Najgłupsze i najbardziej destrukcyjne coachingowe cytaty

Strasznie mnie wkurza to ciśnienie na bycie maksymalnie produktywnym. Z każdej strony słyszymy, że mamy w sobie olbrzyma i musimy go obudzić by osiągnąć sukces. Wiecie co, pieprzyć to. Ja chcę żeby mój wewnętrzny olbrzym dobrze się wysypiał i nie mam zamiaru ograniczać mu snu. Nie będę też przeciągać struny, obciążać go i sprawiać by zaczął korzystać ze swoich rezerw. A sukces i tak osiągnę, ale małymi kroczkami i w zgodzie ze sobą

Dziś chcę pokazać Wam jedne z najbardziej destrukcyjnych coachingowych cytatów. Z założenia miały motywować do robienia rzeczy wielkich, w rzeczywistości są krzywdzące i przynoszą więcej szkody niż pożytku.

1. Zrób dzisiaj odrobinę więcej niż sądzisz, że jesteś w stanie

Popularny coachingowy cytat. Zrób więcej niż sądzisz, że jesteś w stanie. Najlepiej rób tak codziennie, to przybliży Cię do celu i sukcesu. Takie myślenie jest bardzo DESTRUKCYJNE dla naszego zdrowia psychicznego. Czytamy te bzdury i bierzemy na swoje barki coraz więcej i więcej. W końcu tak trzeba, ludzie tak robią i odnoszą sukcesy! Robimy listy rzeczy do zrobienia i zapisujemy na nich ogrom różnych rzeczy. Nawet jeśli zrealizujemy wszystkie punkty to wciąż czujemy niedosyt. Mało! Przecież możemy robić jeszcze więcej!

Wszystko możemy, tylko czy “więcej, lepiej, mocniej, bardziej” to dobry kierunek? Czy takie przeciążanie swojego organizmu i swojej psychiki jest w porządku? Nie jest. To pierwszy i bardzo duży krok w kierunku m.in depresji.

Moja lista “to do”

Codziennie tworzę listę rzeczy do zrobienia. Porządkuje mi to plan dnia, trzyma mnie w ryzach i sprawia, że o niczym nie zapominam. Na mojej liście zapisuje zarówno sprawy priorytetowe (prezentacja na szkolenie, analizy, wpis na blogu)  jak i te bardzo błahe (podlać kwiatki, upiec bataty, naładować powerbank). Właśnie dlatego moja lista ma zwykle kilkanaście pozycji. Cieszę się z każdego “ptaszka”, który stawiam przy wykonanej czynności. Autentycznie, to jest cudowne uczucie i uwielbiam się nim karmić kilkanaście razy w ciągu dnia.

ALE. Jeśli nie uda mi się czegoś wykonać, nie robię z tego wielkiej sprawy. Nie katuje się tym, nie roztrząsam tego i nie wpływa to w żadnym stopniu na moje samopoczucie. Nie mówię sobie, że jestem beznadziejna, że nie ogarniam i że gdzieś popełniłam błąd. Nie! Pewnych rzeczy się nie przewidzi, czasem nawet perfekcyjnie zaplanowany dzień może zostać wywrócony do góry nogami. Takie jest życie! Niezrealizowane pozycje przerzucam na kolejne dni i nie spędza mi to snu z powiek. YOLO

2. Odpowiedzialny jesteś za to co zrobisz, ale i za to czego nie zrobisz

Kolejny kretynizm. Wiecie co autor chce nam wmówić? Że właśnie powinniśmy wziąć odpowiedzialność za te wszystkie niezrealizowane pozycje na naszej liście. Co więcej, powinniśmy mieć wyrzuty, obwiniać się i obiecać poprawę. No właśnie nie, nie i jeszcze raz nie! Nie jesteśmy cyborgami, nasze zasoby są ograniczone i dajmy sobie przyzwolenie na bycie niedoskonałymi jednostkami.

tak żegnam wszystkie pozycje z listy, jakich nie zdążyłam dziś zrealizować. Kiedyś do Was wrócę. Arrivederci

