here

Noworoczne postanowienia? Daj spokój…

Styczeń wielu osobom upływa pod znakiem PEŁNEJ MOBILIZACJI. Lista noworocznych postanowień zdaje się nie mieć końca, a motywacja jest w tym okresie na najwyższym poziomie.

Od lat w czołówce najpopularniejszych postanowień są: schudnę, zacznę ćwiczyć i nauczę się obcego języka. Nie raz miałam to na swojej liście. No właśnie MIAŁAM, bo postanowień noworocznych już nie spisuję.

Podobno 90% ludzi (którzy podjęli się realizacji noworocznych postanowień) ponosi porażkę jeszcze w styczniu! Nasuwa się pytanie – Czy to z nami jest coś nie tak? Czy z naszymi postanowieniami?!

Noworoczne postanowienia mają fatalne założenia. To w nich jest problem i to przez nie zaliczamy porażki.

Dlaczego spisywanie noworocznych postanowień to fatalny pomysł?

Postanowienia uruchamiają schemat MUSZĘ

Muszę bo nowy rok, a co za tym idzie nowa ja. Muszę bo wszyscy coś robią. Muszę bo to zagwarantuje mi szczęście. Muszę bo (wpisz cokolwiek). Przymus to nacisk i presja. Przecież to jedne z najbardziej stresogennych czynników. Presja to wróg naszej psychiki, powoduje rozdrażnienie, napięcie i nerwowość. Gdybyśmy MUSZĘ zamienili na MOGĘ byłoby nam o niebo lżej. W MOGĘ nie ma nacisku, przymusu i presji. Nie ma napięcia czy nerwowości. Jest wolność, możliwość, swoboda, otwartość na zmiany.

Niesamowite, że sami sobie to MUSZĘ fundujemy, i to od pierwszych chwil nowego roku, a jeśli coś nam nie wychodzi (co przecież jest zupełnie normalne i możliwe) osądzamy się, obwiniamy i karcimy. No bez sensu.

Postanowienia nie są konkretne

Schudnę, nauczę się języka, będę się więcej ruszać, rzucę fajki, nie będę jeść słodyczy – brak w tym planu i konkretów. Jeśli schudnę to ile i w jakim czasie. Jeśli mam się więcej ruszać to o jakich aktywnościach mowa, gdzie będę to robić i z jaką częstotliwością. Chcę nauczyć się języka? Sama czy z korepetytorem, a może kupię sobie fiszki albo wykupię kurs online?

Postanowienia nie są osadzone w czasie, są zbyt ogólne i w chwili spisywania nie mamy na nie żadnego planu.

Lista postanowień jest za długa

Kiedy już siadamy do spisywania postanowień noworocznych odzywa się głos, który mówi „więcej, napisz więcej, im więcej tym lepiej”. I tak kończymy z listą kilkunastu (albo kilkudziesięciu) pozycji , która.. umówmy się, jest nie do zaliczenia!

Mnogość postanowień nas przytłacza, szybko zdajemy sobie sprawę z naszych marnych szans i odpuszczamy…

Co więcej, duża liczba postanowień, presja i skupienie na realizacji wszystkich zadań może sprawić, że przejdzie nam obok nosa jakaś świetna okazja. W życiu tak właśnie jest, że los podsuwa nam różne okazje, ludzi, sytuacje i możliwości. Możemy tego po prostu nie dostrzec.

Patrząc na ostatnie lata mojego życia, widzę to bardzo wyraźnie. Najlepsze pomysły, okazje czy możliwości po prostu się pojawiły, a ja wyciągnęłam po nie rękę. Gdybym sztywno trzymała się swojej listy postanowień, nie miałabym czasu ani możliwości dojrzenia tego.

Gdybym trzymała się sztywno swoich (spisanych w styczniu) postanowień, nie wpadłabym na pomysł (albo nie miałabym czasu i przestrzeni) do stworzenia Fash Food Booka. Co za tym idzie, nie poleciałabym do NY, który był nagrodą jaką sobie za to przyznałam.

Jak widzicie, postanowienia mają beznadziejne założenia. Uruchamiają w nas destrukcyjny i wyniszczający schemat MUSZĘ, są stresogenne, nakładają na nas presję, są niekonkretne i jest ich zbyt dużo. Wystarczy odjąć presję i uzmysłowić sobie, że niczego nie musimy, ale MOŻEMY. Naprawdę nic się nie stanie, jeśli jakiegoś celu nie uda się zrealizować na czas. Bo prawda jest taka, że bardzo często to my jesteśmy osobami, które nakładają na siebie deadline’y. My też jesteśmy tymi, którzy mogą te deadline’y zmienić, przełożyć, usunąć.

