Po co Ci to?!

Całe życie byłam zbieraczem. Zaczęło się od zbierania karteczek w podstawówce, a skończyło na torebkach i pierdołach z Tigera. Patrze na to wszystko i zadaje sobie pytanie – Po co Ci to?!

Konsumpcjonizm

Przywiązujemy się do rzeczy materialnych. Wciąż chcemy więcej i więcej. Zagracamy półki, garderoby, domy i głowy. Współczesna kultura konsumpcji tylko nakręca tę całą machinę. Bo przecież must have, okazja, wyprzedaż, hit, bestseller. Nagłówki w gazetach krzyczą, że MUSISZ TO MIEĆ! Ba, sama tak kiedyś krzyczałam.

Wiecie, że żyjemy na kredyt innych pokoleń? To straszne, ale niekontrolowane zużycie surowców, brak poszanowania środowiska i rosnące przeludnienie sprawiają, że surowce się kończą. W sierpniu tego roku zużyliśmy zasoby, które miały nam starczyć do końca grudnia. Zjadamy naszą planetę w zastraszająco szybkim tempie.

Jeśli utrzymamy ten trend w 2020 roku, będziemy potrzebowali dwóch planet, żeby utrzymać obecny stan – WWF

Jeśli chcecie poczytać o tym więcej, odsyłam Was do tego artykułu

Rachunek sumienia

Zakupy zawsze zwalałam na bloga. Z resztą ja byłam święcie przekonana, że mam obowiązek kupować dużo, co rusz tworzyć nowe stylizacje, być na bieżąco z trendami, testować nowe kosmetyki czy fotografować brownie na różnych talerzykach. Czytelnicy tego ode mnie oczekiwali, a ja ich oczekiwania spełniałam.

Chciałam mieć mnóstwo gadżetów do zdjęć, więc kupowałam co tylko mogłam, zapełniając kolejne półki w moim domu.

lv twist torebka
Ten model jest jednym z moich ulubionych. Torebka jest pojemna, praktyczna, idealna zarówno na co dzień jak i na większe wyjście.

Jako fanka robienia list, zrobiłam listę wymarzonych torebek, które zachłannie kupowałam. Kupna połowy dzisiaj żałuję. Wtedy tego nie widziałam, ale wpadłam w wir kupowania dla samej chęci POSIADANIA. W pewnym momencie miałam ponad 20 torebek topowych marek, a regularnie sięgałam może po trzy, czy cztery. Reszta po prostu stała na półce i cieszyła oko. Co za bezsens?!

Dziś z ponad dwudziestu torebek zostało mi pięć. Same klasyki. Dwie na większe wyjścia i trzy na co dzień. Chyba wyrosłam z tego szaleństwa. Skończyłam z kupowaniem dla samej chęci posiadania. Mam taka zasadę, że nową torebkę mogę kupić dopiero jeśli sprzedam starą. Nie ma mowy o jednosezonowych trendach i niepraktycznych fasonach.

Minimalizm ale rozsądny

Przeczytałam gdzieś, że prawdziwy minimalista to ktoś, kto gromadzi wokół siebie nie więcej niż 100 rzeczy. Błagam.. Nie popadajmy w skrajności. Oczywiście ogromny szacun, dla tych którzy żyją w ascezie, ale ja jestem raczej za zasadą złotego środka.

Kiedyś wchodziłam do Pepco czy Tigera i wychodziłam z pełnymi siatami pierdół. Teraz racjonalizuję takie zakupy i wiem, że ja tego wszystkiego nie potrzebuję. To jest piękne, tanie, urocze i cieszy oko, ale… po co mi tego aż tyle?!

