Co Ty wiesz o życiu, bezdzietna blogerko

Kojarzycie mój tekst o przepisie na perfekcyjny poranek? Otóż okazało się, że „normalny” człowiek nie ma czasu na śniadanie w łóżku czy poranną aktywność: tylko osoby bezrobotne i bezdzietne mogą sobie pozwolić na przyjemności o poranku, a ja nie znam życia, bo jestem tylko blogerką. „Prawdziwe życie zaczyna się w momencie, kiedy urodzisz dzieci – dopiero wtedy będziesz mogła się wypowiadać na jakikolwiek temat”. Dało mi to do myślenia, bo słyszałam już kiedyś coś podobnego. Słyszałam te bzdury wielokrotnie.

Kiedy byłam w gimnazjum, mówiono mi, że dopiero w liceum zacznie się prawdziwa nauka, a jeśli w gimnazjum miałam piątki, to w liceum będę miała trójki, bo tam jest tak wysoki poziom. W liceum natomiast mówiono mi, że to na studiach zacznie się masakra. Jeden wykład trwa 1,5 h, a nie 45 min – jak lekcja w szkole. Poza tym sesje, egzaminy, zaliczenia… makabra!

coffee break

Na studiach słyszałam, że to PO studiach zaczynają się schody, bo trzeba znaleźć pracę, uniezależnić się i założyć rodzinę. Faktem jest, że już na drugim roku studiów byłam niezależna finansowo, miałam serwisy z grami i rozwijałam blog, bo czułam w tym ogromny potencjał. Gdzie to straszne i prawdziwe życie, przed którym tak mnie ostrzegano?

Po kilku latach spotykania się z moim facetem mówiono mi, że narzeczeństwo to sielanka! Motylki w brzuchu, zauroczenie i maślane oczy. Po ślubie wszystkie się zmieni! Nie będzie już czasu i miejsca na czułości. Szara smutna rzeczywistość i rutyna. Kolejna bzdura, którą zweryfikowało życie.

I na koniec mój ulubiony cytat: „Przyjdą dzieci, to dopiero się zadzieje”. Całe Twoje życie wywróci się do góry nogami! Zapomnij o wypadach z koleżankami, o manicurze czy maseczce na twarz! Przestaniesz patrzeć na swojego męża tak jak kiedyś, bo numerem jeden będą dzieci!

Czy ja jestem jakaś dziwna? Dlaczego żadna z tych przepowiedni się nie sprawdziła? Z niecierpliwością czekałam na każdy z tych etapów w moim życiu, witałam je z otwartymi ramionami i brałam z nich wszystko co najlepsze. Jestem szczęśliwa – i to w każdym tego słowa znaczeniu.

Fakt, nie mam jeszcze dzieci, zapewne sporo się zmieni, kiedy się pojawią, ale żeby od razu rezygnować z przyjemności, siedzieć tylko w domu i podgrzewać mleko? Genialnie skomentowały to Bata i Andanowa.

Bata napisała:

Nie znoszę tego całego ‚straszenia’ i komentarzy: „Ty to masz fajne życie bo nie masz dzieci, ‚normalnej’ pracy na etacie i pewnie jeszcze ‚złapałaś’ bogatego partnera etc… Sami kreujemy swoją rzeczywistość. Chcesz mieć dzieci i siedzieć w domu – Twój wybór. Daje Ci to szczęście – świetnie! Są też matki, które trochę inaczej patrzą na aspekt macierzyństwa. Po porodzie wracają do swojej pracy (która je motywuje i daje masę satysfakcji). Jesteś sfrustrowana siedząc w domu? – zmień to! 

AndAnowa:

Hej, na wszystko jest czas, taka kolej rzeczy. Każdy przeżywa to po swojemu i wykorzystuje czas tak jak chce. Po co się wzajemnie „straszyć” jak to będzie „źle”. Nie będzie 🙂 Wierzę, że wszystko da się jakoś zorganizować!

Nina

Mam dwójkę dzieci, a dom prowadzimy z mężem po partnersku. Nie jestem od prania czy gotowania, dzielimy się obowiązkami. Mam czas dla siebie. To u mnie podstawa! Jeśli ja jestem nieszczęśliwa i sfrustrowana moje dzieci też takie będą.

Dziewczyny świetnie to podsumowały. Zgadzam się z nimi w 100%. Każdy jest kowalem swojego losu – brzmi banalnie, ale to prawda. Otrzymuję setki komentarzy od szczęśliwych mam, które piszą, jak świetnie potrafią zorganizować sobie dzień. Oczywiście, nie zawsze jest różowo, ale dają radę i mają czas dla siebie. To bardzo budujące.

rodzinka

Dajcie znać, przed czym Was ostrzegano! I czy Waszym zdaniem macierzyństwo to same wyrzeczenia?

[Głosów:0    Średnia:0/5]
237 komentarzy
  1. Mnie straszono/ostrzegano przed tym, że nie będę miała życia na studiach medycznych. Nie będę miała czasu na dbanie o siebie, codzienne przyjemności, o chłopaku i spędzaniu wspólnego czasu lepiej zapomnieć.

    Dzisiaj jestem szczęśliwą studentką V roku, od 5 lat z tym samym chłopakiem (od miesiąca narzeczonym), tak samo jak ja z medycyny, widujemy się praktycznie codziennie, kiedy tylko możemy wychodzimy do kina, restauracji…W miarę regularnie uprawiam sport.Codziennie mam ‘zrobione’ włosy, makijaż, zawsze przygotowany przez siebie manicure i przy okazji jestem nauczona na wszystko. A odpowiedzią na to jest dobra organizacja czasu 🙂 Nie marnuję czasu na czynności, które tylko go pochłaniają a nic nie dają w zamian. Zamiast oglądania telewizji wolę utrzymywać kontakt ze swoimi dobrymi przyjaciółkami, nawet jeśli jest tylko telefonicznie-facebookowy.
    Jestem prawie na finiszu studiów i już słyszę głosy : nie będziecie się widzieć, będziecie się wiecznie mijać, to potrwa rok czy dwa i wszystko się rozpadnie, a dzieci…nawet nie myśl.

