Efekt czerwonej szminki

Kryzys gospodarczy to niepokojące zjawisko ekonomiczne, które atakuje światowe gospodarki dość regularnie. Nie będę jednak przedstawiać Wam czynników powodujących kryzys, nie mam ku temu kompetencji. Poza tym to nie aspekt ekonomiczny jest istotą wpisu, ale psychologiczny – a na tym trochę się znam! 🙂

Z kryzysem gospodarczym łączy się pojęcie efektu czerwonej szminki. I ten efekt będziemy dziś rozkładać na czynniki pierwsze. Zapytacie: jak ma się szminka do gospodarki? Już tłumaczę.

Wiecie, że w czasach poważnego kryzysu gospodarczego właściciele koncernów kosmetycznych odnotowują gigantyczne przychody? W 2000 roku fakt ten zauważył i nazwał właściciel marki Estée Lauder. Spostrzegł, że mimo pogłębiającego się kryzysu i znacznego pogorszenia jakości warunków życia społeczeństwa sprzedaż kosmetycznych dóbr luksusowych zdecydowanie wzrasta. Szczególnie dobrze sprzedają się… czerwone szminki. W dodatku drogerie i sklepy kosmetyczne, zamiast bankrutować, otwierają kolejne punkty – i to w najbogatszych światowych dzielnicach! Dlaczego, gdy nastają ciężkie czasy, konsumenci nie oszczędzają, ale fundują sobie wydatki, w dodatku luksusowe?

czerwona szminka hit
Jak wiadomo, krach nie pozwala na poważne inwestycje typu dom czy samochód.  To właśnie brak możliwości kupna dóbr tego typu powoduje chęć „pocieszenia się” nabyciem luksusowego produktu, który wydaje się w zasięgu ręki. Oczywiście wydatek jest zbędny: zamiast kosmetyku powinniśmy zainwestować w produkty potrzebne do codziennego życia, jednak pokusa lepszego samopoczucia jest kusząca.

Dlaczego czujemy się lepiej, gdy kupujemy luksusowy produkt? Ano właśnie dlatego, że nie możemy pozwolić sobie na wcześniej wspomniane inwestycje. Nabywając produkt szanowanej, ekskluzywnej marki, udajemy, że kryzys nas nie dotyczy. I właśnie dlatego – zamiast odwiedzać regularnie kosmetyczkę, manicurzystkę czy fryzjera – zadowolimy się peelingiem z najwyższej półki czy lakierem do paznokci od Chanel. Kryzys powoduje więc zmianę naszych preferencji konsumpcyjnych. Cena kosmetyku z pewnością będzie wygórowana i przerastająca budżet, jednak jest ona niczym w porównaniu do zakupu drogiego auta czy mieszkania, a stanowi namiastkę dobrostanu.

efekt czerwonej szminki psychologia
Warto wspomnieć, że zjawisko efektu czerwonej szminki obserwuje się podczas każdej recesji, a kultura czy obyczaje danej społeczności nie mają większego wpływu na jego wystąpienie. Obserwacje Leonarda Laudera wskazują, że efekt czerwonej szminki dopada kobiety bez względu na miejsce zamieszkania – co znaczy, że zjawisko ma zasięg globalny. Dzięki zakupowi luksusowego dobra w relatywnie niskiej cenie rekompensujemy sobie niedogodności i swego rodzaju dyskomfort wynikający z finansowych braków, których doświadczamy podczas krachu. Nabycie ekskluzywnego produktu w postaci metaforycznej szminki, perfum czy nawet balsamu do ciała chwilowo nas relaksuje, dając poczucie przynależności do wyższych sfer i spychając istotę problemu na dalszy plan. Niesamowity jest fakt, że badacze na podstawie sprzedaży czerwonych szminek dokonują prognoz dotyczących ewentualnego wystąpienia kryzysu!