Myślę, że to jest kwestia czasu, że takie zakupowe maniaczki w końcu przejrzą na oczy. Tylko najpierw muszą zobaczyć problem. Te wszystkie rzeczy muszą przestać im się mieścić w półkach i szufladach. Żadna książka o minimalizmie nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak tona niepotrzebnych rzeczy zajmująca każdą możliwą przestrzeń w moim domu.

fashionelka-stylizacja
Ta Chanelka była na mojej liście bardzo długo. Po tym jak ją nabyłam odłożyłam ją na półkę i sięgałam po nią niezwykle rzadko. W sumie może 5-6 razy? Niepotrzebny, niepraktyczny i nieprzemyślany zakup.

Mały krokami..

Te wszystkie zmiany zachodzą powoli. Najpierw zaczęłam od garderoby. Pozbyłam się 30 worków ubrań (pisałam o tym tutajtutaj). Potem zainteresowałam się weganizmem i ograniczyłam spożywanie mięsa i produktów odzwierzęcych. Teraz przyszedł czas na ograniczanie liczby torebek, butów, dodatków i wszelkich niepotrzebnych pierdół. To jest proces. Im więcej wiesz i im bardziej jesteś świadom mechanizmów zachodzących wokół Ciebie tym lepiej dla twojego portfela, twojej przestrzeni i całego świata. Jedna zmiana powoduje kolejną. I to jest super! Bo to Twoja świadoma decyzja, a nie ślepe podążanie za trendami.

 

 

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń w tym temacie. Jaki macie stosunek do konsumpcjonizmu? Dajecie mu się porwać czy raczej jesteście rozsądnymi konsumentami?

56 Comments
    1. Dla mnie to tez wielka przyjemność czytać ten artykuł. Sama mam wszczepione przez rodziców chomikowanie i do tego szał zakupowy który skończyłam jakieś dwa lata temu. Najpierw zrobiłam sobie detoks bez kupowania który miał trwać miesiąc a wytrzymałam cztery. Uzmysłowiło mi to że nie ma potrzeby kupowania większości nowych rzeczy. Potem przyszedł czas na inne porządki w kuchni, spiżarni, łazience. Najtrudniej było mi zabrać sie za szafę. Najpierw poszły rzeczy podniszczone ibexnadziejbe, potem w których nie chodzę. Proces cały czas trwa a ja czuje się z tym coraz lepiej.

  1. Eliza co za zmiana. Pamiętam jak kiedyś z każdej wyprawy do Londynu przywoziłaś nową torebkę i zawsze to argumentowałaś tym, że potrzebowałaś kolejnej w danym kolorze albo rozmiarze. Co roku robiłaś listę aktualnych torebek. Ciekawa jestem, które zostawiłaś a jakie oddałaś/sprzedałaś.

    Ja kiedyś też wpadłam w wir konsumpcjonizmu ale się opamietałam jak wykończyłam debet na koncie. Teraz kupuję tylko to co mi naprawdę potrzeba. Czasem zdarzy mi się nabyć jakąś ozdobę do domu ale najczęściej wtedy, gdy jest na jakiejś super promocji i jest to raczej raz na kwartał lub rzadziej. Mam jedną szufladę ze świecznikami, wazonami i ozdobami świątecznymi i używam ich rotacyjnie.
    Wolę kupić mniej ale lepszej jakości. Bardziej to cieszy niż mnóstwo rzeczy, które za chwilę trzeba wyrzucić.
    Na sezon wiosna- jesień mam jedną kurtkę i jeden płaszcz. Na zimę mam jedną elegancką i w miarę ciepłą kurtkę i jedną cieplejszą puchową. Zimę można też obejść w trzech parach butów jeśli są dobrze przemyślane. Wolę wydać więcej pieniędzy na skórzane kozaki ale dzięki temu chodzę w nich kilka sezonów a nie jeden jak było do tej pory.
    To samo tyczy się torebek. Wolę mieć kilka markowych (moja słabość) niż kilkanaście kiepskich z popularnych sieciówek. Często potrafię w jednej torebce chodzić nawet przez sześć miesięcy non stop, bo akurat z różnych powodów najbardziej mi pasuje. Zresztą ciągle przepakowywanie torebki przed wyjściem jest bardzo męczące.
    Mam też jedne klasyczne i markowe okulary, które używam przez kilka sezonów. Wiem, że mają porządny filtr i nigdy nie wyjdą z mody.
    Posiadanie mniejszej ilości rzeczy, które się naprawdę lubi jest dużo bardziej satysfakcjonujące. No i zdrowe dla portfela.

