedna osoba nie zapytała ile ma zapłacić. Po prostu wstała, podziękowała i tyle. Zamurowało mnie, przecież to mój czas, wiedza, doświadczenie…” – Justyna Ł

Przerażające. Ludzie nie szanują czasu innych i bezpardonowo wykorzystują jak mogą.

“Jestem prawnikiem, co chwile znajduje się ktoś oczekujący pomocy. Oczywiście nikomu nie przyjdzie przez myśl, że udzielanie porad to moja praca, a zatem należy się wynagrodzenie. I zawsze się zastanawiam czy ta osoba w ramach przysługi wyremontuje mi łazienkę, zawiezie mnie do pracy czy posprząta moje mieszkanie. Ten problem jest bardzo szeroki, a temat jest mi bardzo bliski.” – Agata N

Dlaczego ludzie myślą, że skoro nabyło się jakąś umiejętność/wiedzę/doświadczenie to trzeba się tym dzielić?! I to kosztem czasu, czegoś co jest bezcenne.

Ludzie są dziś bardzo roszczeniowi. Nie tylko obcy, ale często bliscy, a im (jak wiadomo) najtrudniej odmówić. I niestety często jest tak, że jak się człowiek ugnie, to potem te żądania i oczekiwania są coraz większe. Początkowo każda odmowa budzi oburzenie i pretensje, ale trzeba to przetrwać i zachować asertywność.

“Jesteś tu dla nas. To Twoja praca”

Powyższe przykłady idealnie obrazują to zagadnienie. Pomyślcie ile razy ktoś oczekiwał od Was, że zrobicie coś dla nich tylko dlatego, że się na czymś znacie.

Odkąd robię analizy internetowej działalności twórcom, codziennie dostaję wiadomości typu” „Rzuć okiem na moje konto na instagramie i powiedz co robię źle”. To tak nie działa. Nie da się rzucić okiem i wyciągnąć wniosków w 3 sekundy. Ja nad analizą samego konta na instagramie siedzę do 2 godzin. Kiedy w grę wchodzi analiza sklepu/strony/bloga, instagrama i facebooka przygotowanie analizy i stworzenie 40 stronnicowego ebooka trwa nawet 5 godzin. Kiedy komuś grzecznie odmawiam i piszę, że to tak nie działa, że to wymaga czasu i wgłębienia się w temat, dostaję odpowiedz: „Bez przesady, przecież dla Ciebie to chwila. Pamiętaj, że jesteś tu dla nas i dzięki nam. To twoja praca”.

To zdjęcie ma symbolizować wolność. Wolność od oczekiwań 😉

„Nie masz serca i brakuje Ci empatii”

Kilka tygodni temu doświadczyłam na swojej skórzę oczekiwania przez wielkie O. Napisała do mnie na instagramie 15 letnia dziewczyna, która poprosiła o rabat na analizę online. Odpisałam zgodnie z prawdą, że nie przewiduje rabatów ani zniżek, a najbliższy nabór na analizy jest dopiero w przyszłym miesiącu, z racji tego, że wszystkie analizy się już sprzedały. Kilka godzin później dostałam wiadomość od jej mamy, która totalnie oburzona moją odpowiedzią, dała upust swoim emocjom. Napisała, że ta 15 letnia dziewczyna była moją ogromną fanką, ale straciłam ją przez moje paskudne zachowanie.

Poinformowała mnie, że ta dziewczyna bardzo się na mnie zawiodła, że pożyczyła od dziadka pieniądze i chciała je przeznaczyć na analizę. To ponoć było jej ogromnym marzeniem. Pani Mama napisała mi, że pokazałam tej dziewczynie, że światem rządzi pieniądz, że brak we mnie nie ma empatii, współczucia i dobrego serca.

Żeby tego było mało, kobieta napisała, że jest z zawodu prawnikiem i jeśli przychodzi do niej ktoś biedny, to ona daje nawet 50% rabatu na swoje usługi. Wstyd, że ja tego nie zrobiłam.

Byłam w szoku…

Po pierwsze, jeśli ktoś uczy swoje dziecko, że wszystko mu się należy, że dostanie w życiu to co tylko sobie zażyczy, to wychowa je na bardzo roszczeniową osobę, która szybko dostanie po tyłku.

Po drugie, pochwała skreślenia kogoś ze swojego życia po tym jak ten ktoś nie spełnił oczekiwań jest zła. Dziecko wychowane w takim nurcie zostanie na tym świecie samo jak palec. Będzie skreślać wszystkich jak leci, w końcu skreśli też swoją mamę.

Słuchajcie, prawda jest taka, że jeśli mamy wielkie marzenie, to zrobimy wszystko by je zrealizować. Ja od 15 roku życia pracowałam w wakacje by zarobić na swoje przyjemności. Jeśli chciałam coś sobie kupić to to robiłam i nie obciążałam bliskich swoimi zachciankami. Jeśli marzeniem tej dziewczyny faktycznie była analiza, to zamiast pożyczać pieniądze mogła je zarobić.

Po trzecie, dlaczego ktoś zmusza mnie do wykonania pracy za połowę ustalonej kwoty. Przecież to mój cenny czas, który mogłabym wykorzystać na coś zupełnie innego. Zauważcie, że dostało mi się za moją asertywność i trzymanie ustalonych granic. Przeczytałam, że brak mi empatii, współczucia i dobrego serca.

To co napisałam wyżej jest skrótem od tego co wysłałam do Pani Mamy. Po kilku dniach dostałam od niej wiadomość z przeprosinami. Byłam zaskoczona. To było naprawdę miłe. Ucieszyłam się, że mój psychologiczny wywód dał jej do myślenia i sprawił, że kobieta zobaczyła swój błąd.. Przyznanie się do winy wymaga odwagi i ja bardzo (ale to bardzo) to doceniam.

Przytaczam Wam tę historię jako naukę na przyszłość. Oczekiwania to największe zło…

Pro Bono

Uwielbiam działać pro bono i robię to bardzo często. Trzymam się jednak pewnych zasad. Chęć i potrzeba pomocy musi wyjść ode mnie. Jeśli pojawia się oczekiwanie i roszczenie (jak w powyższym przykładzie) ja się totalnie zamykam i nie ma we mnie na to zgody. Robię to w trosce o moje zdrowie psychiczne i psychiczny komfort. To jest mój mechanizm obronny, który wytworzyłam na przestrzeni ostatnich 10 lat.

Kiedyś pewnie zrobiłoby mi się tej dziewczyny szkoda i spędziłabym kilka godzin na analizie kosztem wolnego czasu. Dziś nie ma takiej opcji. Jeśli widzę oczekiwanie, od razu się wycofuję i nie ma we mnie żadnych wyrzutów sumienia.

Oczekiwania w pracy

Jeśli wykonujesz swoją pracę, to oczywistym jest, że klient oczekuje dobrej jakości usług. Ma prawo sądzić, że dobrze go obsłużysz i otrzyma to, po co przyszedł. W momencie kiedy wychodzimy z pracy kończą się oczekiwania i żądania. To powinno być jasne jak słońce.

Dawca czy biorca?

Urodziliśmy się albo dawcami (osobami skoncentrowanymi na świecie zewnętrznym) albo biorcami (osobami skoncentrowanymi się na świecie wewnętrznym). Ja jestem typowym dawcą. Uwielbiam dzielić się wiedzą, pomagać innym i po prostu być dla innych. To błogosławieństwo i przekleństwo w jednym. Taka jest moja natura, nie zmienię tego (nawet nie chcę), ale mogę nad tym panować i robić wszystko tak by zachować balans. Balans jest tutaj słowem kluczem, a utrzymać pomagają mi go asertywność, ustalone granice i wszystkie inne mechanizmy obronne.

Powiedz NIE

Nikt nie ma prawda od Was czegoś oczekiwać, a Wy nie musicie tych oczekiwań spełniać. Oczyśćcie się z tego przymusu. Nic nie musicie, a ludzie nie mają prawa się na Was za to obrażać. Macie wolną wolę, korzystajcie z niej dla swojego zdrowia psychicznego.

 

Jestem ciekawa, czy temat jest Wam bliski? Spotykacie się z takimi oczekiwaniami na co dzień? A może zdarza się Wam kierować jakieś oczekiwania względem innych?

[Głosów:1    Ocena: 3/5]
228 komentarzy
  1. Cudowny tekst, a najbardziej mnie cieszy fakt, że Pani Mama zrozumiała i jak dobrze, że nie uległaś – to smutne że krzykami i szantażem emocjonalnym ludzie wciąż próbują “postawić na swoim” . Wspaniale się Ciebie czyta

  2. Jakbym czytała o moim życiu. Jestem fotografem, ludzie dosłownie mówią tak jak napisałaś, dziwią się moim wycenom i chcą wszystko za darmo… Najgorzej jest właśnie wśród moich znajomych

    1. Jestem fotografem z pasji i sama czasem narzucam na siebie taki przymus np. wzięcia lustrzanki na impreze do znajomych. Jako typowy dawca robię to naturalnie i wtedy szybko się karce! Cholera, przecież to impreza, czas na luz, nie na pracę! Przecież te zdjęcia trzeba zrobić, a potem je obrobić. 2 godziny dodatkowej roboty. I wtedy idę po rozum do głowy…

    2. Ja właśnie w podobnej dziedzinie działam ale jako grafik. Nie zliczę ile osób się do mnie zgłaszało po jakąś grafikę czy rysunek, oczekując, że będzie to za darmo. Niestety kiedyś niektórym robiłam to za darmo bo “bliski” znajomy itp. Dziś w ogóle takie osoby nie są już moimi znajomymi bo… przestałam im być “potrzebna”. Zdarzały się też takie sytuacje, że komuś odmówiłam zrobienie tego za darmo i z automatu zostałam usunięta ze znajomych na fejsbuku 😉 Niemniej to pokazuje jak ludzie potrafią być przykrzy wobec drugiej osoby. Do dziś bardzo rzadko ktos ze znajomych pyta o wycenę myśląc, że zrobię bo tak ktos chce. Dziś się na to nie zgadzam. Czas, który poświęcam na wykonanie zlecenia KOSZTUJE.

  3. PRzeczytałam z zapartym tchem. Pamiętam jak opisywałaś tę sytuację na instagramie, byłam w szoku, że ta kobieta tak do Ciebie napisała. Do dziś nie mogę tego zrozumieć. Skoro jest prawnikiem pewnie zarabia dużo, nie mogła swojej córce tego zafundować albo dać w prezencie? Napisała do Ciebie z pretensjami, żę nie dałaś jej dziecu rabatu?! Przecież to jest żenujące

    1. Akurat założenie, że skoro jest prawnikiem, to zarabia dużo jest efektem stereotypowego, krzywdzącego myślenia większości społeczeństwa – na ten temat też można by uczynić obszerny wpis.

      Ja jestem radcą prawnym od 6 lat i to myślenie o bogactwie prawników ma się nijak do zarobków całej rzeszy przedstawicieli naszych prawniczych zawodów, zwłaszcza poza stolicą. Między innymi to stereotypowe myślenie również ma przełożenie właśnie na oczekiwania znajomych czy dalszej rodziny, że pomoże im się rozwiązać problem prawny albo poprowadzi sprawę sądową za darmo lub po kosztach, bo przecież prawnicy są bogaci… B. często się z tym spotykam i wiele razy poddawałam się temu kierując się empatią i współczuciem, będąc w ten sposób wykorzystywaną. U mnie także miara się przebrała, czułam coraz większt dyskomfort, że znowu dałam się w to wplątać albo wyceniałam moją pracę znacznie poniżej jej wartości oraz jej efektów i teraz uczę się asertywności.
      Pozdrawiam!

  4. Jestem lekarzem. To chyba powinno wystarczyć za wyjaśnienie 😛 „daj spokój to tylko recepta” „weź machnij mi zwolnienie” czy telefony o każdej godzinie dnia i nocy i niezależnie od dnia tygodnia czy urlopów każdy oczekuje porady medycznej. Bo to tylko szybkie pytanie co mi szkodzi? Przecież to moje powołanie… a nad zdobywaniem wiedzy tylko tej medycznej spędziłam 6lat studiów rok stażu kolejne 3 lata specjalizacji i studiów doktoranckich. No a jak się odmawia to się jest konowałem co to tylko by kasę robił…. bo co to jest zbadać syna sąsiadki i wypisać receptę kiedy ja mam czas wolny który chce spędzić ze swoimi dziećmi…… jak mowie ze nie leczę dorosłych tylko dzieci to odp „- tylko mi powiedz to czy tamto” a jak coś pójdzie nie tak to cała wina będzie na mnie. oczekiwania to zło….

    1. Mam to samo. Oczywiście pomagam rodzinie, ale oczekiwania rozprzestrzeniają się na ogromną skalę – znajomi, rodzina rodziny. Od niektórych osób już nawet nie odbieram telefonów, bo wiem że dzwonią tylko w jednej sprawie – oczekują że im pomogę i jeszcze dla nich będę łamać zasady sztuki lekarskiej (napisanie recepty/zaświadczenia bez zbadania osoby). Szczęśliwie jakoś sobie z tym radzę i powoli uczę się stawiać granice, bo od razu czuję z kim mam do czynienia.

    2. O mamo, jak ja to dobrze znam!!! Też jestem lekarzem. “Prośby” typu: wypisz receptę, spójrz w gardelko, zerknij na wyniki itd. itp są na porządku dziennym, wieczornym , a czasami o zgrozo! również nocnym; świetnym czasem na takie prośby o porady są również wszelkiego rodzaju spotkania rodzinne (no bo przecież co to dla mnie za problem tak przy kawce i cieście porozmawiać o najnowszych wynikach wujka/cioci). Kiedyś “ulegałam” takim prośbom, z różnych powodów. Teraz jasno stawiam granicę – udzielanie wszystkich porad medycznych – bardzo chętnie, ale w godzinach pracy. W momencie gdy zamykam drzwi gabinetu to jest to juz moj czas prywatny, który poświęcam mojemu mężowi i moim dzieciom. Ja wiem, że ludziom postronnym wydaje się, że lekarz to powolanie, ze lekarzem jest sie 24 godziny na dobę. I jest to prawdą i zaden lekarz nie odmówi ratowania zycia równiez w swoim czasie prywatnym, ale są pewne granice i moim zdaniem jeśli sąsiadka o godzinie 21 przychodzi z prośbą o obejrzenie nogi, bo ma wysypke, to jest to właśnie przekroczenie tych granic (autentyczna sytuacja z dzisiejszego wieczoru; takie sytuacje mogłabym tu opisywać bez konca).

  5. Niesamowicie prawdziwe słowa, Ja również należę do ludzi, którzy starają się zawsze wszystkim pomóc kosztem właśnie własnej osoby., swojego czasu bo jak już raz pomożesz to oczekuje się od Ciebie jeszcze więcej, nie kończąca się opowieść.
    Dziękuję za to, że mówisz o tak ważnych rzeczach głośno i dajesz bardzo do myślenia.

  6. Zgodzę się, że ustalanie granic jest priorytetem w naszej pracy. Na codzień pracuje ze studentami i uwierz mi, że gdybym na pierwszych zajęciach nie mówiła o tym, na co się zgadzam a na co zdecydowanie NIE, to dalsza nasza współpraca była by nie do zniesienia. Często robią małe kroczki, (takie małe próby, podchody), żeby wypróbować czy te granice są aby na pewno sztywne – za każdym razem muszę się pilnować, aby nie zachwiać swoją asertywną postawą i trzymać się ustalonych reguł. To może dziwne, że wykładowca pisze takie rzeczy, że my powinniśmy być na każde zawołanie naszych studentów. Tak NIE jest! Owszem jesteśmy dla studentów na zajęciach, ale po – ten czas jest dla nas! I tak wiele czasu swojego poświęcamy by sprawdzić czy zrecenzować ich prace. Nie robimy tego w czasie zajęć! Mimo wszystko kocham to co robię, a wytyczanie granic jest mi bardzo pomocne.

    Dzisiaj czas jest szczególnie cenny, nie możemy pozwolić na to, by ktoś za nas dyktował na co mamy go spożytkować. Serdeczności!

    1. Karolina, brawo! Widać, że asertywność i granice nie są Ci obce. Czasem po prostu życie zmusza nas do wykształcenia tego bo inaczej inni weszli nam na głowę. Im szybciej to ogarniemy tym lepiej!

    2. Pani Karolino, zgadzam się z większością co Pani napisała ale żal, ze musi Pani sprawdzać prace studentów wg mnie jest śmieszny. Przecież to Pani tę pracę zadała, student sam z siebie nje poświecił swojego czasu żeby uprzykrzyć Pani życie.

  7. Ciekawy tekst. Śledzę Twojego Instagrama i bloga od kilku miesięcy. Bardzo imponujesz mi swoją asertywnością. Oby więcej takich jak Ty wśród infuencerek 🙂 Pozdrawiam

  8. Ciekawy wpis. Ja rozumiem trochę tę Mamę.
    Też mam swoją kancelarię i niestety – nagonka w mediach, jacy to adwokaci są pazerni i nieuczciwi jest straszna.
    Od nas państwo wymaga pomagania ludziom za darmo (stawki za pomoc z urzędu to np. 70 zl wynagrodzenia po procesie, który moze trwać kilka lat – spotkania z klientem, pisma, telefony, stawanie na rozprawach). To jest chore.
    Napisanie w miarę przyzwoitej umowy to czasami 8 godzin. Analiza sprawy to czasami 2 dni pracy, a czasami znacznie więcej + zespół 2-3 osób.
    I co? Co drugi klient ma pretensje, że drogo, że chce zniżkę, że on chce to albo tamto – najczęściej ma wizję, której nie można zrealizować i później narzekania, że jesteśmy złodziejami itp. Bo on OCZEKIWAŁ – zniżki, rat, wygranej, tego, tamtego i jeszcze czegoś.
    A każdy, kto “robi” w tym zawodzie, wie ile lat nauki, wyrzeczeń, pracy i nerwow to kosztuje.
    Jakoś nie slyszalam do tej pory, żeby ktoś się tak targował z lekarzem, mechanikiem albo u dentysty. Jak mechanik za naprawę chce 2 tys. to klient placze i placi. Jak adwokat za proces zapowiadający się na 2 lata chce 2 tys to jest oburzenie. No bo ludzie oczekują, że będzie za darmo.
    PS. Zazdroszczę i czuję jakiś niesmak, że blogowanie stało się tak intrantne. Akurat Twój blog ma jakąś wartość merytoryczną, ale jest niestety masa pustych lalek, które zarabiają nieprzyzwoite pieniądze na pokazywaniu się w nowych ciuchach. Ja lubię swoją pracę, ale kosztuje mnie wiele zdrowia. A spelnianie oczekiwań to mój chleb powszedni… ciężki kawałek chleba.