Zamiast postanowień – mapa marzeń

Ja w tym roku zamiast postanowień zrobiłam mapę marzeń. Wzięłam udział w warsztatach i pod okiem psychoterapeutki Magdy, stworzyłam piękną mapę, która będzie moim drogowskazem nie tylko w 2019r, ale w kolejnych latach również.

Mapę powieszę w sypialni. Będę ją widzieć zaraz po wstaniu, a co za tym idzie, jej założenia mi się utrwalą i wejdą w krew. Bez nacisku, bez przymusu, w wolności.

Jestem ciekawa jaki macie stosunek do noworocznych postanowień i czy je spisujecie.

 

 

58 komentarzy
  1. Kilka lat temu przestałam się oszukiwać i nie postanawiam nic😁 Każdy moment jest dobry na podjęcie zmian, a kolejny nowy rok (już) nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem. Co więcej, irytuje mnie ta presja… “Co zmieniasz w nowym roku, jakie masz postanowienia?”. Grr… świetny wpis, zgadzam się w 100%!😊

  2. Dobrze jeśli człowiek stawia przed sobą wyzwania i chce osiągnąć ważne dla niego cele, ale nic za wszelką cenę. Jednym zmiany przychodzą z łatwością, sięgają po każdą okazję, a innym jest potrzebny niewielki nacisk czy presja żeby poszli do przodu (oczywiście ma być to motywacja, a nie czynnik stresogenny – wiadomo, jest tu cienka granica, którą łatwo przekroczyć).
    Ludzie, nie oszukujmy się 🙄 1 stycznia to nie jest magiczna data, która sprawi, że otrzymacie supermoce i dokonacie niemożliwego…
    Jeżeli chcemy coś zmieniać to zróbmy to TERAZ, nie ważne czy jest to styczeń czy kwiecień 😉

  3. W zeszłym roku po raz pierwszy spisałam postanowienia. Nie do końca traktowałam to poważnie i podeszłam do tego bez spiny. Po prostu zapisałam sobie kilka postanowień, celów które chciałabym zrealizować w kolejnym roku.
    No i cóż właściwie wszystkie udało mi się zrealizować, także to chyba różnie bywa

    1. Ania! Brawo brawo!!!!

      Podeszłas bez spiny czyli bez schematu “MUSZĘ”, a to klucz do sukcesu

  4. Mapa marzeń-nawet brzmi pięknie, skorzystam z tego pomysłu (Eliza zabrzmi to głupio, ale od ostatniego Twojego postu minęło sporo czasu i…. zastanawiałam się , czy czasem, nie zawiesiłaś bloga. Brakowało mi wpisów jak gazety do kawy! )

    1. Kasia, potrzebowałam przerwy od pisania i blogowania. Chciałam przemyśleć w jakim kierunku chcę iść, wprowadzić zmiany, potrzebowałam czasu by zebrać mysli. TEraz już wiem i wracam 🙂

    2. Podpisuję się pod słowami Kasi. Mnie również bardzo brakowało bloga, bo – nie ukrywajmy – rozpieściłaś nas swoją częstotliwością, Elizo. Zaczęłam się obawiać tego, że całkowicie przerzuciłaś się na Instagram, choć i tam też Cię brakowało.

      Mam nadzieję, że poukładałaś sobie wszystko w głowie i że teraz będzie już tylko lepiej. Witaj u siebie! 🙂

      A co do tematyki wpisu – jest szansa na to, byś zaprezentowała nam swoją mapę marzeń, czy jest to coś zbyt osobistego, co wolałabyś zachować tylko dla siebie? Pytam, bo sama kilkukrotnie rozważałam stworzenie czegoś takiego. Kto wie, może Twój post wreszcie przeważyłby szalę i już nie musiałabym się wahać?

      Powodzenia w tym nowym roku. Niech się w nim dzieją piękne rzeczy!

  5. Ja w tym roku po raz pierwszy spisałam swoje postanowienia, chociaż bardziej bym powiedziała, że to moje cele. Niestety u mnie jest ten problem, że jeśli czegoś sobie gdzieś nie zapisze, nie zanotuje to trudniej mi się do czegoś zmobilizować. Myślę, że brak determinacji w realizacji noworocznych postanowień wynika właśnie z tego faktu, że planujemy je zbyt ogólnikowo, brak nam konkretnego planu, ot taki pomysł, zachcianka najlepiej na już i od razu. Ale masz też racje, że często jest to po prostu presja z otoczenia, że wypada schudnąć, rzucić palenie, czy zdrowiej sie odżywiać. Dlatego warto zapytać samej siebie co naprawdę da mi satysfakcję, co chce osiągnąć i na czym mi zależy i do tego dążyć. Tylko wtedy mamy realne szansę na powodzenie.
    Btw. Mapa marzeń brzmi dość zachęcająco. Może za rok się skuszę 🙂 Pozdrawiam!

