Nie czuj się lepszy..

Dawno temu usłyszałam zdanie, które do dziś tkwi w mojej pamięci. Znajomy opisując swoją koleżankę ze studiów powiedział, że „ma w oczach pogardę wobec świata”. Wiem dokładnie co miał na myśli. Znam kilka takich osób. Tacy ludzie czuja się lepsi i więcej warci, traktują innych z góry, gardzą biedniejszymi i tymi, którzy pracują na niższych stanowiskach.

Pieniądze rzecz nabyta

Zapewne Wy też znacie takie osoby. Gardzące innymi, pokazujące swoją wyższość i patrzące na innych przez pryzmat pieniędzy albo pozycji.  Tacy ludzie czują się lepsi i wcale się z tym nie kryją. Zapominają, że pieniądze czy dobra luksusowe to rzecz NABYTA. Podobnie jak pozycja czy wysokie stanowisko. Zapominają, że obecna, gorsza sytuacja może być dla kogoś tylko przystankiem, stanem przejściowym albo efektem trudnych i nieprzewidywalnych sytuacji. Nigdy nie zrozumiem jak można wnioskować o innych na podstawie zasobności portfela czy wykonywanej pracy.

Rodzice odkąd pamiętam wmawiali mi, że rzeczy materialne to coś nabytego. Można to wszystko stracić z dnia na dzień. Wszystkie pieniądze świata, nieruchomości, samochody i dobra luksusowe. Kręgosłupa moralnego i wpojonych wartości się nie traci. To coś co w nas dojrzewa latami, coś co w sobie kształcimy i rozwijamy. Charakter, cechy i umiejętności to coś, co świadczy o człowieku. Na tej podstawie powinnismy wnioskować. Nie na podstawie ilości zrobionych pieniędzy.

“Biały pan”

Pisze o tym zainspirowana doświadczeniami z Zanzibaru. Napatrzyłam się na opryskliwych, roszczeniowych turystów, którzy traktowali Zanzibarczyków z góry. Ewidentnie czuli się od nich lepsi. Codziennie byłam świadkiem przykrych sytuacji. Ludzie myślą, ze zapłacą, rzucą napiwek i ktoś będzie ich sługą. Czują się panami bo mają biały kolor skóry, pieniądze i lepsze życie. To tak nie działa. Wszyscy jesteśmy równi. Nie jesteśmy lepsi, ważniejsi czy bardziej wartościowi. Masaj, który chodzi po plaży i sprzedaje zrobione przez siebie przedmioty jest na równi z każdym z nas.  Z KAŻDYM! Bez względu na stan konta, stanowisko czy liczbę posiadanych dóbr.

masajowie zanzi

Stan przejściowy

Nie trzeba jechać do Afryki by być świadkiem takich sytuacji. One dzieją się codziennie obok nas. Kasia opisała mi na instastory niezwykle nieprzyjemną sytuację.

Pracowałam w okresie wakacyjnym na kasie w markecie. Chciałam sobie dorobić by mieć na utrzymanie podczas roku akademickiego. Nigdy nie wołałam pieniędzy od rodziców, odkąd pamiętam sama zdobywałam pieniądze na swoje wydatki. Pewnego dnia w pracy obsługiwałam starszą panią, była z wnukiem. W pewnym momencie spojrzała na mnie, a potem na wnuka mówiąc: Wnuniu, Ty się dziecko lepiej ucz, bo skończysz jak ta pani na kasie. Odjęło mi mowę.

Zachowanie tej pani było poniżej jakiegokolwiek poziomu. Przecież mogła tym wpłynąć na sposób myślenia dziecka. Chłopiec już od małego może patrzeć na sprzedawców z politowaniem i przeświadczeniem, że tacy ludzie upadli na dno.  Kaśka, wiedziała że niedługo wraca na studia i w końcu zacznie robić to co kocha. Co z osobami, które tak pracują na co dzień? Dlaczego ktokolwiek chce im wmówić ze są mnie wartościowi, ze upadli na dno, ze popełnili w życiu jakiś błąd? Dlaczego wnioskujemy o człowieku na podstawie szczątkowych informacji. Nigdy nie znamy całej historii, nie mamy prawa mówić ani myśleć w ten sposób!

Praca na obczyźnie i szereg upokorzeń

Pracowałam w usługach od nastoletnich lat. Każde wakacje spędzałam w Anglii fizycznie pracując. Nikt mnie do tego nie zmuszał, to była moja decyzja. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak wiele mnie to nauczy i jak bardzo zahartuje mój charakter. Zasuwałam w hotelach sprzątając pokoje i łazienki. Pracowałam restauracjach jako sprzątaczka, kelnerka oraz barmanka. Doznałam tam ogromu upokorzeń. Ludzie dosłownie mną gardzili, traktowali jak swojego sługę albo gorzej, jak robaka. W hotelu ostentacyjnie chowali przede mną portfel i cenne przedmioty. Sprawdzali czy przypadkiem im czegoś nie ukradłam. W restauracjach oburzali się gdy za wcześnie zabierałam ze stołu talerz. Liczyli czy aby na pewno wydałam im resztę. To są sytuacje, których nie zapomnę nigdy. Ciągle mam je z tyłu głowy.

cakes at peggy porschen

Kiedy pracowałam za barem w indyjskiej knajpie pijani mężczyźni dokuczali mi seksistowskimi odzywkami. Miałam 16 lat, byłam zażenowana, ale bałam się odezwać. Byłam przekonana, że tak to musi wyglądać. Właściciel prosił bym przymknęła oko, a Tacie nie powiedziałam o tym ani słowa. Nie pozwoliłby mi tam pracować. Miarka się przebrała kiedy jeden z „kolegów” z pracy klepnął mnie w tyłek. To miało być śmieszne. Nie było. Miałam akurat w ręce dwa kufle piwa. Rzuciłam nimi o podłogę robiąc ogromny hałas i bałagan. Wszyscy zamilkli i spojrzeli w moją stronę. Nie wiem skąd znalazłam w sobie wtedy tyle odwagi. Krzyczałam, że nie pozwolę sobie na takie traktowanie, że nie ma prawa mnie dotykać. Wiedziałam, że jeśli inni zobaczą, że sobie na to pozwalam, też nabiorą śmiałości. Po tym incydencie wybiegłam na zewnątrz i wybuchłam płaczem. Nie mogłam się uspokoić, chciałam stamtąd uciec. Zabawne było to, ze klienci zaczęli do mnie podchodzić i dodawać mi otuchy, ci którzy wcześniej rzucali seksistowskimi komentarzami. Potem przyszedł właściciel, przeprosił mnie i zawiózł do domu. Po tym incydencie wszystko się zmieniło. Byłam śmielsza w stosunku do klientów i szybko ucinałam ich seksistowskie teksty, koledzy z pracy nabrali do mnie szacunku i wręcz omijali mnie szerokim łukiem. To było mi na rękę. Chciałam wykonać swoją prace i iść do domu. Nie szukałam tam przyjaciół.

Empatia i takt

Te doświadczenia mocno mnie ukształtowały. Dziś będąc w różnych hotelach czy restauracjach zawsze identyfikuje się z pracownikami. Bo ja byłam na ich miejscu i wiem jak okropni potrafią być ludzie. Chce być takim promykiem, który choć na na chwile umili im dzień. Ja do dziś pamietam takich serdecznych klientów, mam ich twarze przed oczami. Dlatego zawsze jestem miła, uprzejma i wyrozumiała. Używam słów proszę, dziękuje i przepraszam (jeśli w czymś zawinię). Wiem jak rzadko ludzie używają tych zwrotów. Dosłownie jakby były oznaką słabości. Nie są. Są symbolem wielkiego serca, taktu, empatii i ciepła. To małe gesty, które pokazują jak wielcy jesteśmy w środku.

fashionelka londyn

“Rentgen” w oczach

Po czym ja poznaje ludzi? Po tym jak zachowują się w restauracji. To jaki mają stosunek do kelnerów czy sprzątaczek wiele o nich mówi.  Sposób w jaki na nich patrzą, jak zamawiają, jak dziękują (o ile dziękują) i jak zgłaszają roszczenia. Czytam z ich zachowania jak z książki. Oczywiście każdy ma czasem zły dzień, ale jeśli takie sytuacje są codziennością to wyrabiam sobie opinie o człowieku i na tej podstawie wnioskuje o jego charakterze. Jeszcze nigdy się nie pomyliłam.

Pracuje w kawiarni, codziennie przychodzą ludzie, którzy bez żadnego dzień dobry czy poproszę, rzucają krótkim – latte! Nawet nie patrzą mi w oczy, dosłownie jakby udawali, że mnie tam nie ma. Do tego jeszcze rzucają pieniędzmi z pogardą. Dla mnie to kompletny brak szacunku. Niestety spotykam się z tym każdego dnia – Aśka

Ludzie przywiązują się do dóbr materialnych. Do przywilejów, wysokich stanowisk, władzy. To im imponuje. Co więcej, szanują ludzi którzy w życiu sporo osiągneli, patrzą na nich z aprobata i uznaniem. To wszystko jest jednak bardzo ulotne. Jest takie stare chińskie przysłowie

„Jak idziesz w górę to się wszystkim kłaniaj, bo może będziesz wracał tą samą drogą”.