No dobra, kobiety zadowalają się kosmetykami, ale co podczas załamania gospodarczego kupują mężczyźni? Wyniki badań wskazują, że taką szminką u facetów jest sprzęt elektroniczny, czyli m.in. smartfony, smartwatche i smartbandy.

Ten temat od razu wydał mi się ciekawy. Niesamowite, jak nasza psychika potrafi wypierać kryzysowe sytuacje. Kupując luksusową drobnostkę, wmawiamy sobie, że wszystko jest w porządku…

szminka lancome czerwona
Warto uświadamiać sobie tego typu zachowania, umieć je wychwycić i podjąć decyzję, czy naprawdę dany produkt jest nam niezbędny. Uleganie efektowi szminki sprawia, że dziura w portfelu się pogłębia. Co prawda, samopoczucie poprawia się, ale tylko na chwilę…

43 Comments
  1. Zgadzam się.U mnie dotyczy to kredytu we frankach(nie mojego)ale uderzającego w moją rodzinę.Mając pieniądze i tym samym satysfakcjonującą sytuacją ekonomiczną nie przywiązywałam wielkiej wagi do dóbr luksusowych,nawet ich nie kupowałam często,mimio,że stać mnie było na to.Teraz nie mogąc sobie na nie pozwolić,uporczywie zbieram pieniądze na kupno błyszczyka lub perfumu na który mnie de facto nie stać.Ale robię to.Według mnie im w danej rodzinie jest gorsza sytuacja finanasowa tym bardziej kobiety dążą do ukrycia tego i zwracają uwagę(zbyt dużą)na ubiór,bo według nich,dobry wygląd,jest dobrym kamuflażem złej sytuacji finanasowej.Podobne wnioski wyciągnęłam obserwując kobiety,które pochodzą z ubogich rodzin,które nigdy nie mogły pozwolić sobie na markowe ubrania,czy kosmetyki,to właśnie przywiązywanie zbyt dużej uwagi do ciuchów jest ich cechą charakterystyczną.Paradoksalnie,dobra typu dom,luksusowo urządzone mieszkanie,czy auto z wysokiej półki nie powodują u kobiet zbytniego ”głodu” na luksusowe ciuchy i kosmetyki bo dobra,o których wyżej wspomniałam w dużej mierze dają tym kobietom poczucie bezpieczeństwa i spełnienia,więc ”kamuflaż” w postaci tony ciuchów nie jest im do niczego potrzebny.Nie muszą sobie nic udowadniać.Gdy wsiadałam do Volvo,którego już nie mamy,błyszczyk Dior był mi zbędny.teraz jest mi potrzebny,więc zbieram pieniądze.

    1. To ja chyba jestem inna. Zwracam uwagę na ubiór, dodatki (ich to w ogóle jestem wielką fanką) i jakość kosmetyków, ale nie tuszuję tym jakichś braków. Jakbym miała problemy finansowe wolałabym nie kupić ulubionych cieni od Diora, kolejnego zegarka od Korsa, czy czegokolwiek innego, a trzymałabym pieniądze na „czarną godzinę”, ewentualnie wolałabym wydać na rachunki, żeby mieć zapłacone z góry na kilka miesięcy i żyć spokojnie, albo kupić samochód.

  2. Niestety w moim wypadku to prawda. Często wydaje mi sie, ze nie mogąc pozwolić sobie w danej chwili na nic droższego poprawie sobie nastrój chociaż kosmetykiem. Co w rezultacie kończy sie tym, ze zostawiam w sephorze majątek i wychodzę z Torba markowych ale zbędnych rzeczy, zamiast kupić to czego naprawdę potrzebuje 🙂

  3. szczerze mówiąc pierwszy raz słyszę o tym efekcie, ale w sumie jest logiczny! jak spojrzę na moje kosmetyki, to te najdroższe kupiłam w czasach studenckich, kiedy pieniędzy wcale dużo nie miałam…

  4. Niestety trzeba się z tym zgodzić i każda z Nas powinna zastanowić się nad kolejnym zakupem luksusowego produktu.
    Co za dziwny zbieg okoliczności, właśnie dwa dni temu zakupiłam niemieckie wydanie Glaomur, w którym dodatkie była czerwona szminka CHANEL 😉 co prawda kosztowało mnie to 2,20€ ale nastrój się poprawił.