  6. Ja zawsze w okresie bożonarodzeniowym zastanawiam się co mogę w sobie poprawić w nadchodzącym roku. I tak na przykład miniony rok był pod znakiem CIERPLIWOŚCI. Brakuje mi jej na codzień i dokucza mi to. I choć nie jest idealnie to po roku pracy nad sobą w tej kwestii jest duzo lepiej.

    1. 2019 bedzie pod znakiem wychodzenia ze swojej strefy komfortu. Jest z tym u mnie mega kiepsko. A czuje, ze to bedzie dla mnie dobre.

  7. Ja zawsze miałam specyficzne podejście do postanowień tzn. robiłam listę, ale nigdy nie narzucałam sobie presji, że każdy punkt musi być spełniony. Tworzyłam wizje życia jakie wydawało mi się najbardziej optymalne w danym momencie, ale nigdy nie robiłam sobie twardych postanowień, a później wyrzutów. Z tego też powodu „gardzę” (ja gardzę, ogólnej koncepcji nie szykanuję, bo jeśli komuś to pasuje, to w porządku) popularnym habit trackerem, który wywołuje masakryczne wyrzuty sumienie… Wstanę za późno, „nie odhaczę” porannej jogi i już kuje mnie w oczy ta pusta kratka… Wolę mieć swoje założenia bez zbędnego tworzenia list, zdecydowanie bardziej preferuję tablice wizualizacji czy właśnie mapy marzeń.

  8. W tamtym roku zrobiłam sobie kilka postanowień i celów/marzeń do realizacji. I udało się w 120% 🙂 Między innymi prawo jazdy na ciężarówki, udało się też na naczepy/przyczepy 😉 W końcu pierwszy raz zobaczyłam morze. I ocean, czego już nie planowałam. Kilka razy byłam w Madrycie – to też ponad plan 😉 Udało mi się wiele zrealizować 🙂 Na ten rok trochę odpuszczam, dokończę to co zaczęłam. Zrobiłam sobie kilka celów, nie na ten rok, a kolejne kilka lat. I śmieszne, nie śmieszne, powinnam sobie postanowić ograniczyć słodycze, 3-4 czekolady dziennie to hm… za dużo, a ten cel wydaje mi się niemożliwy, motywacji brak.

    1. Wow pięknie! Możesz być z siebie dumna, a co do słodyczy… rozumiem ból bo to moja ogromna słabość, ale walczę z tym. Ograniczam

    2. Pamiętam, że tu gdzieś u Ciebie są posty jak słodycze ograniczyć, muszę je odszukać 🙂 Ale to głupie, tyle fajnych rzeczy robi się w życiu, a przegrywa z czekoladą.

    1. Super, mapa marzeń to dla mnie coś nowego, ale wiem, że chcę to robić co roku!

  9. Spisuję postanowienia noworoczne jeszcze w połowie poprzedniego roku aby moja psychika ogarnęła tą ilość 🙂
    Nic nie muszę ale chcę i mogę i to jest to co mnie motywuje.

  10. Ja jakiś czas postanowiłam po prostu być lepszym człowiekiem… i to robię. Zapisałam się na siłownię… i w grudniu przestałam, w styczniu też się nie zapiszę 😀 Ale uczę się programowania, udzielam się społecznie, gram w impro i staram się rozwijać, a to chyba najważniejsze.