Zawsze będzie coś do zrobienia

Dokładnie tak, zawsze coś będzie. Nigdy nie przerobisz tej całej roboty! No nie ma szans. Im szybciej to zrozumiesz tym lepiej dla Ciebie (i przede wszystkim dla Twojego zdrowia psychicznego). Jedna z czytelniczek napisała mi na instastories, że codziennie robi listę “to do”, ale nawet jeśli zrealizuje wszystkie punkty, to czuje, że robi za mało, że mogłaby więcej. Nie cieszy ją to co udało jej się zrobić, tylko skupia się na tym jak wiele jest jeszcze do zrobienia. I to jest właśnie bardzo złe. Takie myślenie prowadzi do wypalenia, frustracji, nerwicy natręctw czy do depresji. I to nie jest jakieś czcze gadanie. To są fakty. Zacznijcie doceniać to co robicie (nawet najdrobniejsze rzeczy), zacznijcie nagradzać się za to co już zrobiliście. Doceńcie swoje chęci i starania. To naprawdę ogromnie ważne.

3. Jesteśmy tym, czym udajemy, że jesteśmy – Kurt Vonnegut

No większej durnoty dawno nie czytałam. Nie, nie jesteśmy tym czym udajemy, że jesteśmy. Udawanie kogoś innego to zwykłe oszustwo. Zwykło się mówić, że kłamstwo powtórzona wiele razy staje się prawdą, ale to bzdura. Udający wie, że udaje. Wie, że to nie jest prawdziwy obraz jego osoby. To dosłownie igranie ze swoją psychiką, życie w takim zakłamaniu na dłuższą metę nie wchodzi w grę.

Co więcej udawanie sprawia, że zapomnimy o swoich zaletach i mocnych stronach. Ukrywamy je po to, by udawać jakieś inne. Dlaczego nie doceniamy tego, że każdy z nas jest niepowtarzalną mieszanką umiejętności, talentów, cech charakteru i zdolności? Dlaczego wydaje nam się, że lepiej jest udawać kogoś innego?!

Uważam, że udawanie jest jakąś formą regresji. Nie skupiamy się na rozwijaniu swoich cech osobowości, talentów czy zdolności, tylko tracimy czas na odgrywanie jakiejś roli.

Dla kontrastu zacytuje cudowne słowa Antoine Saint Exupery’ego – “Człowiek tym jest większy, im bardziej jest sobą.” Steve Jobs mówi równie pięknie “Twój czas jest ograniczony, więc nie marnuj go na byciem kimś, kim nie jesteś.”

4. Ten, kto boi się porażki, już przegrał.” ~ Napoleon Bonaparte

Dziwnie niezgadzać się z tak wielkim nazwiskiem, ale wybacz Napoleon, głupoty gadasz. W sensie… chcesz nam wmówić, że nie mamy prawa odczuwać strachu czy lęku. Co więcej, ostrzegasz, a raczej stwierdzasz, że jeśli się boimy, to już przegraliśmy. Ja uważam, że lęk i strach to zupełnie normalne i potrzebne uczucia. One nie są z automatu negatywne, to my nadajemy im charakter. Ważne jest to, co my z tym strachem zrobimy i jak nim pokierujemy.

Oczywiście, strach może nas zablokować, ale może też zadziałać mobilizująco. Nie dajmy sobie wmówić, że to złe uczucie. Bałam się przed moimi pierwszymi warsztatami (a co jeśli dziewczyny będą zwiedzione), byłam przerażona kiedy wypuszczałam ebooka (a co jak się coś zepsuje) i nie wstydzę się tego. Wiedziałam że stoi za tym wszystkim wiedza i wartość. Strach działał mobilizująco. Czy uważam się za przegraną tylko dlatego, że był we mnie lęk? Absolutnie NIE!

Mam nadzieje, że strach i lęk będą mi raz na jakiś czas towarzyszyć. Są mi potrzebne, dzięki myślom, że coś może się nie udać próbuję przewidzieć wszystkie scenariusze i im zapobiec. Brak wyobraźni i brak strachu mogą zniszczyć nawet najlepszy pomysł.