    1. Nela, ja się zawsze zastanawiam dlaczego ludzie proszą o zniżki i kody rabatowe, a tak rzadko dają napiwki, albo po prostu płacą wiecej niż powinni. Dlaczego to zawsze musi iść w drugą stronę. OStatnio byłam świadkiem kuriozalnej sytuacji na giełdzie kwiatowej. Kobieta kupowała jakieś zioła, dostała gratis powiedzmy oregano bo było wczorajsze i pan nie chciał za nie pieniędzy. Tej kobiecie było mało i poprosiła o zniżkę. Pan (widać, że ma z tym do czynienia co 5 minut) zabawnie to obszedł i właśnie zapytał, dlaczego to nie idzie w drugą stronę, dlaczego pani nie da mu napiwku za dobrą obługę. Pani zrobiła wielkie oczy, rzuciła pieniądze na ladę i poszła. ZBIERAŁAM SZCZĘKĘ Z PODŁOGI. Ludzie są okropni

    2. To ty jeszcze nie wiesz co się dzieje w biurach architektonicznych… Projektujemy dom za milion (a najczęściej bliżej 1,5mln zł), ale architekt razem z całą rodziną to niech najlepiej żywi się powietrzem. Dzień jak co dzień, im dłużej pracuję w tym zawodzie tym grubszą mam skórę na takie sytuacje.
      A architekci to ponoć “szanowany zawód i tak dużo zarabiają!”. Mhm, jasne. Pewnie dlatego mieszkam na 45m2 w bloku a nie w wilii z basenem.
      No i rzecz jasna moje ulubione hasełko, gdziekolwiek się nie pojawię: jaki kolor wybrałabyś nam na ściany? / co byś zmieniła w tym pokoju?… Moja mina zazwyczaj starcza za odpowiedź i temat nie jest kontynuowany 😉
      Pozdrawiam! Karolina

  9. Cześć 🙂 po Twoim gadaniu na instastory doszłam do wniosku, że skoro czytam Cię i odwiedzam bloga od wielu lat, to miło by było zacząć komentować Twoje posty, jako taki znak, że tu jestem 🙂 to dla Ciebie przecież musi być mega miłe, że ktoś coś “odpowiada” na to co napisałaś:)

    Pod tym postem podpisuje się obiema rękami. Powinien zostać on wysłany do wszystkich ludzi tego świata 🙂 ja w swoim życiu przede wszystkim niecierpie tego, że ktoś oczekuje, że gdzieś go zawiozę, podwiozę coś do kogoś, bo przecież “mam po drodze”. Tak naprawdę, to w ogóle nie jest po drodze. I odkąd zaczęliśmy mówić NIE, naprawdę jest lepiej 🙂 ja nie mam poczucia że “powinniśmy”, a inni coraz rzadziej oczekują 🙂

    To jeden z wielu przykładów. Bardzo dobry wpis 🙂

    1. Awww Nat Jak mi miło!!!!!! Dziękuję za Twój komentarz! Uwielbiam czytać komentarze od Was, to dla mnie taka gratyfikacja i przybita piątka 🙂

      Brawo za umiejętność mówienia NIE! Nie jest łatwo z tym, wiem z autopsji 🙂

  10. Oh, weź zajmnij się dzieciakami przecież Ty pracujesz na co dzień z dziećmi to dla Ciebie żaden problem, tylko sama przyjemność.
    Yep, o niczym innym nie marze podczas czasu wolnego ze znajomymi czy rodziną.

  11. Myślę, że masz dużo racji. Dobrze mieć granice i nie dawać się, wręcz bym powiedziała, wykorzystywać. Wszystko ma swoje granice.
    Jesteś bardzo mądra, a Twoje wpisy dużo pomagają zrozumieć, jak powinno się postępować. Mam dopiero 19 lat i jestem na tym etapie życia, gdzie wkraczam już w poważniejsze sprawy i miło mieć takie pośrednie doradztwo.
    Przesyłam pozdrowienia!

    1. Asia i tak i nie. Nie mamy prawa np oczekiwać od rodziców, że pomogą nam finansowo (nawet jeśli mają ogrom pieniędzy). Oni mogą nam pomóc, jeśli zechcą, ale oczekiwanie czy żądanie jest moim zdaniem okropieństwem.

  12. Ja z moim partnerem zawsze pomagaliśmy innym kosztem właśnie swojego wolnego czasu a tak z dobroci i myślenia ze kiedyś to wróci . Właśnie z czasem myśle ze to pomaganie typu zrób coś z moim komputerem bo przecież się znasz wyglądała tak ze mój partner spędzał godziny na naprawie za dziękuje Ok tylko później to pomaganie stało się taka norma bo przecież ktoś naprawi za darmochę a spróbuj odmówić. Znam osobę dla której jak kowlwiek pomoc była norma bo przecież ty masz co to dla ciebie a zapytana czy ona może pomoc stwierdziła ze nie bo ona nie musi ONA musi czuć ze chce a nie ze ktoś akurat tak chce i potrzebuje . Bardzo podoba mi się twój tekst musimy zacząć szanować siebie i swoje życie swój czas.

  13. Dobry i potrzebny wpis. Długo mi zajęło zanim zrozumiałam, że wyjścia z sytuacji, kiedy ktoś od nas oczekuje czegoś są dwa: albo odmawiasz i jesteś zgodna ze sobą, ale już nie tak bardzo lubiana albo jesteś frajerką, od której ludzie z czasem oczekują jeszcze więcej i więcej. . Mocne słowo, ale tak uważam, nie znajduje innego wyrazu, aby je zastąpić. Ludzie roszczeniowi nigdy !!! nie poprzestaną na jednej prośbie, jednym oczekiwaniu … Ja mam przykład w najbliższej rodzinie, konkretnie – siostra męża, która uwielbia “wciskać” mi swoje dzieci np “na tydzień wakacji, na weekend, na odrabianie lekcji” . Słowo “wciskać” to słowo, które mnie, osobie, która w swoim synku zakochana jest bez pamięci i bierze za niego odpowiedzialność i nigdy w życiu nikomu go nie wcisnęła, użyłam tylko dlatego, że po ostatniej wizycie bardzo utkwiło mi w głowie, siedzi i wyjść nie może, ponieważ mój dom, ów osoba 😉 opuściła mówiąc “miałam nadzieję, że jednak Ci ich wcisnę na tydzień, nie ma to jak liczyć na bratową”. Zatkało mnie, brak słów … Niestety często sami jesteśmy sobie winni, bo na zbyt wiele pozwalamy, jak to mówią “dasz palec, a wezmą całą rękę” smutna prawda … Pozdrawiam

  14. Piękny wpis! Jestem tłumaczem przysięgłym i codziennie mam do czynienia z klientami i ich specyficznymi oczekiwaniami. Od 9 lat każdego dnia uczę się asertywności. Moją pracę wykonuję całym sercem i najsolidniej, jak potrafię, ale to ja ustalam ceny i termin. Kiedyś sprzedałam klientowi tłumaczenie o 10 PLN mniej niż w moim cenniku tylko dlatego, że stwierdził, iż jest ze służby zdrowia. Do dziś jestem na siebie zła nie dlatego, że mam o 10 PLN mniej, ale że uległam presji…

    1. Joanna, dokładnie o to chodzi! Ktos wywołuje na nas presje, my to robimy, a potem jest nam z tym źle. Nie chodzi o kase jak piszesz, tylko o to, że robimy coś wbrew sobie. Właśnie dlatego tak ważne jest mówienie “NIE” to w trosce o nasze zdrowie psychiczne! 🙂

  15. Jako nauczyciel i wychowawca dwóch klas otrzymywałam telefony od rodziców o różnych godzinach (również po 23 i przed 7), nawet w niedziele i święta, bo każdy chciał zapytać o postępy swojego dziecka/ jakieś zdarzenie w szkole, zbliżająca się wycieczkę, czy inne (czasem absurdalne) rzeczy. Cześć osób nie przychodziła na zebrania z rodzicami, tylko kontaktowała się ze mną telefonicznie, przychodziła na przerwie (czasem jedynej jaką miałam w ciągu całego dnia pracy) albo „łapali” mnie na ulicy.

    Według tych oczekiwań nauczycielem jestem cały czas, więc tak naprawdę moja praca trwa cała dobę, 7 dni w tygodniu.

    Inną sprawa są oczekiwania znajomych: „napisz mi pismo/podanie”, „sprawdź mi to”, „popraw błędy”, „moje dziecko ma takie zadanie, jak je zrobić?”.

    1. Skąd ja to znam..Pracuje jako nauczycielka 8 godzin dziennie,mnóstwo papierologii po godzinach,a do tego telefony i smsy z pytaniami (każdego typu,łącznie z konsultacjami medycznymi sic!) od rodziców..I na dodatek musze wszystko pamiętać dokladnie wg nich kiedy,co gdzie,jsk podczas kiedy ja np robię zakupu,albo sprzatam w domu..Bo akurat któryś rodzic sobie cos w niedzielę przypomnial to od razu ciach i telefon… Czasem się zastanawiam,czy oni myślą że nauczyciel mieszka w szkole??

  16. Świetny wpis! Też jestem typowym dawcą i ludzie to wykorzystują, ale coraz częściej sobie uświadamiam, że to nie tak powinno działać i staram się nad tym pracować żeby nie dać sobie wejść na głowę, co niestety się zdarza 🙁 ludzie wiedzą wobec kogo mogą sobie pozwolić na takie oczekiwania i bez skrupułów to robią, ale kluczem są te granice, o których napisałaś. Może kilka osób się obrazi, ale to też weryfikuje, jak ktoś nas traktuje i pokazuje jak wiele osób z naszego otoczenia jest interesownych…

    1. Carla, mi też się zdarza ulec, źle się z tym później czuję i właśnie to jest najlepsza nauczka. Obiecuję sobie, że następnym razem zrobię wszystko by trzymać się ustalonych zasad

  17. Sama prawda. Jestem psychologiem i tu też bywa bardzo zabawnie. Trzeba bardzo jasno stawiać granice, bo ludzie nawet w zwykłej rozmowie potrafią się powoływać na mój zawód.

    1. Dokładnie, dodatkowo manipulują mówiąc “jesteś psychologiem, powinnaś pomóc, w końcu to Twoje powołanie”. Mnie ludzie proszą o jakieś porady psychologiczne. Przecież to ogromna odpowiedzialność, absolutnie nigdy tego nie zrobię 

  18. Jestem radca prawnym. Nie ma tygodnia aby ktos znajomy/z rodziny nie zadal “jednego krotkiego pytania”. Ostatnim hitem byla komunia kiedy przez godzine udzielalam rodzinie porad prawnych….. o 500+, o spadkach, ktos zapytal o umowe itp. Irytuje mnie to bardzo. Udzielanie porad to jest wlasnie moja praca i takie pytania oznaczaja brak szacunku do wielu lat ciezkiej pracy.

  19. Moj maz jest lekarzem,ma prywatna praktyke ,chetnie pomaga .I zdarza sie ze jest wykorzystywany .Ludzie znajomi tak naprawde oczekuja znizki albo wcale nie placa i wychodza (doslownie jeden taki znajomy”powiedzial”.w recepcji”X to moj dobry przyjaciel .A przeciez X musi zaplacic czynsz,podatek ,rachunki i miec kasy na wyplaty dla pracownikow .???Czyz nie ? Asertywnosc .Grzecznie ale stanowczo trzeba odmowic .Serdecznie pozdrawiam Elizko:-)

  20. Mnie denerwuje jak ktoś mi mówi: “mam tekst do przetłumaczenia, pomożesz? Normalnie to s/a bym to zrobił/a, ale nie mam czasu. Krótki tekst, dwie strony, naprawdę łatwy, zajmie Ci to pół godzinki. ” oczywiście “oczekiwacz” nie ma pojęcia o tłumaczeniu tekstów, zakłada ile czasu nad tym spędzę, podważa moje doświadczenie i wykształcenie mówiąc, ze sam by to zrobił, ale nie ma czasu i zakłada, ze ja ten czas mam, bo np. nie mam dzieci (takie rzeczy słyszałam). A potem się okazuje, ze ten “krotki” tekst ma interlinie 1 i czcionkę 10 i tak naprawdę to stron 5. Wrrrr….. A no i kolejne:” wytłumaczyłbys mi to past perfect któregoś razu, co? “. Potem się okazuje, ze ta osoba nie ogarnia podstaw i trzeba tłumaczyć cała grame od początku świata, a ja mam sypać ćwiczeniami z rękawa i dawać przykłady “łatwe do zapamiętania”. Oczekiwaczu, who the f*#% you think I am? A dictionary? Wikipedia or maybe a cyborg or Superman? Eliza, dzieki za ten wpis!

  21. Eliza, codziennie oglądam Twoje instastories i doskonale pamietam poruszoną historię 15 – latki. Już wtedy zastanawiałam się jak ja osobiście bym postąpiła. Do tej pory nie wiem. Z jednej strony zgadzam się z Twoim stanowiskiem, z drugiej zaś mam pewne wątpliwości. Jestem prawnikiem – na co dzień spotykam się z wieloma oczekiwaniami na różnych płaszczyznach i zupełnie szczerze mówiąc część z nich doprowadza mnie niemalże do szału, bo skoro jestem wykształcona i mam wiedzę na którą pracowałam latami to powinnam się nią dzielić w każdej sytuacji – niezależnie czy to weekend, Boże Narodzenie, wesele, czy zwykły dzień powszedni, to znajomi i znajomi znajomych mają problemy. A to z mandatem karnym, a to z walką o spadek, a innym razem z tym jak dokopać współmałżonkowi w takcie rozwodu tak żeby mu się odechciało układać życie na nowo. I tak dalej, i tak dalej.. oczywiście odpowiedzi powinnam udzielić natychmiast, a najlepiej stosowne pismo sporządzić dzisiaj, bo jutro mija termin. Oczywiście pro bono – jesteśmy przecież znajomymi! Bardzo nie lubię tych sytuacji, ponieważ świadczą o braku szacunku do mnie, mojego czasu i rodziny. Niemniej jednak zdarzają się sytuację, gdzie oczekiwania innych uważam za uzasadnione. Niestety nie każdy z nas ma życie na jakie zasługuje. Niekiedy mimo usilnych starań nic nie wychodzi tak jak powinno. Wówczas potrafię znaleźć zrozumienie dla ludzi którzy mają wobec mnie oczekiwania, bo często nie mają już innej opcji. I choć ta „pomoc” bywa nie na rękę i zamiast iść na rower z narzeczonym, kolejne godziny spędzam nad aktami, to nie mogłabym zasnąć ze świadomością, że nie pomogłam, bo nie otrzymałam za moją pracę stosownego wynagrodzenia.

    Trudny temat, ale cieszę się że go poruszyłaś. Od czasu historii z 15 – latką często w pracy dopadają mnie zawahania, czy aby na pewno tym razem powinnam ulec.

    Dzięki Eliza za to że jesteś i poruszasz takie tematy. Pozdrawiam Cię serdecznie!

    1. Tak ja myślę, że prośba, taka szczera i od serca to coś zupełnie innego niż roszczenie, oczekiwanie. Mam miękkie serce i jak ktoś naprawdę jest w potrzebie i jest w nim mnóstwo pokory, to jestem naprawdę mięczakiem, ale jak tylko jest to oczekiwanie to ja się zamykam. Totalnie się zamykam.

      Sciskam kochana!!! 🙂

  22. Gdy pierwszy raz usłyszałam na instastory o przytoczonej przez Ciebie historii, poczułam gniew. Na Ciebie. No bo jak to taka wspaniała kobieta jest taka bezduszna, mogła to chociaż inaczej ująć. Wyłączyłam telefon i zaczełam intensywnie o tym myśleć, aż w końcu zrozumiałam. Byłam kiedyś w sytuacji tej dziewczynki. Z tą różnicą, że ro zawsze ja byłam tą osobą, która dawała z siebie wszystko, a nie dostawała nic w zamian. I później przyszło olśnienie – “Eliza miała rację. Nie można mieć oczekiwań, bo to niesie tylko rozczarowania”. Od tamtego momentu staram się nie oczekiwać i życie nagle stało się lepsze”. A nawet zaczełam pracę nad sobą i staram się nie dawać się wykorzystywać innym. Działa! 🙂

    1. Marta, bardzo Ci dziękuję za Twój komentarz. Sporo osób wtedy do mnie napisało, że mama dziewczynki miała racje, ze powinnam pomóc. BO pierwza myśl taka właśnie jest. Ktoś potrzebuje pomocy, a Ty możesz mu przecież pomóc. Pytanie jak ktoś o tę pomoc “prosi” i czy Ty nie robiz tego kosztem czegoś innego. Asetywność i granice to klucz! 🙂

      Sciskam Cię mocno

  23. Ooo jak ja doskonale to rozumiem 🙂 jestem konsultantką ślubną i chętnie dałabym do przeczytania ten wpis moim znajomym, którzy planując swoje wesela nagle przypominają sobie o moim istnieniu i bombardują prośbami o polecenie sali, fotografa a niekiedy wymyślenie całego motywu przewodniego! Przecież co to za problem, minutka, chwilunia co nie? I to nawet nie jest tak, że ja nie chciałabym im pomóc, ale hello, bywają sytuacje, że odzywają się do mnie koleżanki z którymi nie widziałyśmy się kilka lat, nawet nie wiem czy powiedziałyby mi cześć na ulicy, ale ja muszę poświęcić swój czas i pomóc im w organizacji, oczywiście za zdawkowe „dzięki” 🙂

    1. Justyna, robiłam w tamtym roku kurs na konsultanta w Wytwórni ślubów. Dwa dni szkolenia. Ta praca jest na maksa wymagająca i naprawdę kosztuje ogrom czasu. Ludzie tego zupełnie nie widzą i robią wielkie oczy, kiedy konsultant wycenia organizację wesela np na 8000zł. Pytają – “ale za co?! Przecież to wszystko mogę zrobić sam”. A proszę bardzo, rób sam. 200h pracy kosztuje przygotowanie standardowego wesela.

  24. Fantastyczny wpis, daje dużo do myślenia. Mój tato jest z zawodu elektrykiem i bardzo często naprawia znajomym, sąsiadom (zazwyczaj stare) sprzęty i spędza nam tym mnóstwo czasu, stara się jak najbardziej potrafi (choć nie zawsze się da),a jedyne co najwyżej dostaje to rzucone na odchodne dziękuje.. Kilka razy pytałam tatę, kiedy widziałam jak bardzo się nad czyms denerwuje po co to robi (tym bardziej za darmo), ale on odpowiadał że tak wypada i że dobro wraca.. Z jednej strony dobry człowiek, ale z drugiej myślę, że bardziej powinien szanować swój czas i być bardziej asertywny. Kiedy następny raz zobaczę go w takiej sytuacji wspomnę mu o Twoim wpisie 🙂 Pozdrawiam! :*

  25. A ja mam pozytywny przykład:) jestem tłumaczem języka angielskiego i zdarza mi się, że znajomi proszą mnie o sprawdzenie czegoś czy inną pomoc w językowych sprawach i bardzo często proszą o wycenę. I trochę tak, jak pisałaś, ja sama decyduję, co z tym zrobię. Ktoś może pomyśli, że to psucie rynku, ale nie brałam za to pieniędzy i nie myślę, że przez to moi znajomi przestali szanować moją pracę, ale kluczowe jest właśnie to, żeby widać było, że zdają sobie sprawę z tego, że to praca jak każda inna. Tak samo w drugą stronę – pomogła mi koleżanka fizjoterapeutka, zrobiła masaż, i oczywiście zapytałam, ile mam za to zapłacić.