    Wolę poznać to na własnej skórze i jak zwykle dać sobie radę 😉 A wszystkie głosy które są na ‘nie’…mam wrażenie, że wiecznym straszeniem próbują na siłę zatuszować swoje lęki czy niepowodzenia…
    Udanej niedzieli wszystkim 😉

  2. Jestem mama 8-miesiecznej coreczki i jest wyjatkowo wymagajaca;) ale w zyciu nie zamienilabym macierzynstwa na inny scenariusz mojego zycia:) tak naprawde to od czasu kiedy ona sie pojawila wiem co to dobra organizacja i wychodzimy nawet czesciej niz wczesniej (mimo ze dziadkowie daleko) bo chcemy malej zapewniac jak najwiecej atrakcji i w przyszlosci wspomnien;) fakt moze nie zawsze w domu jest idealnie posprzatne ale nie spedza mi to snu z powiek:) w międzyczasie znajduje czas na pisanie pracy mgr i tworzenie planu na swoj biznes ale to dopiero po drugim dzieciaczku;) zreszta usmiech i kazda nowa umiejetnosc malej- bezcenne!

  3. Wszystko kwestia zorganizowania się, ustalenia planu dnia i równocześnie wrzucenia na luz. Nie lubię straszenia porodami, macierzyństwem itd. Owszem, jako matka podwójna czasu dla siebie mam mniej i są pewne ograniczenia. Ale duże znaczenie ma tu nasze nastawienie i ogólna chęć do działania oraz kreatywne wykorzystanie czasu, a nie jego marnowanie.
    🙂

  4. Mamy podobnie… Razem z mężem zrezygnowaliśmy z pracy na etacie i żyjemy naszą pasją. Co chwilę słyszymy ze nie znamy życia bo nie mamy kredytu na 40 lat, nie mamy dzieci i szefa stojącego nad głową. Czasami mam wrażenie, ze boli ludzi to ze jesteśmy szczęśliwi, cieszymy sie sobą. Chcemy mieć dzieci i bardzo ciekawi jesteśmy tego etapu w naszym życiu. Pozdrowienia dla osób które chcą żyć inaczej 🙂

  5. Z ciekawości przeczytałam Twoją poprzednią notkę i uważam (ze zdziwieniem), że komentarze tych osób z dziećmi były w zdecydowanej mniejszości. Naliczyłam ich raptem pięć i nie zauważyłam, żeby któraś autorka Cie jakoś personalnie atakowała. Co więcej, to właśnie autorki tych 5 komentarzy zostały zaatakowane: zarzucano tym dziewczynom wylewanie swoich frustracji, lenistwo, brak chęci do zmiany w swoim życiu 😐
    Sama nie mam dzieci, ale czasem trudno mi pogodzić pracę i obowiązki domowe. Dostałaś informację, że ciężko jest wykonać Twój plan, mając dzieci i nie rozumiem, dlaczego odebrałaś to jako “straszenie”. Po prostu Twojego bloga czytają osoby o innym stylu życia, niż Twój, ale to chyba zaleta, że masz różne czytelniczki.

    1. Zgadzam się w zupełności. Ile jest osób/rodzin żyjących tak jak ty? Umowmy sie ze nie jest to nawet 1 procent społeczeństwa. Jezeli budzet 4osobowej rodziny wynosi4000 tys a mama i tata pracują po godzinach zeby kupić dzieciom podręczniki to nie dziwię się że nie będą stosować Twoich wskazowek. Tak na marginesie to uważam że prowadząc bloga powinnaś nastawić się na różne opinie i nie obrażać się tak latwo. Nie tylko Twój styl życia jest słuszny i chyba o tym zapomnialas. Ja się nie dziwię ze ludzie Ci zazdroszczą jeżeli nie widzą możliwości wyrwania się ze swojego życia. P. S. Mozesz usunąć moj komentarz. Pozdrawiam

    2. Basiu, ten blog to nie TVP na które wszyscy się składają i misyjny charakter. Jak każdy blog jest adresowany do części społeczeństwa. Tak samo jest z blogami dla matek, ćwiczących, szukających pracy …

    3. BASIA skąd te statystyki? 1%? Z całym szacunkiem, ale nie sposób ze wszystkimi wpisami trafić w gusta wszystkich czytelników.

      Wpadam na tego bloga i śledzę wpisy Fashionelki, ponieważ jej styl życia jest zbliżony do mojego. Nie harujemy w korpo, mamy nienormowany czas pracy, nie mamy dzieci, za to mamy psy (ja akurat jednego), lubimy zdrowy tryb życia, smaczne, zdrowe jedzenie i lubimy jakość. Dlatego tu jestem.

      Nikt nam – kobietom żyjącym w taki sposób nie wmówi, że robimy coś źle. I gadanie w stylu “nie masz dzieci to masz czas na maseczki” jest totalnym nieporozumieniem, bo posiadanie dziecka to wybór. Chyba powinna się taka matka w pierwszej kolejności cieszyć z macierzyństwa a nie narzekać, że nie ma czasu nałożyć sobie maseczki na twarz albo wklepać krem ujędrniający w tyłek.

      Nikt nie twierdzi, że inny styl życia, niż reprezentuje autorka bloga jest “niesłuszny”. Za to z tego co czytam, to właśnie do jej trybu życia są zastrzeżenia. I w ogóle jaki to jest ten “słuszny styl życia”?

      Niestety póki nie nauczymy się cieszyć z sukcesów i szczęścia innych, póty będziemy wzajemnie sobie zazdrościć i poprawiać humor poprzez psucie go innym.

    4. Zgadzam się z opiniami Agnieszki i Kasi. Nie odebrałam komentarzy z poprzedniego wpisu za atakujące Cię, a raczej za zwykły komentarz jak to jest u nich inaczej odkąd mają dzieci (Papuga z USA). Ot zwykły komentarz. Nic personalnego a taki raban ze strony innych. Smutne

  6. Mam 9-cio miesięcznego szkraba i wiadomo, że na początku czekały wyrzeczenia, bo dziecko potrzebuje nas praktycznie 24h (fryzjer po 3 miesiącach od porodu, makabra 😉 ). Ale teraz jak Młody jest już bardziej samodzielny i bez problemu zostaje z babcią/tatą/opiekunką parę godzin to żaden problem wyjść na kawę z koleżanką, do fryzjera czy kosmetyczki 🙂 A wieczorem jak zasypia ok.20-21 to można poczytać książkę, obejrzeć film, zająć się hobby czy napić się wina z mężem/przyjaciółką. Dom na błysk może poczekać 🙂
    O pracy się nie wypowiem ponieważ zdecydowanie spełniam się jako “kura domowa” 😉