5. Codziennie trzeba starać się wykraczać poza swoje możliwości

No przepraszam, ale gdybym codziennie wykraczała poza swoje możliwości to bardzo szybko bym się wypaliła, zmęczyła i wykończyła psychicznie.

Wykraczanie poza swoje możliwości nie powinno być codziennością. Przecież przekraczanie granic i wychodzenie ze strefy komfortu kosztuje nas bardzo dużo energii i emocji. Oczywiście róbmy to, ale rozsądnie, w zgodzie ze sobą i na pewno NIE CODZIENNIE.

To takie moje top pięć. Jestem ciekawa czy podzielacie moje zdanie, czy raczej kierujecie się tymi cytatami w swoim życiu. A może znacie inne “mądrości”, które uważacie za destrukcyjne?

Kolejny wpis o podobnej tematyce: https://fashionelka.pl/mizofonia-przyczyny-i-objawy/

[Głosów:2    Ocena: 3.5/5]
65 komentarzy
  1. Dla mnie ten cały coachingto jakieś dyrdymały i kompletne głupoty. Najbradziejprzeraża mnie to że dużo osób faktycznie tym się interesuje, powtarza bez zastanowienia te puste cytaty i płaci chore pieniądze za kursy, książki, wykłady motywacyjne… dla mnie to jest chore… i nigdy tego nie zrozumiem.
    Każdy powinien robić to co chce i w co wierzy a nie to czego ktoś od nas oczekuje i wmawia że tak trzeba i to jedyna słuszna droga.

    1. Dokładnie! Pełna zgoda. Ja mam do coachingu stosunek raczej obojętny. Tzn uważam, że coach powinien być psychologiem, a najlepiej psychoterapeutą, inaczej może wyrządzić więcej szkody niż pożytku…

  2. mam na to trywialny przykład z mojego życia… pranie. nie mam problemu z jego robieniem, rozwieszaniem, prasowaniem itd… ale zawsze gdy zatrzasnę ostatnie drzwiczki pralki (gdy już czarne, białe, kolorowe i ręczniki się wyprały) lubię spojrzeć na pusty kosz na bieliznę i westchnąć, że tyle zrobiłam! ale w tym momencie wpadnie do domu mój partner wrzuci tam spoconą koszulkę i brudne skarpy i dna już nie widać! – jakże mnie to kiedyś wk*!!! do czasu kiedy uświadomiłam sobie, że to jest dom w którym mieszkamy, rzeczy w których chodzimy i ich używamy… kosz może być pełny do połowy albo po brzegi, ale pusty nie będzie nigdy…
    żyj i daj żyć innym, i sobie zwłaszcza!
    pozdrawiam! 🙂

    1. Haha dziekuje ze to napisałaś bo i mnie to wku*#% 😉 tak kocham idealna harmonię ale masz racje trzeba po prostu żyć

    2. JAK JA TO ZNAM! Nie ma nic gorszego niż psucie tej ideanej harmonii pustego kosza na pranie, ale my z meżem staramy się celebrować tę chwilę gdy kosz jest pusty – mamy na to specjalnie opracowany system przybijania piątki. Moment chwały, a potem wrzucamy następne brudne skarpetki, ścierkę ubrudzoną pomidoarmi 😉

  3. Eliza, świetny tekst. Gratuluję. Ja jeszcze dorzucę taką głupotę: „nie bój się ryzyka, wychodź ze strefy komfortu”. Złości mnie to. Ryzyko ma prawo wzbudzać lęk i nie zawsze rzucanie tego, co znane i bezpieczne jest złe. Trzeba brać pod uwagę wiele rzeczy, sytuację osoby, etap życia, kondycję psychiczną itd. Nie każdy musi być silny i odważny.

