Foodgazm w Bangkoku czyli za co kocham tajską kuchnię

Przed wyjazdem do Tajlandii, koleżanka udzielała mi kilku rad, zapamiętałam tylko dwie. Brzmiały tak
– chodź na masaże tak często jak się da
– jedz street foody tak często jak to możliwe

Wzięłam sobie te rady do serca. Jadłam, chodziłam na masaże i jeszcze raz jadłam. Co więcej, tajska kuchnia wyleczyła mój niedokwaszony żołądek, który od kilku miesięcy zamęczał mnie zgagą. Po tygodniu spędzonym w Tajlandii wszystkie dolegliwości odeszły w niepamięć. Kierowałam się dwoma zasadami. Jadłam TAM gdzie tubylcy i jadłam TAK jak tubylcy. Czerwona, ognista przyprawa red chilli stała się mi bliższa niż… (coś super, wymyślę później). Dodawałam ją do wszystkiego. Do zupy, do sajgonek, sosu, makaronu itd. Raz z rozpędu chciałam posypać nią deser mango sticky rice. Człowiek przyzwyczaja się to tej ostrej przyprawy i jej po prostu potrzebuje. Przyprawa ta (co bardzo ważne) odpowiada za lepsze trawienie i za przyśpieszenie metabolizmu.

Wiecie, w tym wpisie chciałam zrobić listę najpyszniejszych miejsc ze street foodem w Bangkoku, ale uznałam, że to byłoby bez sensu. Tam na każdym kroku znajdziemy genialnego street fooda, więc wolę zostawić to Wam. Najlepiej jest samemu odkrywać to miasto, wpadać na targi zupełnie przypadkiem i wybierać stoiska na czuja. Ja najlepszego street fooda jadłam na słynnej ulicy KhaoSan, przy markecie Chatuchak i niedaleko naszego hotelu przy stacji Ramkhamhaeng, ale było też mnóstwo randomowych miejsc, w których zaliczyłam foodgazm. Właściwie to chyba tak powinnam zatytułować ten wpis „foodgazm w Bangkoku”. Teraz mam „Przysmaki kuchni tajskiej”, nudne jak flaki z olejem, a ja tu piszę o tajskiej kuchni do cholery. Dobra, przekonaliście mnie, zmieniam to.

Targi ze street foodem funkcjonują cały dzień, ale to o zmierzchu stoisk jest najwięcej. Uwielbiałam przechadzać się alejkami i smakować te wszystkie pyszności. Ludzie tu są niezwykle życzliwi i uczciwi. Tylko raz jeden Taj oszukał mnie, że coś jest lekko pikantne, a w konsekwencji prawie wypaliło mi język. A może on właśnie mówił mi, że to cholernie pikantne, tylko się nie zrozumieliśmy? Muszę jeszcze poćwiczyć mój tajski zanim zacznę gadać z ludźmi.

To co mnie kulinarnie zachwyciło to zdecydowanie massaman curry, papaya salad, wege sajgonki czy żółta zupa z kurczakiem, trawą cytrynową i mleczkiem kokosowym (nikt nie potrafił podać mi jej nazwy). Jadłam mnóstwo fantastycznych zup z makaronem ryżowym, których nazw nie poznałam, ale których smak zapamiętam do końca życia.

sosy

to-pycha

zupy-w-worku
zupy i sosy w worku

alej

sosy-tajlandia
ryż w worku
warzywa
warzywa w worku
deserki w worku
deserki w worku

Początkowo bawił mnie fakt, że oni te zupki sprzedają w plastikowych workach. Nie tylko zupki, oni tam wszystko sprzedają w tych workach, a potem wkładają to jeszcze do foliowej siatki. Zużycie siatek jest w Tajlandii ogromne, oni zupełnie nie wiedzą o co chodzi z tą całą ekologią. Co więcej, ciężko tam o kosz na śmieci. Naprawdę trzeba się nieźle nachodzić żeby jakiś znaleźć, a jak już człowiek go znajdzie, to ten jest przepełniony. i wszystko wala się po chodniku. Masakra.