  7. Nigdy w życiu nie pojme takiego straszenia, ale to jest chyba ulubione zajęcie matek frustratek… Zasada jest prosta,jeśli rodzi się dziecko i zamiast nauczyć je żyć w swoim świecie nagle wywracamy swoje życie do góry nogami,to później codzienne utrapienie mamy na własne życzenie. Mam 23 lata, jestem w szczęśliwym związku od 9 lat (od 4 w małżeństwie),mam wspaniała 3 letnia córkę a w grudniu urodzi się druga,jestem szczęśliwa,zadbana kobieta,która realizuje się zawodowo,rozwija się a jednocześnie mam już w życiu to co najważniejsze
    czyli rodzinę,która naprawdę tylko dodaje życiu kolorów. Moja córka od zawsze śpi do 8-9,bo wiem ze rolety zacirmniajace to jeden z najlepszych wynalazków dla matek i od początku uczyłam ja niejako,że do 7 co najmniej to jest noc. Nigdy nie wstawalam od ciepłego posiłku,bo dziecko chce się bawić i ma fochy itp. Jeśli żyjemy we wzajemnym szacunku i zrozumieniu dla potrzeb wszystkich to naprawdę jest fajnie,nie dajmy się zwariować! Tak jak napisałaś,każdy jest kowalem swego losu,więc… Będzie dobrze! 😉 mam nadzieję,że jeszcze trochę i będę mogła Ci pogratulować spełniania się w nowej roli :*

  8. Od dwóch miesięcy jestem mamą, nie zamierzam wracać przez rok do pracy, ale to mój wybór. Mam czas na maseczki, nawet na peeling kawowy 😉 mam przyjaciół którym nie przeszkadza ma spacerze moja córka, mam faceta, którego kocham, z którym wieczory są dla nas i liczy się on dla mnie tak jak wcześnie 😀 owszem, życie się zmienia, ale w zmianach znajdujemy plusy 🙂 pozdrawiam

  9. Eliza z tymi poziomami nauki super opisalas ! tez to slyszalam haha i ogolnie sporo racji w tym wpisie. nalezy robic swoje i tyle. jezeli masz zycie ktore kochasz to po co sie przejmowac takimi komentarzami. pozdrawiam 😉

  10. Eliza, jeśli to nie problem – AndAnowa 🙂 Cieszę się, że mój komentarz trochę Cię pocieszył! Nie ma co się przejmować, wciąż będzie jakieś “zobaczysz jak będzie…”

    1. Domyśliłam się czytając początek. 😉 Inspiracja nie miała wielu kilometrów do pokonania, bo pisałam ze Świdnika. 😉 hehe. Pozdrawiam! 🙂

    2. ooo, pozdrowienia współmieszkanko! 🙂 czy tylko ja mam tę frustrację, że mieszkam tak blisko, jeżdżę do Lublina często, chodzę niemalże tymi samymi drogami a jeszcze nigdy nie spotkałam Fash?! zawsze mam nadzieję, że uda mi się cie wyhaczyć i zamienić słowo 🙂

  11. Ja jestem dopiero w trzeciej klasie gimnazjum, a już słyszę, jak teraz mam fajnie i jak później będzie strasznie… Już w podstawówce mówili : ,,teraz się ciesz, bo gimnazjum to nie przelewki” albo ,,później to się zaczną schody”… mhmmm… jakoś dalej czekam i tych schodów nie widzę… miła atmosfera, fajna klasa, świetni nauczyciele i wcale nie tak dużo nauki… 🙂 więc dziewczyny!! to wszystko co nam mówią – to po prostu takie typowe dla sytuacji formułki, nie dajcie się im zwieść i róbcie swoje 😀 bo przecież jak nie my, to kto? 🙂 trzymajcie się i powodzenia 🙂

  12. Ech… no masakra 🙂 dzieci = koniec życia , ja zaszłam w drugą ciążę to się zaczęło mówienie, że teraz to już mnie nic w życiu nie czeka, nic nie osiągane i wszytko pozamiatane …. Jakoś się tym nie przejęłam. Nie miałam do pomocy babć, cioć i nikogo kto zająłby się dziećmi abym na chwilę mogła sama pobyć, jedynie mąż..który musiał pracować. Trzeba było być twardym i odpornym na wiele, ale przy dobrej organizacji można wszytko. Dziś moje dzieci mają 5 lat i 3,5 roku , ja mam 28 lat, skończyłam 3 kierunki studiów, prowadzę dobrze rozwijającą się firmę od ponad 2 lat i wiem , a moje dzieciaki mają kochaną i wspaniałą mamę dla siebie zawsze kiedy chcą. Wiem , że przy odrobinie chęci, samozaparciu i wyznaczeniu celów oraz organizacji można mieć czas na wszytko . A i dla tych co mówią nie da się wszystkiego pogodzić… mam czas na koleżanki, wyjazdy, imprezy i codziennie bieganie 🙂 Da się ?! Da się 🙂 Tyłki w górę i zamiast się użalać trzeba się dobrze zorganizować i ot , cały sekret tych co potrafią 🙂

    1. Z całym szacunkiem , ale nie wierzę, że mając do pomocy tylko jak sama piszesz pracującego męża udaje Ci się pogodzić pracę, codzienne bieganie, koleżanki, imprezy, wyjazdy i opiekę nad dziećmi. Sama jestem mamą pracującą i wiem, ż przy dobrej organizacji czasu wiele rzeczy da się pogodzić i nie trzeba rezygnować ze wszystkiego co było obecne w twoim życiu przed macierzyństwem, ale nie dam sobie wmówić, że macierzyństwo niczego nie zmienia i ze można funkcjonować tak jak przedtem, bo jest to po prostu fizycznie niemożliwe -doba ma tylko 24 godziny i pojawienie się dziecka niestety nie powoduje jej wydłużenia; -) Ja sama staram się tak układać czas, aby mieć też chwile na swoje przyjemności, ale prawda jest, że macierzyństwo wymaga wyrzeczeń i kwestią dojrzałości jest czy stanowi to dla Ciebie problem czy też jest nzeczą związana z posiadaniem dzieci.