    1. Jedną torebkę noszę już bez przerwy 1,5 roku (jest uniwersalna i jej stan jest idealny). Na zimę mam 1 parę butów i 1 kurtkę. Okulary przeciwsłoneczne też mam od kilku sezonów i nawet nie pomyslałam, żeby kupić jakieś inne. A co najlepsze nie jestem minimalistką. Chyba po prostu jestem rozsądna. 😉

  2. Odkąd na świecie jest ze mną mój synek zaczęłam go nosić w chuście. Kupiłam jedną z polecenia. Nosiłam go sporadycznie, gdy nie mogłam poradzić sobie z jego uspokojeniem poprzez np. noszenie na rękach/lulanie. W wolnych chwilach przeglądałam różne fora, na których dziewczyny chwaliły się nowym zakupem chust. Ja zapragnęłam mieć tych chust jeszcze więcej! tyle ich jest, takich pięknych. Jeśli ktoś jest w temacie to wie, że nie są to tanie rzeczy 😀 no i tak zaczęłam kupować-długą, krótką, kółkową. Miałam ich w pewnym momencie 6… bywały tygodnie, że synka nie nosiłam w ogóle. WIĘC JAKI BYŁ SENS POSIADANIA TYCH WSZYSTKICH CHUST ? – żaden. Leżały, a ja patrzyłam na nie jak ślicznie się prezentują. W końcu synek z nich „wyrósł”. Noszenie w nich nie jest już komfortowe, bo za dużo waży, a ja właśnie bujam się z ich sprzedażą. Zostawiam sobie jedną, która super nosi i przyda mi się w przyszłości na drugie dziecko. Jedna mi wystarczy. Tyle ode mnie 😉

  3. U mnie czas porządków przyszedł i oczyszczenia przestrzeni przyszedł wraz z pojawieniem się dziecka :-). Generalnie staram się prowadzić oszczędny tryb życia, pierdoły już dawno nie robią na mnie wrażenia, czasem coś by się chciało, …. Ale ile można mieć…i po co? 🙂

  4. Pochodzę z rodziny chomików.:o Zawsze, gdy chciałam coś wyrzucić, to mama mówiła „ale jak to!” „przecież to jest całe dobre” „schowaj, może za rok to ubierzesz”, „moda wraca”, „będziesz miała po domu”, „przecież ciocia ci dała tą figurkę”, „tata ci tego misia na dzień dziecka dał, chcesz,żeby mu przykro było?”. To chyba jakieś resztki po komunie XD Ale kiedy już mieszkałam sama, to tak słyszałam ten głos mamy w głowie „może jeszcze się przyda”, „masz już nowe, ale to nowe może się popsuć”, „przeciez to prezent” itd.:D Z drugiej strony moja najlepsza przyjaciółka zawsze twardo wyrzucała albo oddawała rzeczy z tekstem „nie gromadzę śmieci”. To tak się miotam szczerze mówiąc. W oduczeniu się chomikowania pomogły mi dwie rzeczy: 1.świadomość, że miejsce w moim malutkim mieszkaniu jednak jest ograniczone. 2. Kiedyś będę się przeprowadzać i im mniej gratów, tym lepiej. 3. Całkiem mocno do mnie przemówiła książka Marie Kondo „Magia sprzątania” i naprawdę zebrałam się na takie sprzątanie wg teorii konmari. Faktycznie zupełnie inaczej od tego czasu. Muszę włożyć troche wysiłku w bycie konsekwentną ale moralnie uwolniłam się od trzymania na siłę nietrafionych prezentów, gromadzenia rzeczy, których nie użyję i raczej nie włożę.(: W tej książce może nie ma jakichś odkrywczych rzeczy ale czasem warto poczytać o założeniach, przykładach, historii innych chomików. No i jakość nie ilość to wniosek nabyty. Podsumowując, chciałam rzec, że się zgadzam z wpisem, pozdrówki!(;