  4. Moje ulubione: kto chce znajdzie sposób, kto nie chce znajdzie powód.
    Co oznacza, że jeśli coś nam się nie udaje, że jakiś etap jest ciężki, że nie wychodzi tak jakby się chciało to jest to oczywiście nasza wina i tego, że trudne sytuacje są dla nas wymówką. Superwoman nie wypada nie dawać sobie rady…

    1. A ja uważam,że to nie jest do końca głupi tekst. Zależy jak się go zinterpretuje.
      Ja np. odbieram to w ten sposób, że jeśli ktoś chce coś zrobić, to znajdzie w końcu motywację albo metodę, aby osiągnąć cel.
      Jeśli ktoś nie chce,nie wie, waha się – to wtedy, każdy powód będzie dobry by zrezygnować i nie iść dalej. I nie, nie twierdzę że rozterki są czymś złym, bo sądzę, że każdy z Nas je ma. 🙂
      Zgadzam się natomiast z tym, że nie da się być superwoman zawsze i wszędzie.

      Pozdrawiam ciepło!

  5. Mogę napisać, że w tym momencie jestem na zakręcie, zdrowie mi się posypało, ze wszystkim muszę uważać, ba nawet do sanatorium nie pozwolono mi pojechać … i tak patrzę na siebie, że jeszcze jakieś 10 miesięcy temu spacerowałam po 14 km dziennie, a teraz buzia się cieszy, że przejdę choć kilometr. Każdy chce aspirować, ok, ale też trzeba umieć pogodzić się z tym na co wpływu nie mamy … bardzo dobry tekst 🙂 uwielbiam Cię słuchać na IG :*

  6. Uważam, że najważniejsze są nasze priorytety które powinnismy sobie ustalac sami (w miare możliwości) po drugie ‚mierz siły na zamiary’ a po trzecie nikt nie jest superbohaterem! Teraz już wiemy skad jest ten szalony wyścig szczurów i jak to wpływa na psychikę człowieka… to jest chore, bo to często jest ‚po trupach do celu’. Warto zrobić krok wstecz i spojrzeć na wszystko z dystansem, bez sensu jest się wykrwawiac każdego dnia. To wie nawet pełnoetatowa matka i kura domowa (ja). Potem ludzie narzekają ze czasu im brakuje….

  7. Idealnie napisane! Coaching to jedno wielkie mieszanie ludziom w głowach, niestety często coach ma zbyt duży wpływ na „podopiecznego” przysłaniając mu przy tym świat i możliwości…

    Tak apropos, Napoleon wygrał 🙈 mega tekst!

  8. Dzieci już śpią, a ja siedzę w kuchnio-pokoju i patrzę na ten otaczający mnie bajzel. Znowu mam wyrzuty sumienia, że kolejny dzień minął, a ja nie ogarnęłam domu (kiepska organizacja, a może kiepska kura domowa?). Zamiast wziąć się za sprzątanie, włączam internet i czytam Twój wpis. I tak zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie powinnam się dołować takimi sprawami? A może lepiej cieszyć się, że fajnie spędziłam dzień z dzieciakami na świeżym powietrzu, zamiast siedzieć w domu i sprzątać? 
    Zdałam sobie sprawę, że mam w sobie takie myślenie, że powinnam więcej, lepiej, że może od jutra zacznę. Ale nic się nie zmienia i chyba czas się pogodzić z faktem, że nie wszyscy są skazani na sukces. Istnieją także ludzie, którzy wolą niespieszne, spokojnie życie, niż pęd za czymś nieosiągalnym ☺ Pozdrawiam

    1. Anna, czas sie pogodzić z tym, ze nie jesteśmy cyborgami i nigdy nie ogarniemy tej całej roboty. Ciesz się tym dniem, nie myśl o tym czego nie zrobiłaś, a co fajnego się wydarzyło. Nie dokładaj sobie powodów do zmartwien <3

  9. Mam alergię na samo słowo “coach”. Serio, nienawidzę go. Tych dyrdymalow też. Dobrze, że o tym mówisz, to bardzo ważny temat. Co do cytatów lubię te z “SzustejRano”, lubię z Małego Księcia. Ogólnie lubię te mądre, motywujace, a nie wywołujące presję.