Ale wracając do jedzenia. Miałam opory przed jedzeniem mięsa. Ono naprawdę kiepsko tam wyglądało. No sami zobaczcie…

dziwne-mieska-ble

Mięso w sosach i zupach było zwykle ok, ale te ich wariacje na temat kiełbasek, parówek czy klopsików… nie dziękuję.

Ogromnie podobało mi się to, że na targach była samoobsługa. To znaczy, kupowało się zupkę przy stoisku, a następnie szło się do stolika, na którym wystawione były przeróżne przyprawy i dodatki (zioła, kiełki, warzywa). Można więc było przygotować sobie zupkę zgodnie ze swoimi preferencjami.

dodatki

Nie pytajcie o co chodzi z różowymi jajkami, nie mam pojęcia.

nie-wiem-co

Widzicie tę ucztę pod spodem? Za wszystko nie zapłaciliśmy więcej niż 10zł.

wyzerka

A teraz czas na deser

gotowane banany w sosie kokosowym
gotowane banany w sosie kokosowym
kokosowy krem w cieście kokosowym
kokosowy krem w cieście kokosowym
woda kokosowa
woda kokosowa
lody kokosowe
lody kokosowe

Jak widzicie w Tajlandii kokos gra pierwsze skrzypce. Można go tu zjeść pod każdą postacią. I dobrze, uwielbiam kokosy!

owocki

Nie zapomnijmy o owocach. Za 2-3 złote kupowało się torebkę pokrojonych owoców i wcinało za pomocą patyczków. Ananas, papaja, mango, pitaja, arbuz, pomelo… czego chcieć więcej?

Tajska kuchnia wymiata na wielu poziomach. Nie można nie zakochać się w tych smakach i aromatach. Na szczęście kupiłam różne przyprawy i mam zamiar poeksperymentować w mojej kuchni! A propos kuchni, widzieliście jaką metamorfozę przeszła?

44 Comments
  1. ciekawe jak oni robią, że te worki są tak napełnione powietrzem. Nalałam wodę do takiego worka i za Chiny nie było tyle powietrza, mimo ze wiązałam na samej górze, dopiero jak nadmuchałam i zawiązałam wyszło jak na zdjęciu 😉 Teoretycznie wszędzie może być ślina sprzedawcy 😛

    1. u mnie pani w warzywniaku tak pakuje np. maliny, zeby nie gniotly sie z innymi zakupami w siatce i nie dmucha woreczkow.

  2. Kokosowy krem w cieście kokosowym, woda kokosowa i owoce przekonały mnie najbardziej. Reszta nie za bardzo 😛 Trochę przesadzają z tym trendem ‚wszystko w torebkach foliowych’ 😛

  3. Eliza, fajnie się czyta Twoje posty z podróży (i nie tylko). Masz „lekkie pióro” 🙂
    Opisujesz wszystko z pozycji zwykłego turysty, pełnego emocji, zachwyconego czymś bądź rozczarowanego. Jesteś oczami swoich czytelniczek 🙂 Podajesz przy tym przydatne informacje w sposób bardzo przystępny i łatwy do zapamiętania.
    Nie myślałaś może o pisaniu felietonów do jakiegoś czasopisma?
    Zresztą, ja widzę Cię jako pisarkę czy felietonistkę. Nie jesteś nudna. Jeśli kiedyś zdecydujesz się na napisanie książki, poradnika lub wydasz swoje wpisy z bloga w formie papierowej, to masz już pierwszą czytelniczkę:)))

    1. Wnioskuje po relacji. Zastanawiamy sie nad wyborem wakacji. Tajlandia byla jedna z opcji, ale nawet te rajskie plaze nas nie przekonaly.

  4. Te zupki w foliówkach mnie przerażają… Ale myślę, że ostre przyprawy zabijają wszelkie zarazki 🙂 Ciekawi mnie co tam smacznego przywieziesz. Może jakiś wpis o tym co warto kupić w Tajlandii?