  26. Jestem magistrem inżynierem Mechaniki technicznej i materiałoznawstwa. Nie jest to zbyt popularny zawód wśród kobiet, ale jednak występuje. W rodzinie zawsze uchodziłam za osobę bardzo inteligentną i oczywiście odbijało się to na mnie Mnóstwo oczekiwań odnośnie tłumaczenia korepetycji i tak dalej. Szale goryczy przelało kiedy Pewnego dnia zadzwoniła do mnie przyszła żona mojego kuzyna i zapytała czy mogłabym jej napisać pracę licencjacką z pedagogiki przedszkolnej bo przecież jestem taka mądra KURTYNA

  27. Jestem prawnikiem, więc temat znam od podszewki. “Słuchaj, bo mam taki problem” albo “a wiesz, dostałem takie pismo stąd a stąd i nie wiem co mam zrobić” ewentualnie “rzuć na to okiem, przecież to dla Ciebie moment”. Tak na prawdę słyszałam takie teksty od pierwszego roku studiów, gdzie w istocie nie ma się zielonego pojęcia o mechanizmach prawnych ani o nawet o najprostszych umowach. Ale skoro już mówisz, że studiujesz prawo to wiesz wszystko. Od razu możesz udzielić odpowiedzi. “Nie wiesz? Ale jak to?! Doczytaj i mi powiedz”. Na całe szczęście po tych kilku latach nauczyłam się mówić jaką przyjmuję stawkę godzinową. Temat najczęściej zostaje w momencie zamknięty.

  28. Jak ja się cieszę, że poruszyłaś ten temat. Powinien on być bardzo nagłośniony, bo ludzie często przechodzą z t sami siebie. Mam z tym odczynienia praktycznie na codzień. Cena ustalona, montaż przychodzi do zapłaty i co to niech Pani opuści te 300 zł, a czasami te 100/200 czy 300 zł to jest mój zarobek odliczając pracownika, opłaty podatek itp albo tekst bo konkurencja to mi taniej policzyła to ja bym się nie zastanawiała i poszła tam skoro taniej ale nie bo wy solidnie robicie. Albo chcesz mieć zrobione tanio albo dobrze a niestety dobrze kosztuje. A ostatnio sytuacja ja za to Pani dam ileś tam więcej nie dam bo Pani zwariowała z tymi cenami i moja odpowiedz wie Pan co za tyle to ja wole żeby stało na placu. Pytanie na wejściu ile dostanę rabatu to już po prostu robi się jakiś standard a mi się już coś robi na ten tekst. Ludzie oczekują czegoś za darmo ale nie widzą tego że pracownik,prąd,gaz,paliwo,podatek to wsyztsko kosztuje. A na pytanie czy on chciałby pracować za darmo pada odpowiedz No chyba Pani żartuje za darmo kto by chciał?! No właśnie nikt by nie chciał i nasi pracownicy tez nie.

  29. A jak droga Elizo odnieść ten temat do związku? Przyznam, ze mam sporo oczekiwań w stosunku do swojego partnera… czy to prawidłowe? Z drugiej strony czy związek nie jest poniekąd obustronnym spełnianiem oczekiwań? Jak to widzisz? Gdzie jest granica miedzy zdrowymi oczekiwaniami a tymi, których być nie powinno w związku?
    Ja osobiście byłam kiedyś bardzo roszczeniowa osoba, ale nigdy nie chodziło o usługi tylko o taki rodzaj zaborczości i zazdrość, bywałam wsciekla na koleżankę, bo nie znalazła dla mnie czasu, a ja bardzo potrzebowałam z nią pobyć i pogadac. Teraz faktycznie wyzbyłam sie tego, preferuje kontakt pt. “Nic na sile”, czyli sama odzywam sie i spotykam z kimś tylko jeżeli rzeczywiście tego chce i sprawi mi to przyjemność i vice versa, jeżeli ktos nie ma dla mnie czasu to znaczy, ze w gruncie rzeczy nie potrzebuje ze mną kontaktu.

    1. Paulina, ciągle się tego uczę i te dwie maksymy z pierwszego akapitu bardzo mi pomagają również w związku. Ja oczekuję od mojego męża, ze będzie mnie szanował, że będzie lojalny, że będzie ze mną szczery.. Nie mogę oczekiwac żeby zrobił cos o co go proszę. Ma rozum i wolną wolę i ma prawo mi odmówić. Nie musi spełniać moich oczekiwań. Absolutnie nie zgadzam się z tym, że związek to poniekąd obustronne spełnianie oczekiwań. Właśnie wolność jest tu słowem kluczem. Może mi pomóc, ale nie musi. Tak samo jak ja mogę zrobić coś o co prosi, ale nie muszę.

      Jak jest miłość, to człowiek może zrobić wiele dla tej drugiej osoby. Grunt to mieć poczucie, że robi się coś z własnej woli. Kiedy jest przymus i oczekiwania… to jest po prostu źle. Nie o to w tym chodzi.

      Kontakt nic na siłe o którym piszesz jest super. Mam takie koleżanki z którymi widujemy się bardzo rzadko, ale jak już się spotkamy to potrafimy przegadać całą noc. To jest super, że nie tekstów typu “oooo nie odzywałaś się do mnei cały miesiąc”. Bardzo tego nie lubie, bo to właśnie jakieś oczekiwanie. Nie lubię takiego sztucznego podtrzymywania relacji.

    2. Co prawda pytanie było do Elizy, ale zdarzyło mi się kiedyś bardzo intensywnie przemyśleć ten temat.
      I tak mi się wydaje (zaznaczam, że to bardzo subiektywna opinia), że związek jest w pewnym sensie umową między dwojgiem ludzi – i zasady tej umowy zazwyczaj dopisuje się “w trakcie związku” – zaczynając rozmawiać o wspólnych oczekiwaniach, marzeniach, planach. W najprostszym przykładzie – jeśli obie osoby mówią, że zależy im na wyłączności w związku – to mają prawo oczekiwać, że partner ich nie zdradzi. Oczywiście – istotne jest zaufanie, poznanie drugiej osoby, ale…

      (Byłam w sytuacji, w której bardzo długo zastanawiałam się, czy słusznie zerwałam (z już ex) narzeczonym – bo odchodząc złamałam obietnicę, że będziemy razem szczęśliwi, założymy rodzinę. I wtedy mój przyjaciel zasugerował mi właśnie tą myśl – że związek między dwojgiem ludzi – to pewna umowa – w kościele katolickim oczekiwania w małżeństwie opisane są mniej więcej tak: “miłość, wierność, bycie ze sobą aż do śmierci niezależnie od okoliczności”. I idąc dalej tym tropem, przyjaciel zasugerował, że jeśli ktoś łamie umowę – nawet nie w drastycznych punktach, ale wielu i takich, które bardzo utrudniają wspólne życie, a po kilkukrotnej rozmowie wcale nie chce niczego w sobie zmieniać, to rozstanie nie jest wyłącznie moją winą)

      Dlatego, jeśli ktoś wyrazi oczekiwanie bliskości i wspólnie spędzonego czasu, a druga osoba odpowie “dobrze, ale czasem muszę wyjechać na tydzień… gdziekolwiek” – tworzy się kompromis, pewna umowa – “spędzamy ze sobą czas, ale nikt nie ma pretensji, że drugiej osoby nie ma przez tydzień raz na jakiś czas”. Swoją drogą – w ten sposób dużo łatwiej rozmawiać z partnerem i ustalać pewne rzeczy, łatwiej przypominać, czasem zmieniać zasady np. “wiem, że obiecałem, ale niestety – w tym miesiącu mam sesję i nie dam rady pojechać z Tobą na koniec świata, nadgonimy w wakacje, dobrze?”

    3. Związki to jest mega indywidualna sprawa. Schemat naszego działania może być taki, a schemat drugiej zupełnie inny. I póki obie strony są z jakiegoś schematu zadowolone, szczęśliwe i dobrze im się żyje to właściwie nic nam do tego. JEśli ktoś oczekuje, a ta druga osoba cieszy sie, że te oczekiwania może spełniać to widocznie taki mają układ. Problem pojawia się, kiedy jedna strona zaczyna mieć tego dość.

      Jak mówię, związki to jest temat rzeka 🙂

  30. Tekst w punkt! 🙂 o ile życie byłoby prostsze i przyjemniejsze bez łańcucha oczekiwań…

    Obserwuje Cię i czytam od niedawna, ale od samego początku urzekła mnie naturalność, szczerość i mądrość- Twoja i Twoich tekstów, łatwość pisania i dbanie o każdy szczegół, estetyka oraz kontrola nad każdym słowem! To rzadkie teraz, tym bardziej doceniam i czekam na kolejne wpisy! 🙂
    Pozdrawiam gorąco! 🙂

  31. Prowadząc sklep stacjonarny codziennie, jeśli nie kilka razy słyszałam “a może jakiś rabat?”, co dosłownie wyprowadzało mnie z równowagi. Od kilku lat prowadzimy z partnerem agencje interaktywną, tworzymy sklepy i strony internetowe na własnym silniku, każdy projekt jest indywidualny żadne tam szablony i co… “przecież ty tylko siedzisz przed komputerem to za co chcesz pieniądze?”, “przecież to kilka klików (taaaa) i gotowe, dlaczego tak drogo?”. Luby do tej pory robił coś taniej znajomym i za każdym razem wściekał się, że poświęca swój czas tak naprawdę za darmo a jakiś klient czeka ale kiedy kolejn “kolega” żądał dodawania kolejnych i kolejnych podstron, poprawek konsultacji itd. czara się przelała. Cena jest taka jaka jest a godzina ma 60 minut, jeśli ktoś szuka taniej niech szuka dalej a inteligentny człowiek powinien to zrozumieć.

  32. Jestem fizjoterapeutą. Sprawa wygląda dokładnie tak jak odpisałaś w tekście. Głównie znajomi oczekują ode mnie pomocy w każdej chwili, w każdym przypadku. Oczekują to mało powiedziane, oni wręcz zakładają,że muszę im pomóc. Przestań przecież tylko chwilę mnie “pomasujesz”, dotkniesz i przejdzie, masz ręce które leczą. Możliwe, że mam tylko wydałam na nie ogromną sumę pieniędzy ale o to nikt nie zapyta bo po co? Przecież to zwykły masaż. Prawda jest taka, że to nigdy nie jest zwykły, bezmyślny masaż. Wykonując jakąkolwiek terapię jestem odpowiedzialna za zdrowie i bezpieczeństwo pacjenta. Więc nie mogę czegoś robić od tak sobie. Zawsze ale to zawsze nawet po godzinach muszę się do tego przykładać, przecież chodzi o zdrowie. A kiedy tylko wspomnę wesołym tonem, że za godzinie biorę x złotych pojawia się oburzenie, a wręcz złość. Szkoda, że nikt w takiej sytuacji nie potrafi postawić się na miejscu drugiej osoby. Każdy z nas chce mieć dla siebie jak najwięcej przy tym nigdy nie myśląc o drugiej osobie.

  33. Jestem nauczycielką w przedszkolu. Bardzo często bliscy i przyjaciele oczekują ode mnie, że podczas spotkań będę się zajmować ich dziećmi. Że to nic takiego bo pracuje ,,tylko” 5h dziennie więc co to dla mnie. W takich sytuacjach od razu się zamykam i mam ochotę wyjść. Gdyby nie te oczekiwania pewnie prędzej czy później sama poszłabym do dzieci i się z nimi pobawiła. Ale to musi wyjść ode mnie. Gdy ktoś mnie naciska czuje jedynie niechęć.

  34. W samo sedno. Ja zajmuję się wizażem, więc sprawa nie jest mi obca. Wiadome, jak się uczyłam, to malowałam znajome za darmo i było ok. Ale jeśli już wydałam kilka tys na szkolenia, kufer, ciągle się kształcę, kupuje nowe rzeczy to chyba logiczne, że nie będę tego robić charytatywnie… Dla mnie logiczne, ale nie dla dziewczyn, które po obejrzeniu mojej pracy, przypominają sobie, że z nimi studiowałam i może wpadną w odwiedziny a przy okazji mają wesele to może bym je “troszkę” pomalowała, za przysłowiowa czekoladę… Szkoda, że w sephorze nic za tą czekoladę mi nie chcą sprzedać 😂
    Ostatnio widziałam fajny tekst:
    – zrobisz to za darmo, po znajomości?
    -a może po znajomości zapłacisz więcej? ❤️
    Przecież ludzie którzy Ci dobrze życzą i uważają się za przyjaciół, powinni chcieć rozwoju Twojego biznesu, powinni chcieć zapłacić za pracę normalna stawkę…
    A tak już osobiście, jeśli idę do kogos, kogo znam i jestem zadowolona z usługi, to zawsze płacę więcej, chociażby 10-20zl ale więcej, właśnie żeby tych znajomych wspomóc, szczególnie w początku biznesu 🙂 i takie zachowanie wśród rodziny i znajomych polecam 👊
    A tekst świetny! 👏

  35. Ludzie mają prawo oczekiwać i myśleć o nas cokolwiek zechcą. A to juz nasza sprawa co z tym zrobimy. Gdy powtarzasz w kółko, że ludzie nie maja prawa oczekiwać od nas czegokolwiek to wtedy Ty oczekujesz, że oni nie będą oczekiwali, Ty im narzucasz co mają myśleć.

  36. Od czasów studiów nienawidzę pracy grupowej,bo zawsze to na mnie spada obowiązek ogarnięcia całego tematu. Robię to, żeby mieć pewność,ze zdam. Moi rodzice mają sad i znajomi/rodzina ba! szefowie w pracy zawodowej oczekują, że dostaną owoce za darmo. Nigdy się nie rozliczyli ,nawet jeśli sami to deklarowali. Uważają,ze mamy tyle tych owoców, że 2kg to dla nas nic.

  37. Już od dłuższego czasu odwiedzam Cię, ale myślę, że ostatnio poruszasz coraz ciekawsze i potrzebne tematy. I piszesz bardzo mądrze. Podobnie jak Ty jestem typowym dawcą, ale niestety ludzie często działają na zasadzie:”Dasz im palec…” Przyznam, że często boli mnie, że inni w ogóle nie docenią, co się dla nich robi, bo wszystko im się należy. Czasami nawet nie usłyszę “dziękuję”, a co dopiero, żeby ktoś zapytał, ile ma zapłacić, chociaż włożyłam w coś mnóstwo pracy i poświęciłam dużo czasu. Wiem, że to po części moja wina, bo na to pozwalam, ale jestem już bardziej świadoma i pracuję nad asertywnością. Oby więcej tak ciekawych tekstów!!

  38. Tekst w sam raz dla mnie.
    Jestem nauczycielką. Oczekiwania rodziców w stosunku do mnie i koleżanek z pracy są z roku na rok co raz większe. Często ręce nam opadają. Cóż, można powiedzieć że taki zawód… Inną sprawą jest, że do tego się w pewnym stopniu przyzwyczaiłam.

    Bardziej zabolała mnie sytuacja w rodzinie. Jesteśmy z mężem rodzicami chrzestnymi jednej z dwóch córek kuzyna. Ostatnio usłyszałam od teściowej, że powinniśmy ‘bardziej zainteresować się chrzesnicą’ bo my – para bezdzietna nie mamy przecież aż tyle obowiązków, nikt nam w domu nie brudzi, więc sprzątania też nie mamy, w sumie to wracamy z pracy i nie mamy nic sensownego do roboty i dlatego POWINNIŚMY nasz wolny czas poświęcić małej. Pomóc jej rodzicom, bo oni są zmeczeni mając dwoje małych dzieci, a też chcieliby odpocząć, obejrzeć film itd.

    Przez tą uwagę, mama mojego męża starała się uświadomić nam, jakie oczekiwania w stosunku do nas mają rodzice dziewczynki. Miałam z tego powodu kilka nieprzespanych nocy, aż w końcu powiedziałam sobie dość! Ja rozumiem odpowiedzialność, jaką wzięłam na siebie zgadzając się na pełnienie roli mamy chrzestnej. Ale najwidoczniej rodzice chrześnicy pojumują to totalnie inaczej.

  39. Długo uczę się asertywności. Nie udane małżeństwo, “bo to miły chłopak jesteście ze sobą długo. Ułoży się.” Nie ułożyło rozstalośmiu się na nowo układam życie. W pracy też zawsze byłam frajerką od zastępstw i Zostawa nią dłużej dla pacjentów cierpiących na tym mojej dziecko, moje hobby i mój dom. Uczę się mówić “nie” i okazuje się, że nie jestem już z tych fajnych. Trudno.

    1. Magda, trudno. Miej gdzieś tych wszystkich roszczeniowych ludzi, którzy myślą, że im się coś należy. Ja mam to gdzieś co kto o mnie pomyśli. Ktoś uważa, że jestem egoistka? JA wiem jaka jestem i nie muszę tego udowadniać. To co robię, robię dla swojego zdrowia psychicznego, żeby nie wylądować w łóżku z głęboką depresją. Bo właśnie do tego prowadzi spełnianie oczekiwań innych i zagłuszanie swojej frustracji

  40. Eliza, jak dobrze, że o tym napisałaś. Nigdy nie miałam świadomości, że mam prawo odmówić, zawsze czułam się w obowiązku spełnić oczekiwania. Jestem z wykształcenia nauczycielem. Co to za problem odrobić pracę dziecka szwagierki albo napisać pracę zaliczeniową na studia przyjaciela. Jeszcze lepiej, koledzy męża pytaj o napisanie pracy magisterskiej, a znajomi, znajomych o pracę maturalną… Oczywiście, to wszystko za dziękuję, ewentualnie wino i czekoladę.

  41. Prowadzę razem z koleżanką biuro matrymonialne. Wiem, wiem – super praca, same pozytywy, rzyganie tęczą itd. Nie do końca. Codziennie mam kilka telefonów, w którym ktoś oczekuje darmowej pomocy. “Pani da numerek Pani X”, “Pani mnie skontaktuje”, “Czy kobiety też muszą płacić?!”. Abstrahując od ogromu pracy jaki musimy włożyć by jedną osobę pozyskać (musi wypełnić ankietę, odesłać zdjęcia które my potem przerabiamy itd.). To przecież to są dane osobowe! Wydawanie ich przypadkowym osobom jest karalne! Nie dość, że wymaga się ode mnie zrobienia czegoś za darmo to jeszcze wbrew prawu!