  13. Ludźmi kieruje zawiść, zazdrość, właściwie marzenia o “takim życiu”, jeżeli widzą, że ktoś jest szczęśliwy to po prostu też tak chce.Blogerzy, gwiazdy często mówią o tych dobrych stronach życia, jacy są szczęśliwi, a nie opowiadają o tych słabszych momentach, które napewno mają, przez co niektórzy sfrustrowani czytelnicy myślą, że ich życie jest idealne, bez żadnych problemów, trosk.Często widzę takie komentarze u Ani Lewandowskiej, kiedy w poście wspomina o pozytywnym myśleniu, to ludzie komentują:gdybym miała bogatego męża,nie miała kredytu we frankach, ciężkiej pracy na 2 etaty, żeby utrzymać rodzinę etc. to też byłabym szczęśliwa. Szkoda, że ludzie nie zauważają, że to w większości oni podejmują decyzję o swoim życiu, to oni się decydują na założenie rodziny, braniu kredytów itd.

    1. Nie generalizowałabym. Zarówno na tym blogu jak i na wielu blogach parentingowych są wpisy o tych mniej różowych stronach życia.

  14. Tego typu komentarze piszą zazdrośnice, czy też flustratki, którym po prostu się nie powiodło w życiu, ale na ich własne życzenie. Bo to, że nie każda z nas jest znaną blogerką, nie oznacza, że nie jesteśmy spełnionymi osobami. Ja też nie mam wymarzonej pracy, ale nie robię z tego mega problemu, po prostu szukam nowej. A już te teksty, że przy dzieciach nie ma czasu na nic, błagam Was, nie piszcie takich głupot, to jest kwestia dobrej organizacji i tego, że się po prostu chce. Moja przyjaciółka niedawno urodziła i z tego co wiem, mam też czas dla siebie. Mniej niż kiedyś, ale ma. Weźcie się za siebie, a nie dołujcie dziewczyny, która spełnia swoje marzenia.

  15. Ja mam wrażenie, że osoby straszące “karmią się” swoim narzekaniem. Szukają kogoś, kto je poklepie po ramieniu i powie “rzeczywiście to bardzo ciężkie, a ty z tym wszystkim musisz sobie poradzić”. Zazwyczaj bierze na siebie jeszcze obowiązki innych, żeby mieć więcej powodów.

  16. Nie lubię blogów, na których są same bzdury. Nie lubię blogerek, które nie mają o niczym pojęcia, są głupie, nie robią nic, oprócz chodzenia na imprezy i kupowania drogich ciuchów, a bloga prowadzą tylko po to, żeby zarobić duże pieniądze, których nigdy by nie zarobiły. Ciebie uwielbiam! Jestes naturalną, fajną laską, która w blogowaniu widzi pasję! Jestes inteligentna, zabawna, masz dryg do pisania w taki sposób, że chce się ciebie czytać. Zarabiasz wielką kasę, ale uwielbiam to, że nie afiszujesz się tym, ubierasz się jak normalna dziewczyna, w normalne ciuchy. Kupujesz w normalnych sklepach, nie przepuszczasz wszystkiego na szmatki, kupujesz torebki i dodatki, które bedą na lata, podróżujesz, zwiedzasz świat, masz zawód, ktory uwielbiasz i przynosi ci radosc, czas na przyjemnosci, rodzine, swoje zwierzaczki. Ksztalcisz sie, rozwijasz, cwiczysz (i wygladasz bosko!). Jestes jedyna blogerka, do ktorej zagladam, i to codziennie. I czytam kazdy wpis.
    Kazdy moze osiagnac to co ty, tylko trzeba to robic z pasji, a nie dla zarobku i miec ten dryg. A domena polakow jest wielka zazdrosc i narzekanie. Nie przejmuj sie nimi, przyj do przodu i zyj tak jak chcesz, bo jestes madra, ladna, bogata, a swiat stoi przed toba otworem! I gratuluje w tym wieku domu z basenem, zamiast tysiaca markowych torebek, bluzeczek, spodenek. Pozdrawiam serdecznie!!:)

  17. Generalna tendencja jest taka: młode mężatki (tudzież narzeczone, ale ten etap ja mam za sobą), które nie mają dzieci i prowadzą własny biznes traktuje się jak rozpuszczone paniusie, które nie znają życia i na wszystko mają czas, a zarabiają dwukrotność średniej krajowej tylko dlatego, że robią przekręty. Drażni mnie to okrutnie, a teksty o tym, że poznam życie jak przyjdą dzieci słyszę równie często, co szelest rąk zacieranych w podtekstowym akompaniamencie “Skończy jej się to dobre! Niech sobie nie myśli, że potrafi lepiej zorganizować swoje życie! To jest nienormalne i niemożliwe – mnie się nie udało, to i jej nie może! Urodzi, przytyje, mąż nie będzie mógł na nią patrzeć, biznes upadnie… Noo, wtedy podamy sobie ręce a ja zaśmieję się jej w twarz z satysfakcją!”… A czym to wszystko jest okraszone? Wiecznym dopytywaniem, czy już jestem w ciąży i dlaczego jeszcze nie, skoro mnie stać i mam w domu wolne miejsce na łóżeczko! Ech 🙁

    1. Znam to bardzo dobrze :/ Wieczne pytania znajomych, którzy już mają dzieci – ‘a wy kiedy? No wiesz, bo to już czas’… A co ich to do cholery obchodzi – będę mieć to będę, nie to nie! ‘No to po co wam taki duży dom, skoro nie chcecie mieć dzieci?’. Bo może mi się tak podoba? Skoro pracujemy, zarabiamy to czego kogoś to ma interesować. Do nikogo nie wyciągamy ręki po pieniądze, do nikogo nie mamy też pretensji. Doskonale rozumiem ludzi, którzy mają dzieci, ale rozumiem też tych, którzy świadomie rezygnują z rodzicielstwa. To jest wybór każdego z nas, bo nikt tego życia za nas właśnie nie przeżyje 🙂