Życie weryfikuje nasze plany i marzenia. Nasza sytuacja może się diametralnie zmienić z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na roku. W ciężkich chwilach widzimy jakie to wszystko jest kruche i jak szybko traci sens. Weryfikujemy też znajomości i doceniamy tych, którzy są z nami bez względu na stan konta, pozycje czy stanowisko.

Wasze doświadczenia

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń w tym temacie. Znacie, spotykacie takich ludzi? Doświadczyliście kiedyś upokorzenia ze strony takich osób?

89 komentarzy

Dodaj komentarz

Adres email nie zostanie upubliczniony.

  1. Mogłabym na ten temat poemat napisać☺. Nie znoszę ludzi wyniosłych, dlatego staram się ich unikać. Niestety takie sytuacje zdarzają się nawet wśród ludzi w pracy, zajmujacacych równe stanowiska.
    Pozdrawiam Cię bardzo ciepło.

  2. Byłam z rodzina w tamtym roku pierwszy raz na wakacja w Grecji , zadziwiało mnie każdego dnia jacy ludzi pracujący tam są mili i jakie maja przyjazne nastawienie do urlopowiczów . Przerażało mnie zaś jak ludzie traktowali pracowników i zachowywali się na stołówce . Patrząc na to zastanawiałam sie co powoduje brak jakiekiejkolwiek kultury i wręcz pogardy dla ludzi pracujących . Naprawdę nie wiem co trzeba mieć w głowie żeby tak traktować drugiego człowieka 😒

  3. Duzo miałam takich sytuacji pracując w korporacji 😞 Ludzie myślą, że skoro maja pare zer na koncie mogą wszystko. Jeden z klientów miał czelność powiedzieć że „pracuje tutaj dzięki takim jak on” następny zmieszał mnie z błotem bo pomagałam klientom anglojezycznym a on musiał czekac 5 minut do obsługi kasowej wrr ludzie są okropni, pełni nienawiści ale ja wiem swoje „ karma wraca”

  4. Nie cierpię takich wykpiwczo – przeiewczych ludzi, bo twój błąd wyśmieją głośno ale kiedy sami się w czymś pomylą myślą że nikt tego nie zauważy. W czasie studiów również dorabiałam sobie w różnych pracach, ale najgorsze traktowanie miałam na sprzątaniu, aż do momentu kiedy kobieta usłyszała że ja mam licencjat a baba była po zawodówce, więcej już nie komentowała. Pieniądze i majątek jest sprawą nabytą i nigdy nie wiadomo jak się życie potoczy a grzeczność, uśmiech i uprzejmość jeszcze nikomu nie zaszkodziły.

  5. Pracuje w drogerii. Lubie swoją prace, nikt mnie do niej nie zmusza. Lubie pracować z ludźmi i chętnie im pomagam. Tak ja piszesz powyżej sytuacje typu rzucanie pieniędzy przy płaceniu czy pretensje o każdy produkt można powiedzieć ze zdarzają sie kilka razy w tygodniu. Ale trzeba mieć też swoje sposoby, gdy klient ma do mnie pretensje od razu pytam czy poprosić kierownika. Nikt nigdy nie chciał a nawet jakby chcial to poprosilabym:) sytuacje typu ze klientka woła do mnie z drugiego końca sklepu “hallooo!!!” ignoruje i ide dalej, wystarczy powiedzieć przepraszam wtedy sie zatrzymam i chetnie pomogę. Ostatnio klientka chciała o porade przy farbach bo ma na głowie 5 kolorow, odpowiadam zgodnie z prawdą że nie jestem przeszkolona w tych sprawach i że swoich włosów nie farbuje i że ewentualnie moge pomoc wyszukać jej konkretny kolor ale nie gwarantuje jak jej to złapie wlosy, na to ona, że my jako pracownicy powinniśmy testować farby żeby pozniej móc doradzic. Grzecznie odpowiedziałam, że nie dostaje kosmetyków do testów a poza tym mam ładny kolor włosów i nie mam potrzebny go zmieniać:) jedna klientka oskarżyła mnie też kiedys że kradniemy testery:) ja się tym nie przejmuję, ucinam dyskusję i odchodzę, czasami się nawet usmiechnę z głupoty innych:)

  6. Czytając artykuł z każdym słowem nie moge zrozumiec jak ludzie moga byc tacy, jak mogą nie używać słowa dziękuje proszę i przepraszam. Przecież powinny oni wynikac samoistnie z naszego sumienia, z bycia po prostu człowiekiem bo każdy z nas ma takie same prawa, nikt nie jest wyjatkowy.
    Czytajac ten artykuł nasuwa mi sie też inne spostrzeżenie mianowicie ludzka zazdrosc w stosunku do osob ktorym po prostu sie lepiej powodzi, doszukuja sie wtedy jakiś “nieczystych mocy” które zazwyczaj sa po prostu ciężka praca, albo zazdrość w stosunku do ludziktorzy maja bogatych rodziców. Cos okropnego. To juz nie jest normalna typowa zazdrosc ale chora zazdrosc co nie jest juz niczym fajnym.

  7. A ja od zawsze byłam postrzegana jako wyniosla osoba, choć taka nie bylam ani nie jestem. Wynikalo to z tego , ze od małego tanczylam toteż chodziłam wyprostowana z uniesiona broda i zawsze bieglam na trening, turniej, pokaz itd…podobno mam niezachecajacy wyraz twarzy ale zyskuje przy poznaniu😉

  8. Jestem fizjoterapeutką świeżo po studiach. Pracuję w gabinecie a po godzinach mam także prywatnych pacjentów w domach. Zadzwonił do mnie Pan, że spadł z konia i dostał mój nr z polecenia i chce się umówić. Pojechałam pod wskazany adres, oczom wyjawiła się wielka willa z jeszcze wyższym murem, na którym niestety nie było jeszcze żadnego dzwonka ani domofonu. Stałam pod bramą z moją zaledwie 15 kilogramową kozetką na ramieniu …taka tam mała torebka 😀 i przez pół godziny dzwoniłam do jaśnie Pana żeby raczył mi otworzyć drzwi, niestety bez skutku(a przecież powinien się mnie spodziewać) w końcu ktoś z rodziny podjechał pod dom i wpuścił mnie przez garaż.
    Zrobiłam swoje czary mary, żeby pana już nic nie bolało po czym zszedł z kozetki i rzucił : ” ile?”, powiedziałam ile się należy za zabieg a on rzucił mi kasę na kozetkę która spadła na podłogę i sobie poszedł. Zostałam sama w tym wielkim domu i nawet dobrze nie wiedziałam gdzie jest wyjście….
    Więcej moja moja “skromna” osoba się tam nie pojawi, szkoda czasu i swojego wysiłku dla takich ludzi

  9. W trakcie studiów pracowałam na stacji paliw, zarabiałam w ten sposób na swoje utrzymanie. Spotkało mnie wiele niemiłych sytuacji i doskonale wiem o czym mówisz. Przed północą, kiedy wykonywany jest raport dobowy nie można tankować. Wielu klientów miało do nas pretensje, że muszą czekać ok 15 minut, przyzwyczaiłam się, ale jeden z nich zapadł mi szczenię w pamięć. Pamiętam, jak krzyczał, że on studia skończył i pierwszy raz słyszy o czymś takim jak raport dobowy i co to za wymysł jest. Zatkało mnie to jego porównanie. A co do rzucania pieniędzy przez klientów, to też się zdarzało i pewnego razu nie wytrzymałam, zapytałam czy mam może zaaportować. Mina bezcenna 😉

  10. rzadko kiedy się udzielam u Ciebie, ale.. tym razem ten post, czytałam i czułam, jakby ktoś napisał Go o “mnie”. pracuje w sklepie z alkoholem (taki “osiedlowy” sklep) i mam doczynienia na codzień z różnymi ludzimi, takimi co przychodzą i chcą najtańszą wódkę, ale też z takimi, którzy zostawiają sporo gotówki. powiem szczerze, ja nauczyłam się, że najlepszą odpowiedzią na ich pogardę jest bycie miłym, tak po prostu. najgorsze jest to gdy ludzie przychodzą i myślą, że zrobią zakupy na 400 złotych to ja powinnam(!!!) zanieść je najlepiej do samochodu.. powiem tylko, że lubię swoją pracę. lubię jak przychodzą ludzie o rozmawiają ze mną jak równy z równym, jakbyśmy byli kolegami od lat bo tacy, na szczęście zdarzają się częściej 🙂

  11. Tez doświadczyłam podobnych sytuacji, głownie pracując za granica (w Polsce pracowałam tylko miesiąc podczas wakacji i nie wspominam tej klienteli za dobrze). Ludzie oceniają akcent, ‘młody wyglad’ (What?) i pozycje… zdarzyło mi sie usłyszeć od klientów w aptece (bo to chyba była największa szkoła zycia) ze rodzice wydali za mało pieniędzy na moja edukacje albk ze ja jestem niedouczona (pan czy pani nie wiedziała ze pracuje tu w weekendy zeby sie utrzymać na drugim prestiżowym kierunku na zagranicznej uczelni i pewnie moja edukacja i znajomość języków znacznie przewyższają ich umiejętności). Nie próbuje sie tutaj chwalić ani podbudować, zwyczajnie było mi bardzo bardzo przykro. Myśle ze ludzie, którzy nigdy nie pracowali w usługach po prostu nigdy tego nie zrozumieją, powinni to dokładać do edukacji licealnej (np zajęcia na kasie w Tesco). Tylko jeszcze dodam ze choc ludzi na zachodzie sa często uprzedzeni do innych akcentów, często naturalne jest dla nich bycie uprzejmymi (tak po prostu formują zdania). Oczywiście, sa wyjątki, ale generalnie jest duzo ‘czy moglabym’ ‘czy masz cos przeciwko’, ‘dziekuje’, przepraszam’ (czasem strasznie sztucZne, to prawda!), a zawsze jak przyjeżdżam do Polski to ludzie tylko odburkują… brakuje mi tej uprzejmości, nawet sztucznej!