  42. Dokładnie to znam. Telefony bądź wiadomości TYLKO raz w roku z prośbą o pomoc, bo przecież Ty w tym lub koło tego tematu pracujesz, więc jest Ci łatwiej nawet kogoś zapytać.. W rezultacie swoje rzeczy po godzinach, bo przecież ktoś czeka na to co mu potrzeba na juz 🙄 oczywiście tylko za “dziękuję”. Bardzo powoli uczę się mówić NIE, przychodzi mi to z trudem. Zawsze było mi kogoś szkoda, że komuś tak ciężko i bez zastanowienia oferowała swój wolny czas.. Pomoc trwała latami. Aż przyszedl trudny czas w moim życiu, smutne chwile.. i się wtedy przekonałam ile osób ominęło mnie szerokim łukiem, ilu osobom daleko było nawet do wysłania sms’a “jak się czujesz”..bo przecież oni mają swoje życie i problemy 😯 także także..
    I jeszcze jeden przykład.. Wykorzystanie namiętnie czyjegoś czasu, bo ktoś jest np singlem.. To ma tego czasu od groma i nie wie co z im zrobić, prawda?

  43. Jejku jak ja się identyfikuję z tym tekstem… Jestem pielęgniarką. W oczach mojej rodziny mogę WSZYSTKO. Wizyty u wszelakich specjalistów na które czeka się latami, skierowania, badania. Oni tego ode mnie wręcz rządają. Osoby z którymi widuje się raz na kilka lat dzwonią i zaczynają rozmowę od „załatw mi…”.
    Dopiero po kilku latach nauczyłam się odmawiać.
    Najgorsze jest to, że potem nikt tego nie doceni. Wydaje się to normalne i takie proste. Do dziś mi wstyd przed lekarzem u którego załatwiałam zabieg dla „kochanego wujka”. Wujek oczywiście na dzień przed się rozmyślił a tłumaczyć musiałam się ja.

  44. „weź mi zrób nową tapetę na pulpit, bo stara mi się nie podoba… coś z harrym stylesem. ale jak to, płacić? to są dwie minuty, daj spokój, możesz mi naprawdę tylko przyciąć zdjęcie ze stocka, nic wielkiego”. nie lubię robić czegoś na odwal i nie będę w ramach tworzenia grafik użytkowych przycinała zdjęć ze stocka, aby szkolna znajoma przyoszczędziła.

  45. Bardzo zdradliwa jest tez przyjaźń roszczeniowa. Zaczyna się niewinnie, spotkania na kawie, rozmowy, zwierzenia później ta ‚przyjaciolka’ oferuje pomoc po czym wzbudza w tobie poczucie wiecznej wdzięczności. Przyjaźń przeradza się w niekończąca się pomoc, ktoś tobie pomógł raz a ty musisz mu się odwdzięczyć 1000 razy więcej… wtedy przyjaźń robi się toksyczna. Nie idźcie ta drogą to niszczy psychicznie. Na szczęście odcięcie się od takiej przyjazni jest dobrym krokiem w kierunku budowania asertywności. Bolesne ale zdrowe!

  46. Czytam i czytam wszystkie komentarze i ogólnie w życiu zauważyłam taką zależność, że najwięcej od innych oczekują ludzie, którzy sami od siebie nie dają nic, na niewielu rzeczach się znają i w zasadzie nawet nie mają czego zaoferować wzamian.
    Już nie mówiąc o typowych ludziach żerujących na socjalu, którzy już totalnie chcieliby wszystko za darmo i “madki” bo przecież one mają dzieci to im się wszystko należy. Eh.

  47. Kiedyś bardzo trudno bylo mi odmówić pomocy. Przecież to tylko porada, tylko pismo…na dodatek dla kogoś kogo znam, choć często tylko z widzenia… Czy mogę nie pomóc, okazać się nieczułą i zadufaną? Aż ktoś madry mi to wyjaśnił, że aby tej porady udzielić musiałam skończyć studia, aplikację, studia podyplomowe, nie przespać setek nocy, odmówić czasu wolnego własnemu dziecku… Przemyślałam. Asertywność przychodzi z czasem. Nadal mam zasadę, że przyjaciolom pomagam niczego nie oczekując w zamian, nie wyobrażam sobie inaczej. Ale pozostalych znajomych staram się traktować jak klientów. I nikt nie wyobraża sobie nawet jak wiele rzeczy robię za darmo z własnej woli. Wierzę, że dobro wraca do ludzi. Warunek jest jeden, tak jak w Pani artykule, że wypływa to ze mnie a nie z czyichś oczekiwań. I nikt o tym nie musi wiedzieć…zresztą wątpię, że ktoś by uwierzył.

  48. W tym tekście zawarłaś wszystko, co staram się brac do serca. Od jakiegoś czasu uczę się asertywności i umiejętności powiedzenia „NIE”. Najważniejsze jest, aby zrozumieć, ze bycie asertywnym, jak również szacunek do własnego czasu i pracy, nie równa się braku dobrego serca i empatii. Brawo Eliza. 🙂 i brawo dla Pani Mamy- niezwykle rzadko spotyka się dziś szczere przyznanie do błędu i słowo „przepraszam”.

  49. Świetny wpis 😍, powinno się częściej o tym mówić, pisać itd bo jest wiele takich ludzi ja niestety też miałam z tym styczność. To przykre jednocześnie, zwłaszcza jeśli naprawdę chciałoby się pomóc ale nie w taki sposób. Trzeba szanować siebie i swój czas. 😊

  50. Jestem terapeutą i wiesz nad czym najczęściej pracuje z klientem… Nad wyobrażeniami innaczej oczekiwaniami oraz nad zmianą przekonań utrudniających zdrowe funkcjonowanie. Ilu ludzi jest oburzonych bo nie dostali czegoś… mówią ” Przecież dałem jasno do zrozumienia, że coś chce”. I druga ważne sprawa. Spora część ludzi nie wie co to znaczy dawać. Dawać dla samego dawania a nie oczekiwać wdzięczności.
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Marta, wyobrażam sobie. Ciągle dostaje wiadomości od dziewczyn, które przez wygórowane oczekiwania innych trafiły na terapię i próbują to przepracować. Ja uważam, że każdy powinien iść na terapię i przepracować swoje mniejsze/większe problemy. Z tego wychodzi samo dobro. Sama się niedługo wybieram 🙂

  51. Swietny wpis! Z mojej strony dodam, że byłam zarówno po jednej jak i drugiej stronie. Przez wiele lat miałam taka roszczeniowa postawę w stosunku do innych. Tak mnie wychowano i uksztaltowano ale wierzę że można to zmienić ciężka praca nad sobą. To co także pomaga to sytuacje w których to ja staje się “ofiara” roznych roszczeń. Takową sytuację miałam całkiem niedawno kiedy podczas stażu zostałam oskarżona o bycie egoistka przez inną stażystke. Dziewczyna z pełnym przekonaniem zrobiła analizę mojego charakteru twierdząc że jestem egoistka ponieważ jej nie pomagam i nie dzielę się z nią moimi projektami. Przywolywala różne absurdalne sytuacje także takie ze szkoły gdy na przykład nie przesiadywalam przez wiele godzin z moja grupa w celu zrobienia, a raczej rozmawiania o projekcie tylko wolałam pracowac z domu. Żadne moje tłumaczenia nie mialy sensu. Wyjasnialam iż jako mama 2latki muszę bardzo efektywnie wykorzystywać każdą minutę bo zwyczajnie mam ich bardzo niewiele na pracę nad projektami i tak czeste spotykanie sie tylko zeby poromawiac nie jest mozliwe dla mnie. Ze zawsze jestem dostępna online i dostarczam wszystko przed czasem i staram się jak najlepiej wykonywać moja część pracy nas projektem. Usłyszałam że nie chce pomagać innym. Powiedziałam, że nikt mnie o pomoc nie prosił. Usłyszałam że powinnam się domyśleć że ona jej potrzebuje. Także ten… Nie tylko moim obowiązkiem jest pomaganie koleżance która ma trylion razy więcej czasu i możliwości niż ja dopracy i nauki ale też powinnam się domyśleć kiedy mam wykonywać zadania za nią (bo do tego się tą pomoc miała sprowadzac). Takie sytuacje są jak zimny prysznic i pokazują mi jak często ludzie są zaslepieni w swoim poczuciu krzywdy i jak bardzo myślą że im się należy uwaga i czas innych. I wtedy myślę że nie chce nigdy więcej taka być. Także w sumie jestem za każdą taka sytuację wdzięczna. Bo mogę się na nich pięknie uczyć i rozwijać.

  52. Fajny tekst, daje do myślenia. A co np.jesli chodzi o oczekiwania innego typu. Np.urodzenia dziecka? na co kompletnie nie masz ochoty..aczkolwiek zaczynasz myśleć, że może powinnaś?

  53. Ha! Ten temat to temat rzeka i mogłabym opisać kilkadziesiąt sytuacji kiedy klient czegoś ode mnie oczekuje. Prowadzę własną działalność geodezyjną od prawie 2 lat. Tak jestem geodetą. Inżynierem. Posiadam drogi sprzęt który jeszcze spłacam. Wykupuję drogie licencje na dostęp do danych. Państwo mi nic nie daje. Płacę ZUS i podatki. Nie mam dzieci, nie dostaję 500+, 300+ i innych pseudo darmowych świadczeń. No i jest ten dzień, dzwoni klientka. Mówi że chciałaby z 1 działki zrobić 2. Dopytuję czy chodzi o podział? No, taką kreskę by mi pani na mapie narysowała? Szczękę zbierałam z podłogi. Pani pyta ile to kosztuje, ta kreska.Na co cedząc przez zęby jej odpowiadam że ta “kreska” to są 3-4 miesiące pracy (często) i kosztuje to 2500zł….W tym momencie Pani zapewne zbierała szczękę z podłogi. Nagminne jest, podjechałaby Pani i pokazał mi granicę. Jasne, 100zł od punktu. ILE??? Ale Pani ma blisko….ehh tak tylko sprzęt jest drogi i dostęp do satelity jest daleko….dziękuję za ten wpis :*

  54. Jestem florystyką, pracuje w kwiaciarni.
    Niestety bardzo często ludzie oczekują ode mnie np rabatów lub darmowych dodatków.
    “Może jakiś rabat, po znajomości”,
    “chce rabat jestem stałym klientem”,
    “za pakowanie prezentu też sobie liczysz?? Przecież to tylko wstążka lub folia!”
    Z takimi tekstami bardzo często się spotykam.
    Nie lubię rabatów, ani dawać coś za darmo. To moja praca,czas, materiał za który zapłaciłam bym mogła na nim pracować.
    Staram się to tlumaczyc ale najgorzej jest odmówić znajomym. Muszę popracować nad asertywnością.

    Ps.Rabat, to stolica Malty!;)

  55. Jestem po anglistyce. Od dawna znajomi zwracali sie do mnie z prosba o “rzucenie okiem” na ich nieudolne proby tlumaczenia. Zawsze konczylo sie na tym ze trzeba bylo teskst napisac od nowa albo ciągle dopytywac co autor mial na mysli. Jako gówniara robiłam takie przyslugi bo głupio mi było brac pieniądze od znajomych. Do czasu az sie przejechałam 🙂 Kolega piszący doktorat o Gruzji przysłał mi swoj przetlumaczony na angielski artykuł. Nie dało sie tego czytac. Rekordzitą było zdanie ktore ciagnelo sie przez 14 linijek. Oczywiscie trzeba było to wszystko przeredagowac. Zrobiłam kilka stron i stwierdziłam ze basta! nie bede sie tak meczyc i tracic czas. Powiedzialam ze rezygnuje za co kolega sie obrazil. A mialam tylko rzucic okiem, taki proofreading, przeciez to chwila..
    To była moja ostatnia fucha gratis.

  56. Ja miałam w 2014 r. okropną sytuacje. Bo to ze ktoś chce ode mnie ciągle pierdół to nie wspominam. Oprócz studiów 5 letnich skończyłam rownież z pasji studia roczne florystyczne i właśnie w 2014 r kończyłam te studia. Moja przyjaciółka (wtedy nią dla mnie byla) brała ślub w październiku. Z wielkiej sympatii sama z siebie chciałam sprawić jej przyjemność i oczywiście za darmo zrobić bukiet ślubny. Ona się ucieszyła,ale chciała ode mnie o wiele więcej. Chciała żebym przystroila kościół i stale weselną. Nie miałam wtedy firmy i miałam robić to sama. Ok pomyślałam jakoś dam rade. Ale gdy zeszło na tematy finansowe ona się obrazila. Okazało się ze myślała ze ja to wszystko zrobię za darmo!! W tym sama poniosę koszt kwiatów. Zamurowalo mnie i było mi strasznie przykro. Nie mogłam dać się tak wykorzystać. Poza tym nie stać mnie na to było. W październiku ciężko zebrać kwiaty z łąki. Kwiaty są bardzo drogie szczególnie późną jesienią. Ona zaprosiła nas na swój ślub. Myślałam że zrozumiała, ze źle się zachowala i chciała puścić to w niepamięć. Poszłam. Zachowała się na tym weselu tak koszmarnie wobec mnie i męża ze przeplakalam kilka dni. Na stołach leżały pojedyncze storczyki w doniczkach i podkreslała tak zebym slyszala,ze osoba mająca zrobic dekoracje w ostatniej chwili sie wycofała. Nie bylo to prawdą. Od razu jej powiedzialam,ze nie będę tego za darmo robić. Jej matka zabijała mnie wzrokiem jakbym zabiła kogoś z ich rodziny. Żałuję że tam poszłam. Od tamtego dnia nie mamy ze sobą kontaktu. A chciałam być miła,chciałam jej zrobić w prezencie najpiekniejszy bukiet jaki potrafiłam. Tu się sprawdziło:daj komuś palec a będzie chciał całą rękę. Do tej pory nie ogarniam tego strasznego zachowania. Przez pazernosc poświęciła naszą przyjaźń.

    1. Straszne 🙁 Ciesz się, że to zweryfikowało Waszą przyjaźń, bo po co komuś taka “przyjaciółka …

  57. Jak ja to dobrze rozumiem. Jestem HRem i non stop slysze zebym zalatwila komus prace…bo i tak szukaja, bo syn to taki dobry chlopak, bo to tamto sramto. Bo ja moge i mam znajomosci. Czuje sie wtedy strasznie dyskomfortowo. Ja, a nie osoba przekonana, ze powinnam w ciemno zatrudnic jej corke/syna/kolezanke, bo znajomi i przyjaciele krolika, kolesiostwo, ludziom sie pomaga…to jest chyba taka nalecialosc historyczna, spoleczna…sporo osob juz sie na mnie obrazilo. Nauczylam sie z tym zyc 🙂

  58. Ok, jestem na macierzyńskim tzn nie chodzę do pracy ale to nie znaczy, że siedzę i nic nie robię. A mam wrażenie, że znajomi myślą: “siedzi w domu, pije kawke, przegląda facebooka – żyć nie umierać”. I dzwoni znajoma z pytaniem kadrowym – no tak jestem kadrową ale to o co pyta to nie moja działka więc między karmieniem Małej a wieszaniem prania szukam orzecznictwa na dany temat bo jak mam odpowiedziec to chce miec podparcie w czyms. A po tym kolejne pytanie i kolejne. Albo kolega dzwoni – “weź poszukaj mi w necie inspiracji bo ty się na tym lepiej znasz. A poza tym siedzisz w domu.” No wlasnie nie siedze, bywaja dni ze nie siade. A inni oczekuja…

  59. Doskonale znam temat 🙂 ja będąc jeszcze na studiach, co niedzielę przez bardzo długi czas pomagałam mojej kuzynce w przygotowaniu się do matury z matematyki. Dorabiałam sobie wtedy jako kelnerka w restauracji, pracując w weekendy. Wyglądało to tak, że wracałam do domu w sobotę o północy, a w niedzielę wstawałam o 8, bo o 9 była u mnie kuzynka z matematyką, siedziałyśmy 2 godziny i na 12 szłam znowu do pracy… Miałam tej sytuacji serdecznie dosyć, ale oczywiście było mi głupio jej odmówić, bo wiedziałam, że nikt poza mną nie jest w stanie jej pomóc. Dramat!!! Ja mam wiele podobnych sytuacji w życiu i brakuje mi asertywności żeby odmawiać 🙁

  60. Niestety,ale takie zachowania są bardzo częste. Ja jako kobieta prowadzę dość nietypowy biznes (jak dla kobiety) ,ponieważ mam wypożyczalnie przyczep (lawet samochodowych itp) . Dosłownie codziennie CODZIENNIE ktoś ze znajomych,rodziny bliższej i dalszej dzwoni i mówi – hej Roma słuchaj ja tam wpadnę za chwilkę i potrzebuje przyczepę na małą godzinkę. NO JASNA CHOLERA – raz ok można dobra luz. Ale CODZIENNIE?? To jest straszne gdy kiedyś przy odbiorze takiej przyczepy powiedziałam znajomemu “50 zł ” to usłyszałam – japier**** co tak drogo i jak w ogóle mogłam to powiedzieć?? Najsmutniejsze jest to , że gdy ja potrzebuje pomocy to nikt z tych osób NIGDY NIGDY nie jest w stanie mi pomóc. Cóż …

  61. Świetny post! jestem tu od niedawna i jestem w szoku, ze w tym całym ” blogbiznesie” istnieją prawdziwe blogerki, które nie podążają za tłumem, nazywają rzeczy po imieniu i wyrażają w jasny sposób swoje poglądy. Zakochałam się w twojej osobie i z chęcią mogę powiedzieć, ze jesteś najlepsza blogerka jaka obserwuje. (Cieszę się, ze na Ciebie natrafiłam- pierwszy raz ujrzałam twoja osobę na instagramie dzięki oznaczeniu na stores Dużepodroze. Do zaobserwowania Ciebie skłoniło mnie, to że pisałaś niżej na swoich instastores to co mówisz hahah)

  62. Tak myślam czy ten tekst mnie dotyczy , pracuje jako kosmetolog, mam swój salon, klienci przychodzą mają wykonaną usługę i płacą, natomiast rodzina oczekuje bóg wie jakich rabatów…

  63. Dziękuję za ten tekst… pracuje na etacie ale w wolnej chwili lubię szyć. Przez takie zachowania o których piszesz przestałam szyć za pieniądze. Miałam już dość słuchania “no weź uszyj mi to”. Mało kto pytał o cene. Każdy myślał że jak zapłaci za sam materiał to będzie ok😉 A gdzie w tym wynagrodzenie za moja pracę? Za wykrojenie uszycie czasem ew poprawki jak coś komuś nie pasowało. Teraz szyję tylko dla moich dzieci i dla siebie…ew jak chce komuś zrobić prezent😉 i jest mi teraz dobrze że nic nie muszę.