  5. Eliza, idealnie wstrzeliłaś się z tematem. Ja w piątek i sobotę wyrzuciłam i oddałam 8 mega toreb rzeczy z jednego pokoju. Od notatek i starych kalendarzy że studiów po torebki, których już nie będę nosić albo się do tego już zupełnie nie nadają. Wszystkie te rzeczy leżały z myślą a pewnie się przyda.
    Nadszedł ten dzień kiedy po nic nie znaczącej rozmowie że znajomą, o tym jak to nic nie jest wieczne i najważniejsze są wspólnienia w naszej głowie wróciłam do domu z pracy i zrobiłam rewolucję.
    Od razu mi z tym lżej. Mam zamiar konsekwentnie pozbyć się jeszcze większej ilości rzeczy przy następnej okazji.
    Obiecałam sobie, że jedyne rzeczy których nigdy nie wyrzucę to książki… nie milion tomów encyklopedii tylko te które przeczytałam, nawet jak będą zajmować pół pokoju. 😛 Pozdrawiam

    1. A ja nie mam sentymentów w stosunku do książek. Są takie, które mam niejako na stałe (może 20?), ale całą resztę po przeczytaniu oddaję do biblioteki. Zawsze się bardzo cieszą z darów. Bo, nie oszukujmy się, do większości książek i tak nie wrócimy, po co czytać drugi raz kryminał albo biografię? Duża liczba książek w domu świadczy tylko o tym, że się je ma fizycznie i trzeba ścierać z nich kurze. Czytać można też z biblioteki (polecam!).

  6. 2 miesiące temu wyprzedałam 3/4 szafy! ( tak, 3/4! ).
    Wcześniej wszystko było mi potrzebne, wszytko chcialam mieć, bo przecież we wszystkim będę chodzić.
    Potem się okazywało, że nic do niczego nie pasuje, nie ma okazji,zeby założyć, albo to kompletnie nie mój styl.
    Wyprzedałam – jestem szczęśliwa!
    W szafie zostały klasyki, jeansy, t-shirty, białe koszule i ulubione sukienki, które na prawdę często zakładam
    Za zarobione pieniądze zrobiłam kolejny, wymarzony kurs cukierniczy :)))
    Buziaki!
    Sylwia

  7. Oj tak, znam to… Właśnie jestem na etapie przeprowadzki. Z większego, ale wynajmowanego domu, do nieco mniejszego, ale własnego. Mówię wam, nic tak nie pasuje radości z własnego M jak piętrzące się wszędzie „przydasie”, które trzeba spakować i przeprowadzić. 😱😱😱 W najbliższy weekend nastąpi ostre cięcie, trzymaj kciuki!

  8. Jest tutaj jeszcze jeden paradoks. Ludzie częśto narzekają, że coś jest drogie, po czym… i tak w szafie mają kilka tańszych rzeczy. Ja wg zasad Savoir Vivr a także …praktycyzmu, wyznaję jedną zasadę:
    Lepiej kupić 1 drogą rzecz, ale PORZĄDNĄ i mieć ją NA LATA. Niż kilka tanich szmatek. Stosuję tę zasadę. Nie lubię konsumpcjonizmu i zawalania sobie przestrzeni niepotrzebnymi rzeczami. Oczywiście tak kiedyś nie było u mnie 🙂 Także byłam nadmierną zakupoholiczką… Teraz mam zupełnie inny stosunek do tego.