    1. Kupiłam 4 różne przyprawy (do zupy tom yam, do pad thai, przyprawę red chilli i kumin), zamykam już temat Tajlandii mam wrażenie, że czytelnicy są nim już trochę przytłoczeni. Nic dziwnego! Dodałam 10 wpisów w tym temacie 😛

  5. Eliza, a nie miałaś żadnych sensacji żołądkowych? Masz może jakieś swoje metody, żeby uniknąć przykrych konsekwencji? Uwielbiam podróżować i smakować, ale mój wrażliwy żołądek zawsze sprawia mi problemy.

  6. Mmm te kulinarne cuda Bangkoku robią wrażenie, ostatnio jest to popularny kierunek podróży, więc tyle „pysznych” zdjęć krąży po internecie, chciało by się spróbować 😉

  7. mnie kuchnia tajska aż tak bardzo nie zachwyciła,zwłaszcza,że ostrość ma tam zupełnie inną definicję,niż znana nam,Europejczykom 😉 a ja nie dość,że nie lubię ostrych dań,to jeszcze mam alergię na owoce morza,więc będąc tam musiałam trochę manewrować,by dobrze zjeść nie narażając się na „niebezpieczeństwo” 😉 choć nie powiem,było w czym wybierać i niektóre dania do dziś wspominam z rozrzewnieniem 🙂 z kolei mój mąż przepadł na dobre i od pierwszej wizyty w Tajlandii tak pokochał azjatyckie smaki,że nie ma u nas tygodnia bez przynajmniej jednego obiadu/kolacji w orientalnych klimatach,a kiedy przychodzi do wyboru kierunku na wakacje,to w zasadzie wszystko jest u nas jasne 😀

  8. Cześć Eliza 🙂 Wiem ze komentarz nie pod odpowiednim postem jednakże bardzo zależy mi na odpowiedzi z Twojej strony 🙂 Czy mogłabyś podać jeszcze raz link do pobrania plakatu „Hello Gorgeous”??? Byłabym bardzo wdzięczna bo bardzo mi się podoba a jest już niedostępny :/ Pozdrawiam.

  9. Piszesz, że te dania były mega tanie. W takim razie Bangkok uważasz za dość tanie miasto dla turysty? Hotele, transport, rozrywka? Nie mówię o biurach podróży 🙂 I Ile dni poświeciłabyś na to miejsce, żeby wszystko zobaczyć? Świetne zdjęcia, widzę również trochę inny styl pisania. Stajesz się bliższą i bardziej otwartą osobą dla czytelnika. Czasem jak się czyta blogi ma się wrażenie, że ta osoba jest totalnie niedostępna, że dzieli nas mur i pełen dystans. Ty świetnie to przełamujesz, jakbym czytała wpis znajomej 🙂 Pozdrowienia z Krakowa

    1. OH tak, Bangkok jest niezwykle tani. Nasz hotel kosztował 60zł za noc! Obiad (taki naprawdę obfity) można zjeść za 5zł. Taksówki są niezwykle tanie (30km za 15zł). Czego chcieć więcej?

      Cieszę się, że zauważyłaś ten inny styl. Kiedyś tak pisałam, ale gdzieś po drodze mi to umknęło. Niedawno znowu wróciło z czego się bardzo cieszę, bo tęskniłam za tym i nie chcę tego znowu stracić.

      Sciskam i dziękuję za ten komentarz!