  64. Jestem prawnikiem. Jakże ten temat jest mi bliski!
    Zawsze dziwię się, że ludzie mają tupet prosić o poradę, nie pytając nawet, czy chciałabym jej udzielić ot tak. Ja nie umiem napisać do znajomego z prośbą o pomoc, związaną z jego profesją, bo wiem, że to kosztuje (czas, myślenie o pracy po pracy i tym podobne). Najlepsze jest to, że często odzywają się znajomi, z którymi od lat nie miałam jakiegokolwiek kontaktu. Ba, czasami są to znajomi znajomych. Dużo moich kolegów z branży ma taki sam problem i radzą sobie w różny sposób (ale ileż można uważać, którą wiadomość na Facebooku się odczytuje, a którą nie… ;)). Niestety często sporoo kosztuje człowieka bezpośrednia odmowa – chwilę zajmuje zanim zrozumie się, że to normalne, że cenimy swój czas, wiedzę. Reakcje ludzi też są nieprzyjemne i czasami nie do końca obojętne, choć może tak powinno być. Ciężki temat. I tak to się żyje na tej wsi… 😉

    PS kolejnym zgłaszającym się po poradę chyba będę wysyłała linka do tego wpisu! 🙂

  65. Bardzo mądry i potrzebny tekst. z trudem przychodzi mi odmawianie, ale coraz lepiej sobie radzę. Niestety dziś świat składa się przeważnie z roszczeń i oczekiwań względem drugiej osoby. Przynajmniej ja się z tym non stop spotykam. Świetnie, że to poruszyłaś.

  66. Mieszkam za granica,sporo czasu zajęła mi nauka języka,korzystałam z kursów i indywidualnych lekcji i często spotykalam się z tym ze ktoś prosil abym była tłumaczem na spotkaniach,wykonała telefon bo nie znają języka itd.Na początku to było nawet fajne bo mogłam podszlifować swój język i przy okazji komuś pomoc ale jak doszło już do takich momentów ze przych do mnie obcy ludzie z polecenia znajomych,nawet rodziny,i nawet nie zwracali pieniędzy za telefon już nie mówiąc o zapłacie za usługę to pomyślałam HELLO!!!Ja tyle czasu i pieniędzy poświęciła na naukę,często po pracy szlam na kurs i byłam pytanie padnięta wracając do domu, a teraz ja mam robić komuś przydługie.Postanowilam pobierać pieniądze za każdy telefon,spotkanie wszytako co do tej pory robiłam pro bono,kiedy informowałam o tym zainteresowanych nagle chętnych było co raz mniej i mniej.Teraz już mam święty swiety spokój i o polowe mniej znajomych 😂😂😂

  67. O proszę, roszczenia to jednak domena każdej branży 😉 Jak szyłam, to spotykałam się z takimi roszczeniami na każdym kroku. I bywało, że siedziałam dwa dni i dwie noce nad sukienką po znajomości 1zł/godzina. Wszystkie takie osoby skutecznie wyleczyły mnie z chęci zarabiania na tej umiejętności. Klienci wyceniali godzinę mojej pracy na mniej więcej 3zł. Teraz szyje tylko hobbystycznie dla siebie. A pracuje aktualnie jeżdżąc ciężarówką po UE i już też miałam propozycje, żebym – uwaga, uwaga – “po znajomości przemyciła alkohol” no nie! Odmawiam bez wyrzutów.
    Świetny post.

  68. Jestem fotografem , i ten problem dotyka mnie średnio kilka jak nie kilkanaście razy w miesiącu. Idąc na imprezę urodzinową do dzieci znajomych… A weźmiesz aparat ????? hello, ale ja pracę skończyłam o 16 a jest 18 ???? Albo możemy dostac wszystkie zdjęcia ?? przecież za sesję zapłaciliśmy i zdjęcia należą do nas …… Totalny brak szacunku do naszej pracvy, czasu , doświadczenia. A hitem było jak Pani chciała zebym jej zrobiła , 50 % taniej sesje jej aparatem. No bo przecież sprzęt ona mi da swój. Można by kolejny post napisac na ten temat i jak widzę w każdej branży się to pojawia. Dobrze Eliza że o tym piszesz. :):):):):):):)

  69. Wydaje mi się, że w dużym stopniu to trafne przemyślenia. Sądziłam jednak, że będzie to tekst wielowymiarowy. Z tego co widzę również po licznych🙂komentarzach, większość odnosi się do wyłącznie finansowego (co wiąże się z wykonywanym zawodem czy pasją) aspektu tej kwestii. A co z tematem np uczuć? Można by OCZEKIWAC😉że ten wątek też tu zostanie poruszony. Jest to chyba jeszcze bardziej złożony problem. Bo z jednej strony nie uwierzę, że ludzie łączący się q pary, małżeństwa itd nie oczekują względem siebie np.uczciwoaci,wierności czy miłości. Z drugiej strony wszyscy znamy zapewne historie zbyt wielkich nadziei miłosnych pokładanych w innej osobie nieraz bezpodstawnie a nieraz po prostu przy obustronnej woli ale w momencie gdy jedna z osób świadomie druga wykorzystuje. Trochę podobnie rzecz ma się z rodzicami – i znowu nie chce nawiązywać do wątku finansowego, ale czy każdy z nas nie oczekuję, że będzie kochanym? Już nawet nie pisze ze bezwarunkowo, pomimo naszych błędów, wpadek, choć przecież o idealnych rodzicach w takich kategoriach się myśli /marzy. Nie katagoryzowalabym więc, że oczekiwania są z gruntu złe. Te o których piszesz w tekście tak, ale mamy wiele innych, często od nas niezależnych, jakby naturalnie w nas istniejących. Aczkolwiek tekst jest świetnym bodźcem do tego, by w ogóle nad tymi sprawami we własnym życiu się zastanowić.

  70. Bardzo cenne ujęcie tematu. To rzeczywiście sztuka umieć odmówić komuś “przysługi” , zwłaszcza, gdy prosi o nią ktoś znajomy. Jednak to my sami uczymy ludzi tego, że nasza wiedza, umiejętności, czy usługa jest na wyciągnięcie ręki. I najgorsze jest to, że nam samym głupio jest zacząć temat pieniędzy, więc jeśli ta osoba sama go nie podejmie, to jakoś tak “samo” się ustala, że stawka jest zerowa i choć nasza asertywność krzyczy do nas i puka się w czoło, to zaraz gdzieś czai się nasz wewnętrzny dr Judym i każe jej być cicho. A my ulegamy, bo przecież to znajomy, sąsiadka, stryjeczny wuj szwagra…Ale to nie jest tylko kwestia pieniędzy. Niedawno byłam na weselu, na którym poznałam wspaniała fryzjerkę. O tym, że zna się na swoim fachu usłyszałam od jej znajomych, bo na tej imprezie pretendowała do tytułu najgorzej uczesanej? Dlaczego? Bo połowa gości przed weselem ustawila się do niej w kolejce, a ona nie miała sumienia im odmówić. W efekcie, wszystkie babcie, ciocie, kyzynki i przyjaciółki wyglądały jak milion dolcow, podczas gdy ona na ostatnią chwilę związała włosy w kucyk i spóźniona gnała na ślub. Nikt nie pomyślał, że nie zdaży się wyszykować, wszyscy myśleli jedynie o sobie. To smutne, ale daje do myślenia. Gdyby odmówiła, nie miałaby się do kogo odezwać na tym weselu. Nie odmawiając narażala się na niepotrzebne komentarze w stylu “szewc bez butów chodzi”. Żadnej nie przyszło na myśl, że owe przysłowiowe buty tamta fryzjerka zostawiła na ich głowach. .. Piękny i mocny tekst. Choć Twoje stylizacje to nie moja półka cenowa, to dział psychologii trafia i to jak! Odgrzebuje starsze wpisy i myślę sobie- to chyba o mnie😁 brawo Ty!

  71. Cudny tekst ☺️ a zarazem taki prawdziwy. Żeby tylko każdy do niego dotarł, przeczytał, przemyślał i wprowadził do swojego życia… Każdy znajomy z którym będę rozmawiała, zostanie “zmuszony” do przeczytania go 😉 pozdrawiam gorąco ☺️

  72. Jestem przyszłą krawcową. Wiem o czym mówisz… u mnie jedt tak: skrocisz na szybko spodnie to tylko przecież chwila, przerobisz mi sukienkę to tylko pewnie 5 minut roboty. Oczywscie wzzystko PO ZNAJOMOSCI. Nikt nie rozumie ze ten zawód to ciężki kawałek chleba i to nie jest tylko chwila a czasami pare godzin roboty. Aaaah…

  73. Masz 100% racje.
    Ja przez to nie lubię korzystać z usług znajomych. Mimo iż zawsze pytam ile się należy to niektórzy czują się w obowiązki zrobienia tego „po znajomości za darmo”. Wydawać by się to mogło miłe ale później ja będę czuła się zobowiązana w stosunku do tej osoby aby dla niej również coś zrobić. Lubię być z każdym na „czysto”. Nikt nie czuje się wtedy zobowiązany i każdy może drugiej stronie odmówić.

  74. Oczekiwania i roszczenia są najgorsze. W ostatnim czasie zaczęłam sprzedawać zabawki po swoich dzieciach. Zbieranina z kilku lat, pare pudełek, jest tego trochę. Po pierwsze nienawidzę trzymać za dużo rzeczy w domu, po drugie uczę dzieci, że jeżeli coś chcą z czegoś muszą zrezygnować. Chcę żeby wiedziały, że pieniądze z nieba nie spadają, że trzeba je szanować i umieć je zarobić. Córka lat 7 bardzo się ucieszyła z tego, że zarobi własne pieniądze. Zaczełyśmy robić zdjęcia, a ja, jako “pośrednik sprzedaży” zaczełam wystawiać gdzie się da. Ehh.. i się zaczeło (Nasze zabawki kupione były jako nowe w sklepie, więc też trochę za nie zapłaciliśmy). Wiadomości typu: “Zejdzie Pani z ceny?, “Wie Pani koleżanka ma trudną sytuacje, a dziecko musi się czymś bawić”, “Dom buduję z każdym groszem trzeba się liczyć, więc może połowa ceny?!”, ” A w znajomych to my mamy wspólną koleżankę to może po znajomości taniej?”, “Za używaną zabawkę tyle Pani chce? No w $&%* się poprzewracało” (zaznaczam że chodziło o zabawkę która kosztowała w sklepie 150zł, a ja chciałam całe 30). I na koniec najlepszy tekst “Wiesz co, ale Ty wredna jesteś, zamiast sprzedawać to moim byś.mogła oddać, jeszcze by się pobawili”- tekst kuzynki. Większość zabawek kompletna, wcale nie zniszczona, ale pretensje, że np lalka ma rysę, były na porządku dziennym. I bezszczelność Pani, która przyjechała po zabawki z nadzieją, że za półdarmo jej te zabawki sprzedam “oj dziecko powiedz Mamie niech zejdzie z ceny to będziesz miała na cukierki” wywieranie presji na dziecku. Koniec tej historii jest taki, że mam obrażoną kuzynkę, Pani grzecznie podziękowałam, sprzedałyśmy 3 rzeczy, a to co zostało przeżywa “drugą młodość”. I jak to mój Kochany Dziadek mawiał “wiesz dziecko, życie jest cudowne, tylko ludzie już nie”. Gorąco Cię pozdrawiam i życzę jak najmniej tych roszczeniowych 😉

  75. A ja jestem policjantką i do tego magistrem prawa. Pracowałam i jako “krawężnik” i teraz w kryminalnym. Na palcach jednej ręki mogę policzyć spotkania z ludźmi, którzy wiedzą gdzie pracuję, na których nie pojawił się temat “a bo dostałem mandat i jak go anulować”, a bo ktoś ma taką sprawę, że coś kupił na olx i nie dostał, a to jego sąsiad coś tam, a co się robi z czymś tam i poradź mi tak prawniczo i oczywiście “a możesz mi w tych swoich systemach sprawdzić adres barmanki/dane sąsiada/czy kolega z wojska żyje”. I nieśmiertelne pytania o najciekawsze sprawy, najniebezpieczniejsze zdarzenia i inne tego typu rzeczy. A ja naprawdę po pracy chcę odpocząć od pracy, poza tym często nie da się komuś, “z zewnątrz” wyjaśnić pewnych spraw “z wewnątrz” no i wiadomo, że każda sprawa jest inna, liczą się nawet niuanse i nie jestem się w stanie wypowiedzieć na temat sprawy sąsiada. A za nieuzasadnione sprawdzenie czegoś w systemie mogę mieć nawet dyscyplinarkę, jak źle pójdzie, bo teraz każda rzecz jest rejestrowana, już nie mówiąc o tym, że to są dane osobowe i nie tylko, więc “rozdawanie” ich jest co najmniej słabe… I uwierzycie, że ludzie nie potrafią tego zrozumieć i naprawdę się obrażają, bo według nich nie chcę pomóc celowo?

  76. Ciężko odmówić jednak mężowi. A taki to dopiero ma oczekiwania 😉 no cóż.. to trochę taka pułapka. Ja oczekuję od niego pewnych zachowań a on ode mnie. Czasem ciężko jest z tego powodu i pojawiają się liczne kłótnie. Z bliskimi jak wiadomo o nie łatwiej.
    Jak powiedzieć mężowi że obiadu dziś nie będzie na czas, bo miałam sprawę w mieście, i go nie wkurzyć? 😉

    1. Normalnie. Nie gotuje dziś. Wychodzę. A jak się wkurzy to jego sprawa. Nie jesteś kucharka zatrudniona na etat. To nie jest Twój obowiązek. Ja propaguje układ partnerski. Gotujemy z mężem na zmianę. Czasem ja mam fazę i gotuje Non stop, ale jak mam dzień lenia, albo jak po prostu minusie nie chce, to pichci Mat i uważam ze to jest ekstra. Mogę ugotować, ale nie muszę. Tak samo on!

  77. Ja co prawda nie mam jeszcze wyuczonego zawodu, bo jestem w trakcie kończenia studiów, ale w każde wakacje i większośc weekendów pracuje jako kelnerka. Strasznie mnie denerwują komentarze przy okazji jakichkolwiek imprez typu: „kto tego nie poda jak Ty, masz doświadczenie”, „hej, robię imprezę, wpadniesz znowu pomoc mi nakryć ? Wychodzi ci to najlepiej”. Pomagam zawsze, ale powoli tracę juz cierpliwość, bo nie wiem juz czy jestem zapraszana jako gość czy obsługa. Wiem, moze to błahe, ale jakoś powiązało mi sie z tym wpisem …

  78. Dokłaznie rozumiem co masz na myśli. Jestem wizażystką i mam ten sam problem. Maluje za darmo. Ale prawda jest taka, że nie wyobrażam sobie wziąć pieniędzy od rodziny czy innych bliskich osob. Tak zostałam wychowana. Jednak nie wyobrażam sobie też komuś kto nie chce pieniędzy odwdzięczyć się w inny sposób. Kupić coś co przyda się komuś do pracy. Coś o wartości wykonanek usługi… niestety ludzie nie mają w sobie czegoś takiego.

  79. Super wpis !!! Taki na czasie i bardzo prawdziwy …. ludzie są tacy roszczeniowi i oczekujący od nas tylu rzeczy niestety w zamian za nic 😔 Trzeba być ponad to i nie dac się wmanipulować w takie zagrania ! Z przyjemnością przeczytałam twój post 😘💪 pozdrawiam

  80. Swietny tekst! Bardzo wazny temat, tak przedstawiony, ze powinien dac do myslenia obu stronom. Czytajac ponyslalam kurcze, ale mam szczescie nikt nic ode mnie nie oczekuje. Po przeczytaniu komentarzy przypomnialo mi sie jak pracowalam kiedys w butiku z drogimi butami. I jak rozpoznala mnie sasiadka z bloku, z ktora nie bylismy w najlepszych stosunkach. To nie przeszkodzilo jej w udawaniu jest inaczej, byciu super milym i probowaniu wyciagniecia znizki. Ja nie mialam takiej mocy a kierowniczce na zapleczu powiedzialam co i jak. Nie dostala znizki. Byla bardzo zawiedziona. A ja nie moglam uwierzyc, ze mozna miec taki tupet

  81. Po obejrzeniu Twoich instastories, od razu przypomniała mi się sytuacja z newsem o Ani Lewandowskiej latającej prywatnym samolotem i przepiękny komentarz pt. „Niedawno prosiłam o pomoc dla mamy a tutaj prywatny samolot”. No tak, najlepiej jakby oddała wszystko innym, zrzekła się zarobków bo „ja chcę” a ona ma dużo… Żenada.

  82. Eliza, bardzo cenny i wartościowy wpis, naprawdę. Myślę, że wiele osób zobaczy w tym siebie i da im to do myślenia. Robisz super robotę!! Pozdrawiam, Natalia 🙂🙂

  83. Elizo, tekst bardzo na czasie. Dziękuję!! Wlasnie zdalam sobie sprawe, ze jestem typowym dawcą:-( lubię pomagac innym i chetnie to robię nie oczekujac nic w zamian ale niedawna historia z mojego życia otworzyla mi oczy na to, ze znajomi maja mnie za frajera, ktory zawsze pomoze… jedna z historii: nie tak dawno znajoma poprosila mnie o odebranie dziecka z przedszkola, tłumacząc,
    Ze nie zdąży, ze bedzie za 20 min …. nie ma sprawy, odbieram swoje wezme i Twoje- popomyślałam. Skończyło sie na tym, ze mała byla u mnie 4 h, bo znajoma doszla do wniosku, ze jak córka jest juz u mnie to wpadnie jeszcze na kawke do sąsiadki. Szlag mnie trafił, bo ja po 8 godz pracy, masie domowych obowiązków i codziennym wstawaniu o 5-tej rano o niczym innym nie marzylam jak opieka nad trojką dzieci. A wiadomo, ta chce jeść to, druga co innego, bitwa o lalkę i o kredkę . Znajoma przyszla kolo 20tej z uśmiechem na ustach, ze tak fajnie czas spędziła… moja mina bezcenna !!! Droga do mojej asertywności jest jeszcze dluga i kręta ale dziekuje Elizo i Wam dziewczyny za to, że pokazałyscie mi, że trzeba odmawiać!!! Pozdrawiam:-*

  84. Jestem nauczycielem angielskiego. , skonczylam filologie angielska i często zdarzała mi się dostawać prośby od kogoś z rodziny czy znajomych np. W okresie obron prac licencjackich/magisterskich o przetłumaczenie wstępu do takiej pracy albo o przetłumaczenie jakiś pism czy listów bo przecież to dla mnie jak po polsku.. o ile zrobie to chętnie dla kogoś bliskiego to niestety każdemu kto przypomina sobie ze mnie zna w sytuacji gdy czegos potrzebuje odmawiam bez żadnych skrupułów. Dzięki Eliza za mega wartościowy i prawdziwy wpis!