    1. “powinni to dokładać do edukacji licealnej (np zajęcia na kasie w Tesco)” WTF??? Naprawdę uważasz, że praca w Tesco to taka hańba ucząca pokory?! Wiktoria w Twojej wypowiedzi wyczuwa się właśnie to o czym napisała Eliza. Myślę, że jest to nieświadome dlatego potwierdza tezę, jest też to przykre bo chyba nieuleczalne…

  12. Mój tata (profesor) zawsze mnie uczył, że człowiek kulturalny i inteligentny potrafi znaleźć wspólny język z każdym, niezależnie od tego jaki ta osoba ma status materialny, zawód czy wykształcenie. Tata był niesamowitą osobą potrafił przyjaźnić się z każdym. Staram się robić to samo i czasami boli mnie to co widzę. Nie wiem czy zwróciłaś uwagę na program telewizyjny “chłopaki do wzięcia”. Program ten ma na celu obśmianie prostych ludzi, a przynajmniej wiele osób tak go traktuje. Natomiast kiedy ja go oglądam zawsze m potworny żal do świata, że gdzieś tam są tacy ludzie, prości, potwornie ubodzy i nieszczęśliwo z braku miłości.

    Swoją drogą dlatego żeby nie epatować zamożnością, która by mogła budzić onieśmielenie i skrępowanie osób, z którymi przebywam na codzień pomimo iż staram się kupować rzeczy bardzo wysokiej jakości staram się nie epatować markami i wielkim logo. Nie wiem czy dla Ciebie ma to związek, ale dla mnie ma ogromny. Staram się wyglądać skromnie, wtedy inni (mniej zamożni) czują się swobodniej i otwierają się przed Tobą 🙂

    1. Basia, rozumiem Twój punkt widzenia, ale z ostatnim akapitem zgadzam się tak połowicznie. Piszesz, że epatowanie markami czy dobrymi jakościowo rzeczami może razić mniej zamożnych. Dla kogoś zamożnego kupowanie takich rzeczy jest czymś normalnym, codziennym. Tacy ludzie nie czują żeby tym epatowali, po prostu dla nich to norma. Nie możemy czuć się źle z tym, że dobrze nam się wiedzie i stać nas na takie rzeczy. Nie uważam byśmy powinni ograniczać się w noszeniu torebek z logo czy skórzanych kurtkek. Chwalenie się, ostentacyjne obnoszenie tymi rzeczami przed osobami mniej zamożnymi faktycznie jest ogromnym nietaktem. I tutaj się zgodzę, że to okropność.

      Nie staram się wyglądać skromnie tylko dlatego by ktoś poczuł się przez to lepiej. Myślę, że trzeba tu zachować takt i zdrowy rozsądek.

  13. Chyba wszędzie można spotkać takich ludzi…niestety. W trakcie studiów pracowałam jako kelnerka w domu weselnym w małej miejscowości, a że zdobyłam tytuł mgr i nową pracę jeszcze w czasie sezonu weselnego nie zrezygnowałam od razu. Bardzo miło było mi obserwować zdziwione miny nie miłych gości weselnych gdy przychodzili do laboratorium w którym pracuje… 🙂 ale i w tej pracy spotykam takie “kwiatki” które mają wysokie mniemanie o własnej osobie…

  14. Pracowałam kiedyś w mcdonaldZie. Była to praca, która zaczęłam po szkole średniej, tuż przed studiami. Nigdy więcej. Współpracownicy do rany przyłóż, ale ludzie odwiedzający lokal? Tragedia! Głupie teksty były na porządku dziennym. Nie wspomnę o specjalnym rozlewaniu napojów, gdy akurat szlam obok. Wiecie kto najczęściej ze mnie szydził? Osoby, które po szkole średniej były na garnuszku rodziców. Teraz to ja się z nich śmieje. Mc był praca przejściowa. Aktualnie się rozwijam w innym sektorze, niedawno awansowałam na stanowisko kierownicze, a oni nadal na garnuszku rodziców….

  15. Pracowałam kilka sezonów głównie jako kasjerka. Byłam bardzo nieśmiałą osobą, ale praca w sklepie wyrobiła mój charakter i otworzyła na ludzi i świat. Zdarzały się nieprzyjemności, ludzie współczujący, ale także pełni optymizmu i uśmiechu na twarzy. Mialam kilka sytuacji kiedy to ja uśmiechnięta mówię “Dzień dobry” do kasjerki a ona nic nie odpowiada i jeszcze po wyciągnięciu ręki po resztę, rzuca mi ją na kasę. Bardzo nieprzyjemne. Dobre traktowanie działa w dwie strony.

  16. Problem ten dotyczy także stanowisk wyższego szczebla. Zawsze się znajdzie ktoś kto czuje się lepszy i umie podkreślić swoją wyższość względem rozmówcy. Nie trzeba być myć toalet żeby doświadczyć pogardy od innego człowieka. Poznałam kiedyś stosunkowo młodą osobę, która otwarcie uprzedzała, że nie rozmawia z osobami bez studiów (także pracującymi na takim samym lub podobnym jak ona stanowisku)!

  17. Pracowałam w usługach(zazwyczaj sklepach odzieżowych) przez ponad 6 lat, zaczełam jak miałam 17 lat, zawsze bardzo lubiłamswoją prace i starałam się ją wykonywać jak najlepiej. Ludzie są różni… ale nic takiego przykrego nie utkwiło mi w pamięci, może też dlatego, że jestem pewna siebie i znam swoją wartość. Natomiast mam trochę takie zboczenie zawodowe, że zwracam uwagę na jakość obsługi i czasem razi mnie postawa ekspedientek. Bardzo często to one są wyniosłe, opryskiliwe, lub zachowują się jakby praca była największą karą jaka je spotkała w życiu, strasznie mnie to irytuję…

  18. Dziękuję Eliza za ten post. Ostatnio w moim życiu dzieją się bardzo nieprzyjemne rzeczy. Najprawdopodobniej utracimy nasz rodzinny dom. Mimo, że staramy się jak możemy, problemy nas przytłaczają. Każdy rozlicza moją rodzinę, mnie, obwinia… nawet najbliżsi. Boli mnie to, jak bardzo podli potrafią być ludzie. Gdyby było więcej takich osób jak Ty, na pewno świat byłby piękniejszy. Pozdrawiam Cię.

  19. Ja myślę,że często problem traktowania innych z góry leży w kompleksach, w tym, że takie osoby czują się niedowartościowane, na jakimś poziomie swojego życia są właśnie takimi popychadłami. Wiele razy okazało się ,że moja teoria jest słuszna 🙂 takie osoby czując chociaż trochę przewagi starają się wykorzystać swoją pozycję chociaż na chwilę. Chociaż na chwilę starają się poczuć ważni.Osoba która jest w pełni zadowolona z tego kim jest, nigdy nie będzie poniżać innych.pozdrawiam

  20. Pracowałam w Sephora i Douglas. O klientach i tzw. Kadrze kierowniczej można by było książkę napisać. Mam dyplom mgr inż z jednej z najlepszych publicznych uczelni, a traktowano mnie jak kretynkę. Smutno.