    1. Anka, dla wielu Golden Rose to produkt luksusowy… Nie każdego stać na kolejną szminkę , lakier do paznokci. To rzeczy zbędne. A grosz do grosza… 🙂

  5. Mnie chyba efekt czerwonej szminki nie dotyczy – zawsze racjonalnie podchodzę do zakupów. Dopiero na dobra luksusowe wydaje pieniądze kiedy wiem ze mnie na to stać, że nie ucierpi mój budżet. Hajs musi się zgadzać

  6. ech, a dla mnie czerwona szminka to jednak bardziej symbol paryskiego szyku niż, kryzysu:) ale coś w tym jest:) Trochę się ostatnio naczytałam przewodników o paryskim stylu (popełniłam nawet przewodnik na ten temat:)) i tak myślę sobie, że ten osławiony paryski szyk to też dobre remedium na kryzys, bo nie wymaga podążania za trendami, kupowania wciąż nowych ciuchów czy dodatków – torebka po babci bardziej się nada niż jakaś sezonowa „It bag”.. Tak samo epatowanie metkami jest źle widziane, więc bądźmy szykowne, nawet będąc w kryzysie (a może zwłaszcza wtedy:))

  7. Słyszałam o tym, ciekawe zjawisko, rzeczywiście chyba coś w tym jest. Lubię otaczać się luksusowymi produktami, lubię odkładać na nie pieniądze, czekać na ten zakup, a potem się nim cieszyć!

  8. Zawsze myślałam, że czerwona szminka jest nie dla mnie, a po prostu nigdy nie umiałam dobrać sobie odpowiedni odcień. I tak oto w wieku 25 lat stałam się szczęśliwą posiadaczką czerwonej szminki, w której wyglądam całkiem nieźle:D

  9. Wspomniałaś o prognozowaniu ekonomicznym w oparciu o sprzedaż szminek. Jestem tego bardzo ciekawa, czy mogę wiedzieć skąd ta informacja albo skąd mogę się na ten temat więcej dowiedzieć?

  10. Trafiony! Efekt „czerwonej szminki” z pewnością dotyczy w Polsce większości osób urodzonych w latach 80′ 90′. Pokolenie moich rodziców to raczej pokolenie osób, które uwielbiają promocje, tańsze rzeczy. Często przyłapuję ich na nieracjonalnym myśleniu, że lepiej pojechać do sklepu oddalonego o kilka kilometrów więcej, aby kupić coś taniej o 10 zł, chociaż stać ich oczywiście na droższy asortyment, a paliwo wyniesie więcej niż warta jest różnica drogi. Z przyzwyczajenia i pewnie wspomnień z rodzinnych domów zadowalają się tanimi produktami. My natomiast jesteśmy hedonistycznym pokoleniem, któremu łatwo przyszło – łatwo poszło. Nie żałujemy w dobie kryzys na luksusowy asortyment, bo myślimy, że kryzys jest i był i da się z nim i w nim dobrze żyć.

  11. Moi rodzice byli zamożni i nugdy nie musialam martwić się o pieniądze i nigdy nie zwracałam na nie uwagi – kiedy coś było mi potrzebne, poprostu mi to kupowali ale jednocześnie uzmyslawiali mi, jak ciężko na to pracują. Moje koleżanki były z mniej zasobnych domów i brak jakiejś markowej rzeczy to był dla nich dramat . Ja mówiłam – po co ci to, zobacz, ja mam np. Zwykle trampki, po co ci takie za 3 stówy, ale one dramatyzowaly tak długo aż kupiły sobie to modne ” cudo”. Widziałam że probowaly sobie udowodnić, że nie są gorsze, choć nikt ich tak nie postrzegal. Doszło do tego , że ja cZasami wygladalam przy nich jak lump ale to poczucie, że w każdej chwili mogłam mieć to wszystko co one wystarczało mi 🙂
    Niestety , skończyłam marnie jako wielbicielka Diora, torebek Chanel i ubrań – a potem mam kaca moralniaka, że tyle miesięcznego urobku poszło na bzdety 🙂