  85. Ja mam zupelnie inne podejscie. Korzystam z usług znajomych i chetnie im płacę normalną stawkę, a nawet dorzucę napiwek. W końcu to znajomi, których lubię i życzę im jak najlepiej! A robię to odkąd jeszcze w liceum koledzy grający w zespole powiedzieli mi, że na koncertach nie zarobią na lepszy sprzęt, bo połowa publiki to znajomi, którzy OCZEKUJĄ darmowych wejściówek.
    Pozdrowienia 🙂

  86. Powróciłam na Twojego bloga po długim czasie;) tak to oglądałam Cię na Insta. Dzieki za poruszenie tego tematu. Przyznam, ze pierwszy raz komentuje:) temat także jest mi bliski. Jednak zazwyczaj trafiam na osoby, które także daja coś w zamian od siebie. Miałam jedna koleżankę, która traktowałam jak przyjaciółkę-jednak, ona chciała tylko brać. Wymagała bym woziła jej syna po lekarzach, pomimo, ze jej mąż był w domu i miał samochód. Zabierałam ją z miasta w środku nocy, bo wracała z imprezek. A ja „przecież mam na to czas”. Kiedy powiedziałam grzecznie dość-ona zerwała kontakt i mnie jeszcze wyzwala strasząc. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    1. Baff! Dziękuję za ten pierwszy komentarz!!

      PS Koleżanka była typowym biorcą i zupełnie nie widziała w tym problemu. Widać, że w tej relacji była tylko jednostronna chęć pomocy. Dobrze, że ją zakonczyłaś.

  87. U mnie hitem była sytuacja zaraz po ukończeniu studiow. Znajomy byl przed otwarciem restauracji i poprosił o jej zaprojektowanie. Ale za darmo! Przecież powinnam całować go po stopach za możliwość wrzucenia projektu do portfolio. 😊 Nad projektem aranżacji wnętrz spędza się mnóstwo czasu. Począwszy od zwiedzania sklepów stacjonarnych i internetowych w celu upolowania odpowiedniego wyposażenia, kończąc na wielogodzinnym ślęczeniem przy programach graficznych. Doba architektów jest dłuższa 😁

  88. Niestety, spotykałam się z tym już na studiach, jedna pomoc z mojej inicjatywy skutkowała oczekiwaniem ciągłego wyręczania w zadaniach, pracach, nadmiarem moich obowiązków przy projektach. W końcu powiedziałam stop. Ilość “przyjaciół” szybko się zweryfikowała, ale ja nauczyłam się odmawiać. Sama jednak wiem, że mam za dobre serducho i czasem siedzę po nocy, żeby komuś w czymś pomóc, ale pracuję nad tym.

  89. Mam większy problem, z którym powoli sobie radzę. Mianowicie nawet jeśli ktoś nie powie wprost czego oczekuje, a może wcale nie, to ja się domyślam i staram temu sprostać. Na szczęście z każdym tygodniem jest coraz lepiej.

  90. Ja takze uwazam, jak kolezanka Kasia, ze temat oczekiwań jest wielowymiarowy i dlatego nie ujelabym go jako “oczekiwania to samo zło”. Eliza, sama tez przyznałas, ze od meza oczekujesz np szacunku, wierności . I to jest przeciez dobre. Jesli chodzi o związki , to uwazam ze moge oczekiwać takich podstaw jak wierność , szacunek itp. Jesli chodzi o usługi np restauracja, to oczekuje ze bedzie ta usługa na poziomie (ja podświadomie tego oczekuje, bo jest to dla mnie naturalne, ze skoro płace w danej knajpie swoimi ciezko zarobionymi pieniędzmi, to jednak chcialabym zeby to bylo współmierne do jedzenia, ew. obsługi.) Podam przykład: restauracja w Łazienkach Królewskich, niby na poziomie, drogo bo wiadomo Łazienki…. dostalam salatke z kurczakiem, ktory byl ewidentnie “wczorajszy”. I jeszcze próbowano ze mna dyskutować… Przepraszam bardzo, ale od takich miejsc oczekuje sie, ze beda miały jakis poziom i to naturalne. Nie zapłaciłam za ta salatke, za reszte tak. Uwierzcie, kiedys wiele razy płaciłam za mierne usługi i nie umiałam miec oczekiwań, bylo mi po prostu glupio. Tak jak wtedy, kiedy w znanym salonie, fryzjerka obcięła mnie tak zle, ze plakalam potem w domu. Dzis, będąc juz inna kobieta- świadomą , poprosiłabym o zwrot pieniedzy. Takze uwazam, ze trzeba odróżnić oczekiwania od Oczekwiań nacechowanych negatywnie- tak bym to ujęła. I uwazam, ze w pewnych kwestiach jak najbardziej trzeba miec oczekiwania -ale mozna je ladnie i asertywnie egzekwować . Bo asertywność to nie tylko mówienie NIE, ale tez mówienie co nam sie nie do konca podoba lub czego oczekujemy. Pozdrawiam serdecznie Elizę i wszystkie komentujące dziewczyny!

    1. Aga, dokładnie to napisałam, że jak idę do sklepu to oczekuje dobrej obsługi i to jest normalne, bo za to płacę.

      Co do oczekiwań, oczywiście nie wolno być zero jedynkowym. Oczekuję od ludzi, że będą przestrzegać prawo, że nikt mi się nie włamie do domu i mnie nie okradnie, ale to są takie oczywistości i myślę, że to nawet nie podlega dyskusji 🙂

  91. Cześć Eliza ! 🙂
    pierwszy raz komentuje Twój wpis. Niestety nie zgadzam się z tym co napisałaś. Nie chodzi o komentarz Pani prawnik, jej oczekiwania czy roszczenia. Nie ładnie, że tak do Ciebie napisała i tyle. W tym temacie nie ma wątpliwości.
    Ale niestety zgadzam się z jednym zdaniem tej Pani – pokazujesz, że światem rządzi pieniądz. Pomóc komuś kto nie ma pieniędzy i bycie wrażliwym człowiekiem na ubóstwo innych jest czymś pięknym. Moim zdaniem nie wszystko ma swoją cenę i nie za wszystko należy oczekiwać pieniędzy. Moi rodzice są bardzo pomocnymi ludźmi. Często robili coś dla innych własnym kosztem. i Wiesz co. Kiedyś ich za to ganiłam. “Weźcie zapłatę” – tak im mówiłam. Ale teraz widzę, że bycie bezinteresownym jest czymś super. Mają masę wspaniałych ludzi, którzy ich otaczają, rodzinę i są kochani. Nie wszystko da się wyrazić w złotówkach, rabatach czy zniżkach. Nie sztuką pomagać jest komuś obcemu i przelewać na konto jakiś organizacji charytatywnych krocie. Sztuką jest dostrzec ubóstwo w zasięgu swojego wzroku. Może sąsiadka nie ma pieniędzy na chleb, a inna młoda uczennica kiepsko się uczy. Może warto im pomóc. Całe życie należałam do wolontariatu. Dzieliłam się z ludźmi swoją wiedzą, która ciężko zdobyłam w szkole – udzielałam pomocy w nauce kolegom i koleżankom. Nigdy nie były to korepetycje za pieniądze. Największą zapłatą była dla mnie dobra ocena mojego ucznia. Może teraz powiecie, że jestem naiwna i że życie da mi w kość. Pewnie tak. Ale nigdy nie zmieniłabym swojego charakteru i nastawienia. Wiem, że dobro powraca i to ze zdwojoną siłą. Sama się o tym przekonałam wielokrotnie 🙂 i to wtedy kiedy się tego nie spodziewałam 🙂 Nie są to zasady dzisiejszego świata. Wiem o tym. Ty masz swój biznes i dużo pieniędzy. Cudownie i nie zazdroszczę. A ja może żyję skromniej. Ale czuję, że jestem taka jak powinnam. Mam świetne techniczne wykształcenie. Nie czuje, że wszędzie muszę “mieć biznes”, kasę i zarobek. Czasem warto być po prostu ludzkim. A nie przypominać jednoosobowej korporacji bez serca. Nie jest to sposób na bycie bogatym. Wiem o tym. Ale na pewno na bycie wartościowym człowiekiem. Tak tylko chciałam się z tym podzielić. Żeby nie każdy myślał, że pieniądze są w życiu najważniejsze. Bo nie są. I naszym światem nie musi rządzić pieniądz. Może zmienię zdanie. Lubię szukać możliwości zarobku, ale lubię też po prostu być, a nie tylko mieć. Widzieć “braci naszych najmniejszych”.
    To nie jest hejt w Twoją stronę. Cenię Twojego bloga i będę tu zaglądać. Dużo osiagnłęAle moja wrażliwa natura niestety w tym jednym wpisie wyczuła zbyt duży nacisk na zysk i zarobek. Tylko tyle. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam. Nie to było moim zamiarem. Jeśli tak to wybacz. Mam też własne zdanie na temat naszych umiejętności. Uważam, że pewne talenty i umiejętności są nam dane od Boga za darmo. Czemu więc za wszystko my mamy oczekiwać zapłaty? Pan Bóg nie każe płacić wybitnemu matematykowi, którego obdarzył taką zdolnością. Tu spodziewam się, że większość osób nie zgodzi się z moim zdaniem. Bo przecież ciężko pracowali itd. Prawda, ale gdyby nie choć minimalne i podstawowe predyspozycje i zdolności (jak pamięć i inteligencja), nic my nie zrobili. Nie popadajmy jednak w skrajność. Każdy potrzebuje pieniędzy i zarabiajmy je. Ale nie wszędzie i za wszelką cenę 🙂 czasem bądźmy bezinteresowni. To się opłaca. Jak nie tu na ziemi, to wierzę, że w przyszłym życiu.
    Powodzenia Elizka i pozdrawiam ciepło.

    1. Kochana, chyba przeoczyłaś akapit “pro bono”, ja robię mnóstwo rzeczy charytatywnie alb po prostu z dobrego serca. Oczywiście, że pieniądze nie są najważniejsze. Chodzi o to by być wolnym człowiekiem i samemu decydować czy zrobić A czy B. Jeśli ktoś czegoś oczekuje czy nawet wymaga to ja mówię – NIE.

      Bądźmy bezinteresowni, ale na swoich zasadach.

  92. Ja mam tak bardzo często. I co lepsze ludzie nawet mnie już nie proszą tylko mówią zrobisz “to”, przywieziesz mi tamto, zajmiesz się moim zwierzakiem – jakby to było oczywiste, bo ja przecież mam tyleeeee wolnego czasu 🙈🙉

  93. Podpisuję się obiema rękami pod Twoim stwierdzeniem: “Chęć i potrzeba pomocy musi wyjść ode mnie. Jeśli pojawia się oczekiwanie i roszczenie (jak w powyższym przykładzie) ja się totalnie zamykam i nie ma we mnie na to zgody.” Mam tak samo! Lubię pomagać, lubię czuć, że jestem komuś potrzebna, że ktoś może na mnie liczyć ale nie wyrażam zgody na wykorzystywanie – zarówno w życiu zawodowym jak i w prywatnym. Po wielu latach, okupionych permanentnym zmęczeniem z powodu braku umiejętności odmawiania, w końcu nauczyłam się mówić NIE, określać jasne granice i jest mi z tym dobrze. Grunt to nie dać sobie wejść na głowę 🙂
    Bardzo mądry wpis! Po raz kolejny napiszę, że przyjemnie się Ciebie czyta (jak również słucha) 🙂
    Pozdrawiam!

    1. EWA, bardzo mi miło!!!

      A tak na marginesie muszę Ci powiedziękować, wiesz, ze to jest już Twój 200 komentarz na moim blogu? Nie masz pojęcia jak to doceniam i jak bardzo jestem Ci wdzięczna, że tak angażujesz się w dyskusje i zostawiasz po sobie ślad

  94. Nie wiem czy mój wczorajszy tekst się nie wysłał, poniewaz miałam oczekiwanie, że się pojawi, piszę go jeszcze raz.

    Uwazam Dziewczyny, ze przesadzajcie, oczekiwania, sa naturalna konsekwencja barteru, nie ma nic złego w proszeniu o przysługi, tak tez dziala networking i tak pracuje cały swiat.
    Nie zawsze nagroda / rewanz przychodzi od razu, a czasem w ogole nie przychodzi, dlatego tez, nikt nas nie zmusza do pomagania. Jesli nie chcemy, odmawiamy. I tyle, bez urazy.
    Ja pomagam czesto i czesto ludzie mi pomagaja i to niekoniecznie Ci, ktorym ja pomoglam. Wierze w dobra karme i w to, ze uczynek wroci,
    Nie rozumiem tez zupelnie tych narzekan na prosby o bonusy, rabaty, etc – jezeli nie chcesz ich dawac, powiedz jasno, jezeli rozwazasz ich dawanie – wrzuc w business case i po sprawie. Tak dzialaj wszystkie firmy.
    Ja mam pelno oczekiwan wobec swiata, a swiat ma pełno wobec mnie – chciałabym byc dobrze obslugiwana w sklepach, knajpach, chcialabym byc zdrowa, szczesliwa, itp. Swiat chce bym byla dobrym członkiem rodziny, pracowanikiem, klientem. Co jest w tym dziwnego?
    Zacznijmy od siebie, a nie od innych – i od swoich oczekiwan, w pierwszej kolejnosci wobec siebie, a bedziemy szczesliwsi….
    Pieknie to powiedzial Hawking:

    “My expectations were reduced to zero when I was 21. Everything since then has been a bonus.”

    [The Science of Second-Guessing (New York Times Magazine Interview, December 12, 2004)]”
    ― Stephen Hawking

    1. To jest komentarz w punkt, chociaż zgadzam się z wieloma kwestiami, które dziewczyny poruszyły powyżej, np. kwestia balansu również dl mnie jest bardzo ważna w życiu. Jedyne czego nie chciałabym to tego żeby ludzie nagle stwierdzili: nie nie pomagam bo to zabiera mój CENNY czas, a np. schroniska, fundacje pomagające zwierzętom w ten sposób działają, ludzie pomagają tam często UWAGA: za darmo, są wolontariuszami więc kiedy np. byłabym popularną celebrytką/blogerką/vlogerką itp i zwróciłaby się do mnie fundacją prosząca o pokazana np. na instagramie psa do adopcji, czy puszczenia w świat informacji o jakiejś zbiórce nie wyobrażam sobie powiedzieć w takiej sytuacji NIE no chyba, że na prawdę nie czułabym niesienia pomocy bezbronnym zwierzętom

    2. Jeju chyba się tutaj mijamy dziewczyny. Przecież jasne jest, że należy działać Pro Bono, nigdy nie piszę o tym publicznie bo nie uważam żeby to było jakieś istotne, ale mam kilka fundacji, których konta regularnie zasilam i w których aktywnie działam. Bo tak, bo chcę, bo wiem, ze to jest potrzebne. Do głowy by mi nie przyszło, żeby coś im wyceniać. OCzywiście, że pieniądze nie są najważniejsze. Warto robić dobro dla innych. To nie podlega dyskusji. Ja piszę o oczekiwaniach innych wobec nas. Na to nie ma we mnie zgody. Fundacje nigdy nie oczekują pomocy, one o nie proszą i to jest ta różnica

  95. Jestem w 5 miesiącu ciąży. Zdecydowałam sie odstawić wszystkie aktywności zawodowe poza jedną ( najlżejszą i najmniej obciążają) i w spokoju przygotować się na narodziny maleństwa. Zaskoczona jestem jak często dostaję wiadomości od klientek z zapytaniem o samopoczucie, ale już mnie one nie cieszą, bo wiem ze za 2, 3 zdania padnie pytanie czy w ramach wyjątku, jednorazowo nie wykonam im usługi. Nie lubię wyjątków, grupowania klientek na ważniejsze i mniej ważne.Stanowczo odmawiam, bo sporo juz przerobiłam tego tematu i z roku na rok co raz lepiej gram wg swoich reguł. Jednak za każdym razem pojawia sie takie malutkie rozczarowanie taką osobą, bo równie dobrze ktoś mógłby napisać wiadomosc tak: “Mam gdzieś twoje zasady, potrzebuję tego i tego. Zrób to dla mnie.”

  96. Jestem lekarzem, nie zliczę nawet ile osób codziennie prosi mnie o analizę badań, o porady diagnostyczne, o załatwienie jakiś badań bez kolejki (pracuję w Uniwerysteckim Centrum Klinicznym i to „przecież chwilka podejść na radiologie i poprosić o szybszy termin”)
    Albo pacjenci w przychodni „ja tylko po receptę” , kiedy ja muszę opisać takiego pacjenta, zbadać go, itd.
    Automatycznie przesuwa się kolejka i zostaję w pracy po godzinach, jadę na złamanie karku odebrać dzieci z przedszkola na ostatnia minutę itd.

  97. Niesamowicie mądry i inspirujący tekst. Ja też jestem typowym dawcą, niestety bez asertywności i zdrowych granic. Często daję się po prostu wykorzystywać. Ale wiem, że to kwestia pracy nad sobą. Fajnie, że poruszyłaś ten temat. Ja na pewno będę do niego wracać i inspirować się. Pozdrawiam

  98. Oczekiwania to jedno z gorszych spraw psujących relacje. Nawet piękna relacja może zostać przez to zachwiana albo skończona. Ja na przykład bardzo źle na to reaguje i bardzo tego nie lubię!
    Jest też tak, że ktoś czegoś ode mnie oczekuje a jeszcze do tego na przykład w ogóle nie utrzymywał z nami kontaktu to w ogóle jest zgroza. Bo wtedy wiadomo ze chce z nami go nawiązać tylko z wiadomych powodów.
    Ja cały czas uczę się nie oczekiwać bo kiedyś niestety tak czasami myślałam. Odkąd bardzo na to zwracam uwagę lepiej mi się żyje.
    Eliza! Świetny wpis!

    Pozdrawiam!
    Weronika

  99. Dokładnie!!! Popieram Cię w 100%! Ludzie sa nauczani, zeby oczekiwac. Ja mam tak samo jako nauczyielka. “Zajmij sie moimi dziecmi, pospiewaj im ge swoje piosenki, pobaw sie z nimi, ile to dla Ciebie”. No hello! Sporo! Bo to moj wolny czas od dzieci właśnie! Kocham je i kocham moja pracę, ale lubie czasem odpocząć. Nienawidze tego. Masz zupełną racje. To takie latwe, ocenic kogos i wgmagac, mając w myśli, ze cos im nie nalezy. Super tekst!!;)

  100. Oczekiwania wobec innych są okropne!!! A najgorsze są oczekiwania rodziców wobec dzieci, które muszą skończyć studia, wziąć ślub, założyć rodzinę i mieć dzieci, bo przecież rodzice tego oczekują. Nie spełniasz tych oczekiwań, to coś jest z Tobą nie tak. To jest straszne, bo nie można żyć w spokoju tak, jak się chce.
    Przez to, że coraz więcej osób czegoś ode mnie oczekuje, ja nie oczekuję niczego od nikogo. A najlepsze jest to, że z takim nastawieniem żyje się duuuuużo prościej.