  21. Myślę że takie podejście jest bardzo typowe dla Polski. Mieszkam w Hiszpani od kilku lat i ostatnio zadzwoniła do mnie przyjaciółka z Polski, że poznała chłopaka i że on to jest programistą i ma swoją firmę itp. a ona pracuje na barze i jak to brzmi. Powiedziałam, że jak w ogóle może tak mówić i myśleć i że raczej powinna być z siebie dumna że sama się utrzymuje i nie wisi na rodzicach i pozatym poprostu to zwykła praca i żeby wzięła pod uwage że jeszcze studiuje i że poprostu się komuś podoba taka jaką jest a nie przez yo gdzie pracuje. Oczywiście dodałam że tutaj to by jej powiedziano “ale super masz prace, wpadniemy na drinka”. 😁

    Dodatkowo pracowałam w obsłudze klienta dla sklepu online sieci odzieżowej znanej hiszpańskiej marki na rynek polski. I tutaj również spotkałam się z wieloma roszczeniowymi klientami, którzy potrafili powiedzieć, że oni to są “bóg wie czym” i że ja tylko pracuje odbierając telefon. Moja odpowiedź brzmiała “i dzwoni Pani do mnie w swojej sprawie i prosi o pomoc, więc proszę się uspokoić i odzywać się z szacunkiem”. O dziwo łagodnieli a potem jeszcze nawet dziękowali, albo przepraszali bo coś stało sie z ich winy 😁

  22. Problem nie dotyczy tylko obsługi w hotelach, restauracjach czy sklepach. Na stażu pracowałam w Urzędzie Miasta na stanowisku związanym z obsługą klienta. Panuje przekonanie, że urzędnicy są chamscy i nic nie robią. Tymczasem mimo, że zawsze byłam pomocna i uśmiechniętą, codziennie spotykałam się z pogardą ze strony ludzi “płacę podatki to mi wolno!”, “płacę podatki, więc jestem Twoim pracodawcą!” (a urzędnicy ich nie płacą?), “co Pani może o tym wiedzieć, na pewno jest Pani niekompetentna”. Zdarzały się nawet sytuacje, w których ludzie nam grozili lub siadali za biurkiem nieobecnej koleżanki (gdzie był jej komputer i dokumenty), a kiedy zwracałam im uwagę, że stoliki dla petentów są obok, to mówili, że to z ich podatków kupione, to będą siadali gdzie chcą.

  23. Pracowałam w Niemczech w trakcie chodzenia do technikum. Szefowa – która swoją drogą zaczynała tak samo jak ja, gardziła mną i koleżanka, twierdząc że jest lepsza.
    Okropnie wspominam ten czas. Nigdy więcej nie odwazylam się jechać do pracy za granicę.
    Okropnie przykre.

  24. Tekst do przeczytania dla każdego.. choć z drugiej strony to powinno być naturalnym ludzkim odruchem serca. No ale nie żyjemy w idealnym świecie. Sama pracowałam i nad Morzem i w pizza hut i w obsłudze klienta i rossmanie- wszystko na studiach by móc być samodzielna i odciążyć rodziców.. oj książkę by można było napisać.. wiedziałam co mnie może czekać i mimo niby twardego tyłka nie raz się zdarzyło że musiałam wyjść na zaplecze i ochłonąć… Ale wiem też że dużo zależy od tego jak nas wychowali rodzice. Moi kochani rodzice byli zawsze mili i uczciwi i serdecznie. Co ja piszę – SĄ! Nawet jak ich coś irytowalo to dawali sobie chwilę i ewentualnie reagowali gdy widzieli pogardę i brak szacunku wobec ich osoby. I ja też staram się tak podchodzić do człowieka zwłaszcza że byłam po drugiej stronie. Najbardziej zapadła mi w pamięci historia z pizza hut.. pracowałam w weekendy i zawsze były kolejki.. ludzie od wejścia wściekli że musieli chwilę poczekać. I było młode małżeństwo z na oko 10 letnim chłopcem. Jak zawsze starałam się zachowywać profesjonalnie . Ale zachowanie od początku było na poziomie – my jesteśmy kimś A Ty zerem. I w takim duchu chyba wychowywali swojego Martina. W pewnym momencie zbierając obok że stołu talerze wyciągnął nogę.. powiecie że przypadkiem.. hmm to by nie powiedział do rodziców – A myślałem ze się przewróci z tymi talerzami. Rodzice tylko się zasmiali. Ale to nic. Czas zapłacić. Płacą A młody bierze 10 zlotych i do mnie rzuca -masz i upuszcza na podłogę. Ja w szoku A on -no podnieś to. Jakbyś się uczyła to byś nie musiała zebrać o napiwek i być służąca. Wow… W życiu nie słyszałam tak okrutnych słów. Ludzie obok słyszałam jak przestali mówić i zaczęli się przyglądać.. A ja.. chwilę zajęło mi zanim pozbieralam szczękę z podłogi.. wzięłam talerze i powiedziałam tylko – zal mi cie dziecko I odeszlam. Podobno rodzice byli wscielki i chcieli kierownika zawolac ale stolik obok starszy pan podobno powoedzial do nich ze na panstwa to juz chyba dawno pora, tam jest wyjscie. 😉 Żałuję że nie miałam wtedy jakiejś riposty ciętej ale za bardzo byłam w szoku. Także tak moje doświadczenie najgorsze wyglądało. Były też i dobre i o nich pamiętać chce. I gdy jestem w restauracji albo w sklepie i zaczynam się czymś denerwować (No sorry jestem człowiekiem) to oddycham spokojnie i mówię sobie- A pamiętasz jak byłaś kelnerka i miałaś okres i Cię koleś wkurzal głupimi tekstami A inny chciał ciągle coś innego od Ciebie? I wtedy się uspokajam i z uśmiechem podchodzę do tej Pani Pana i co najlepsze zazwyczaj widać że im miło że ktoś się uśmiecha i stara ich zrozumieć i na koniec zawsze żegnają nas z uśmiechem i miłym słowem 🙂 i ja wtedy też mam lepszy dzień 🙂 Tata mówi- ile od siebie dajesz tyle dostajesz 😉

    1. Straszna sytuacja W tamtym momencie, to Ty powinnaś zgłosić to swojemu przełożonemu, a Ci klienci zapłacić podwójnie, albo nie wiem co. Może dostać mandat O_o. Powinny być kart klienta, które trzeba okazywać przy wejściu do restauracji, a tam taki monit” Tych Państwa nie obsługujemy ze względu na karygodne zachowanie”. Zażartowałam sobie, ale to tylko reakcja na to co Cię spotkało. Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Podziwiam, za to, że byłaś kulturalna, mnie chyba naprawdę puściłyby nerwy.
      Ja pracowałam na studiach w knajpie, w której było weekendowo karaoke, ale w tygodniu to taki mały pubik dla no właśnie, powiedziałabym “pijusków”. Przychodzili codziennie na piwo, albo sześć. Nie bogaci, wręcz przeciwnie, ale zawsze kulturalni. Wypili ile chcieli i szli do domu (no szli to za dużo powiedziane). Ale nigdy nie spotkała mnie z ich strony jakakolwiek przykrość. Mimo wszystko (lokal straszny, w piwnicy, zimno, ciemno) to stali klienci naprawdę fajni.

  25. Cześć,
    Mam takie samo podejście jak ty. Dla mnie tak samo ważna jest pani sprzątająca co prezes firmy. Tego mnie nauczono w domu. Jeśli tylko komuś chce się pracować i cokolwiek robić, to zasługuje na szacunek. Niezależnie od wykonanej profesji.
    Pozdrawiam,
    Kasia

  26. Przysłowie jest genialne! !:) miałam podobna sytuacje jak dziewczyna pracująca na kasie tylko ja wówczas pracowałam w sklepie odzieżowym. Usłyszałam te same słowa. Nie wiem skąd takie przekonanie i skąd to się bierze. Ja współczuję takim ludziom bo im ktoś wyżej nosi głowę tym potem upadek bardziej boli. Świetny tekst Eliza:)

  27. Bardzo cenny tekst. Ja też na studiach przez wiele lat pracowałam w usługach (restauracje, bary, kawiarnie) i dzięki temu dziś traktuję ludzi z szacunkiem bo wiem co znaczy ciężka praca i jak ważne jest poszanowanie kiedy jest się po drugiej stronie. Takie doświadczenia to niezła szkoła życia. Powiem Ci że przez wiele lat pracowałam w turystyce i spotykałam okropnych turystów, którzy gdy nie podobał im się pokój wyzywali mnie i obsługę od najgorszych, ciężko w to uwierzyć ale praca rezydenta i pilota to były okropne doświadczenia. Dziś sama jestem turystą i nigdy nie zdarzyło mi się awanturować w hotelach, wrzeszczeć na obsługę czy być niemiłym w stosunku do nich. Szanuję ich pracę, uśmiecham się i solidaryzuje z nimi. Pozdrwaiam

  28. Najlepszą lekcję odebrałam w czasach liceum od mojej mamy. Chodziłam do liceum w biednym regionie o dużej stopie bezrobocia. Ogólniak właściwie znajdował się w mieścince, większość ludzi utrzymywała się z rolnictwa. Denerwowało mnie, gdy mama na wywiadówkę – nota bene mająca świetny gust i styl- ubierała się jak szara myszka. Tłumaczyła mi, że byłoby dużym nietaktem wyróżnianie się spośród innych matek, a także wobec wychowawczyni, która ma dużo mniejsze dochody od nas. Wtedy mnie to złościło, bo chciałam się niejako popisać matką z dużą klasą. Teraz im jestem star
    sza, tym bardziej mi ta postawa imponuje.

    1. I właśnie podswiadomie Twoja mama miała się za kogoś lepszego. Gdyby ktoś do mnie przyszedł i założył najgorsze ciuchy bo mniej zarabiam, to dopiero czułabym sie upokorzona. Czasem swoją ‘łaskawoscią’ niechcący kogoś urażamy. Po prostu trzeba zachowywać sie normalnie i kulturalnie.