  9. Cześć,
    Bardzo mało rzeczy kupuję, jeszcze mniej posiadam – to ma same zalety, nie marnuję miejsca na pierdoły. Co więcej -mniej sprzątania.
    Mam dwie torebki (dwie!), kilka wieszaków ubrań plus półkę na bieliznę. Kolejne ubrania staram się w miarę możliwości szyć. Butów mam może z 10 par, wliczając w to gumowce, pantofle po domu i jedną parę szpilek.
    Nie czerpię radości z zakupów. Wolewsie cieszyć rodziną 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

  10. U mnie jest dwojako – raz na zakupach włączy mi się tryb milionerki, która wszystkiego potrzebuje, innym razem podziwiam podziwiam, noszę w koszyku a na koniec odkładam spowrotem na półkę 🙂

  11. Cześć,
    Dłuży czas temu zauważyłam to o czym piszesz. W torebkach, butach a przede wszystkim w ubraniach. Realinie chodzę ciągle w tym samym, moich ulubieńcach, zwykle w ubraniach, które kupiłam nie tak dawno, bo zaczęł stawiać na proste formy.
    Regularnie robię przegląd ubrań, odkładam, oddanę a ubrań jakby nie ubywało. Myślę, że Tobie jednak łatwiej do sprzedać, bo docierasz do rzeczy czytelników. W przypadku większość trzeba patrzeć jak zaprzepaściliśmy tą kasę wydając na pierdoły.
    Obecnie przy wyposażaniu mieszkania czuję, że kupuję mądrze, nic na zapas, tylko to co potrzebne i rzeczywiście, można czuć się z tym dobrze 🙂

  12. Bardzo mi się podoba Eliza Twoja zmiana myślenia. Ja zadałam sobie to pytanie jakiś czas temu, patrząc na stertę ubrań i kosmetyków, które nagromadziłam przez lata. Chyba przeprowadzki najlepiej weryfikują listę rzeczy, którą rzeczywiście potrzebujesz. Ja jak zmieniałam mieszkanie to pozbyłam się połowy rzeczy, a jak wyruszyłam w kilkumiesięczną podróż to sprzedałam właściwie wszystko co miałam. Do rodzinnego domu zawiozłam tylko 2 kartony książek, bo nie miałam serca się ich pozbywać. Szczególnie, że większość z nich to prezenty z dedykacją. No i płaszcz wełniany 🙂

  13. Ja kupuję „oczami” – idę do sklepu i oglądam. Z reguły te rzeczy są tak fatalnie wykonane, że szkoda mi wydać na nie nawet tych kilku złoty. Zdecydowanie wolę mieć mniej, ale lepszej jakości. Dużą pomocą okazał się także przymusowy detoks zakupowy.

  14. „Im więcej wiesz i im bardziej jesteś świadom mechanizmów zachodzących wokół Ciebie tym lepiej dla twojego portfela, twojej przestrzeni i całego świata.” – święte słowa!
    Nigdy nie byłam wielką fanką posiadania dla samego posiadania. Lubiłam kupować ładne rzeczy, ale tylko jeśli mogły mi się naprawdę przydać. Moje podejście do zakupów zmieniło się jeszcze bardziej po przeprowadzce do nowego mieszkania. Zdałam sobie sprawę, że mam ogrom rzeczy, których nie używam i które tylko zalegają na półce.
    Teraz kupuję kolejną rzecz tylko i wyłącznie jeśli poprzednia się skończy (kosmetyki czy żywność). Na zakupy ciuchowe chodzę raz w roku i kupuję tylko to, czego naprawdę potrzebuję. Zaoszczędzone pieniądze wydaję na podróże, które są o niebo lepsze niż kolejny ciuch w szafie.