  10. Pracuje w firmie szkoleniowej i to dalo mi troche inne spojrzenie na coaching. Pracuje z coachami biznesowymi,jednak tutaj polega to na tym,ze naprowadzaja oni ludzi na pomysly,rozwiazania,podpowiadaja. Nie tylko w biznesie ale rowniez w zyciu. Uczą jak zarzadzac czasem,jak byc produktywnym bez tych wszystkich pseudomotywujacych coachingowych paplanin. Jak sie tam zatrudnialam to bylan bardzo sceptyczna,ale na szczescie nie kazdy coaching znaczy to samo ☺ u mnie w pracy smieja sie z tych wielkich nazwisk w polskim coschingu.

  11. Ja mam alergię na cytat: “bądź codziennie lepszą wersją samego siebie”. No irytuje mnie to sformułowane do granic możliwości, a trafiam na niemal każdego dnia. Codziennie lepsza, codziennie szczuplejsza, codziennie silniejsza i bardziej zorganizowana. A dajcie mi ludzie święty spokój, żyjcie i pozwólcie żyć innym, tak jak mają na to ochotę 😉

  12. Ano tak to jest już w naszym świecie. Często podąża się za modą: najpierw hura optymizm na to, o czym piszesz w tym artykule – perfekcja, listy “to do” niczym litanie, produktywność, wstawianie wcześnie rano, najlepiej 3 godziny przed całym światem, bo to nawyk ludzi sukcesu (pal licho, że którąś z kolei noc przesypiasz w liczbie godzin:4).
    A później znów moda na olewanie, magie i sztuki olewania: olewaj wszystko jak leci,martwisz sie rachunkami? Olej to!
    Bardziej wytrawni, często inteligentniejsi, bądź ci, którzy już niejedno w życiu przeczytali, z każdej takiej mody wyciągną coś dla siebie, z rozsądkiem i uniarem : )

    P.s.: zdjęcie żegnające niezrobione rzeczy wymiatab:-)

  13. Apropos punktu 1 i list “to do”. Polecam aplikację tomorrow. Bardzo prosta i intuincyjna aplikacja. Tworzysz listę rzeczy do zrobienia, wykreslasz, a te niewykonane automatycznie przechodza na kolejny dzien. Polecam 🙂 Dziekuje za wpis.

  14. Niesamowite! Przez ostatnie tygodnie nie pozwalała sobie na spanie dłużej niż 8:30, ostatni tydzień 7:00. Wczoraj wstałam o 9:30 i co? Zrobiłam tak samo dużo jakbym wstała wcześniej. Rano potrzebowałam zawsze i tak kilku godzin na dojście do siebie, robiłam wszystko powoli, no ale przecież wstałam wcześniej – mam więcej czasu, lepiej to wykorzystam. Bez sensu, serio – te slogany tak nam “ryją psychikę”, że kolejny raz robimy coś tylko dlatego, że inni tego od nas oczekują. Ale poza oczekiwaniami nic więcej od nich nie otrzymujemy. Czasem warto wysiąść z pędzącego pociągu i iść swoim rytmem, spać do 10, zrobić 5 rzeczy z listy zamiast 10 i cieszyć się życiem i ludźmi, którzy nam towarzyszą 🙂

  15. Cudowny wpis 😁👍 uwielbiam Twoje myślenie 😁👍 i dziękuję za to, że głośno to wszystko mówisz i nam uzmyslawiasz te mądrości! 😁💖💖

  16. Jestem studentka ostatniego roku i odczuwam wielką presję co do mojej przyszłości , którą sama sobie narzucam. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale te motywacyjne teksty o tym że powinnam więcej na pewno nie wpływają na mnie pozytywnie.
    Fajnie że jest moda na pozytywne myślenie, rozwój, ale nie ukrywam – nie działa to jedynie korzystnie.

  17. Omg! Eliza tekst w punkt. Serio! Kiedys zadzynalam sie zeby wykonac swoja kiste TO DO dzis chyba syn mnie z tego wyleczyl. Ma 18 miesiecy a ja ciagle stawiam sibie tyle co w czasie kiedy go bie bylo. Zadywalam noce by yc perfect. Nie da sie! 3 tyg temu odpuscilam. Robie to na co mam sile i czas 🙂 ps. Skad ta piekna kiecka z ostatniego zdjecia ( niebieska w biale paski)?