  29. Pracowałam w wakacje w jednej z restauracji fast-food. Moim obowiązkiem było kompletowanie na tacy zamówień, sprzątanie stolików itd. Prawie codziennie spotykałam się z chamstwem i wyższością ludzi wobec mnie. Jakbym była w czymś gorsza, bo podaje im jedzenie. A dorabiałam podczas studiów medycznych i (nie wywyższając się) pewnie miałam lepsze wykształcenie od większości ‘klientów restauracji” 😉 Od tych nielicznych, doceniałam każde dziękuję/proszę w moją stronę. Starajmy się być uprzejmymi nawet dla pracowników przydrożnego maka;)

  30. Witaj Eliza, gratuluję tekstu. Jest wspaniały. Niestety sytuację, o których piszesz zdarzają się wszędzie, w każdej grupie zawodowej. Dlatego nie przepadam za wakacjami w dużych hotelach. Przeraża mnie to jak ludzie potrafią być okropni, góry zmarnowanego jedzenia.
    Poza tym uważam, że jeśli chodzi o nasze życie codzienne, zawodowe jest coraz gorzej. Ludzie zatracili zdrowy rozsądek, serce i podstawy kultury osobistej. Jestem lekarzem- rok temu uzyskałam tytuł specjalisty. Wyglądam bardzo młodo – nie raz usłyszałam od pacjenta czy ja w ogóle skończyłam szkołę. Pracuję w szpitalu, także na izbie przyjęć. To co się tam dzieje przekracza ludzkie wyobrażenie. Pacjenci najbardziej potrzebujący rzadko się skarżą, są cierpliwi i uprzejmi. Natomiast osoby, które przychodzą na izbę przyjęć z bzdura i, najczęściej bez skierowania są opryskliwe, awanturują się, że muszą czekać. Niestety realia są takie, że personelu jest bardzo mało. A ludzie nie są w stanie zrozumieć tego, że pierwszeństwo ma zawsze pacjent w stanie zagrożenia życia. Z katarem można pójść do lekarza rodzinnego, nie trzeba od razu biec do szpitala. Wiele razy usłyszałam, że on/ona płaci składki to mu się należy. To samo jest z wyzwaniem pogotowia do bzdur. A później ktoś nie doczeka pomocy, bo karetka była u osoby z katarem. A była potrzebna do wypadku, dziecka czy zatrzymania krążenia. Przykre jest to, że ludzie nie pomyślą o tym, że ja w gabinecie nie pije kawy tylko badamy osobę z zawałem, dusznością albo prowadzę reanimację. Każdego pacjenta chcę traktować z szacunkiem, należytą uwagą i poświęcić mu tyle czasu i wiedzy ile potrzeba. Niestety czasem brakuje sił. Pozdrawiam i każdemu z nas życzę poczucia, że nie jesteśmy pępkami świata.

    1. Dziękuję Eliza. Na szczęście uśmiech pacjenta i zwykłe dziękuję może wiele wynagrodzić. Teraz mam przerwę w pracy, bo oczekujemy z Mężem na narodziny pierwszego dziecka. Ale i tak tęsknię za pracą.
      Pozdrawiam serdecznie!

  31. Pracowałam w kinowej kawiarni w czasie studiów. Najbardziej pamiętam klienta, który co chwilę zawracał mi czymś głowę, a płacąc za kawę wyjął kilka stów z portfela, odliczał je, położył jedną. Wydałam resztę, wziął całą. No tips. Trudno.

    Najgorzej wspominam kadrę – kierowników i supervisorów. Ludzie starsi ode mnie 2 lata, ledwo po awansie dostawali ptasiego rozumku. Najgorsza była kierowniczka, która w kinie pracowała już z 10 lat. Chyba za karę. Może zabrzmi to w stylu “ucz się wnusiu, bo skończysz jak pani na kasie”, ale laska potrafiła się o wszystko przyczepić, nawet o bałagan w magazynie do którego mają dostęp tylko kierownicy. Po tym jak dziewczyny zaczęły się zwalniać, nikogo nie przyjmowali, trafiało mi się dużo zmian i większość była z tą kierowniczką. Praca 6 razy w tygodniu i studia dzienne (do tego projekty w domu!) dawały w kość, ale jednego dnia kierowniczka przegięła, następnego dnia zwolniłam się.

    O ile szanuję ludzi, którzy pracują w danym miejscu, bo mają takie a nie inne kwalifikacje, bo chcą, to o tyle nie potrafię szanować takich, którzy swoją frustracje z powodu zajmowanego stanowiska wylewają na innych – w dzisiejszej pracy też mam taką koleżankę. Na szczęście na takim samym stanowisku.

  32. Z tego co widzę, coraz więcej młodych osób ma takie podejście do ludzi i świata.
    Ala, znam to, klienci płacą 10 zł za kawę i myślą, że wszystko im wolno.

  33. Ludzie z roku na rok są coraz gorsi. Też pracowałam za granicą w dwóch krajach, o ile w Skandynawii nie spotkałam się choćby z najmniejszym chamstwem o tyle w południowej Europie bardzo, bardzo często. Czy to od gości 4* hotelu, którzy traktowali nas jak gówno, czy też od obsługi hotelu, gdy przez kilkanaście dni sprzątałam pokoje to kelnerzy z restauracji jawnie mnie wysmiewali – szczerze to nie widzę różnicy między sprzątaniem pokoi a sprzątaniem syfu (dosłownie!) ze stołu. I to i to jest po tych samych ludziach.
    Obecnie od kilku lat pracuję w urzędzie i to co powiedział ktoś wyżej – przynajmniej raz w miesiącu słyszę, że ja tu siedzę za czyjeś podatki, tak jakby urzędnicy ich w ogóle nie musieli płacić. Nie daj Boże wzywasz kogoś o dostarczenie dokumentów – to się dopiero zaczyna tyrania, bo jakim prawem ja cokolwiek żądam, mam wydać decyzję w dniu złożenia wniosku, o nic się nie dopraszać, a jeszcze najlepiej w tym samym dniu wypłacić pieniądze. Wydzieranie się na urzędników jest na porządku dziennym, a nawet odbieranie telefonów z wrzaskami od niezadowolonych mieszkańców, bo w mieście są inwestycje, które ich zdaniem są bez sensu! Gdy ktoś podchodzi i przedstawia problem z którym do tej pory się nie spotkałam i na głos się zastanawiam – już jestem niekompetentna.
    Ja też jestem klientem hoteli, czy urzędów. I mimo że wiele razy miałam dość, albo coś mi się nie podobało to gdy przychodziła moje kolej zawsze mówię dzień dobry, proszę, dziękuję, a to co sądzę o obsłudze czy zachowaniu urzędnika/pracowniak hotelu itp. zostawiam dla siebie. Niestety nie działa to w dwie strony. Czasem mam wrażenie, że ludzie są tak sfrustrowani, że tylko szukają pretekstu, aby wyładować swoje negatywne emocje.
    Bardzo często ktoś, kto przychodzi do urzędu, albo dzwoni mówi – ja do burmistrza. A ja na to – a Pana/Pani godność (przecież nie mogę wpuścić czy połączyć rozmowy do szefa z kimś kto nie wiem nawet jak się nazywa i w jakiej sprawie!) to słyszę w odpowiedzi – Pani powinna wiedzieć kim ja jestem!
    Chamstwo, chamstwo i jeszcze raz chamstwo.
    A najgorzej jak ktoś wejdzie a Ty akurat jesz albo pijesz kawę – o lanczyk Pani ma, to ja może jutro przyjdę, żeby pani nie przeszkadzać? No kur… a czy klienci urzędów nie jedzą i nie piją w swojej pracy?
    Pamiętam, jak nie mogłam połączyć rozmowy do jednego działu, bo pracownik akurat nie odbierał telefonu – facet na linii, gdy poprosiłam, aby zadzwonił za kilka minut powiedział: a co, obiadek tam teraz mają?!
    W Polsce panuje przekonanie, że urzędnik nie powienien jeść, pić w pracy, wychodzić z pokoju i dopominać się o podwyżkę.
    Powinien być wdzięczny podatnikom, że z ich podatków ma pensje i może cały dzień siedzieć z nogami na biurku i żłopać kawę.
    Nasze społeczeństwo jest żałosne. Niestety przykre, ale prawdziwe.

    1. Hehe, w szpitalu to samo:) kawę piją i się śmieją :O
      nie, nie masz prawa napić się wody ani kawy w dwudziestej godzinie dyżuru.