  18. myślę, że wszystkich straszą podobnie 😛
    swoją drogą świetny tekst !
    ja mogę wypowiedzieć się w temacie dzieci, bo moja córka właśnie skończyła rok,
    nie będę mówiła, że jest super łatwo, bo nie jest, miałam momenty załamania, ale daję radę…
    Paradoksalnie – przez ten rok z dzieckiem w domu, udało mi się tak rozwinąć mój blog, że jestem z tego bardzo zadowolona, choć czasu mam mniej, to jakoś udaje mi się wszystko ogarniać – często kosztem nieprzespanych nocy 😛
    Czas na spotkania z koleżanki, czy jakieś wyjazdy też się znajdzie – wprawdzie nie tyle co wcześniej, ale powoli moje życie wraca do normy i wróciłam też już do pracy na etacie.
    P.S – po urodzeniu dziecka nie kończy się straszenie – wtedy jest tylko gorzej, bo jak mówisz, że coś tam jest ciężko, to zawsze usłyszysz, że później będzie jeszcze gorzej… a złote rady potrafią wykończyć nawet spokojną osobę, a nie daj boże, że powiesz, że cieszysz się z powrotu do pracy – przecież jesteś złą matką, która zostawia dziecko…
    dasz radę, bo nie będziesz miała wyjścia, na początku może być ciężko, ale jak już się ogarniesz z nową sytuacją, to okaże się, że możesz robić więcej niż wcześniej i rozwijać swoje pasje..

  19. Fakt, całe to straszenie to można koło uszu puścić bo w większości to bzdury ale z jednym się nie zgodzę, możesz sobie wszystko idealnie zaplanować i mieć ogromne chęci by to zrealizować ale przy dziecku czasami l poprostu się nie da i kropka. Szlag mnie trafia jak koleżanki opowiadają jak to cudownie chodzi się z dzieckiem na spacery i jakie to grzeczne dziecko mają co śpi i tylko na jedzenie się budzi. Otóż albo mi się trafił taki egzemplarz albo one sciemniaja. Od 3 miesięcy jestem mamą i nie pamiętam kiedy miałam czas spokojnie wziąć prysznic nie mówiąc o pomalowaniu paznokci czy dłuższej kąpieli. Moje dziecko na półtorej godziny aktywności ma pół godziny snu. I fakt, z ręką w zegarku mogę wam powiedzieć kiedy zaśnie i się obudzi ale co z tego jak w ciągu tych 30 minut muszę wziąć prysznic, umyć i wysuszyć włosy, zjeść, cokolwiek posprzątać w domu, pójść do toalety i odciągnąć mleko z piersi? Pozostały czas kiedy mała jest aktywna muszę poświęcić jej w 100 procentach bo jak nie mam jej na rękach albo z nią intensywnie nie rozmawiam to włącza się alarm i dziecko ryczy na cały regulator. Naprawdę życzę wszystkim grzecznych, śpiących dzieci ale na własnej skórze przekonałam się że faktycznie przy dziecku ciężko znaleźć czas dla siebie, przynajmniej na początku…

    1. A mąż nie może posprzątać? Mój robi wszystko kolo dziecka, nie ubezwłasnowolniłam go rodzicielsko i zawsze mam czas na dluga kapiel.

    2. Mąż prawdopodobnie w pracy…. Akola ja mam to samo, mój Synek ma już 5 m-cy i niestety nic się nie zmieniło. Nawet chyba gorzej, bo moj do 2 m-cy nie spał w dzien w ogóle, tylko się darł ( kolki). Moje wszystkie znajome tez mają cudowne Dzieci, albo ściemniają;) jest baaardzo ciężko, nigdy nie sądziłam, że bedzie aż tak ciężko. Nie będę kontynuować, bo nie chcę straszyć 😉 Eliza i inne bezdzietne czytelniczki – nie ma co czytać, sluchać koleżanek, wyobrażać sibie jak to będzie. Będzie jak będzie – prawda jest taka, że matka dziecka bezproblemowego nigdy w życiu nie zrozumie matki dziecka hmmm wymagającego, z problemami zdrowotnymi, neurologicznymi, nie śpiacego, po prostu płaczliwego itd. Mnie tylko boli uogólnianie – że z małym dzieckiem to sie wszystko da zrobic, przecież ciągle śpi (!) zobaczysz jak chodzić zacznie – jak takie cos czytam to krew mnie zalewa. Czy ja wszystkim opowiadam, że małe Dziecko non stop wyje? Ano nie. Bo Dzieci rózne są, nie wszystkie mają kolki. Albo że się wszystko da, tylko pewnie Matkom się nie chce, wolą narzekać – otóż nie da się wszystkiego. Jeżeli u kogoś suę da – zazdroszczę. Że przeciez jest Ojciec – ano jest, cudowny i na maksa wspierajacy, ale też pracujący od 9 do 17. Więc chcąc niechcąc 8-18 jestem sama w domu. Na pewno posiadanie Dziecka cementuje związek, jeżeli jest prawdziwa Milość i oddamie to takie doswiadczenie baardzo zbliza.

    3. Mój mąż też pracuje i nie osiem godzin jak większość osób a 10, a czasem nawet 16. Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby się naszą córeczką nie zajął po powrocie. Zawsze powtarza, że ja też jestem w pracy, chociaż prowadzenia domu i opieki nad dzieckiem za pracę nie uważam.

  20. Eliza, jak urodzi Wam się dziecko to będzie, że zobaczysz dopiero jak będziesz miała drugie. I pytania:a kiedy drugie? Jak dziewczynka, to za chwile będzie że teraz MUSICIE zrobić sobie chłopczyka. Jak dwie dziewczynki to będzie, że przydałby się chłopak, a w ogóle to jak trójka dzieci to na pewno wpadka i tak w kółko 🙂 jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Najlepiej żyć po swojemu i nie tłumaczyć się z tego, że jesteśmy szczęśliwi 🙂

    1. Dziewczyny, znalazłam w Internecie rewelacyjny sposób na durne pytania 🙂

      Jeśli zapytasz: Karmisz?
      Odpowiem: Nie, fotosynteza wystarczy.
      Jeśli zapytasz: Długo się staraliście?
      Odpowiem: Pół sezonu Gry o tron.
      Jeśli zapytasz: Skoro jest już dziewczynka, to kiedy chłopiec?
      Odpowiem: Jak dziewczynka zacznie dokładać się do czynszu.
      Jeśli zapytasz: Czemu jest taki chudziutki?
      Odpowiem: Fotosynteza jednak nie wystarcza..
      Jeśli zapytasz: Nie za zimno jej bez czapki?
      Odpowiem: NIe skarżyła się.
      Jeśli zapytasz: Rodziłaś naturalnie czy przez cesarskie cięcie?
      Odpowiem: Siłą woli.
      Jeśli zapytasz: Dużo przytyłaś w ciąży?
      Odpowiem: Sama przytyłaś!
      Jeśli zapytasz: Kiedy wracasz do pracy?
      Odpowiem: To ja nie jestem w pracy?!