  18. Witaj Eliza!
    Kolejny bardzo wartościowy post na Twoim blogu!
    Napiszę teraz jak rzeczywistość zweryfikowała bardzo szybko poradnikowe bzdety… Będąc w ciąży naczytałam się, że dziecko już od pierwszych dni ma funkcjonować tak i tak, w takich porach powinno spać, w takich jeść, a ja powinnam to i tamto… Już w szpitalu okazało się, że nasza córeczka potrzebuje bardzo dużo bliskości. W szpitalu nie przespała ani jednej nocy w łóżeczku, każde wyjście do WC i odłożenie jej kończyło się płaczem. Pod prysznic wychodziłam, kiedy przyjeżdżał mąż i tulił naszego Okruszka. W domu pierwsze 2 tygodnie to samo… Spała z nami w łóżku, tulenie bez końca. I moje przerażenie nałożone na baby blues – co to będzie, przecież trzeba funkcjonować. Problemu nie ułatwiała moja natura pedantki. Pojawił się lęk, że mój stan przerodzi się właśnie w depresję. Na szczęście mój mąż był z nami 2 tygodnie w domu, wychodziliśmy na spacery, do restauracji, do znajomych. Mieszkamy z rodzicami, więc mama obiad podstawiała “pod nos”. Dziś Agata ma 6 tygodni, śpi w swoim łóżeczku od prawie miesiąca, ja wyluzowałam, jeśli chodzi o pedantyzm, pozwoliłam sobie na bycie nieperfekcyjną, bo najważniejsza jest córka. I jesteśmy najszczęśliwszymi rodzicami na świecie! Z łezką w oku wspominam czas, kiedy malutka (ważyła 2420g) była non stop przytulona. Rozwija się wspaniale, rośnie i daje nam wiele radości i wzruszeń. Jednak o tym trudnym początku nie wspomniał żaden poradnik. Pomogły rozmowy z innymi mamami i okazuje się, że u każdego było coś. Połóg, zwłaszcza pierwsze 2-3 tygodnie to czas szczególny, okazuje się, że zupełnie nie pokrywa się z naszym wyobrażeniem i to my dostosowujemy się do dziecka, a nie ono do nas (jak to piszą niektórzy).
    Pozdrawiam!

  19. Ale to chyba nie są “coachingowe” cytaty…Napoleonowi czy Vonnegutowi raczej do coachów było daleko…;)
    Spodziewałam się po zapowiedzi postu raczej współczesnych fragmentów wziętych z prasy/książek, autentycznych poradników – to byłoby bardziej wiarygodne i odpowiadające naszym czasom.
    Niemniej temat ciekawy. Pozdrawiam!

  20. Cześć,
    To kolejny z Twoich bardzo fajnych wpisów. Żyjemy w czasach, gdzie wszyscy wmawiają nam, że musimy więcej i bardziej. I ludzie tak pędzą, a w tym pędzie zapominają o tym co najważniejsze. Ile już osiągnęli, ile już mają i jacy są wspaniali. Znam dorosłych ludzi, którzy mają cudowną żonę, dzieci, rewelacyjny dom i pracę o której ja mogę jedynie marzyć, a są nieszczęśliwi. Bo ciągle wierzą, że muszą więcej żeby osiągnąc sukces, a to nie prawda.

    Ja nie mam jeszcze nawet w połowie zrealizowanych marzeń a i tak się cieszę. Swoją rodziną i tym co mam. A jak w przyszłości uda mi się osiągnąc więcej – to super. A jak nie, to nic. I tak mam aż za dużo 🙂

    Pozdrawiam,
    Kasia

  21. Oj jak dobrze, że to napisałaś … myślałam, że jestem nienormalną bo myślę o couchingu jak o jakiejś sekcie… najgorsze jest to , że wielu z nich wkłada nam do głowy te bzdury a sami żyją byle jak , byle od wykładu do wykładu … poznałam kilka takich osób i potrafią tylko gadać … a ja tak jak mówisz idę swoim rytmem przez życie, bez spiny i zarzynania a moje cele i marzenia się realizują … bez jakiś cudów A wiesz dlaczego bo gdzieś wyczytałam, że jeśli bardzo czegoś chcesz to Twoje działania samoistnie ida w kierunku by się spełniło … typowe u mnie … powolutku, może jutro się uda i bez udawania kogoś innego …i działa naprawdę 😉

    1. Elka, nie twierdzę, że coaching z założenia jest zły. Po prostu uważam, że dziś jest tak duż pseudoekspertów, że brak kompetencji i wiedzy z zakresu psychologii może przynieść więcej szkody niż pożytku.