  101. Eliza, dziękuję Ci za ten tekst. Powinien on dotrzeć do jak największej liczy osób, żeby w końcu uświadomiły sobie, że każdy z nas ma wolną wolę, a odmawianie nie jest skutkiem braku wychowania. Chciałabym dołączyć jeszcze mój punkt widzenia – oczekiwania rodziny. Niejednokrotnie spotkałam się z sytuacją, kiesy szwagierka przy herbacie pytała mnie czy mam plany na weekend tylko po to, żeby oświadczyć mi, że skoro nie mam to mogę zostać z jej malutkim dzieckiem. Przecież nie mam nic lepszego do roboty, przecież i tak będę spędzać weekend ze swoim dzieckiem, to co to dla mnie za problem wziąć pod dach jeszcze jedno. Oczekiwała, a wręcz żądała pozytywnych odpowiedzi, z góry zakładała, że będzie tak jak ona chce. Kiedy któregoś dnia zostawiła mi syna pod opieką bez wcześniejszych uzgodnień, bo przecież oni mają dzisiaj rocznicę (btw. nie wiedziała o tym od wczoraj… mogła wcześniej zaplanować opiekę nad dzieckiem skoro planowali gdzieś wyjść) to uznałam, że miarka się przebrała. Ostatnio odmówiłam opieki nad małym i spotkałam się z tak ogromnymi pretensjami, z jej strony, jej męża, jej rodziców (a moich teściów), że jestem najgorsza, ze przecież i tak jestem w domu (sic!). Warto zastanowić się też nad takimi sytuacjami, bo znajomych można mieć wielu i poznawać nowych, a rodzina to zupełnie inna historia.

  102. mam koleżankę lekarkę i właśnie jej podziękowałam za te darmowe konsultacje w sprawie dziecka. Zawsze jej dziękowałam i to nie tak że chciałam ją wykorzystać, ale po prostu zwrócić się o pomoc, poradę. Jednak tym razem podziękowałam jeszcze mocniej za to wszystko co dla nas zrobiła. Tylko, jest bardzo ważne żeby wiedzieć, gdzie jest granica oczekiwań a zwyczajnem pomocy i życzliwości, bo ja np. pomagałam znajomym z angielskiego, bo mnie prosili. Nie wzięłam pieniędzy, bo uznałam, że to moi bardzo bliscy znajomi, ale zawsze ktoś mi się w jakiś sposób zrewanżował. Myślę, że to zależy od znajomych i przyjaciół jakich mamy, bo skoro kogoś uważasz za przyjaciela, to możesz pewnych rzeczy oczekiwać, w sensie pomocy, ale nie można tej pomocy nadużywać i zawsze trzeba dać coś od siebie i po prostu być szczerym i po prostu obgadywać temat. Mam też koleżankę fizjoterapeutkę, która zawsze się mną porządnie zajmie, ale nie nadużywam jej pomocy, może raz w roku i zawsze coś tam jej wcisnę, choćby winko, bo ona pieniędzy nie chce i sama proponuje pomoc. Także myślę, że ważne są granice tych oczekiwań.

  103. Czytam, czytam i czytam raz jeszcze… Sama nie wiem jak mam się do tego odnieść, bo obserwuję Cię na instagramie już jakiś czas wiem, wierzę, że nie rządzą Tobą żadne reklamy, media, presja itd. Jesteś sobą i za to Cię cenię. Wierzę też, że pisząc ten post wcale nie negujesz chęci niesienia pomocy, a jedynie chcesz zaznaczyć wykorzystywanie przez innych.
    Ja np. uwielbiam pomagać i staram się nie oprawiać tego ile warta jest moja wiedza, moje doświadczenia czy zdobyte kontakty. Jeśli ktoś zgłasza się do mnie o pomoc, pyta o radę- zwyczajnie pomagam i nie liczę ile czasu na to poświęcam czy ile mnie to kosztuje. Pomagam, bo to coś pięknego! Podróżuję po świecie od prawie pięciu lat i nie zliczę ile razy byłam w tarapatach, czegoś nie wiedziałam, a znalazłam na swojej drodze ludzi, którzy zwyczajnie mi pomogli. Zapłacili, przetłumaczyli, sprawdzili itd itd. Nie oczekiwali od tego pieniędzy, tłumacząc jak to wiele ich wiedza kosztuje. Do dzisiaj czuję ogromną wdzięczność, że tacy ludzie są, istnieją. Ludzie, którzy mają mnóstwo swoich obowiązków, ale mimo to znajdą czas, aby pomóc drugiej osobie. Ludzie, którzy mogliby krzyknąć cenę za ich usługi, ale zwyczajnie tego nie robią, bo chcą pomóc. Bezinteresownie. Tym samym ja sama chcę być właśnie taką osobą. Pomagać i nie liczyć ile na tym tracę. Pomagać z czystego serca cieszyć się, że mam wiedzę, możliwości i mogę pomóc. To coś pięknego ! <3
    Rozumiem sytuację odnośnie ten 15- latki i oczywiście zgadzam się z Tobą. Tacy ludzie też są, nie wszyscy kierują się podobnymi zasadami, niestety. Pewnie też dlatego musimy uważać i bronić własnej asertywności, aby nasze dobre chęci i pomoc nie była nadużywana. Zrozumiałe 😉
    Jakkolwiek ludzie, naprawdę macie serce liczyć Waszym najbliższym za poradę, przysługę?

  104. Zgadzam się z tym co napisałaś w 100%. Czytając niektóre komentarze mam jedną złotą radę, która bardzo mi pomogła w życiu – 2 telefony, służbowy i prywatny, służbowy w piątek wieczór wyłączyć (to rada dobra dla każdego kto ma z racji swojej pracy częsty kontakt z Klientem), nie sprawdzać maila służbowego w weekend i wtedy życie jest o wiele przyjemniejsze.

  105. Obecnie wykonuje zawód prawnika i niestety ludzie są okropni. I szczerze powiedziawszy im mniej za coś płacą tym mają więcej roszczeń. Przez jakiś czas pracowałam w punkcie darmowej pomocy prawnej. Ludzie traktowali nas tak, jakby nam płacili miliony, gdy my tym czasem pomagaliśmy całkowicie za darmo. Potrafili do nas dzwonić w trakcie dnia na prywatne telefony i pytać podczas przerwy w rozprawie co mają robić, albo podawać nasz numer znajomym, którzy chcieli rad przez telefon, nie wspominając o telefonach w weekendy, bo w tygodniu nie mają czasu.

    Pomijając tą specyfikę, roszczenia o wszystko są wszędzie. Na studiach pracowałam w Sephora. Jesteście sobie drogie Panie wyobrazić, że klient potrafił przy kasie pytać o rabat (nie chodzi o rabaty kartowe/lojalnościowe), tylko na zasadzie kupuje to ile mi Pani opuści. Nie wspominając Pań, które potrafiły się awanturować o to, że Pani wcześniej dostała próbkę więcej, albo, że nie mamy nic nowego z danej marki – Pani typu nie mam co robić w domu i cztery razy w tygodniu jestem w Sephora.

    Roszczenia nas otaczają.

    Uważam jednak, że są też czasem jakieś pozytywne oczekiwania. Myślę, że są sytuacje, w których mamy prawo czegoś oczekiwać np. szacunku czy zachowania kultury osobistej. Oczywiście zależy to od tego od kogo oczekujemy i od naszych relacji z drugą osobą. Nie oznacza to jednak, że ktoś musi nasze oczekiwania spełnić, choć moim zdaniem szacunku mogę wymagać od każdego.
    We wszystkim trzeba zachować umiar.

  106. Znam to aż nazbyt dobrze… Przecież to tylko porada, tylko pismo, taki drobiazg… Nikogo nie obchodzi, że aby to pismo napisać, udzielić prawidłowej porady trzeba czasem spędzić kilka godzin na czytaniu przepisów, komentarzy i orzecznictwa. Długo nie potrafiłam odmawiać. Asertywność przychodzi z czasem i doświadczeniem, sama wiem, że jednak zbyt wolno. Ktoś mądry mi to wyjaśnił kiedyś, że aby udzielić tej zwykłej porady musiałam skończyć studia, aplikację, opłacić cotygodniowe dojazdy związane ze szkoleniem, nie przespać iluś nocy, odebrać cenny wspólny czas własnemu dziecku, poświęcić urlop na naukę. Można długo wymieniać. Wszystko po to by móc udzielić tej “zwykłej” porady… Mam taką zasadę, że od przyjaciół nie biorę pieniędzy, jednak znajomych staram się traktować jak klientów. Nie mogę zrozumieć jak osoby, które znam często tylko z widzenia dzwonią w sprawie swojej lub…swoich znajomych… Nie muszę dodawać, że oczywiście chodzi o darmową pomoc… Mi samej nie przyszłoby nigdy do głowy coś takiego… I jeszcze jedno – nie zliczę ile rzeczy robię za darmo, ale robię to z własnej woli, gdy czuję że powinnam, że mogę pomóc i że ma to sens. Wierzę, że dobro do ludzi wraca. Pomagam i o tym nie mówię, zresztą jestem pewna, że wielu by nie uwierzyło. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że roszczeniowość jest jednak bardzo jednostronna. Ktoś w Pani artykule zastanawia się czy znajomy podobnie wyświadczyłby przysługę np. malując łazienkę. Odpowiem z doświadczenia: przecież to zupełnie inna sprawa…za pracę należy się zapłata, to coś zupełnie innego niż napisanie krótkiego pisma…

  107. Ważny temat. Spotkałam się z różnymi przykładami tego typu zachowań nie raz. Jednak 2 przykłady są szczególnie bliskie mojemu życiu. Moi rodzice są lekarzami, odkąd pamietam znajomi, rodzina, nawet znajomi znajomych (!) dzwonili do moich rodziców i prosili o receptę, zwolnienie, czy poradę. Nawet szwagier kuzyna mojego męża poprosił mojego tatę o 2 miesiące zwolnienia żeby ogarnąć przeprowadzkę!! Był w szoku kiedy spotkał się z odmową. Dla mnie takie zachowanie jest nie do pomyślenia. Drugi przykład, który zauważam wśród znajomych to oczekiwania rodziców względem dzieci i oczekiwania dzieci względem rodziców. Rodzice często stawiają dzieciom poprzeczkę bardzo wysoko, inwestując przy tym w drogie, często zagraniczne studia. Jednak później są rozczarowani gdy dziecku nie udaje się zdobyć prestiżowej pracy, lub tym bardziej jeśli po studiach lub w trakcie rzuca to i idzie inna droga. Często jest tez na odwrót. Mam wielu znajomych, którzy nie robią zupełnie nic, nie wkładają nawet minimalnego wysiłku, a oczekują od rodziców wielu rzeczy. Np budowy domu, założenia firmy, a najlepiej po prostu wysokiego przelewu z firmowego konta co miesiąc, przy tym prezentów w postaci drogich wakacji i oczywiście bezustannej pomocy przy dzieciach. Najlepsze jest to, że Ci, którzy faktycznie to wszystko dostają bardzo często borykają się z depresją. Sama wiele wsparcia od rodziców dostaje, ale staram się też dawać dużo od siebie i nie oczekuję, że wszystko mi się w życiu należy.

  108. Napisałam już wcześniej komentarz ale jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała. Jestem z wykształcenia prawnikiem, ale nie pracuje w zawodzie. Świadomie z tego zrezygnowałam, ponieważ doszłam do wniosku, że nie lubię tego i nie odnajduję się w tej pracy. Jednak bardzo często mimo wszystko dostaje telefony od rodziny i znajomych z jakimś pytaniem prawnym. Dla mnie to nie są łatwe rzeczy, mówię im, że naprawdę się na tym nie znam i nie chce im zle powiedzieć i najlepiej jak sprawdza w ustawie. Od razu jest wtedy pytanie, a możesz mi Ty sprawdzić i oddzwonić? Lepiej się w tym orientujesz. Dla mnie zawsze jest to nie tylko sporo pracy, ale też stres czy na pewno im dobrze powiedziałam. Szczególnie, że bardzo często pytania dotyczą ich biznesu, pracy i uważam, że nie są to sprawy, w których ja powinnam komuś doradzać. Natomiast mam 3 dzieci i jak koleżanki proszą mnie o porady to robię to z przyjemnością, bo to coś na czym dobrze się znam 🙂

  109. Mój Tato był policjantem. Standardem były wizyty/telefony bliższych lub dalszych znajomych, baardzo dalekiej rodziny nie widzianej od wielu lat w celu uwaga: napisać pismo (w sprawach najróżniejszych, tutaj jeszcze Tato zazwyczaj pomagał, miał doświadczenie w różnych postepowaniach procesowych i takiej pomocy zazwyczaj nie odmawiał), dowiedzieć się (bo ktoś np został zatrzymany :o, lub ma jakies zarzuty :o). Tu juz bylo gorzej, bo o ile jeszcze uzyskac jakies ogólne informacje sie dało (lub nie, w zaleznosci od sprawy), to niektórzy oczekiwali uwaga: żeby cos “załatwić”. Juz nawet nie bede wchodzic w szczegoly, czego ludzie oczwkiwali. A że takie sprawy sa zazwyczaj bardzo przykre i budza wiele emocji, to mozna sie domyslic ile to kosztowalo mojego Tatę. Zreszta nawet po kilku latach na emeryturze potrafil dostac taki telefon.

  110. Jako tłumaczce, która poświęciła wiele lat i pieniędzy na przeróżnego rodzaju studia, certyfikacje i kursy, temat ten jest mi szczególnie bliski. Wymagało to naprawdę ogromnego samozaparcia, aby w końcu powiedzieć NIE dla darmowych tłumaczeń, zniżek i bezpłatnych certyfikacji. W rezultacie bardzo szybko zobaczyłam, kto był w moim otoczeniu bo tego chciał, a kto, bo byłam przydatna. Zawsze płacę za usługi. Ostatnio prosiłam koleżankę – brytyjską księgową – o potwierdzenie mojej tożsamości (kilka jej podpisów jako specjalisty i dość wnikliwe sprawdzenie dokumentów) i oczywiście zaoferowałam pieniądze za to, jednak odmówiła, ale dała się zaprosić na fajny lunch w wybranej przez siebie restauracji. Nie wyobrażam sobie wynagrodzić czyjegoś czasu dla mojego interesu i nie podziękować za to w uzgodnionej formie. Bardzo dziękuję za świetny tekst.

  111. Witaj Eliza, bardzo doceniam tekst, jest taki prawdziwy. Ostatnio trafiam na same dobre teksty, polecam wpis na SuperStyler. Mnie oprocz tego o czym napisalas, denerwuje w ludziach byle-jakosc w kazdej dziedzinie, w szkole, w zwiazku, w pracy. To budzi i kumuluje same problemy.

  112. Zasadniczo zgadzam się z tym, że ludzie mają niestety skłonność do wykorzystywania rodziny / znajomych itp., nie mówiłabym tu raczej o oczekwianiach, ale właśnie po prostu o wykorzystywaniu. Aczkolwiek rozgraniczyłabym to na najbliższych (bliskich przyjaciół, rodzinę, z którą jesteśmy w codziennej bliskiej relacji) – w tym przypadku nie uważam tego za nietakt, myślę, że np. mama czy siostra mają pełne prawo poprosić mnie o zrobienie dla nich czegoś, na czym się znam, bezpłatnie, a z drugiej strony dalsi znajomi i znajomi znajomych – w tym przypadku to nadużycie i wypada przynajmniej grzecznościowo zapytać, co bym za to chciała.

    Jednak istotniejszym argumentem wydaje mi się to, że robimy coś z zakresu swojej pracy zawodowej w czasie wolnym – to powinno zostać zauważone / opłacone / zrekompensowane, nie pochwalam z kolei powoływania się na to, ile lat edukacji nas to kosztowało – to jakiś taki snobistyczny argument. Wolę myśleć o tym w ten sposób, że płacę za wykananą dla mnie tu i teraz usługę, a nie za historię czyjegoś życia, na prawdę mnie to nie interesuje. Tym sposobem łatwo moglibyśmy dojść do wniosku, że wysokość zarobków powinna być uzależniona od czasu edukacji – nie zgadzam się z tym, to rynek powinien to regulować, a nie sentymenty.

    I jeszcze jedno – ciekawa jestem waszej opinii 🙂 Nie rozumiem tej nagonki na pytanie o rabat!
    Można go nie udzielać, jeśli jest to niezgodne z naszą strategią biznesową, albo z dowolnego innego powodu. Lub nawet bez powodu.
    Ale dlaczego się zżymać na to, że komuś w ogóle mogło przyjść do głowy, żeby o to zapytać. Ludzie, co z wami?! 🙂
    Wszyscy chyba znamy Naczelnego Edukatora Finansowego III RP, czyli Michała Szafrańskiego 😉 “Targuj się!” to jedna z jego podstawowych zasad. Dlaczego uważacie taką postawę za roszczeniową i mówicie o tym z pogardą?

  113. Oj tak, doskonale to rozumiem. Jestem kosmetologiem i niestety bardzo często pojawiają się prośby o zrobienie paznokci, brwi, makijażu czy masażu. Oczywiście nikt nie mówi o zapłacie, a miło było by dostać chociażby czekoladki w ramach podziękowania.

  114. Ja co prawda dopiero studiuje ale mam zawód technik organizacji usług gastronomicznych i w weekendy pracuje w barze szybkiej obsługi . W weekend pracujemy do 15 . Zazwyczaj ludzie przychodzą też po 15 i na początku pracy obsługiwałam ich często do 15.30 ale od pewnego czasu tego nie robię ponieważ nikt mi za to nie płaci , ludzia się wydaje że co to obsłużyć 1 osobę czy 2 więcej a no różnica jest taka że dzięki takiej obsłudze ludzi ponad program byłam stratna koło 40 minut każdej soboty i niedzieli gdzie spędziłam mój prywatny czas na obsłudze za która nic nie dostawałam . Bo niestety ludzie do supermarketu czy do urzędu nie wejdę po godzinach pracy a niestety do mojego miejsca pracy . Kiedyś też usłyszałam od pewnej Pani ,, Co ona w takim razie ma zrobić ” ponieważ nie chciałam jej po czasie obsłużyć … brak słów

  115. Dzięki Tobie chyba pierwszy raz unikne poczucia winy kiedy komuś odmowie. Zawsze towarzyszylo mi to uczucie. Z zawodu jestem fryzjerka i często święta czy wolne dni były wolne ale nie dla mnie. Kiedy wszyscy się relaksowali ja działałam “Bo przecież to dla Ciebie chwila”. A przy okazji wesel w rodzinie zdarzało się wstawać o 5 rano żeby wszystkim dogodzić, tym razem “Bo przecież jestes na miejscu to gdzie będę chodziła”. Koniec od teraz mówię temat stanowcze NIE! Dzięki wielkie za ten tekst!