    2. Akurat w kwestii urzędników czasami rozumiem zdenerwowanie ludzi. Taki przykład – urząd, kolejka ludzi na cały korytarz, w pokoju siedzą cztery pracownice. Była moja kolej, weszłam (to była dopiero 8:30 rano), z czego jedna dziewczyna myła sobie biurko, potem czesała włosy, perfumowała się, koleżanka obok (przy mnie!) wyskoczyła do niej z „nie musisz sie spieszyć”, a na koniec ów pracownica stwierdziła że „idzie do kadr do Maćka”. Druga pracownica jadła śniadanie, trzecia rozmawiała przez telefon komórkowy… została tylko jedna, która akurat mnie obsługiwała, a ludzie czekali. Osobiście uważam, że dla każdego człowieka należy się szacunek i takt, ale jeśli mam być szczera to zauważam bardzo dużo takich sytuacji w urzędach jak ta powyższa. Wydaje mi się też, że przez takie sytuacje ludzie „na zaś” nastawiają się negatywnie do innych.
      Oczywiście nigdy nie zachowałam się z pogardą wobec nikogo, co najwyżej skończyło się na nerwach i pomarudzeniu sobie pod nosem, aczkolwiek chciałabym zauważyć, że często osoby które pracują również mają gdzieś swoich klientów, petentów itp i zachowują się tak, jakby byli panami. Że przecież pracują na godziny, a nie na akord to im się z niczym nie musi spieszyć i nic, ani nikt ich więcej nie obchodzi. Nie wspominając już o opryskliwosci i chamstwie urzędnikow wobec petentów… (spotkałam się z tym nie raz)

    3. Karolina niestety muszę przyznać Ci rację. Znam sytuację od drugiej strony. Moja mama pracuje w MOPS’ie na kasie, przy tzw. okienku. Sama. Obsługuje ludzi nawet jeśli okienko jest czynne od-do, a widzi, ze ktoś przychodzi wcześniej/później czyli przed lub po otwarciu kasy to albo przeprasza, że nieczynne, a jeśli nie robi przelewów itp to otwiera okienko szybciej. Siedzi w tej kasie sama. W gorących okresach zasiłków, wypłat, becikowego itp, czasami przez cały tydzień roboczy nie miała czasu aby zjeść śniadanie, wypić coś ciepłego itp. Ale jej koleżanki z księgowości, pokój obok, miały czas i mają na obchodzenie imienin, urodzin, wszystkich świąt, itd. Każdy powód jest dobry do wypicia kawy, posiedzenia, pogadania z koleżankami, obejrzenia katalogów od avonu po ikea, itp. Jest taka “tradycja”, ze jak ktoś miał ur. to reszta pracowników skałda się na prezent, jakieś symboliczne sumy, ale wtedy solenizant np. przynosi do pracy ciasto i są dwie godziny plotek i pracowniczego biesiadowania -mojej mamie przynoszono kawałek placka do kawy, który zabierała do domu bo nie miała czasu zjeść, albo dziubała po łyżeczce. W końcu odmówiła składania się na prezenty, skoro i ona nie mogła jak wszyscy posiedzieć i pogadać. Ale niestety-albo stety wcześniej pracowała u “prywaciarza”, później miała z tatą swoją firmę i wie, że jeśli prace zaczyna się o godz. 8.00 to o tej godzinie powinno się siedzieć przy włączonym komputerze, a nie dopiero przekraczać próg pracy, a trzeba się jeszcze rozebrać, zrobić kawę, zjeśc śniadanie i poplotkować z czego robi się 9.30. Mówię, jej, że jest widocznie za bardzo sumienna, a ona zawsze odpowiada, że jest i działa w zgodzie z własnym.
      Najgorzej jak właśnie wchodzi się do pomieszczenia, które jest pełne pracowników, a oni gadają na prywatne tematy, śmieją się pokazują sobie coś na telefonach, w gazetach itp. Mnie taka sytuacja krępuje bo nie wiem czy mam wyjść czy załatwić to po co przyszłam. A powinna krępować ich i momencie przyjmowania klientów prywatne rozmowy powinny ucichnąć. Urzędnicy nie pracują dłużej niż ktokolwiek inny w swojej pracy. Powiedzmy standardowe 8 godzin. Ale niestety z niczego nie wzięło sie pojecie “pracy w ZUS’ie” czy innych urzędach. W tym jest niestety ziarenko prawdy. Ale trzeba wspomnieć o tym, że ja zauważam powoli zmianę w tym obrębie, moim zdaniem na plus.

  34. Sytuacja ktora wydarzyla sie 20min temu… pracuje na kregielni. Dzwoni klient ze chce kupic karte podarunkowa. Ja grzecznie odpowiadam, ze przepraszam ale sie skonczyly i czekamy na dostawe. Facet zaczal sie wydzierac do sluchawki, ze co to za kregielnia, on chce rozmawiac z szefowa i bla bla bla. Wkoncu sie rozlaczyl i myslalam, ze sprawa zakonczona… Wchodzi klient, ja standardowo witam sie, a on ze przyszedl kupic karte… poznalam go po glosie i mowie to samo, ze niestety ale nie mamy chwilowo. A on wyciagnal jakas kartke z kieszeni, zgniotl ja i wrzucil we mnie……. po tym bez slowa wyszedl, a ja sie rozplakalam…

  35. Lipcowy wieczór, zamiatam ulicę/chodnik przed domem. Szykujemy się na gości przed-weselnych, chcę, by również przed domem było czysto. Przechodzi babcia z dzieckiem i za plecami słyszę:
    -Dziecko, ucz się, bo będziesz jak ta pani ulicę zamiatać.

    Dzień wcześniej zostałam lekarzem.

    Śmieję się z tego, bo ta sytuacja świadczy to tylko o ludziach. Małych ludziach.

    1. Ja niestety zauważyłam i wielokrotnie przekonałam się na własnej skórze,że lekarze uważają siebie za nadludzi.Pogarda wobec pacjentów,wyśmiewanie sie jeśli czegoś nie wiedzą..Jestem inżynierem i nie mam obowiązku znać się na zagadnieniach medycznych.Po cichu mam nadzieję,że to pojedyncze przypadki na które trafialam.”Najlepsi idą na medycynę,a reszta gdzie popadnie”..Smutne

  36. Eliza dziękuję Ci za ten post, w którym jest tyle prawdy! Nie kryłam wzruszenia kiedy to czytałam, ponieważ na co dzień zmagam się z taką “życzliwością”. Może nie jest to najsmutniejsza rzecz jaka mnie spotkała, ale nie tak dawno przyszedł do mnie klient niezadowolony z produktu, który zakupił (okazało się, że nie potrafił go włączyć). Dodam, że pracuję w branży e-papierosów. Zanim ten Pan zrozumiał gdzie popełnił błąd obsługując sprzęt, dowiedziałam się, że: “jesteś nikim pracując tutaj. Siedzisz na dupie i tylko w nosie dłubiesz”. Dwa zdania po których nie mogłam się pozbierać cały dzień. Niby nic takiego, ale prawie wypłakałam oczy. “Dzień dobry, dziękuję, do widzenia” – są to wyrażenia, na które najtrudniej zasłużyć…
    Pozdrawiam Eliza! :):):)

  37. A ja mam sytuację z domowego ogródka 🙂 mój przyszły szwagier nie potrafił wymienić jakiejś pierdoły w aucie i siostra troszkę z niego zadrwiła na co on wypalił “że nie po to kończył studia, od tego są robole”… W naszej rodzinie mamy różne poziomy wykształcenia i nikt do tej pory nigdy nie zwracał na to uwagi ale po tej sytuacji zbulwersowali się wszyscy i nazywamy szwagierka inżynierkiem 😉

  38. Eliza, gratuluję kolejnego świetnego tekstu. Ja również w czasie studiów imała się różnych zajęć w różnych krajach, w czasie pracy fizycznej we Francji (studiowałam filologię) usłyszałam, że powinnam się cieszyć że mnie przyjęli, bo w Polsce taka bieda, w Holandii pracując jako opiekunka do dzieci teoretycznie mialam się czuć jak u siebie w domu, ale nie wolno mi było np. korzystać z ekspresu do kawy. Gdy mówiłam o swoich planach na przyszłość, mialam wrażenie że wiele ludzi myśli „możesz pomarzyć, dziewczyno”. Tymczasem zrealizowałam je z nawiązką. Wiele Polaków pracujących na Zachodzie nie raz poczuło się obywatelami drugiej kategorii i doświadczyło nierównego i lekceważącego traktowania. Ważne, byśmy pamiętali o tym teraz, gdy w naszym kraju pracuje tak wiele osób z Ukrainy, Białorusi i innych krajów wschodnich – te osoby mogą pracować jako sprzątaczki, co wcale nie musi oznaczać braku wykształcenia czy ambicji, wręcz przeciwnie! Należy im się szacunek nie tylko ze względu na sam fakt wykonywanej (i potrzebnej) pracy, ale również ze względu na fakt, że są z daleka od swoich bliskich i że być może wyjechanie z kraju nie było najłatwiejszym wyborem.