  12. zastanawiam się,czy nie można tym efektem wytłumaczyć „fenomenu” dziewczyn zaopatrujących się w podróbki chanel czy lv? osobiście nie mogę zrozumieć tego,jak można kupić podrobioną torbę,czy ciuch,dla mnie to jak kradzież. wyznaję zasadę „nie stać mnie,więc nie kupuję”,ale sporo osób nie ma z tym problemów. jak myslisz,Eliza? czy nie jest tak,że poprzez podróbki część osób buduje sobie namiastkę luksusu?

  13. Eliza, podczytuję Cię od bardzo dawna, ale dopiero dziś zostawiam pierwszy komentarz 🙂

    Ja bym do tego, co napisałaś dodała jeszcze jedno: obawę przed utratą pracy. W czasie recesji wiele firm decyduje się na redukcję zatrudnienia lub restrukturyzację, więc naturalne jest to, że pracownicy (a w szczególności pracowniczki) obawiają się zwolnienia. Po pierwsze, czujemy się bardziej niepewnie w życiu zawodowym, a po drugie, w miarę upływu lat boimy się, że trudniej będzie nam znaleźć nową pracę (zwłaszcza panie 45+ w mniejszych miastach). Dlatego też wzrastają wydatki na zabiegi kosmetyczne (także medycyny estetycznej) oraz luksusowe kosmetyki, bo ulegamy uproszczeniu, że drogie=skuteczne i zapewni nam wizualne odmłodzenie, pełen wigoru wygląd itd. Dlaczego? Ano dlatego, aby poniekąd kreować swój wizerunek młodej, pełnej werwy i kreatywnej osoby, pomimo liczby lat na karku. Tym bardziej, że obecnie panuje kult młodości.

    Czytałaś może książkę „Wstydliwa historia piękna. Jak Helena Rubinstein i L’Oreal stworzyli kobietę”? Polecam Ci z niej szczególnie ostatni rozdział, który m.in. opisuje efekt czerwonej szminki i jak mężczyźni zarządzający takimi molochami jak L’Oreal decydują o tym, jak powinna wyglądać współczesna kobieta. Bardzo pouczająca lektura 🙂

  14. Czytałam o tym zjawisku bodajże w książce „Helena Rubinstein kobieta, która wymyśliła piękno” i już wtedy bardzo mnie zaciekawiło 🙂 Faktycznie coś w tym jest 🙂

  15. No coż, wpisuję się ten trend. Gdy zostałam bez pracy nogi zaprowadziły mnie prosto do perfumerii po drogą szminkę. Różową, nie czerwoną, ale do dziś poprawia mi ona humor i czuje się lepiej gdy się nią pomaluję. 🙂 Dziś znowu mam kryzys, więc muszę ja wyciagnąć 😉 używam oszczędnie, bo na kolejną nie mogę sobie na razie pozwolić.

  16. i to się nazywa ponadczasowy wpis 🙂 Napisany 2 lata temu i założę się że ciągle aktualny – a do tego bardzo interesujący 🙂 Pierwszy raz słyszę o efekcie czerwonej szminki. Jednak faktycznie zauważam, że coś w nim jest. U mnie może te słabości nie dotyczą kosmetyków – ale pamiętam czas gdy pieniędzmi żel gospodarowałam i były braki. Wtedy wychodząc do kawiarni zwykle to ja miałam największą porcję lodów z dodatkami 🙂 Ani zdrowo ani oszczędnie. Teraz wiem czemu tak robiłam 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>