  116. Oprócz rabatów rabacikow jest jeszcze jedna rzecz o co często proszą znajomi (zresztą obce osoby też mają często śmiałość o takie rzeczy prosić) żeby wystawić im fakture na zakup kogoś kto paragonu nie wziął. Dla mnie to jest całkowicie sprzeczne z moimi wartościami. Owszem wystawie danej osobie fakture, ale za jej zakup.

  117. To pasjonujące, że w tych komentarzach są praktycznie same wykorzystywane osoby… to gdzie podziały się w takim razie te, które wykorzystują??? Może jednak warto dokładniej spojrzeć w lustro drogie czytelniczki?

  118. Mam mieszane uczucia. O ile w zupelnosci zgadzam się, że nie musimy spelniac oczekiwań obcych czy nawet znajomych, to mam watpliwosci co do najbliższej rodziny. Jasne- nie musimy. I ja tez czesto odmawiam. Ale jeśli np. mama mnie prosi żebym jej coś kupiła bo mam do sklepu bliżej niż ona, to co? Mam odmowić? Wiadomo, że nie chce mi się itp., ale przecież to moja mama. Ona dla mnei robi setki innych rzeczy. Więc tutaj raczej działa zobowiązanie. Tak samo w relacjach z bratem czy przyjaciolką- jeśli oni coś dla mnie robią, to potem oczekują wzajemności i trudno odmówić. Zresztą to by trochę skazywało znajomość na straty wg mnie. Gdyby mój brat poprosił mnie o coś co dla mnie nie jest problemem (jednie np. nie chce mi się itp.) to przecież mu nie odmówię, bo wiem, że on robi dla mnie dużo więcej.

  119. Eliza, kiedy powiedziałaś na instastories o nowym poście, o tym ze czesto wobec nas ktoś ma oczekiwania- zwłaszcza jeśli mamy jakis „fach” w ręku, natychmiast pomyslałam o moim mężu. Jest z zawodu architektem, ale tez wspaniałym rysownikiem… nie zliczę prac, portretów, projektów które wykonał- bo ktoś go poprosił- nie mówiąc brzydko „suszył głowę”- za free, albo „po kosztach”. Niestety nie potrafi odmówić, ma za dobre serce? Albo zbyt mało asertywności? A ludzie nauczyli sie to (go) wykorzystywać. Czesto jestesm świadkiem juz nawet nie próśb – ale stwierdzeń np. „córcia wyrosła- wiec portret nieaktualny- musisz zrobic update”… i wtedy to ja sie denerwuje- bo wiem ile spedza nad tym czasu, a materiały tez kosztują. W dobrym tonie w całej tej sytuacji jets to- ze czasem ktoś podziękuje „przysłowiowa flaszką”…. nie umiem wytłumaczyć, zeby szanował swój talent, a przede wszystkim wyceniał to co robi- A mysle, ze to pozwoliłoby mu bardziej doceniać siebie, swoją prace i uwierzyć w to ze można?
    Kochana- fantastyczny tekst, daje do myślenia i do działania! Ściskam mocno ❤️

  120. Ech asertywność to podstawa, z tą pracą, gdzie ktoś wymaga żebyś wykonała dla kogoś coś za połowę ceny lub za darmo to po prostu brak kultury u tej osoby. Rozumiem, jeśli ktoś robi coś sam z siebie coś za darmo i robi to w formie woluntarystycznej, ale jeśli np. klient wymusza na kimś mniejszą ilość ceny za usługę bez konkretnej przyczyny albo bez konkretnego powodu? Niektórzy po prostu żerują na czyjejś pracy, niestety…
    Wpis świetny, niestety takich też mało kiedy można znaleźć na blogach.
    pozdrawiam!

  121. Eliza, oglądam Twoje instastories baaaardzo często i doskonale pamiętam Twoją historie o tej 15-latce. I tak jak dużo osób już wyżej napisało – dało mi to bardzo do myślenia. Osobiście jestem osobą, która rzadko kiedy cokolwiek od kogokolwiek oczekuje, raczej należę do tych osób, które nie chcą robić kłopotu. Bardzo rzadko się targuje, jeśli coś jest dla mnie za drogie to po prostu tego nie kupuję albo szukam tańszego zastępstwa. Staram się doceniać czyjąś pracę i zwyczajnie jest mi głupio kogoś prosić o zniżkę bez powodu.
    I o ile ja nie oczekuję od nikogo tak mnóstwo ludzi oczekuję czegoś ode mnie…
    Mieszkam w Stanach od 3 lat. Przez kilka miesięcy pracowałam polskiej agencji, która pomagała Polakom tak naprawdę ze wszystkim – rozliczanie podatków, ubezpieczenia zdrowotne, bezrobocie itd itp. Bardzo szybko zaczęłam ‘czaić bazę’, a po drugie bardzo lubię kontakt z ludźmi więc wielu moich klientów bardzo mnie polubiło, a ja człowiek-miękkie serce zaczęłam dawać im mój prywatny numer telefonu w razie gdyby czegoś potrzebowali albo żeby mi robili update ze swoimi sprawami. To było NAJGŁUPSZE co mogłam zrobić… “Beatka, zrobisz mi aplikacje na ubezpieczenie?” Zrobiłam. “Ooo, rozliczymy się przy okazji.” “Ooo, moge do Ciebie zadzwonić sie cos zapytać?” “Bedziesz dzisiaj w pracy? O ktorej mogę przyjść?” Albo po prostu dzwonienie o 21 w niedzielę, kiedy siedzę z mężem na kanapie i oglądamy film. Nic się nie zmieniło w momencie kiedy przestałam tam pracować. Na szczęście w pewnym momencie otrzeźwiałam i przestałam odbierać, odpisując tylko, że już tam nie pracuje i jeśli potrzebują pomocy to na pewno dostaną ją w biurze.
    Ale, niestety na tym moja głupota się nie skończyła. Oprócz regularnej pracy od poniedziałku do piątku, piekę torty, głównie dekorowane masą cukrową. Wszystkie dekoracje robię ręcznie, a że (niestety) jestem perfekcjonistką to schodzi mi z tym wieczność. I tutaj też, początki były ciężkie. Moment, w którym ktoś pytał o cenę – MASAKRA. A co jeśli powie że za drogo, że może powinnam powiedzieć mniej…? Męczyłam się tak jakiś czas, czując się winna, że komuś nie zrobiłam tortu za taką cenę jaką chciał. Na szczęście w pewnym momencie doszłam do wniosku, że dlaczego ja mam się tak czuć? Przecież to zajmuje mój czas, wkładam w to moje serce i talent. I to nawet nie mówię o znajomych czy rodzinie – to już całkowicie inna historia, zwykli, nie związani ze mną w żaden sposób ludzie chca zapłacić mniej – ot tak. Od tamtej pory przestałam się ‘cackać’ z klientami. Twój budżet to $100? Ok, mogę zrobić Ci mniejszy tort albo zmienić dekorację. Życie stało się o wiele prostsze, naprawdę. Nie dajmy się wykorzystywać przez oczekiwania innych.

  122. Nigdy niczego od nikogo nie oczekiwałam, być może wynika to też z faktu, że nikt nic nie podał mi na tacy, nawet rodzice… O wszystko musiałam sama się starać i tak jest po dzień dzisiejszy. Cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Jedni będą widzieć w takich ludziach egoistów bez serca, drudzy dostrzegą ciężką pracę i wyrzeczenia… Nie zmuszajmy się do niczego, Każdy specjalista ma swoją stawkę, a jeśli komuś się nie podoba, zawsze może iść do kogoś innego. Pozdrawiam cię serdecznie i dziękuje za spotkanie na SeeBloggers!

  123. Wspanialy wpis….temat jest mi bardzo bliski, mnie czyjes oczekiwania podcinaja skrzydla, zamykam sie, uciekam, nie potrafie dzialas pod czyjes oczekiwania.

  124. Studiuję logopedię, został mi jeszcze rok, ale rodzina która ma male dzieci już chcą abym stawiała dzieciom diagnozę, a już najlepiej rozpisała plan terapii i w każdy weekend jak przyjeżdżam do rodziców ją prowadziła. Nie chce tego robić bo jeszcze jestem studentką, a co jeśli za rok się nie obronię albo nie zaliczę roku? Co będzie jak już skończę studiować i otworze swój gabinet? Mam prowadzić terapię za darmo? Tak, to bardzo by mi pomogło na starcie, praca za darmo 😛

  125. Świetny wpis! Jestem lekarzem i recepty i porady sypia się jak z rękawa! Szczególnie w niedziele popołudniu… Nie dość, ze ludzie nie szanują Twojego czasu, to no wlasnie, nie przyjdzie do głowy, zeby zapłacić. Nie mówię tu oczywiście o czasie, kiedy jestem w pracy, tylko kiedy jestem w domu i mam wolne. Pozdrawiam!

  126. Ja jestem z wykształcenia prawnikiem i ludzie też często zwracają się do mnie o darmową poradę, pomimo, że w wyuczonym zawodzie nie pracuję. Najlepiej, że również w pracy jest to wykorzystywane, ba! czasami muszę poprawiać błędy po naszym radcy prawnym, który zgarnia za swoją pracę pewnie niemałe pieniadze… Oczywiście bez dodatkowego wynagrodzenia. Faktem jest jednak, że lubie się dzielić wiedzą i sama się pcham jak coś wiem, więc sama jestem sobie winna. 😉 Nie mniej zazwyczaj zero wdzięczności ze strony przeciwnej. Sad but true.
    Kiedyś znajomi też ciągle zgłaszali się do mnie o porady dotyczące sprzętu, napraw komputera etc, bo jestem ogarnięta w tym temacie, aż w końcu zamieściłam na fb jakiś wyśmiewający którąś z sytuacji wpis (dot nieznanej nikomu osoby ofc) i się ludzie odczepili. ;p

  127. Bardzo potrzebny tekst, zgadzam się w stu procentach, gratulacje Eliza! Widzę, że pojawiło się kilka komentarzy od wizażystek, więc dorzucę też coś od siebie. Sama przeszłam chyba przez wszystkie etapy dojrzewania do asertywności, którą w końcu po kilku latach udało mi się wypracować. Od wielu lat interesuję się wizażem – uwielbiam eksperymentować z makijażem, nowinki kosmetyczne, lubię się uczyć nowych technik. Przez kilka lat pracowałam jako sprzedawca w firmie kosmetycznej, w której do moich obowiązków należało również wykonywanie makijaży – muszę jednak dodać, że największą przyjemność sprawia mi malowanie samej siebie – z tego powodu nigdy nie zdecydowałam się na świadczenie usług makijażowych prywatnie, nigdy też nie kryłam się z tym przed znajomymi. A jednak z jakiegoś powodu co chwilę zgłaszały się do mnie koleżanki z prośbą o makijaż ślubny/weselny/okazjonalny, bo: ty tak pięknie malujesz, a ja sobie z tym w ogóle nie radzę; ty masz tyle super kosmetyków, a ja to wiesz, tylko puder i tusz do rzęs w kosmetyczce; tylko tak delikatnie, pół godzinki ci to zajmie, a w końcu będzie okazja żeby się spotkać!
    Dodatkowo, przez cały okres mojej pracy w firmie kosmetycznej, byłam zalewana prośbami o podzielenie się swoimi zniżkami pracowniczymi i najlepiej, żeby produkt dostarczyć do domu i na wczoraj 🙂
    Nie muszę chyba dodawać, że żadnej z tych próśb nie towarzyszyło pytanie o cenę? Początkowo się godziłam, ale ilość tych “próśb” zaczęła mnie lekko przerażać, więc zaczęłam etap subtelnych wykrętów – próbowałam przypominać, że prywatnie nie maluję, że nie mam za bardzo czasu – dzisiaj wiem, że robiłam to bez przekonania, powodowana wyrzutami sumienia.
    W ten sposób przeszłam do kolejnego etapu, czyli: “noooo to ci zapłacę, ale zrób mi ten makijaż, bo wizażystka chce aż 100 zł!” – te prośby działały na mnie jak płachta na byka, bo po pierwsze 100 zł za makijaż to bardzo dobra cena, po drugie od razu wiedziałam, że moja potencjalna “klientka” zamierza przeznaczyć na tę usługę o wiele mniej. Poza tym, zawsze powtarzałam, że po pracy chciałabym odpocząć od malowania innych osób, bo to po prostu nie sprawia mi żadnej przyjemności.
    Teraz zasady są jasne – nie maluję nikogo poza sobą. A kiedy dostaję pytania o “wyjątek, tylko dla mnie?”, zawsze mam pod ręką kontakty do kilku koleżanek które malują zawodowo i celowo zaznaczam, że to osoby godne polecenia, ale nie wiem jaki mają cennik. Ta umiejętność przydaje mi się szczególnie od momentu, kiedy zaczęłam sama robić sobie hybrydy i co najmniej raz w tygodniu słyszę od koleżanek pytanie czy można mnie odwiedzić na ploteczki, kawusię i może przy okazji paznokcie? – “owszem, robię hybrydy ale tylko sobie, ale moja koleżanka ma swój salon, chcesz numer?”. A na bezceremonialne żądania typu “oooo masz lampę, zrób mi paznokcie!” z szerokim uśmiechem odpowiadam: NIE.
    Brzmi to trochę tak, jakbym otaczała się wyjątkowo okropnymi ludźmi, ale mam wrażenie, że żyjemy w kulturze, w której “nie wypada” odmówić przysługi lub zażądać za nią opłaty. To chyba główny powód, dla którego ludzie mają tak wygórowane oczekiwania wobec swoich bliskich czy znajomych. Ludzie nie mają też świadomości skąd biorą się wysokie ceny usług – zrzucają to na podatki, zus, czynsz, a nikomu nie przychodzi do głowy, że największy koszt generuje czas i wiedza. Dlatego uważam, że warto o tym mówić głośno i uświadamiać innym, że takie zachowania są nie na miejscu. A jeśli ktoś chce się podzielić swoimi umiejętnościami to na pewno będzie potrafił sam to zaproponować 🙂

  128. Od kilku dni szukałam czasu, żeby zajrzeć do tego wpisu i się nie zawiodłam – świetny tekst!

    Sama nie mam problemu z pomaganiem najbliższym i zazwyczaj otrzymuję też pomoc kiedy jej potrzebuję, ale chciałam Wam napisać o oczekiwaniach “klientów”.
    Wykonuję kartki i biżuterię, poświęcam na to dużo czasu (czasami kilka-kilkanaście godzin na jeden produkt) i sprzedaję swoje wyroby. Robię prace na zamówienie. Czasami są pytania czy zrobię coś za cenę samych materiałów, albo po znajomości “coś taniej” – i to zazwyczaj od bardzo dalekich osób. Ci bliscy nigdy nie mieli problemu z moimi cenami! Komentarze, że coś jest za drogie – bywa…. ale najlepsze są “zamówienia” (zazwyczaj od zupełnie obcych osób) kiedy już przebrniemy przez cenę i dostaję całą listę wytycznych i najlepiej, żeby praca już jutro była u nich! A kiedy ja mam to zrobić? a przesyłka? a co jak muszę coś dokupić? Zawsze informuję jaki jest czas oczekiwania, zazwyczaj realizuję zamówienia szybciej, bo wolę mieć zapas czasu niż się spóźnić, ale często spotykam się z oburzeniem, że coś tyle trwa…
    W sytuacjach, kiedy czasu jest za mało na wykonanie “indywidualnego zamówienia” proponuję moje gotowe produkty, których mam spory zapas i mogę wysłać od razu, a wtedy pojawia się kolejna lista pytań czy mogę w nich coś zmienić – i wracają wytyczne z zamówienia indywidualnego, którego realizację oszacowałam na X dni. Czasami się zastanawiam czy takie osoby myślą, że jestem maszynką, która nie śpi i nie je, nie wspominając już o innych obowiązkach.
    Można mówić, że jak ktoś płaci to wymaga – jasne! Dokładam wszelkich starań, żeby prace były zrobione ładnie i dokładnie, ale uważam, że jak ktoś zamawia coś co ma być dokładnie takie jak sobie wymyślił to musi się liczyć z tym, że stworzenie tego od zera zajmuje trochę czasu.

  129. niezwykle slowa oraz, blog na,ktory zagladam codziennie.Czasem gdy mam gorszy dzien wchodze by sobie go troszeczke rozchmurzyc.Czekam z radoscia na kolejne wpisy.Milo jest czasem oderwac sie od ziemi a dzieki Tobie jest to mozliwe.Zapraszam rowniez w wolnej chili do siebie dopiero zaczynam lecz prosze pozostaw swoj slad pozdrawiam:modnybuziaczek177.blog.spot.com

  130. Hej, dziękuję za ten tekst! Właśnie uświadomiłaś mi jak bardzo jestem nieasertywna…jestem makijażystka i całkiem niedawno spotkał mnie incydent ze znajoma, która obraziła się bo miałam TYLKO godzinę na wykonanie dziennego makijażu i ułożenie wlosow. Obraziła się i nieprzyszla..a ja glupia jeszcze po tygodniu napisałam jak bardzo mi przykro ze taka sytuacja zaistniała i bardzo mi głupio..(bo ona w ciazy i chcialam jakoś sprzątnąć ten smród ).dostałam odpowiedz, owszem: cyt. Było minęło.
    Coś nie tak ze mną…

  131. Cześć,
    Kolejny ze świetnych Twoich wpisów. Moim zdaniem zapłata powinna być uczciwa, ale nie znaczy to, że muszą to być pieniądze. Nie raz robie barter – ja Ci uszyję nowe firanki, a Ty mi przyniesiesz butelkę wina swojej roboty. Uczciwe? Uczciwe, bo włożone koszty i czas są podobne 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

  132. I tak i nie.

    Tego typu podejście oczywiście promuje asertywność, ale łatwo faktycznie popaść nim w pułapkę “zimnej” osoby, która nawet przyjaciółkę traktuje jak klienta i przedmiot biznesu. Pewnie, że nie można sobie dać wleźć na głowę, ale zdecydowanie wolę tutaj delikatne sugestie pokroju podkreślenia, że “pewnie, mogę ci zrobić rzecz X, ale to będzie wymagało normalnej pracy i na razie mam kolejkę płacących klientów” niż oczywiste “płać albo spadaj”. No i akurat lubię przypominać znajomym, że za tego typu pomoc wiszą mi obiad, przysługę czy cokolwiek.

Leave a Reply

Your email address will not be published.