  39. To ja może nie mam opowieści z gatunku klient-pracownik, ale… byłam jeszcze w liceum. Pamietam, że najgorsza była dla mnie klasa maturalna. Miałam bardzo dużo problemów rodzinnych i osobistych, co niestety przelewało się na moją frekwencję. Dodatkowo, byłam zawsze z gatunku tych nastolatek, które uważały że „liczy się to, co mam w głowie, a nie ile procent mam frekwencji”. Od najmłodszych lat marzyłam o studiach prawniczych, pamietam te szepty za moimi plecami i głupie komentarze ze strony moich rówieśników z klasy, że: „ona i prawo? Śmieszne.”, „przecież ona nawet matury nie zda”, „przecież ona się tam nie dostanie/nie poradzi sobie” itd. Teraz zapewne miałabym to kompletnie gdzieś, ale będąc młodsza strasznie przejmowałam się opinią innych. Do tego stopnia, że miałam zrezygnować z moich wieloletnich planów i pójść na inny kierunek. Momentem zwrotnym w moim życiu była sytuacja, gdy jedna Pani mecenas spytała mnie jaki kierunek planuje wybrać? A na koniec powiedziała, abym nie rezygnowała ze swoich planów, bo wyuczyć się wszystkiego na pamięć nie jest trudno, a wg niej mam duży talent (towarzyszyłam jej podczas rozprawy i jej trochę podpowiadałam w kwestii pytań do świadków). Może to nie było nic wielkiego, ale… po tych słowach dostałam ogromnego kopniaka. Postawiłam sobie za cel, że spełnię swoje marzenia i koniec kropka. I co było dalej? Oceny miałam lepsze, niż ci którzy mieli 100% frekwencji (śmiesznym był fakt, że potem mieli pretensje do świata, że jakim prawem ja chodzę mniej do szkoły, a mam lepsze stopnie), maturę zdałam bardzo dobrze, bo rozszerzenia miałam na poziomie 80% w porównaniu do tych, co mieli najwiecej do powiedzenia… studiuje to o czym marzyłam i naprawdę bardzo dobrze mi idzie. Rozwijam się w tym, co kocham i jestem szczęśliwa. A co z innymi? Cóż… karma wraca do człowieka. Ci, co najwiecej komentowali i podcinali mi skrzydła, w większości skończyli na garnuszku u rodziców, albo nic specjalnie ciekawego nie robią ze swoim życiem (na studiach sobie nie poradzili, albo im się znudziły wiec zrezygnowali).
    Morał z tego taki, że niezależnie od wieku, czy to w pracy, szkole, czy w życiu codziennym ludzie potrafią być naprawdę okrutni… niestety, w dużej mierze ich zachowanie wynika z zazdrości i z pewnością z kompleksów. Poprzez dobijanie innych i traktowanie innych „z góry” próbują podbudować swoje ego. Człowiek, który jest pewny siebie, zna swoją wartość i nie jest zakompleksiony nie ma potrzeby wywyższania się nad innymi, bo po co? Co to daje? Nic.
    Z własnego doświadczenia mogę dodać tylko tyle, że mimo iż wiele łez wylałam w szkole, przez stres schudłam do 39 kg (!!) i byłam naprawdę na skraju wytrzymałości, to… wiem, że nigdy nie można się poddawać. Karma zawsze wraca do człowieka, prędzej czy później. A my – być może – przez pewne nieprzyjemne zdarzenia będziemy stawać się coraz silniejsi. I chyba tego życzę, każdemu z nas.

  40. Od kilku lat pracuję w Anglii, w dużej firmie zatrudniającej wielu obcokrajowców. Nigdy nie doświadczyłam żadnych przejawów dyskryminacji, ani żadnych przykrości ze strony Anglików. Przeciwnie – niezależnie od tego jakie stanowisko zajmuję, szanują mnie jako człowieka oraz wykonywaną pracę. Większość pracujących ze mną Polaków to już niestety zupełnie inna bajka. Brak szacunku, zawiść, poczucie wyższości, czy tak jak napisałaś – nieuzasadniona niczym pogarda to niestety codzienność. Ciężko policzyć przypadki “emigracyjnych przyjaźni”, które rozpadły się z powodu awansu lub degradacji jednej ze stron. Nie mogę zrozumieć zwłaszcza tych, tuż po objęciu nieco wyższej posady zaczynają dosłownie pomiatać osobami z którymi wcześniej pracowali w jednym teamie, wykonywali dokładnie te same zadania. To jest chore i chyba nigdy do tego nie przywyknę… Ciekawa jestem czy miałaś podobne doświadczenia? A przecież wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji – żyjemy w obcym kraju, powinniśmy zatem cieszyć się z naszych sukcesów i pomagać innym skoro nam się udało… Jesteśmy tylko trybikami w maszynie i czy nam się to podoba czy nie – zależymy od innych. Życie jest przewrotne i nigdy nie wiadomo czy nie przyjdzie ci kiedyś pocałować osoby, której dziś splunąłeś w twarz… P.S. Kolejny świetny tekst Eliza.I ten kontrast z rajskimi zdjęciami – pewne rzeczy trudno dostrzec dopóki się ich trafnie nie przyrówna…

  41. Wiecie co Wam powiem. Nie ważne jakie kto ukończył szkoły i ma wykształcenie. Nie ważne kto na jakim stanowisku pracuje lub jaką ma firmę. Nie ma znaczenia zasobność portfela i odbyte podróże po świecie. Liczy się tylko to jak traktujemy drugiego człowieka. A drugiego człowieka powinniśmy traktować przyjaźnie, z szacunkiem, z chęcią pomocy oraz jak trzeba to też z wyrozumiałością (w ramach rozsądku). Ważne jest serce, kultura i szacunek, empatia.

    A stanowiska, pieniądze itd – są potrzebne oczywiście do życia, ale są niczym co by świadczyło o człowieku (i jego wyższości/lepszości)

  42. Pamiętam, gdy Panie sprzątaczki w pracy były ciężko zaskoczone, że mówiłam im dzień dobry… chyba nie były do tego przyzwyczajone… Zresztą – zawsze trzymałam się z portierami czy sprzątaczkami, a koniec końców zawsze okazywało się, że byli to najnormalniejsi ludzie w budynku 😉

  43. Mnie spotkala taka sytuacja, gdy zaczynalam studia w duzym miescie. Kiedy mowilam, ze pochodze ze wsi a rodzice maja gospodarstwo rolne, byłam traktowana jak czlowiek “nizszego” sortu. Przeciez rodzice nie byli zadnymi prawnikami czy lekarzami a wlasnie tacy ludzie uchodzili w moim gronie za cos warte, bo mieli poprostu pieniądze. Szkoda mi opisywac sytuacje ile to razy dano mi delikatnie do zrozumieniem, ze to nie moj swiat, albo Co ja tam moge wiedziec. Na szczescie minelo juz pare laaadnych lat, mam to za sobą I w pewnym sensie uksztaltowalo mnie to I uwrazliwilo na ludzi. Bylo mi bardzo ciezko, ale wyciagnelam wnioskiem, zachartowalam sie. Pozdrawiam.

  44. Po raz kolejny napiszę, że doceniam Twojego bloga również za takie teksty. Dzięki! W komediowy sposób można zacytować “przed Bogiem wszystkie równe” i zdecydowanie się zgadzam, że każdemu należy się szacunek, to powinno być NOR MAL NE !

  45. Odkąd pracowałam w gastronomii kilka lat ZAWSZE będąc w restauracji, knajpie czy ‘kanapkowni’ mówię dzień dobry, do widzenia, proszę, dziękuję, zostawiam napiwki jeśli obsługa daje rade, jestem wyrozumiała i szlag mnie trafia jak widzę jak kogoś z obsługi źle sie traktuje przez to że komuś ‘usługuje’ mam ochotę wstać i palnąć!
    Moim zdaniem KAŻDY ale to KAŻDY powinien doświadczyć pracy w usługach typu hotel, restauracja czy sklep, nauczyli by się SZACUNKU dla pracowników, pokory, wiedzieliby jak to jest i jak ciężko bywa!
    Jakbym została prezydentem to z góry narzuciłabym dla KAŻDEGO po 2 lata pracy w gastro np. a tak, żeby wiedzieli i nabrali szacunku 😀 Nie ważne ile hajsu by mieli, z jakich rodzin by pochodzili, jak świetlana byłaby ich przyszłość, jesli człowiek nie doświadczy na własnej skórze to nie nabierze szacunku… niestety…

  46. Oczywiście niemili klienci zdarzają się bardzo często, ale najbardziej mnie zawsze zasmuca jak znajomy którego 5 lat nie widziałam odzywa się, żebym mu wystawiła fakturę (lub inne tego typu rzeczy) bo mu do czegoś tam brakuje (oczywiście nie zamierza z usługi skorzystać tylko mieć zwykła podkładkę). Absolutnie kłuci się to z moimi przekonaniami, i gdy tak mówię kontakt się urywa…

  47. Ja skomentuję trochę poetycko:
    Magiczne słowa.

    Są takie słowa panie,panowie,
    które powinny być zawsze w głowie.
    I nie od święta i nie czasami,
    one powinny, być zawsze z nami.

    Choć tak banalne,swą wartość mają,
    prawdziwy charakter człowieka oddają.
    W dobie komórek i komputerów,
    zapominamy… biegnąc do celu.

    Ja też nie zawsze o nich pamiętam,
    …ale się staram i o to… wnoszę.
    Niech pozostaną w naszym słownictwie,
    Dziękuję…przepraszam…proszę…

    S. Karaszewski

    i drugi

    J. Tuwima
    Murarz domy buduje,
    Krawiec szyje ubrania,
    Ale gdzieżby co uszył,
    Gdyby nie miał mieszkania?

    A i murarz by przecie
    Na robotę nie ruszył,
    Gdyby krawiec mu spodni
    I fartucha nie uszył.