      Sciskam!

  22. Żona mi podesłał twój tekst i wiesz co , masz słuszność 🙂 pracowałem w korporacji i wyprano mi łeb do dziś ciężko wrócić do normalności bo człowiek raz czegoś nauczony czasem bardzo długo nie może się pewnych cech wyprzeć tych złych nawyków.

    Pozdrawiam

  23. Ziewam ze znudzenia, jak słyszę o strefie komfortu, serio. Chyba naturalnym jest, że dążymy do szczęścia, dobrostanu, komfortu własnie. I jak się taki stan osiągnie, to się powinno w nim pławić, korzystać, celebrować i doceniać, a nie szukać dziury w całym i “wychodzić”. Spieprzyć to się jeszcze zawsze w życiu zdąży. Ostatnio w jakimś filmie czy serialu usłyszałam, że nie należy wychodzić ze strefy komfortu bo jest komfortowa, gdyby trzeba było z niej wychodzić nazywałaby się strefą wychodzenia 🙂

  24. Podoba mi się, że otwarcie krytykujesz te bzdury z coachingu.

    Wg mnie te kilka przykładowych zdań i to jak działają na naszą psychikę to zwykła negatywna manipulacja.

    Ta cała presja i wszystko co jej towarzyszy jest potrzebne wszędzie tam gdzie człowiek robi coś co nie jest zgodne z jego prawdziwą naturą. Czyli wszędzie tam gdzie musi oszukiwać siebie i innych. Jeśli robi się coś z pasją nie ma żadnej presji ani potrzeby motywowania się tymi coachingowymi cytatami.

  25. Hmmm…. Co do Napoleona to inaczej rozumiem jego myśl. Obawa przed niepowodzeniem potrafi tak podciąć skrzydła, że nie podejmujemy różnych wyzwań tych codziennych, zawodowych i to jest moment naszej porażki. Nie próbujemy, zapominając, że niepowodzenia wpisane są w nasze życie, a przezwyciężenie strachu, mobilizacja, staranność i świadomość, że zrobiło się wszystko jak najlepiej to zwycięstwo. Jak nie przed światem to na pewno przed samym sobą.

  26. Zupełnie inaczej rozumiem 2 cytat. Czytaj: jesteś odpowiedzialna za bierną postawę. Brak decyzji w jakieś sferze życia to…też decyzja. Ludzie panicznie boją się zmian, ryzyka, np. zmiany pracy, bo może trafi się na jeszcze gorszą… i potrafią tkwić tak latami i się zastanawiać co ze sobą począć. Nie robią nic i szkodzą sobie jeszcze bardziej.

  27. Eliza!Nie zgadzam sie jedynie z istatnim cytatem!Nie ma w nim nic o wykraczaniu poza swoje mozliwosci,a o codziennym pidejmowaniu wysilku czy starania by to zrobic.Cos jak codzienny trening dla sportowca,walka z chęcią sięgnięcia po słodycze dla osoby na diecie czy zakupu kolejnej rzeczy przez zakupoholika.Starać się wykraczac poza swoje mozliwosci nie oznacza ich codziennego przekraczania,a codzienna próba wyjścia ze strefy komfortu.Spróbuj spojrzeć na to z tej strony…Starać się to nie zrobić!!!

    1. Kasia, słowo klucz to “można”, ale nie trzeba. Ja absolutnie nie próbuje codziennie wychodzić ze strefy komfortu. Wiem ile mnie to kosztuje i wolę to rozłożyć w czasie. Ludzie nie powinni codziennie przełamywać jakichś swoich granic i barier. To nie jest dobre dla zdrowia psychicznego

  28. Po co masz bloga? Jesteś za mądra-serio pierwy akapit skłonił mnie aby napisać komentarz 🙂
    Masz poukladane w głowie i mam nadzieje ze tez w zyciu.