    2. Wydaje mi się, że Bangkok, jak i inne miasta w Azji, wymagają czasu, żeby je poznać na tyle, żeby polubić. Ja miałam tak z Bombajem i Delhi. W Bangkoku byliśmy 2,5 dnia i totalnie nie polubiłam tego miasta, zmęczyłam się nim i nieomal z ulgą z niego wyjechałam 😉 Pewnie byłoby inaczej, gdybyśmy spędzili tam na spokojnie więcej czasu i mieli przestrzen na odkrywanie miasta. A bylismy z naszą niespełna trzylatką, przytloczoną bodźcami wielkiego miasta (aczkolwiek pozostałe miejsca były super). Ogólnie Tajlandia mi się bardzo podobała, mam niedosyt i na pewno będziemy tam wracać. W dodatku to kraj naprawdę wydający się bezpieczny, wcale nie jakiś bardzo brudny i przyjazny turystom. Dość łatwo się tam przemieszcza oraz podróżuje. Nawet z dziećmi 🙂 Jeśli ktoś myśli o podrozy do Azji, to Tajlandia jest idealna na pierwszy taki wyjazd, nie ma się czego obawiać 🙂 zagrożenia terrorystyczne? No cóż, w ostatnim czasie Europa nie jest bardziej bezpieczna. Szczepienia – warto nie tylko do Tajlandii mieć WZW B i A (szczepienie wystarcza prawdopodobnie na całe życie), nasze dziecko zaszczepiliśmy dodatkowo na dur brzuszny (m.in. dlatego, że akurat ma etap brania wszystkiego do buzi). Problemy żołądkowe nas ominęły, a jedzenie rzeczywiscie jest pyszne i bardzo różnorodne. Jak kogoś nie przekonuje street food (i zupy w worku), to może zjeść podobne dania w restauracji (wychodzi trochę drożej, ale nadal taniej niż w Polsce). A jeśli komuś calkowicie nie posmakuje tajska kuchnia, to też głodować nie będzie i znajdzie jakąś alternatywę.

  10. Wydawalo mi sie ze na poczatku pobytu pisalas ze nie podoba Ci sie w Tajlandi, ze brud i syf a jedzenie slabe….
    A jesli faktycznie pokochalas kuchnie tajska to koniecznie idz w Tajlandii na kurs kuchni tajskiej.

    1. Tak, na początku byłam przytłoczona Bangkokiem, nie podobało mi się to miasto. Co do innych miejsc w Tajlandii – zachwyciły mnie. Na koniec naszego wyjazdu wróciliśmy do Bangkoku na 5 dni i… zaczęło mi się tam podobać. Pokrętna kobieca logika 😛

  11. W Szwajcarii sprzedawane są w sklepach ugotowane jajka, pomalowane na różowo lub w kolorowe wzory – być może podobnie jest w Tajlandii

  12. Kochana Fashionelko,

    od dawna marze o Tajlandii, ale jestem niestety jeszcze w trakcie przekonywania mojego chlopaka, zeby sie tam ze mna wybral 🙁 powiedz prosze, czy Tajlandia lub tez sam Bangkok jest miejscem niebezpiecznym?

    PS. Wspaniale zdjecia! 🙂

  13. Kurczę, ale narobiłaś mi apetytu tymi pięknymi zdjęciami! Ja poznałam tajską kuchnię dzięki knajpom w Warszawie, głównie bezkonkurencyjnej wg. mnie Thaisty i od razu pomyślałam, że w Tajlandii byłabym w raju. To są totalnie moje smaki – mocne przyprawy, dużo kolendry, limonka – pycha!

  14. Hej Eliza, właśnie zaczęliśmy na poważnie rozważać Bangkok jako kierunek na przyszły rok! Ale… Poczytałam trochę i mam mieszane uczucia. Te wszystkie choroby, kradzieże, zagrożenia opisywane na stronach turystycznych… Jasne, że terroryści mogą być wszędzie, ale czy tam naprawdę jest bezpiecznie? Jak to oceniasz? Braliście jakieś szczepionki przed wyjazdem? Pozdrawiam!

  15. No dobra, może wyjde na głupka ale nie czaję. Fasz, co z tymi zupami w workach? Masz ją sobie wziąć do domu i przelać czy co? W końcu to street food, ale no kurde, jak zjeść na ulicy zupę, która jest w worku?

    1. Tak, możesz sobie je wziąć do domu. To wygodne dla tych którzy się spieszą, chcą kupić jedzonko i lecieć do domu. Możesz też kupić na stoisku obok makaron ryżowy w misce i przelać tam zupkę. Ja tak właśnie robiłam 🙂

  16. Hej Eliza! Moja teściowa jest Tajką, zapytałam o te jajka – uwaga ona mówi, ze to stuletnie jaja czarne w środku. Lokalny przysmak. Pozdrawiam!

Leave a Reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>