      To tak z przymrużeniem oka 😉

    2. ojj z tymi dziećmi to ludzie czasem naprawdę przesadzają! Ślub planowałam dwa lata wcześniej, ale że nie obnosiłam się z tym publicznie to wszyscy mówili że na szybko wesele bo wpadka… Zaraz po ślubie zaczęły się pytania kiedy o dziecko a jak mówiłam, że jak przyjdzie na mnie pora bo na razie mi dobrze tak jak jest to wszyscy pytali to po co brałam ślub… 3 lata po ślubie i dalej bez dziecka? Bo nie mogą! No przecież! Teraz jestem w 3 miesiącu i mam nadzieję, że do końca uda mi się to ukryć przed wścibskimi życzliwymi 🙂 Chociaż wtedy pewnie będzie, że adoptowane bo nikt nie wiedział, że jestem w ciąży :/ To samo dotyczy budowy, rodzice za granicą to na pewno stąd mamy pieniądze na dom bo skąd?!
      Współczuję ludziom, którzy mają tak żałosne swoje życie, że muszą się interesować życiem innych, ale widzę też że niestety niektórzy się nie nauczą, że do łóżka i do portfela się innym nie zagląda 😉

  21. Eliza mistrzu! Wszystko prawda co mówisz. Ja studiuję na lekarskim, chodzę na tańce, jeżdzę na konferencje, piszę publikacje, nie wyglądam jak lump i mam czas dla przyjaciół. Ogarniam naukę więc mam stypendium i mogę je wydawać na podróże, w tym toku zaliczyłam Węgry, Włochy, Gruzję i planuję Anglię na grudzień. Da się? Da się i wcale nie trzeba mieć pleców. Trzeba ruszyć dupę z kanapy, uczyć się, rozwijać, cieszyć się każdą chwilą i każdą poznaną osobą 🙂

  22. Ja słyszałam dokładnie to samo od niektórych ludzi. Wydaje mi się, iż wynika to stąd, że ludziom łatwiej jest szukać wymówek niż rozwiązań a szczere chęci, mobilizacja i dobra organizacja czasu to podstawa! 😉

  23. Ja mama 6 latka. Dziecko na 12 do szkoły. Wiec wypad na rower basen rano odpada. Dziecko w szkole ja w pracy. Po szkole dziecko szybko do domy obiad zaczynaja sie zajęcia dodatkowe piłka angielski. Przy dobrych wiatrach o 18 jestesmy w domu. Młody w domu lekcje i zabawa. Ja obiad na następny dzien no i mamy godz. 20 juz jest ciemno. Nikt mi mnie powie ze macierzyństwo to sielanka. Sa wyrzeczenia czasu dla siebie mało. Ps. babcie i maz tez pracują.

    1. A mąż pracuje 24 godziny na dobę?
      Hmm grafik bardzo napięty ale dopiero od 12 (ty do pracy dziecko do szkoły)
      A do 12 co? Gotowanie przenieś na rano i będzie czas wieczorem gdy dziecko będzie odrabiało lekcje. Albo fitness gdy dziecko ma angielski czy tą piłkę – raczej z nim na zajęciach siedzieć nie trzeba.

    2. Anonim zgadza sie maz wraca do domu ok 21 wtedy nie w głowie mi wygibasy po całym dniu. A w międzyczasie dziecko trzeba zawieźć potem przetransportować sie na “fitness” i mam całe 20 min bo zaraz trzeba wracać po niego 🙂 ach jakie te rozwiązania sa sprytne. Mądry ten kto niedoświadczyl.

    3. Typowy przykład narzekania. Nie rozumiem tej presji rodziców w dzisiejszym świecie, żeby dziecko po szkole chodziło na milion dodatkowych zajęć… Mnie rodzice nie wysyłali na żadne dodatkowe lekcje z języka, nie uprawiałam dodatkowo sportu. A

    4. Jak ktoś chce to czas znajdzie jak nie, to znajdzie milion wymówek.
      OK na fitness nie możesz bo 20 minut zostaje.
      Mąż o 21 wraca więc poćwiczyć wtedy też nie możesz (chociaż w zasadzie nie rozumiem dlaczego- ale wszystkiego pewnie rozumieć nie muszę)
      A na basen czy rower rano z dzieckiem dlaczego iść nie możesz?

    5. (…) a dzisiaj znam dobrze 2 języki i czuję się jakaś niedorozwinięta. Ostatnio słyszałam opinie jednej matki “Bo wiesz, boję się, że nie nauczy się tego języka w szkole” . Tak samo może się nie nauczyć liczyć i pisać. Dajcie tym dzieciom żyć i korzystać z dzieciństwa to i same odżyjecie. Einsteinów z dzieci nie zrobicie na siłę.

    6. Basen z dzieckiem powiadasz 🙂 mam go zostawić samego w brodziku i isc na sportowy popływać. 🙂 zajecia dodatkowe Piłka – sam chciał zeby go zapisać, angielski – zabawa z dziećmi w grupie. Dlaczego uważasz ze lepsze jest siedzenie w domu po szkole????

    7. Faktycznie nie możesz iść z dzieckiem na basen, bo go samego w brodziku nie zostawisz. Na rower pewnie też nie, bo nie wiem, nie ma ścieżek rowerowych albo może zimno jest, albo dziecko rowerka nie ma, nie wiem w zasadzie nie napisałaś dlaczego nie, ale na pewno też jakiś pretekst jest. Nie możesz iść na fitness bo zawiezieniu dziecka na te dodatkowe zajęcia zostaje ci 20 minut więc po co. Nie możesz poćwiczyć w domu bo wieczorem jak mąż wróci to nie chce Ci się machać – w zasadzie rozumiem. Ogólnie nic nie możesz, bo dziecko, mąż, praca, dom itp. Twój wybór, twoje życie. Jeżeli nie masz czasu dla siebie najwidoczniej Tobie to odpowiada i ci nie przeszkadza – tylko nie wiem po co te żale w komentarzu i wyliczanie ile to masz zajęć. Każdy ma jakieś zajęcia czy zobowiązania. I ci z dziećmi i ci bez. Każdy organizuje swoje życie tak jak chce.