  29. Wielkie tak dla Twojego tekstu. znalezienie balansu w zyciu jest nie mozliwe bo zycie to wzloty i upatki . Wiecie co ja sobie powtarzam gdy ogarnia mnie złośc na dziecko bo wlasnie caly salon jest w kolcka i w jedenj sekundzie cale picie laduje na dywanie….Poprostu “TO MINIE!”. Jest Mały albo “POCZEKAJ” . Juz wiem jak bede miec 40 lat i dzieci poza domem zakladam bloga i bede pieknie wszystko urzadzać haha i czekac na wnuki 😛 az to zrujnuja taka kolej rzeczy 🙂

  30. Przywołany przez Ciebie cytat Vonneguta pochodzi z ksiązki “Matka noc” i nie oceniałabym go w oderwaniu od kontekstu. Akurat Vonnegut był wybitnym obserwatorem rzeczywitości i prowokatorem, dlatego jego tekstów nie należy rozumieć dosłownie. Gdyby żył, byłby pierwszym kpiarzem z coachingowych bzdur. Swoja drogą bardzo polecam jego twóczość, to genialna satyra, również na nasze czasy.

    1. Inka, Ty to wiesz, ale większość nie ma o tym pojęcia. Ten cytat jest podany w spisie cytatów motywacyjnych. Jest właśnie taki, wyrwany z kontekstu i robi wiele złego niż dobrego.

      Może za nim stać coś super, ale ludzie tego nie wiedzą i dlatego dodałam go do swojego zestawienia by absolutnie nie udawać nikogo kim się nie jest

  31. Też nie lubię tych motywacyjnych haseł :). Swoją swoją teraz różnego rodzaju szkolenia przeżywają swoisty boom. Można zapisać się na praktycznie każdy rodzaj, od szkoleń gotowania i szycia po trening z uwodzenia :). Czasy dobre dla cwaniaków i naiwniaków.

  32. Wkurza mnie fakt, że coachem może być niemal każdy. Moim zdaniem prawo do ingerowania w ludzką psychikę ma psycholog, a wręcz psychoterapeuta. Osoba odpowiednio wykształcona i przygotowana.. Niestety niby niewinne motywujące słowa potrafią doprowadzić do zaburzeń psychicznych,

    Co do cytatów. Moim zdaniem cytat Napoleona potrzebuje uzupełnienia. Jeśli strach za każdy razem powstrzymuje nas przed spełnieniem marzenia, zrealizowaniem celu, to rzeczywiście odnosimy porażkę, bo nawet nie próbujemy. Mówię o sobie. Miałam okazję, nie wierzyłam w siebie, teraz żałuję. Teraz próbuję korzystać z okazji i tak wciąż się BOJĘ, stresuję się rozmową kwalifikacyjną, relacjami z ludźmi, czy egzaminem na prawo jazdy. Tamten ostatni w końcu zdany, było warto spróbować,. Aczkolwiek nie zawsze i nie od razu. W przypadku prawa jazdy potrzebowałam zrobić przerwę (wiele osób nie poleca, u mnie się sprawdziło ), zastanowić się, czego tak naprawdę się boję, gdzie popełniam błąd. Wg niektórych “kołczów” moja przerwa była porażką, ja wtedy zmieniłam sposób myślenia i od razu zdałam.

    Wniosek z mojego komentarza (przepraszam za dłuuuugi monolog). Próbuj, ale NIC NA SIŁĘ.

  33. Dodam jeszcze, że jak się tak ogląda materiały na yt i czyta wiele blogów, bo okazuje się, że masa ludzi nie czyta normalnych książek, tylko właśnie te coachingowe bzdury. Naprawdę ktoś im musi mówić, że stać ich na wiele żeby ruszyli tyłek z kanapy? Ja tego nie rozumiem.

Leave a Reply

Your email address will not be published.