  11. Robię tablicę marzeń od jakiś pięciu lat i to się sprawdza ! Nie robię jej co roku od nowa ale aktualizuje ją co jakiś czas, pierwszą miałam zawieszoną na drzwiach od pokoju na studiach przez dwa lata, przy przeprowadzce zapomniałam o niej bo drzwi ciągle były otwarte przy pakowaniu i wynoszeniu walizek etc. Później przypomniałam sobie o niej i postanowiłam, że w takim razie zrobię sobie nową. Po jakimś czasie odnalazłam zapisany projekt tej pierwszej tablicy na komputerze i nie mogłam wyjść z podziwu, że wszystkie zdjęcia symbolizujące cele/marzenia “się spełniły”. I to tak jak piszesz, nie myślałam o tym cały czas, że muszę coś robić tak i tak żeby to osiągnąć, oszczędzić tyle i tyle żeby mieć na jakąś rzecz. podróż czy choćby psa :)) Co najlepsze w tej pierwszej tablicy umieściłam zdjęcie psa- po prostu znalazłam słodkiego szczeniaka na internecie nie chodziło o rasę, w tamtym czasie wiedziałam, że i tak na studiach nie mogę sobie na to pozwolić, było to jednak moim marzeniem więc zdjęcie słodkiego szczeniaka wylądowało na tablicy. I co się okazało ? Jak działa podświadomość- gdy już 3 lata później miałam możliwość posiadania psa wybraliśmy dokładnie takiego jak przedstawiała tamta fotografia ! I absolutnie nie była to decyzja, że o takim marzyłam takiego chce:) Psa wybieraliśmy z mężem analizując różne rasy, wymagania i nasze możliwości 🙂 Umieszczając zdjęcie tamtego szczeniaka nie miałam bladego pojęciach co to za rasa etc. Serdecznie polecam tą formę “postanowień”:)) Codzienne niepozorne zerkanie działa na naszą podświadomość i pewnie dzięki temu dokonujemy może małych wyborów które nas przybliżają do realizacji tych marzeń 🙂

  12. Myślę, że stawianie sobie celów JEST ważne. Możliwe, że są ludzie, którzy są bardziej efektywni bez ustrukturyzowanego pomysłu na siebie, ale ja takich nie znam 😉 natomiast skupianie się na tych noworocznych rytuałach przejścia, no cóż. Wczoraj na mojej wielkiej, dwupiętrowej siłowni nie było ani jednego wolnego miejsca na kardo. Dobrze wiemy, że w marcu będzie już pusto 😉

  13. Cześć,
    Każdy dzień jest dobry na zmianę na lepsze. I podejście muszę jest beznadziejne. Chcę! I nie poddawać się, jak się raz nie uda. Ja mam plan zadbania się o siebie. Nie zawsze mam czas, ale się staram.
    A czy podzielisz się chociaż fragmentem mapy?
    Pozdrawiam,
    Kasia

  14. Bardzo sympatyczny wpis:) Mnie również stresuje słowo ,,muszę”, które wynika z planów a marzenia to już co innego. To sama przyjemność rozmyślania i bardziej śmiałych pomysłów. Całusy

  15. Ja zamieniłam “postanowienia” na “plany” 🙂 Niby niewielka różnica, ale postanowienia zwykle kończyły się właśnie na postanowieniu. Plany natomiast natychmiast wdrażam w życie oraz ustalam kroki, które sukcesywnie realizuję. Taka zasada sprawdza się u mnie bardziej i sprawia więcej satysfakcji 🙂

  16. W tym roku odpuściłam sobie postanowienia noworoczne. Mimo, iż konkretnych planów nie mam postanowiłam spełniać swoje marzenia. Małymi krokami ze względu na ograniczony budżet, ale sukcesywnie. Na pewno w tym roku wybiorę się na Jezioro Łabędzie, nie ma bata 🙂

  17. Też nie robię sobie żadnych postanowień na nowy rok, szkoda zachodu bo i tak nie wychodzi, jak chcę jakiś zmian to po prostu to robię i nie czekam, zawsze to przychodzi samo jakoś naturalnie, bez żadnych presji.

  18. Życzę wytrwałości w dążeniu do celu. U mnie również postanowienie aby zabrać się za rozwijanie językowo. Cel to 5 słówek dziennie po angielsku aby nauczyć się wymowy i znaczenia.

  19. Dam ten post na blogu moim uczniom do streszczenia po angielsku, bo właśnie przerabiamy dokładnie ten sam temat na zajęciach 🙂

    P.S. Z tym językowym problemem to nawet mogłabym pomóc 🙂

  20. Witam, mam malutki problem. Chciałabym być nową czytelniczką strony ale niestety nie mogę. Na moim komputerze nie wyświetlają się wpisy bloga. Gdy kilkam na nagłówek przechodzę od razu do komentarzy. Na telefonie nie mam tego problemu. Może ktoś pomóc?
    Pozdrawiam 🙂

  21. Myślę, że mapa marzeń to świetny pomysł 😉 Chociaż odpowiednio rozpisane postanowienia noworoczne, konkretne, w małej liczbie, no i takie “pozytywne” też mogą się nieźle sprawdzić. Ale wszystko zależy od podejścia. Jeśli wiemy, że faktycznie potraktujemy to jak deadline i zareagujemy ze stresem, to lepiej tych postanowień nie mieć 🙂 Ja je traktuję bardziej jako obszary do rozwoju i wyzwania. Żeby wciąż robić coś nowego i iść do przodu, nie zapomnieć o pasji.

Dodaj komentarz

Email nie bedzie widoczny.