  15. Świetny tekst! Masz rację z czasem przychodzi opamiętanie. Jak musiałam się przeprowadzić to byłam w szoku, że w ciągu trzech lat w 35 metrowej kawalerce nagromadziłam tak wiele rzeczy. Przyszła chwila refleksji, obietnica (pusta), że nigdy sięcej nie doprowadze do takiej sytacji. Po roku mieszkania na 75 metrach przyszła kolej przeprowadzki i jakież było moje zdziwienie, że żadnych wniosków nie wyciągnełam. Kolejny raz zagraciłam przestrzeń. Patrzyłam na miliard rzeczy i zastanawiałam się: ,,Po co Ci to było?!”, 20 świątecznych obrusów, 10 świątecznych doniczek, 15 kompletów świątecznej pościeli, dwa pudła świątecznych pierdół…. Bo była promocja, bo okazja, bo za takie pieniądze to żal nie kupić, itp. Tylko, że Święta Bożego Narodzenie nie trwają pół roku….! Tak samo z ubraniami. Chodzę w kilku parach spodni, mam kilka ulubionych bluzek i sweterków, na palcach jednej ręki mogę policzyć spódniczki i sukienki w których chodzę, a trzy szafy mam zapchane ciuchami…bo dostałam to w prezencie, bo to jest takie śliczne i kiedyś to założe, bo to ma taki super skład i tyle pieniędzy mnie to kosztowało, a te spodnie są ekstra i naprawdę kiedyś je włoże tylko jeszcze nie teraz, ale kiedyś to zrobie, te sukienki są takie cudowne, będzie kiedyś okazja, że którąś z nich włoże. Żal przecież się tego pozbyć…. Wreszcie przejrzałam na oczy i zrozumiałam, że jeśli w czymś nie chodzę to nigdy tego nie założe, bo co z tego, że coś jest śliczne ale nie w moim stylu? Sukienka w której nie chodzę bo jest za krótka nie wydłuży i chodź jest śliczna to niestety ale zawsze gdy nadejdzie „ta” okazja to jej nie włoże, bo czuje się w niej niekomfortowo. Uwolnienie się od zbędnych rzeczy jest oczyszczające. Nie mam już presji by co sezon kupić nową kurtkę,płaszcz, buty i torebkę plus milion ciuchów. Chodzę w tym co mam i nie czuje potrzeby posiadania wciąż czegoś nowego. Tak samo z biżuterią kiepskiej jakości którą kupowałam w sieciówkach. Mam kilka kompletów biżuterii od męża i zakładam je na zmiane. O ile łatwiej utrzymać porządek przy małej ilości rzeczy !

  16. Mam młodszego brata i gdy się urodził to oszalałam na jego punkcie. W sklepach było tyle ślicznych ubranek, słodkich skarpetek i bucików, bluzeczek i zabawek. Wszystkie pieniądze rozwalałam na ubranka dla niego. Miał ich tyle, że połowy z nich nie zdążył założyć, bo wyrosnął. Z zabawkami było jeszcze gorzej. Jak miał roczek to Tata jak wracał z pracy to codziennie dawał mu jakąś zabaweczkę, autko, klocki,itp. Oprócz tego były urodziny,imieniny,święta i zwykłe wizyty w sklepie z zabawkami. Wszyscy ciągle mojemu bratu coś dawali i w efekcie gdy miał 3 latka to moglibyśmy otworzyć hurtownie z zabawkami. Tych zabawek było w całym domu pełno i jeszcze cała piwnica zagracona. W pewnym momencie moja mama doszła do wniosku, że zostawi mu jedno pudło zabawek i co trzy tygodnie będzie jego zawartość podmieniać z tym co ma nagromadzone w piwnicy. Zrobiłyśmy najpierw duże czystki, co było uszkodzone to do śmieci, część do domu dziecka, część do szpitala i część do przedszkola. To mnie dużo nauczyło i teraz jak sama będę miała dziecko to nie będę kupować rzeczy jak opętana 😉