    8. Wstań o 6:00, w tym czasie gdy dziecko śpi, ogląda bajkę możesz poćwiczyć z Chodakowską lub po prostu z odkurzaczem, poczytać książkę. Wstaw mrożonkę i udko do szybkowaru, robi się samo i będzie zupa na dwa dni. W weekend poświęć 4h soboty naklej pierogów, klusek (możesz z dzieckiem będzie zabawa), zamróź. Nagotuj cały gar sosu do spaghetti i pasteryzuj w słoiki, schowaj do lodówki – dodaj do ryżu i nadziej papryki, tłuczone ziemniaki i warstwa sosu to zapiekanka, makaron z sosem wiadomo itd. Będziesz miała wolne w tygodniu. Parowar piętrowy – układasz filet, ziemniaki/frytki, brokuł i robi się samo. Zaplanuj cały tydzień posiłków, zrób duże zakupy raz.
      Kurde dziewczyny Wy chyba sobie same komplikujecie życie. Ja jak robię obiad mąż nawet nie wie kiedy, jak się samo gotuje to wstawiam pranie, czyszczę wannę, piję z nim kawę, płacę rachunki itd.
      A mąż to gdzie tyra od 8:00 do 21:00 – w kamieniołomach czy na dwa etaty?
      A dziecko i Ty do pracy na 12:00 to full czasu rano.

    9. A nie możesz poszukać takiego miejsca żeby i syn miał zajęcie i Ty? U mnie na przykład na siłowni jest salka dla dzieci z opiekunką, a mama moze iść na zajęcia, na basenach tez sa przecież zajęcia dla dzieci. Trzeba sie trochę wysilić, a nie szukać usprawiedliwienia dla własnego narzekania.

  24. Gdy cię czeka coś nowego,
    Podejdź do tematu z głową,
    Wielu będzie Ciebie straszyć,
    lecz nie wierz tym wszystkim słowom.

    Każde narzekanie można sprawdzić,
    I zadać pytanie “dlaczego?”,
    Wyciągając jedna wnioski,
    Szukaj rozwiązania swego.

    To że innym nie wychodzi,
    Nie znaczy, że i tobie,
    Pamiętaj, iż najwięcej trudności,
    Zawsze siedzi w głowie!

    🙂

  25. Eliza, dobrze napisane. Jednak obawiam się, że i tak narzekacze Ci nie uwierzą :). Zaplanowane i chciane macierzyństwo to naprawdę niewiele wyrzeczeń. To nowa życiowa przygoda. Dużo matek kreuje się na cierpiętnice, poświęcające swoje życie dla rodziny. I wiele osób w ten model macierzyństwa wierzy. Niestety. Co w moim życiu zmieniło dziecko? Wniosło do niech więcej śmiechu i radości z nutką szaleństwa. Czy ograniczyło? Może w niewielkim stopniu i tylko na kilka miesięcy. Jak podróżowaliśmy tak podróżujemy dalej (z dzieckiem!), dbam o siebie bardziej niż wcześniej. Ba, po ciąży zaczęłam nawet uprawiać jogę, do czego wcześniej nie mogłam się zmobilizować. Mam czas dla męża. Od kiedy mam dziecko z życia wyciskam więcej, jestem lepiej zorganizowana i trochę bardziej zakręcona. To chyba tyle. Aaaa no ale ja się wcale na tym nie znam … mam tylko jedno dziecko 🙂

  26. Witam, jestem stałą czytelniczką Twojego bloga, ale po raz pierwszy zamieszczam komentarz W poruszonym temacie mam przemyślenia podobne do Twoich Elizo Zdążyło mi się słyszeć, że moje życie nie jest pełne, że jestem leniem i egoistką , bo zamiast myśleć o założeniu rodziny skończyłam dwa fakultety i w tej chwili mojego życia skupiam się na karierze, oraz że dopiero, gdy przyjdą obowiązki związane z małżeństwem i rodzicielstwem zobaczę co to prawdziwe zajęcia Smutne jest dla mnie zwłaszcza, że słyszę takie opinie od innych kobiet Dziewczyny, musimy wspierać się wzajemnie, bo jeśli same nie będziemy się cenić to kto będzie To, że ktoś ma odwagę żyć inaczej, założyć blog czy inny business niech będzie inspiracją Szanujmy swoją inność, nie ma jednego jedynie słusznego wzorca postępowania Ja uważam, że póki żyjesz tak jak chcesz i nikogo nie krzywdzisz swoim zachowaniem to innym wara od Twojego stylu życia i planów jak chcesz swoim życiem pokierować

    1. Sylwia dzięki za komentarz, zwłaaszcza, że to twój pierwszy na moim blogu! Zgadzam się z tym co napisałaś. Ja też te wszystkie ostrzeżenia słyszałam od kobiet. Same siebie nakręcamy i straszymy, tylko po co?!

  27. Na jednym z blogów parentingowych przeczytałam tekst, w którym autorka mówi, że nie wiesz nic o życiu dopóki nie zostaniesz matką. To nieprawda. Nie jestem jeszcze matką, ale nie jestem też jakimś szczylem, który buja w obłokach. Wiem, co to praca, odpowiedzialność, niezależność, wyzwania, sprostanie presji czasu, kompromisy w związku, asertywność wobec rodziny i toksycznych “przyjaciół”. Wiem, co to znaczy zawieść się na kimś i komuś bezgranicznie ufać. I właśnie dlatego, że wszystko to wiem, chcę tę wiedzę w przyszłości przekazać swoim dzieciom. A to, że skończą się imprezy do świtu, wyjazdy, urlopy kilka razy w roku, że przez rok zamiast na zebrania w korpomordorze będę chodzić do piaskownicy? To nie uczyni mnie bardziej dorosłą, bardziej świadomą. Zmieni się tylko aranżacja, bo wyzwania wciąż będą te same, czyli od początku: praca, odpowiedzialność, etc…