    Piekarz musi mieć buty,
    Więc do szewca iść trzeba,
    No, a gdyby nie piekarz,
    Toby szewc nie miał chleba.

    Tak dla wspólnej korzyści
    I dla dobra wspólnego
    Wszyscy muszą pracować,
    Mój maleńki kolego.

    To wiersze dla dzieci, które w głowie mam cały czas! To proste i tak działa świat, każdy jest potrzebny, Pracownik na kasie, na stacji benzynowej, ktoś obsługujący śmieciarkę.
    ŻADNA PRACA NIE HAŃBI.

  48. Fantastyczny tekst, zgadzam się z każdym słowem! Ja też uważam, że miarą człowieka jest jego szacunek do innych…Niestety, to poczucie wyższości jest bardzo częste- ludzie leczą w ten sposób swoje kompleksy i dowartościowują się kosztem innych. Odczuwam prawie fizyczny dyskomfort, gdy widzę, jak ktoś gburowato traktuje osoby pracujące w usługach… Sama też tak wiele lat pracowałam, potem był okres, że miałam świetną pracę i doskonale zarabiałam, ale parę lat temu wszystko mi się wywróciło, i od tamtej pory jest mi raczej biednie, i ciężko. Ale wiesz co się nie zmieniło na żadnym z tych etapów? To, jaka jestem dla innych, bo zawsze każdego szanowałam i nigdy nie czułam się od nikogo lepsza. Podobnie jak Ty staram się być takim promyczkiem dla sprzedawców, kelnerów, recepcjonistów. Ostatnio stałam w kolejce do kasy za parą- ja w moim 10letnim płaszczu i wytartych butach, oni oboje jak milion dolarów. Nie powiedzieli “dzień dobry”, ani “dziękuję”, laska miała minę jak chmura gradowa, koleś burknął opryskliwie: “Siatkę pani doliczy!” Gdy nadeszła moja kolej, uśmiechnęłam się, przywitałam, rzuciłam żarcik, pośmiałyśmy się z panią, na koniec podziękowałam i pięknie się pożegnałam. Ekspedientka była rozpromieniona, gdy się żegnałyśmy, a widziałam, że parę przede mną obsługiwała w stresie i nerwach. I wtedy sobie pomyślałam, że pieniądze to rzecz nabyta, raz jest się na wozie, raz pod wozem, ale są pewne rzeczy, których za pieniądze nie kupisz i które sa cenniejsze, niż pieniądze. I staram się tego trzymać zawsze, i sama robić tę różnicę w tym bylejakim świecie.
    Wspaniale, że napisałaś o tym,super artykuł!

  49. Gdybym miała opisać wszystkie takie sytuacje w moim życiu, to wyszłaby seria dłuższa od “Harry’ego Pottera”. Przez 5 lat studiów i rok po studiach pracowałam w handlu (wcześniej od 16 roku życia jeździłam na weekendy/wakacje sobie dorabiać sprzedając słodycze na straganach), moja mama pracuje w handlu, moje ciocie pracują w handlu… W sklepach w sensie, nie że mają swoje firmy czy są handlowcami w innych przedsiębiorstwach (choć i to jest praca pełna spotkań z opryskliwymi ludźmi). Nie wiem dlaczego ludzie potrafią być dla siebie tak beznadziejni. Mnie też rodzice zawsze uczyli, że innym należy się szacunek niezależnie od tego co robią, że żadna praca nie hańbi, dopóki nie oszukujesz ludzi. Przecież uśmiech, życzliwe słowo to nie jest wielki wysiłek, tu nie chodzi o zaprzyjaźnianie się i otwieranie wobec każdego, tylko o najzwyklejsze bycie miłym. Ja też do tej pory pamiętam tych kilku świetnych klientów, których spotykałam 🙂 Ale pamiętam też tych upokarzających nas. Na przykład 19-letnia studentka pierwszego roku prawa, która zwyzywała moją 20-kilkuletnią koleżankę – magister inżynier, ale cóż w takim momencie życia, że akurat pracowała w sklepie – że jest nikim, jest tylko gównem na kasie i czego ona w ogóle od niej chce. A chciała potwierdzenia statusu studenta, żeby móc naliczyć jej zniżkę na sportowe rzeczy. Tych wszystkich ludzi przychodzących 5 minut przed zamknięciem sklepu (pracowałam głównie w sklepach sportowych, zakładam, że buty czy skarpetki to nie jest produkt pierwszej potrzeby jak jedzenie, woda czy leki), robiących syf na sklepie czy, uwaga, WYMIOTUJĄCYCH gdzieś na tyłach sali. Nigdy więcej pracy z klientem w tym kraju.

  50. Ludziom nigdy nie dogodzimy. Pracuję od 15 roku życia i wiele razy spotkałam się z różnymi dziwnymi komentarzami. O dziwo ze strony bliskich osób – często się składało, że spotykałam się z synusiami bogatych rodziców, którzy nie akceptowali mojej pracy u podstaw… Miewałam różne epizody z pracą w gastronomii, call center, sprzątaniem… Głównie to były dodatkowe któtkie fuchy, bo przez wiele lat pracowałam jako ratownik wodny na wodach odkrytych, później na studiach w hotelu i właśnie tam zdarzało mi się brać zmiany przy sprzedaży biletów, która wiązała się z myciem podłóg, kibli lub przecieraniem pryszniców… Wiele osób traktowało mnie z góry, z pogardą w ciągu tych kilku lat…
    A teraz, kiedy mam pracę, gdzie w 2-3 godziny zarabiam tyle ile wtedy za 12-godzinną zmianę, stypendia naukowe, publikuję za granicą i jeżdżę na konferencje, ludzie z góry zakładają, że jestem chamska, bo się wywyższam. Nie mam prawa powiedzieć, że się stresuję moją sytuacją finansową odkąd w październiku zacznę studia doktoranckie. Już nie mówiąc o tym, że nie mam prawa narzekać na zarwane noce nad aplikacją o stypendium na badania na jednej z Uczelni w USA. Przecież ja żyję w innym świecie i nie mam pojęcia jak wygląda prawdziwe życie 😛
    Jak widać jest też druga strona medalu. Fajnie, że osoby, które “osiągnęły” coś w życiu mówią publicznie jak na prawdę wygłądała ich droga do “sukcesu” i ile musiały poświęcić lub poświęcają dotychczas. Nieważne, jakie ktoś ma literki przed nazwiskiem lub ile cyferek na koncie – każdy ma prawo do bycia człowiekiem 🙂

  51. Świetny wpis. Mam podobnie. Na codzień pracuje w oświacie, a w weekend czasami dorabiam pracując jako kelnerka. W tygodniu mnie szanują a w weekendy ”po mnie depczą”. Utożsamiam się z Twoim wpisem w 100%. Miłego Dnia. 🙂

  52. Ja się z tym wszystkim co napisałaś, absolutnie zgadzam. Ale to działa (niestety) często także w drugą stronę.

    Ile słychać narzekania na czyjeś “szastanie pieniędzmi” albo “ma – to pewnie ukradł” itd. I oczywiście mówią to osoby, którym się w życiu nie powiodło. Ale zamiast wziąć sprawy w swoje ręce, plują na innych.

    W ogóle internet uwypuklił to, jacy naprawdę jesteśmy. To co do tej pory było mówione pod blokiem, albo przy ogrodzeniu z sąsiadem, teraz może przeczytać cały świat.

  53. Ja mam z kolei inne doświadczenia- nie pracuje fizycznie/w usługach. Bardzo szanuje ludzi którzy wykonują te zawody, kłaniam im się, mówię dziękuję/przepraszam itd. Niestety wielokrotnie spotkała mnie opryskliwosc z ich strony – ostatnio babeczka w reserved nic mi nie odpowiedziala na dzień dobry/dziekuje wziela bluzkę, bez słowa ja skasowała i zapakowała. Na moje do widzenia nie odpowiedziała nic, dopiero jak powtórzyłam wymownie pożegnanie (a słyszała je za pierwszym razem). To samo dzieje się sklepach spożywczych (w jednym siedzącą za kasa kobieta nie przestała rozmawiać przez tel w prywatnej sprawie), niekotrych knajpach. Nie oczekuje żadnego “Pańskiego” traktowania, żeby była jasność- chce tylko zaznaczyć że czasami chamstwo nie ma nic wspólnego z wypchanym portfelem.

  54. Pracowałam w usługach- często brak dzień dobry, rzucanie pieniędzmi ot tak, mówienie jak do śmiecia itp. I to nie byli ludzie z kasą i pozycją, to byli tacy zwykli ludzie jak ja. A ja siedziałam na kasie. Dawniej też pracowałam w modnej knajpce w centrum Londynu i tam przychodzili różni znani ludzie. No cóż.. Nie będę wymieniać nazwisk, ale z nimi też różnie bywało. Oczywiście trzeba pamiętać, że to działa w dwie strony- czasem też, pomimo dobrego humoru i dobrych chęci spotykam się z niefajnym zachowaniem osoby pracującej w sklepie itp.