    1. Heh wiedziałam 🙂 tak wracając do tematu, jestem zdziwiona, że pozbylaś się Prady 😮 co jak co, ale obstawialam, że Prada została. Poza tym rozumiem Cię doskonale- zawsze zastanawiałam się, gdzie Wy to miescicie. Sama staram się kupować rozsądnie, mam mieszkanie 105 m ( więc duże wg mnie), a zagracone okropnie, co jakiś czas wielkie wyrzucanie. U mnie są 2 problemy- pierwszy to praca w banku, a co za tym idzie standard ubioru-wiec cała szafa koszul z kolnierzykiem itd, których na co dzień oczywiście nie zakładam więc druga szafa ciuchów normalnych – mało ich jest, ale jednak. U Męża to samo. Drugi- małe dziecko i zabawki- temat rzeka, a tak naprawdę to problem z masą badziewnych niedrogich zabawek na raz, które znoszą Babcie. Na nic się zdaje tłumaczenie, że na to wbrew pozorom szkoda pieniędzy bo i tak zaraz się rozpadnie albo znudzi. No bo ja rozumiem że Dziecko zabawki mieć musi i sama kupuje dużo, ale wolę raz na jakiś czas kupić coś naprawdę porządnego. A zbliżają się święta także tego 😉

  17. Według mnie do kwestii minimalizmu należy podchodzić z rozsądkiem, to znaczy zachować złoty środek, o którym piszesz. Dla mnie otaczanie się określoną, nieprzekraczalną liczbą rzeczy jest po prostu głupie. Nie chcę aby moja szafa składała się z kilku ubrań na krzyż, ale jednocześnie nie trzymam w niej ubrań, w których nie chodzę. Minimalizm stosuje w kosmetykach i tam sprawdza się idealnie. Myślę, że należy wszystko dopasować pod siebie, tak żebyśmy czuli się dobrze i nie cierpieli niedoborów ani przytłoczenia

  18. Moje chimikowanie zastopowała 5 przeprowadzka w ciągu 4 lat. Nie chcę być przywiązana do miejsca rzeczami, kupuję tylko to co mi potrzebne albo to co się szybko zużywa (mam bzika na punkcie świec w mieszkaniu, bo dodają klimatu, ale już zawsze kupuję takie, żeby nie musieć mieć świeczników) . Zawsze mieszkałam sama, ale mnóstwo rzeczy kupowałam z myślą o gościach. Potem zobaczyłam, że czasem przychodzę w odwiedziny do singielsko mieszkającej osoby i okazuje się, że ona nie ma kompletu kubków dla każdego gościa, ani poduszki pod każdy fotel. Stwierdziłam, że zacznę kupowac tylko to co mi potrzebne. Gdy biorę do ręki rzecz w sklepie zadaję sobie pytania, po co mi to, jak to poprawi moje życie, czy spakowałabym to gdybym musiała wyprowadzić się znowu za granicę a jeśli nie to czy łatwo byłoby mi to sprzedać. Działa, Po kilku tygodniach, wychodzę z Tigera tylko z serwetkami.

  19. I ja właśnie za to podejście lubię Twojego bloga. Jest tu oddech od wszystkich top, must, ulubieńców, i co chwilę wszystkiego nowego, także powodzenia na tej drodze, bo na pewno jest słuszna 🙂

  20. Ja tracę rozsądek, gdy mam 20ścia swetrów a w lumpeksie widzę kolejny kaszmirowy za 10zł. Ale noszę wszystkie 🙂
    Pozbywam się rzeczy w dziwnych kolorach, fasonach, lekko zniszczonych lub nienoszonych. Staram się, ale mozolnie mi idzie sprzedawanie, dlatego nadal mam graciarnię. Ale jak sprzedam np. 5 rzeczy to kupuję jedną konkretną. Minimalizuję, choć nie nazwę się minimalistką.

  21. Niestety czasy są takie, że nie da się nie kupować. Dopóki siedziałam w domu z dzieckiem, to kupowałam tylko ubrania, które były mi potrzebne. Bluzy, swetry, spodnie, torebki były w dobrym stanie przez te 5 lat, więc je nosiłam, dopóki się nie zużyły. Niestety chodząc do pracy nie jest już tak łatwo. W wielu miejscach trzeba się ubierać trendy i dokupować coś co sezon nawet, jak nie jest nam to niezbędne. Jasne, że można odsprzedać, czy wyrzucić nieużywane już ubrania, ale z ekologicznego punktu widzenia, to nic nie zmienia. Co z tego, że w szafie mam tylko niezbędne rzeczy, skoro wciąż dokupuję nowe, a stare piętrzą się na śmietniskach. Dopóki nie zmieni się nastawienie społeczeństwa do mody i trendów, to nasz minimalizm jest tylko kroplą w morzu.