  28. Hahaha, skąd ja znam te teksty 😀 ostrzegano mnie przed małżeństwem, w październiku minie rok, zmian na gorsze nie zauważyłam, na lepsze natomiast tak 🙂
    ostrzegano mnie przed cesarką (sama chciałam ją mieć) że będę miała bliznę straszną i miesiącami będę do siebie dochodziła i w ogóle tragedia. Już dzień po wyjściu ze szpitala pojechałam sama do galerii, a teraz – 1,5 miesiąca po, nie czuję, żadnych dolegliwości, gdyby nie to że lekarz zabronił, to mogłabym chyba już biegać. Blizna jak blizna różowa kreseczka, której i tak nie widać, a z czasem przecież będzie biała 🙂
    Ostrzegano mnie przed macierzyństwem, że na nic nie będę miała czasu – fakt, że czasem są małe utrudnienia, ale wszystko da się zorganizować. Mogę leżeć w wannie, malować paznokcie i robić makijaż – moje dziecko ma przecież ojca, więc po prostu z niektórymi rzeczami czekam, aż wróci z pracy – mąż się cieszy, że może spędzić czas z synem a ja w tym czasie robię parogodzinną odnowę biologiczną 😉
    Nieprzespane noce też są przereklamowane. Moje dziecko je w nocy raz o 3 lub 4 a później to już rano o 6 lub 7, więc dla mnie tragedii nie ma. Tym bardziej, że wymieniamy się z mężem i wstaję co drugą noc.
    Śniadanie zjadam zazwyczaj w łóżku – tyle, że nie sama a w towarzystwie śpiącego obok syna.
    Na koleżanki też mam czas. Nawet więcej, bo zawsze jest wymówka, że dziecko musi świeżym powietrzem pooddychać, więc spotykamy się w parku – małemu się dobrze śpi, a nam dobrze rozmawia, wśród tak pięknych okoliczności przyrody 😉
    Teraz mnie straszą, że jak pójdę na swoje (mieszkamy u rodziców z racji niekończącego się remontu) to dopiero zobaczę co to życie! Nie mogę się doczekać! Po 30 latach w końcu się dowiem co to życie 🙂

    1. haha, mnie też teraz straszą “Przeprowadzicie się do domu to dopiero zobaczysz ile jest z tym roboty. W mieszkaniu wszystko gotowe, sielanka, a wokół domu trzeba dużo robić”. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać przeprowadzki, a takie teksty zupełnie nic mi nie robią 😛

    2. Czasem gdy nie mam ochoty słuchać straszenia, że się zacznie i że trzeba będzie robić to odpowiadam, że lubię wyzwania a pracy się nie boję 😉
      A u Ciebie zawsze może się okazać, że praca wokół domu okaże się Twoją pasją, będzie Cię relaksowała, a przy okazji inspirowała i podsuwała nowe tematy na bloga. A jeśli nie, to zawsze możesz zasadzić trawkę i wynająć jakiegoś licealistę do jej koszenia za drobną opłatą, albo zatrudnić ogrodnika, kto bogatemu zabroni ? 😉

  29. jako matka dwójki dzieci mogę powiedzieć że zdecydowanie mam czas i na kosmetyczke i na kino i na spotkanie z przyjaciółkami. kosmetyczke traktuje priorytetowo:-) pozostałe aktywności, te sprzed dzieci , są na pewno lekko ograniczone ale jeślis się chce a właściwie jeśli ma się pomoc osób trzecich to nic nie jest niemożliwe. jedyne na co mam zdecydowanie mniej czasu a wwłaściwie siły to są ćwiczenia, ale coraz bardziej się przekonuje ze to chyba nie brak siły czy czasu ale zła organizacja dnia. i jestem coraz bliższa powrotu do aktywności fizycznej oraz do pracy oczywiście ( bo jeszcze chwila i koniec macierzyńskiego).

  30. Wszystko to kwestia organizacji czasu.
    Nie byłam w tym dobra, ale musialam sie tego nauczyc i jestem szczesliwsza.
    2 lata opieprzania sie na studiach i mowie sobie DOŚĆ.
    Teraz zaczynam trzeci rok filologii jednego z romańskich języków, rozpoczynam pierwszy rok prawa, muszę napisać licencjat i pracować w szkole językowej, by mieć na waciki ; ). Ponadto muszę mieć czas dla chłopaka, przyjaciół, spotkania za znajomymi…
    No i ogrom nauki :).
    DAM RADĘ.

    P.S Eliza, napisz może jakis post o organizacji czasu. Byłoby wspaniale :))

  31. Nienawidze nazywania macierzynstwa poswieceniem i wyrzeczeniem. Jezeli masz sie poswiecac nie miej dzieci. Jezeli podielas decyzje zeby miec rodzine to to celebruj i ciesz sie kazda chwila. Chyba ze chcesz miec status swietej meczenicy. Ale wtedy cierp w milczeniu i nie epatuj tym innych.

  32. Hej, mam 2 dzieci, pracuję, ogarniam dom,dzieci,męża,psa,mam czas na własne przyjemności typu hand made hybrid, filmiki blogerów na youtube, wszystko zależy od nas. To co się zmienia to priorytety a resztę należy dobrze zorganizować.

  33. Kochana Prowadze własna firmę od 18 roku życia, skończyłam studia chodź w niczym mi sie nie przydały, wyszłam za maż w wieku 20 lat ( teraz mam 28 ), mam 3 letnia córeczkę i w życiu nie byłam bardziej zorganizowana, jeśli chodzi o babskie przyjemności to zawsze mam pomalowane włosy, zrobione paznokcie i chodze na siłownie ( kwestia dogadania sie z mężem ułatwia życie ;)). Zdążyliśmy tez wybudować piękny dom. Ogarnęłam sie życiowo wcześnie I co z tego? Ludzie są straszni. Jak mówisz ze każdy jest kowalem swojego losu to Ci odpowiedzą ze niektórzy maja na start zajebiscie wyposażona kuźnie ( dużo razy to słyszałam bo prowadzę rodzinna firmę wiec przecież wszystko dostałam na tacy )… Nic nie zrobisz – życie 😀 ludzie zawsze bedą mierzyć swoją miarą, wazę ze Ty wiesz jak jest (!).

    1. Dobre 😉 Ja od jednej z moich ciotek usłyszałam, że mi łatwo mówić o braniu kredytu na dom (jestem bankowcem, znam takich ‘doradców’), bo moich rodziców stać, żeby w razie co go za mnie spłacać 😀 Nie to żeby być odpowiedzialnym za swoje zobowiązania… 😉