  22. Należy również pamiętać o wyrzucaniu z głową! To co możemy oddajmy, recyklingujmy, sprzedajmy. Kupujmy z drugiej ręki jeśli nie potrzebujemy „nówki”. Kiedyś przeczytałam „zanim kupisz 1 nową rzecz pozbądź się 5”- jest to jakiś sposób na ograniczenie swoich zapędów 😉

  23. A możesz polecić jakąś książę albo film na ten temat? Ja na szczęście nie mam z tym problemu – nie kupuję dużo niepotrzebnych rzeczy, ale np mój facet to już inna historia 😉 chciałabym polecić mu jakąś książkę, jednak musi być to książka rzeczowa i skupiająca się na faktach z naukową psychologią – nic innego do niego nie przemówi 😉

    1. „Chcieć mniej” Kasi Kędzierskiej z Simplicite.pl . Połowa książki jest o psychologicznych mechanizmach, które siedzą nam w głowie i utrudniają pozbycie się nadmiaru. Czytałam wiele książek o minimalizmie i układaniu/porządkowaniu ale tylko ta jedna zmieniła moje myślenie i przełożyła się na praktykę. Książkę przeczytałam już 3 raz i za każdym coś z niej brałam dla siebie. Ale najważniejsze co z niej wyniosłam, to odkrycie dlaczego to robiłam, co „zagłuszałam” takim zachowaniem.

  24. Od dwóch lat jestem na zakupowym detoksie. Nastąpiło to po ostatniej przeprowadzce. Powiedziałam „dość” po tym jak nie mając czasu na generalne porządki przed wyprowadzką, wszystko musiałam spakować i przewieźć z miejsca na miejsce. Ponad 100 km dalej. Następnie to wszystko rozpakować. Od tamtej pory wyrzuciłam lub oddałam połowę rzeczy i wyleczylam się z nadmiernego kupowania. Teraz znów będę się przeprowadzać i mam nadzieję, że nie będzie to już takie straszne 🙂 pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mnie 🙂

  25. jeden z lepszych tekstów jakie czytałam 🙂 brawo! tylko tych torebek szkoda… ja dalej sie „leczę” na torebkoholizm… ale mam szczęście w nieszczęsciu, że 1-brak funduszy, 2- brak miejsca gdzie je trzymać, 3 – zmiana frontów torebkowych po prostu za dużo mi się podoba na raz. Plusy – w tym roku kupiłam tylko jedną za ok. 40 zł szmacianą 🙂 więc może jest jeszcze dla mnie szansa?

  26. A znasz książkę Rzeczozmeczenie? Jest właśnie o tym, że kupujemy bo tanie, bo moda, bo znajoma ma i zagracamy swoje życie i otoczenia. To nas stresuje ale nic nie zmieniamy tylko dalej napędzany się kupowaniem. Warto przeczytać. Daje dużo do myślenia.

  27. Ja minimalistka nie jestem, ale od pewnego czasu cenię sobie prostotę. A to oznacza, że nie kupuję bezmyślnie, nie potrzebuję pięciu kurtek na zimę i trzydziestu par butów. Kiedyś cieszyły mnie wszystkie, nowo nabyte rzeczy, teraz czuje się wolna., bo już tego wszystkiego nie pragnę. Jedyne, co naprawdę lubię kupować, to dobre organiczne produkty żywnościowe i dobre książki. chociaż w tym ostatnim przypadku tez już raczej preferuję rozkoszne godziny w bibliotece. Po prostu książek mam za dużo… Ach, tylko w temacie zwierząt nie jestem minimalistką. Mam cztery psy i siedem kotów:)

    Serdeczności

Leave a Reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>